Zauważone w US

Tylko 2 ciekawostki. Moje zdjęcie „fasolki” w Millenium Park w Chicago, mam nadzieję, że nie sprowadzę nim na siebie gniewu kopyrajtowych gestapowców, bo nie wiem jaki jest aktualny stan ochrony tego obiektu:

Ron Paul jest dość popularny. W sondażach telewizyjnych tego może nie daje się zauważyć, ale byłem zdziwiony dość licznymi przejawami poparcia dla jego kandydatury, jak choćby ten:

Land of the free?

Czy rzeczywiście USA to wciąż kraj ludzi wolnych? Nie, jeśli jesteś japońskim turystą i robisz fotografie z okien pociągu. Takie coś sprowadza na ciebie policję i kłopoty.

Aż dziw, że w kraju, który jednak był ostoją wolności, tak łatwo poszło. No i z drugiej strony, czemu tu się dziwić, że w Polsce, która przez ostatnie wieki ostoją wolności nie była, hasła wolnościowe nie mają zbytniego posłuchu. Taka refleksja na dziś.

Uzbrojona Ameryka

Fotograf Kyle Kassidy przygotowuje album fotograficzny „Armed America: Portraits of Gun Owners in Their Homes”, w którym portretuje amerykańskich posiadaczy broni w ich domach. Na stronie poświęconej temu projektowi znajdziemy próbki tych zdjęć, warte obejrzenia. Tak, posiadacze broni to są normalni ludzie. Warto też zacytować niektórych sportretowanych:

Gdy wykryto u mnie raka, okazało się, że ja sam i moja rodzina wymagamy ochrony. Byłem za stary, by walczyć, za chory, by uciekać, a ponieważ rak pozbawił mnie strun głosowych, nie mogłem wołać o pomoc. Kupiłem sobie pierwszą w życiu broń palną.

Posiadam broń z tego samego powodu, z którego posiadam gaśnicę – o ile, z pewnością, nie spodziewam się, ani też nie mam nadziei na najgorsze, jeśli by jednak nadeszło, jestem przygotowany, aby podjąć aktywne kroki w celu zapewnienia, że moja rodzina przetrwa…

Wierzymy, że to MY jesteśmy naszą pierwszą linią obrony. Gdyby zdarzył się ten mało prawdopodobny przypadek, że stalibyśmy się ofiarami przemocy, oboje jesteśmy wyszkoleni i gotowi do obrony siebie, naszych przyszłych dzieci i naszej własności przed jakąkolwiek krzywdą.

Uważam, że posiadanie broni to nie tylko prawo, ale także obowiązek ludzi wolnych wobec siebie samych i przyszłych generacji.

Moja żona i ja wierzymy także gorąco w suwerenność jednostki i rodziny. Jesteśmy obywatelami, z naszymi niezbywalnymi prawami, a nie przedmiotami do rządzenia nimi. […] Prawo posiadania i noszenia broni nie oznacza, że obywatele mogą polować czy strzelać do tarczy. Uznaje się, że mogą bronić swego kraju, stanu, społeczności, rodzin i samych siebie przed tymi, który zechcą uczynić im krzywdę, czy będzie to obca armia, czy ich własny lokalny, stanowy albo federalny rząd… albo jakiś brutalny zbir.

Myślę, że każdy powinien mieć broń. To wyrównuje szanse.

Jesteśmy swoją ostatnią linią obrony. Nie widziałem jeszcze przekonywującego argumentów przeciwników prawa do posiadania broni, dlaczego to przestrzegający prawa obywatele nie powinni jej posiadać. Wszyscy zgadzamy się co do tego, że przestępcy nie powinni jej mieć, ale jaką korzyść jest w odbieraniu jej dobrym ludziom?

Jeszcze o raporcie Banku Światowego

W uzupełnieniu do tego, co napisałem w poprzednim wpisie dotyczącym raportu Banku Światowego na temat robienia interesów w różnych krajach, postanowiłem przyjrzeć się kwestii zakładania firmy w USA. USA to wciąż dość wolnościowy kraj, całkiem wysoko w ogólnym rankingu. Proces założenia firmy (spółka z o. o. zdolna do działania i zatrudniania pracowników) trwa w USA 5 dni i obejmuje 5 etapów (po dniu na każdy z nich). Całkowity koszt to $210, a kapitał potrzebny do założenia takiej spółki to $0 lub $1000, w zależności od stanu.

Pierwszy etap, czyli rejestracja samej firmy trwa standardowo dwa dni za $135, ale może zostać przyśpieszony za stosowną opłatą: do 24 godzin za $25, do tego samego dnia za $75, a do 2 godzin za $150 (jak kogoś przyciśnie). I to wszystkie koszty. Pozostałe etapy są bezpłatne, a cały proces to wypełnianie stosownych formularzy, które czasem można załatwić online, czy telefonicznie.

Egzekwowanie umów nie jest już takie szybkie jak w Nowej Zelandii, bo trwa aż 250 dni (wciąż 4 razy szybciej niż w Polsce).

Rak biurokracji pożerający mózgi wielu naszych rodaków, nie pozwala im przyjąć do wiadomości tego, że można większość procedur gospodarczych znacznie uprościć i zmniejszyć ich koszty. A jednak się da i nie oznacza to jednocześnie jakiegoś upadku cywilizacyjnego, jak zdają się sugerować obrońcy „sprawiedliwości społecznej”.