WOŚP zbiera urzędasom na waciki

Po raz kolejny mieliśmy finał WOŚP i znów pojawiło się trochę pytań i wątpliwości dotyczących tej imprezy. Mam wrażenie, że w tym roku wyjątkowo hejtowano wszystkich jurkowych hejterów, co zaczyna sprawiać wrażenie, że Jurek nabiera u nas znamion boskości oraz niekwestionowanego autorytetu i zbawcy ojczyzny. No dobra, przynajmniej zbawcy państwowej słubży zdrowia, który ocalił tysiące istnień ludzkich i gdyby nie on, to ludzie, a na pewno noworodki, umieraliby na ulicach.

Nie lubię pana Owsiaka i jego cyrku, o czym kiedyś pisałem, ale linka nie podam, bo Jurek, choć swój chłop, to lubi podeprzeć się komunistycznym paragrafem 212 kk, a ja nie mam kasy na prawników. A że żadnej charytatywnej imprezy nie organizuję, więc nic mi nawet przypadkiem do słoika nie skapnie. Nie lubię go i już, na szczęście nie ma jeszcze takiego obowiązku, choć wyrażenie niechęci do WOŚP w wielu kręgach grozi przynajmniej nieprzyjemnymi spojrzeniami, o towarzyskim ostracyzmie nie wspominając.

Wszystko mi jedno, co sobie Jurek z kasą robi, czy wydaje ją na łóżka dla staruszków, czy na rozpustę podczas Przystanku Woodstock, czy chowa do legendarnego słoika. Ja mu nie daję, a co inni robią z pieniędzmi, to ich sprawa.

Co nie zmienia faktu, że mogę oceniać pewne aspekty tej imprezy, bo nie sposób jej nie zauważyć i kontrowersji nie brakuje. Obrońcy działalności Jurka Owsiaka w ramach zabijających przeciwnika argumentów rzucają łapiące za serce anegdoty o ocalonych dzieciach i innych chorych, sugerując, że gdyby nie WOŚP, to byłoby z naszą „darmową służbą zdrowia” bardzo źle. Jurek nasz wszystkich ratuje. Choć to nie obciachowy moherowy apel „Jarku Polskę zbaw!”, brzmi jednak trochę podobnie – „Jurku Polskę zbawiasz!”.

Problem w tym, że choć WOŚP zbiera imponujące kwoty (z roku na rok coraz więcej i więcej!), to tych wszystkich okropności, gdyby tego zaprzestał, jest mocno przesadzona.

Idziemy sobie na stronę BIF NFZ i pobieramy arkusz kalkulacyjny zawierający plan finansowy tej instytucji na 2014 rok. Patrzymy, co tam fajnego obliczono i przedstawiamy sobie dokonania WOŚP i Jurka „Zbawcy” Owsiaka we właściwym kontekście.

Na razie mamy zadeklarowane 35,5 mln złotych z tegorocznej zbiórki WOŚP. Zakładając, że cała ta kwota zostanie wydana na sprzęt medyczny i nie prowadząc dochodzeń, ile poszło do słoika, na budynki, do melona, czy gdzieś tam indziej, to jest to kropelka w morzu planowanych wydatków NFZ, które wyniosą 66,37 mld złotych. Jak łatwo policzyć NFZ wyda na „nasze zdrowie” 1880 razy więcej niż Jurek.

Dla lepszej ilustracji tej proporcji stworzyłem taką właśnie „profesjonalną infografikę” pokazującą jedno teoretyczne urządzenie opatrzone serduszkiem WOŚP na tle urządzeń, które NFZ zafundował nam za nasze pieniądze:

Nie mówię, że te miliony WOŚP są nic nie warte, ale warto znać też te inne liczby. To nie Jurek jest prawdziwym zbawcą wszystkich chorych. To każdy, kto odprowadza przymusowe składki na ubezpieczenie zdrowotne leczy wszystkich potrzebujących. Nie naklejamy żadnych swoich serduszek, ale to my faktycznie to wszystko finansujemy. I mogę tym zbijać argument, że „ten co nic nie robi, nie może krytykować” – dorzucam się co miesiąc do tej wielkiej puli. Czy chcę, czy nie chcę – więc choćby w tym aspekcie Jurek ma u mnie plusy. Wrzucać do puszki z serduszkiem nie muszę.

