Ani LED ani CFL, ale ESL

Kończąc krótki wątek zarówkowy, pozwolę sobie przedstawić jeszcze jednego pretendenta do zostania źródłem swiatła przyszłości. Pewnie firma wymyśliła źródło światła zwane electron stimulated luminescence, czyli ESL (po polsku będzie to chyba luminescencja stymulowana elekronami). Wideo (po angielsku) wyjaśnia, o co chodzi:

Technologia jest nowa, pierwsze żarówki mają się pojawić w 2010 roku. Zobaczymy.

Żarówkowe kłamczuszki

Producenci świetlówek kompaktowych usiłują nas przekonać, jakim to dobrodziejstwem są te urządzenia i jak to wiele zaoszczędzimy ich używając. Jak widać rynkowe zachęty były niewystarczające, bo sięgnęli po lobbying i rękami unijnych urzędników, wprowadzili nam mocniejsze środki perswazji, która z czasem zamieni się w urzędowy przymus.

Okazało się, że ktoś nie dał wiary zapewnieniom producentów w kwestii tego, jak fantastyczne są te świetlówki i jak świetnie świecą mimo małego poboru mocy. Zebrano kilka świetlówek o nominalnej mocy 11-12W, które pod względem emitowanego światła (pomijając jego kolor i inne właściwości) miały być równoważne tradycyjnym żarówkom 60W. Każdej dano ponad 10 minut na osiągnięcie maksymalnej wydajności (normalna żarówka tego zupełnie nie potrzebuje), a następnie zmierzono jasność emitowanego światła.

I co się okazało? Ano to, że świetlówki osiągają zaledwie do 60% jasności rzekomo ekwiwalentnych im żarówek. Gdy jasność żarówek osiągała 101-126 luksów, to świetlówki „wyciągały” 67-77 luksów. Owszem oszczędności są, ale wcale nie takie, jak by wynikało z informacji na pudełkach. Ciekawe, czego jeszcze nam producenci nie powiedzieli?

A urzędnicy, oczywiście, zajmą się tą sprawą i sprawią, że etykiety będą mówiły prawdę.

Pożegnanie z żarówką

Dziś jest dzień, w którym żegnamy się z tradycyjną żarówką, czyli zgodnie z nazwą, z żarówką żarową, na razie o mocy 100 W i większej. Urzędnicy Unii Europejskiej, w swej niezgłębionej mądrości, oraz wzorując się na urzędnikach z innych, jeszcze bardziej postępowych krajów, zadecydowali, że tradycyjne żarówki są złe i należy się ich pozbyć. Na początek tych mocniejszych, a potem i innych.

Oczywiście, chodzi o ekologię. Bo tradycyjne żarówki są nieefektywne, bardzo mało dostarczanej im energii przeznaczają na swoje przyjemne światło, resztę marnując na ciepło. A jak energia się marnuje, to ekolodzy cierpią nieopisane katusze i musieliśmy się nad nimi zlitować. I teraz zamiast miłych lamp żarowych, będziemy bieli oszczędne lampy wyładowcze czy żarówki LED.

Problem z „ekologicznymi” lampami jest taki, że dają brzydkie, nieprzyjemne światło. Nie jest kwestia temperatury barwowej, bo nad tym można trochę panować, ale nieciągłe pasmo elektromagnetyczne generowanego światła, które wpływa na postrzeganie barw. Dodatkowo dochodzi efekt stroboskopowy, choć mniej widoczny w nowoczesnych świetlówkach. Plus długi czas zapłonu i dochodzenia do pełnej efektywności, co znacznie utrudnia używanie ich w zastosowaniach, gdy potrzebne jest światło jedynie na krótki czas. Oczywiście nie jest fajna cena, ale to ma się zwrócić dzięki niższemu poborowi energii i dłuższej żywotności. No a z ekologią też nie jest tak do końca świetnie, bo może i są one oszczędne, ale same w sobie są bardzo nieekologicznym odpadem głównie z powodu zawartości rtęci. Tak, tej samej, której w końcu dzielnie pozbyli się urzędnicy z powszechnie używanych termometrów.

Żarówka tradycyjna ma wiele zalet (za tym wpisem na forum):

  • powszechność zastosowań
  • niska cena zakupu
  • bardzo dobre oddawanie kolorów (maksymalna wartość wskaźnika CRI; Ra=100)
  • przyjazna dla oka barwa światła, zwłaszcza do zastosowań domowych, do odpoczynku
  • bardzo duża gama mocy
  • wersje z ozdobnymi kształtami baniek
  • niewrażliwa na niskie i wysokie temperatury
  • stała trwałość źródła różnych producentów – równa 1000 godz. (tylko wersje specjalistyczne odbiegają od tej zasady)
  • trwałość niezależna od ilości jej włączeń i wyłączeń
  • możliwość ściemniania
  • natychmiastowy zapłon i świecenie pełną mocą
  • nie wymaga utylizacji, czyli po jej przepaleniu może być wyrzucona do zwykłego kosza na śmieci

Można, oczywiście, przerzucać się argumentami na rzecz jednych lub drugich rodzajów lamp. Problem w tym, że to nie powinno nic urzędników obchodzić jakich żarówek kto tam sobie używa! Przecież płacimy za prąd z akcyzą tyle, ile sobie tam żądają i nic urzędasom do tego, jak sobie ten prąd zużywamy. Jeśli mamy zamiar marnować go przez tradycyjne żarówki, to jest to nasza wola. Jedni sobie świecą przyjemnym światłem, a inni gotują w czajniku elektrycznym herbatę doświetlając sobie kompaktową świetlówką. Ja nie pijam herbaty, więc mam nadwyżki energetyczne, które chciałbym zużywać do podgrzewania włókna żarzącej się żarówki. Nikomu nic do tego.

Lubię światło tradycyjnej żarówki. Mam nawet specjalne oprogramowanie – F.lux – które zmienia temperaturę barwową mojego ekranu, aby dopasować się do panującego w pokoju oświetlenia. A koty to dopiero cenią sobie tradycyjne, świetnie grzejące żarówki:

Na razie jeszcze wolno nam kupować żarówki o mniejszej mocy. No i dla oszczędnych pojawiły się żarówki halogenowe zamontowane w oprawkach i bańkach podobnych do tradycyjnych żarówek. Ich światło też jest całkiem znośne, cena dość przystępna w porównaniu ze świetlówkami, no i na razie wolno je posiadać. Dziwi mnie, że nie pojawiło się na naszym rynku pełno chińskich żarówek o mocy 99W. Pewnie jakaś norma ustala, że żarówka może być 75W albo 100W i nic pomiędzy nie będzie dopuszczone, jako niebezpieczne i złe.

Ciekawe, czy kiedyś będzie jakaś specjalna „żarówkowa policja”? Celnicy będą szukać żarówkowej kontrabandy? Specjalne brygady będą likwidować nielegalne siatki dealerów żarówek? Będziemy mieli Wojnę z Żarówką?