Free Bieber

Moje przepowiednie dotyczące tego, że jeszcze czekają nas czasy kopyrajtowego zamordyzmu, nie są wcale takie mocno przesadzone. Amerykański Kongres debatuje nad prawem, które miałoby uczynić przestępstwem z możliwością kary 5-letniej odsiadki umieszczenie w serwisach typu YouTube materiałów wideo, które zawierają chronione prawem autorskim utwory. Przykładem takiego przestępstwa ma być na przykład zamieszczenie wideo, na którym śpiewamy utwór chroniony prawem autorskim. Jak się okazało, Justin Bieber, gwiazda pop, zaczynał swoją karierę właśnie w ten sposób – w świetle planowanego prawa, każdy, kto chciałby pójść podobną drogą tego gwiazdora, będzie zagrożony karą odsiadki.

Powstała właśnie strona – Free Bieber – która w ten obrazowo ilustruje problem z tym zamordystycznym prawem. I tu nie chodzi wyłącznie o śpiewanie piosenek czyjegoś autorstwa, ale każde wideo, które będzie zawierać w sobie chronione prawem autorskim utwory. Twórcy tego prawa kontrują, że nie chodzi wcale o takie sobie śpiewanie na YT, ale jedynie o takie serwisy, które zarabiają na prezentowaniu chronionych materiałów. Jak się im uda, to dopiero praktyka pokaże, o co naprawdę chodziło.

5 lat kicia? Nawet Justin Bieber nie zasługuje na taki los…

Mapa pozytywnych zmian

Poniższy obrazek jest odnośnikiem do animacji GIF pokazującej ewolucję w legalnym dostępie do broni palnej w USA od 1986 roku do 2011.

Z opisu nie wynika, ale zapewne chodzi o prawo noszenia broni ukrytej (Concealed Carry). Czerwone – stany, które nie wydają pozwoleń obywatelom na noszenie broni (wiadomo, czerwone, czyli złe). Zielone to stany, w których nie jest wymagane w ogóle pozwolenie (niegdyś Vermont, teraz więcej). Żółte – stany, gdzie urzędnik decyduje wedle swojego uznania o wydaniu pozwolenia. Niebieskie – stany, gdzie pozwolenie jest automatyczne wydawane, o ile obywatel spełni określone warunki, czyli nie zależy od urzędniczej decyzji.

Zmiany bardzo pozytywne. Niechlubnym wyjątkiem jest Illinois. Oby jak najkrócej.

Urzędnik przyrodzie pomoże

Państwo troszczy się o nas wszystkich, troszczy się także o przyrodę. Nacjonalizuje lasy, bo wiadomo, że prywaciarze wszystko by przerobili na zapałki. Powołuje także specjalne leśne straże, co nam tam tych państwowych lasów pilnują. W Polsce mamy taką sytuację, że drogi w lasach i przy nich, jeśli nie są drogami krajowymi, wojewódzkimi lub gminnymi, to najczęściej są drogami zakładowymi Lasów Państwowych. I na te drogi nie wolno wjeżdżać – grozi za to dotkliwy mandat. Nie ma znaczenia, że nie ma szlabanu, oznaczenia, droga wygląda na uczęszczaną – obowiązkiem kierowcy jest wiedzieć, kto jest właścicielem drogi i tyle. Państwowe Lasy nie muszą „swojej” własności zaznaczać, i co im zrobimy?

To tylko przykład przywłaszczania sobie przez państwo jednej z wielu dziedzin życia, w której urzędnicy wiedzą lepiej od obywateli. Tak jest wszędzie, co nie oznacza, że to słuszny układ. A jak o czymś decydują urzędnicy, to rzadko są to decyzje dobre. Dziś przykład z USA, całkiem zabawny.

Jest zima, w rzece w lodzie utkwił jeleń. Nie może się wydostać, więc trzeba go ratować. Pojawiają się urzędnicy – strażacy oraz specjalne leśna policja. Rozpoczynają od narady i decydują się, że akcja jest zbyt ryzykowna, więc nic nie zamierzają zrobić. Pojawia się dwóch obywateli, dmucha ponton i wyrusza, wbrew zaleceniom urzędników, na ratunek zwierzęciu. Uwalniają go z lodu. Wszystko dobrze się kończy, poza jednym – urzędnicy nagradzają ich mandatami po $90 za brak kamizelek ratunkowych! Bo prawo stanowe stanowi, że każdy, kto pływa po wodzie łódką (także pontonem) ma mieć kamizelkę. I tak byli łaskawi, bo mogli ich aresztować za zlekceważenie nakazu pozostawienia zwierzęcia samemu sobie.

Wiadomo, urzędnik o wszystko zadba najlepiej. I o nas, i o przyrodę.

Wywrotowcy do rejestracji

Czy jest jakiś absurd, którego nie wymyślą etatyści? Ano nie ma. W Karolinie Południowej (USA) uchwalono prawo, zwane Ustawą o działaniach wywrotowych (SUBVERSIVE ACTIVITIES REGISTRATION ACT), które wymaga urzędowej rejestracji każdej organizacji wywrotowej, organizacji pod obcą kontrolą, czy też każdego obcego agenta. Organizacje wywrotowe natomiast to takie, których celem jest przejęcie, kontrolowanie czy obalanie rządu, przy użyciu przemocy lub innych, nielegalnych działań. Teraz każda organizacja lub osoba podpadająca pod te definicje musi zarejestrować (opłata $5) się pod groźbą kary grzywny do $25000 lub 10 lat więzienia.

Terroryści i wywrotowcy, do rejestracji marsz, biurokraci czekają. Tak oto nowoczesne państwo walczy z wywrotowcami i agentami.

Brudni, biedni i źli

Tak zazwyczaj ukazuje się tzw. przeciętnego posiadacza broni palnej w USA. Zazwyczaj jest to nieokrzesany redneck gdzieś z południa, który zaczepia przyzwoitych ludzi i zabija rozmaite futrzaki wyłącznie z niskich pobudek i dla zapewnienia sobie nieskomplikowanej rozrywki. A to wszystko dlatego, że jest głupi i biedny, a co za tym idzie – zły i niezadowolony z życia.

The Wall Street Journal w artykule „Trigger Happy” rysuje jednak trochę odmienny wizerunek amerykańskiego, uzbrojonego obywatela. Z badań prowadzonych od 1973 roku przez General Social Survey wynika, że wśród 34% gospodarstw domowych w USA, które posiadają broń stopień edukacji nie odbiega od średniej (więc nie są głupi i niedouczeni), a posiadacze broni zarabiają średnio o 32% więcej od tych, którzy jej nie posiadają (czyli raczej nie są biedny). Większy odsetek posiadaczy broni jest zadowolonych z życia (36% vs 30%), a mniejszy odsetek jest niezadowolony (9% vs 16%) w porównaniu z bezbronną częścią społeczeństwa. Raczej nie są zgorzkniali i nie potrzebują broni, aby rozładowywać codzienne frustracje. Generalnie w 40 milionach amerykańskich domostw, w których jest też broń żyją ludzie, którzy są ogólnie szczęśliwsi od mieszkańców pozostałych gospodarstw.

Myślę, że dobrą ilustrację może stanowić mój stary wpis Uzbrojona Ameryka.