Sukces WOŚP jawi się w jeszcze mniej korzystnym świetle, gdy skonfrontujemy go z inną pozycją planu finansowego – koszty administracyjne. Otóż na swoje funkcjonowanie NFZ zamierza wydać w przyszłym roku 770 mln złotych, czyli ponad 20 razy więcej niż to, co do tej pory zebrał WOŚP. Mają rozmach skur…yny, chciałoby się zacytować klasyka.

W takim świetle działalność WOŚP nie ma większego realnego wpływu na służbę zdrowia. Osłabia to nawet argumenty przeciwników, że WOŚP wspiera naszą kulejącą ochronę zdrowia, gdyż jego faktyczny wpływ na to jest minimalny. Innymi słowy, WOŚP zbiera urzędnikom NFZ na waciki.

Nagonka

Dziś kolejny finał WOŚP, czyli dzień nagonki na przechodniów. Udało mi się dać odpór jednemu małemu komandu serduszkowców i paradowałem po sklepie bez serduszka. Potem skryłem się ze wstydu w domu i postanowiłem więcej nie wychodzić. Jutro będzie po wszystkim. WOŚP nie jest moim ulubieńcem.

Ale tak naprawdę, to chodzi mi o inną sprawę, którą dobrze realacjonuje Vagla. Fundacja pana Owsiaka i organizowane przez nią imprezy, czyli Finał WOŚP i Przystanek Woodstock cieszą się szczególnym poparciem ZAiKSu, który zwalnia te imprezy z należnych na rzecz tej organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi opłat. Sprawa warta grube miliony złociszy, które oczywiście idą na zbożny cel, więc pewnie lepiej się ich nie czepiać.

Ciekawi mnie dlaczego jednak akurat pan Owsiak cieszy się taką przychylnością ZAiKSu? Jak można sobie zasłużyć na takie traktowanie? Bo nie jest to bynajmniej standard w działaniach ZAiKSu. Dlaczego fryzjer musi płacić, choć często ledwo wiąże koniec z końcem, a WOŚP, który z roku na rok zbiera „jeszcze więcej”, nie musi się kłopotać z opłatami na rzecz autorów i kompozytorów? O ile zwolnienie imprezy charytatywnej mogę jakoś zrozumieć, to Przystanek takową imprezą nie jest. O co tu chodzi, poza tym, że jak zwykle chodzi o pieniądze?

WOŚP 2008 – komentarz

Jak niektórym wiadomo, WOŚP nie należy do moich ulubieńców. Dziś pozwolę sobie zacytować celny komentarz z witryny Wolność i Kapitalizm, dotyczący najświeższej edycji tej imprezy:

Najbardziej ubawiło mnie stwierdzenie Pani Redaktor w państwowej telewizorni, że „cudzoziemcy też włączają się do akcji, a niektórzy nawet specjalnie przyjeżdżają do Polski, aby doświadczyć tego zjawiska nieznanego reszcie Świata” (do czasu Europo, do czasu), zaraz Pani Redaktor dodała, że dzisiaj nie wypada NIE DAĆ, a za dwa lata stwierdzi, że tylko faszyści nie dają, a ich nazwiska można przejrzeć na „liście owsika”.

Pamiętam, z czasów młodości, tak zwane czyny społeczne. Ba, bywało, że nawet sam brałem w nich udział (zapędzony razem ze szkołą, lub zdarzyło się raz, że dobrowolnie). Państwo totalitarne, nie mogąc podołać obowiązkom, organizowało akcje zapędzania całego społeczeństwa do roboty. Wtedy wszyscy czuliśmy, że był to jakiś przekręt, choć cele takiego czyny były nawet przydatne (kawałek chodnika, lub drogi dojazdowej).

Dziś to samo Państwo, angażuje swoje „medialne tuby” byśmy uczestniczyli w takim „czynie społecznym”. Wszystkie „autorytety” popierają akcję, a nadszef Urzędu Skarbowego, JE Premier Najjaśniejszej Rzeczpospolitej lata z puszką.

Brakuje tylko, aby US pobierał specjalny podatek na WOŚP.

Tak, czyn społeczny, celne porównanie. Wszyscy, z krzykiem, przytupem, z telewizją i innymi mediami ruszamy do czynu społecznego, którego celem jest podłatanie kawałka dziurawej państwowej drogi jaką jest „służba zdrowia”. Inne twarze (tutaj bym do końca jednak nie był tego pewien), inne sztandary, ale reszta podobna.