Nexus 7 – pierwsze wrażenia

TL;DR: Pierwsze wrażenie – Nexus 7 jest zajebisty pod każdym względem.

Moje doświadczenia z nowoczesnymi gadżetami są mocno ograniczone. Jestem gadżeciarzem-teoretykiem, czyli dużo o tych wszystkich rzeczach czytam, ale niewiele miałem szansę wypróbować własnoręcznie. Mój telefon to dumbphone Samsunga, mam archaicznego iPoda touch pierwszej generacji, no i przez jakiś czas testowałem androidowy tablet Acera. Pojawienie się Nexusa 7 w moim posiadaniu to mój gadżetowy skok na głębokie wody.

Zachęcony pozytywnymi recenzjami i generalnie entuzjastycznym przyjęciem tego tabletu uruchomiłem swoje zamorskie znajomości i po paru dniach odebrałem przemycone z USA urządzenie. Zdecydowałem się na droższy wariant wyposażony w pamięć 16GB, bo doświadczenia z 8GB iPodem nauczyły mnie, że pamięci nigdy za dużo. Dzięki kontr-ekonomicznym sztuczkom oraz znajomościom tablet kosztował mnie 980 złotych, co jest nader przystępną ceną, uświadamiającą ciągle, jak mocno łupie nas nowoczesne, europejskie państwo. Gdy Nexus wreszcie się u nas pojawi, pewnie będzie o 40-50% droższy dzięki podatkom i generalnej tendencji do sprzedawania europejczykom wszystkiego drożej, bo niby bardziej do drożyzny są przyzwyczajeni.

Produkt dotarł w zgrabnym pudełku otoczonym tekturowym rękawem. W środku niewiele – tablet w ochronnej foli, ładowarka sieciowa i standardowy kabelek micro-USB. Aha, jakieś podręczniki, których nie zadałem sobie trudu przejrzeć.

Tablet jest bardzo estetyczny. Przednia płaszczyzna jest całkowicie szklana i kryje pod sobą fantastyczny wyświetlacz w technologii IPS o rozdzielczości 1280×800 pikseli, co przy przekątnej 7 cali daje całkiem niezłą gęstość pikseli wynoszącą 216 na cal. Wszystko jest ostre, kąty widzenia świetne, a pikseli po prostu nie widać. Pod szybą znajduje się oczko kamerki przeznaczonej do rozmów wideo i czujnik jasności.

Przednia szyba otoczona jest metalową ramką spajającą przód z tyłem urządzenia. Tył to bardzo miłe w dotyku tworzywo sztuczne, wyglądem i fakturą przypominające trochę perforowaną skórę. Wytłoczono na nim nazwę urządzenia oraz logo producenta – Asusa. Całości dopełniają: szczelina głośnika, gniazdko micro-USB, gniazdko mikrofonu, przycisk regulacji głośności oraz przycisk włączania/usypiania tabletu.

Urządzenie jest wstępnie podładowane, więc po odwinięciu foli wystarczyło wcisnąć przycisk włączania, aby ujrzeć białe logo Google, a po chwili animowane kolorowe logo Nexusa. Co ciekawe, mimo że otrzymujemy tablet w zaplombowanym pudełku, jest on wstępnie prekonfigurowany danymi kupującego. Na szczęście bez problemu w procesie wstępnej konfiguracji daje się to zmienić i mogłem spersonalizować Nexusa od siebie. Jako, że jednym z pierwszych kroków jest ustawienie języka, to Android szybko zaczyna rozmawiać z nami po polsku, podobnie jak wiele aplikacji.

W pakiecie otrzymujemy od razu zestaw programów Google, w tym przeglądarkę Chrome i klienta poczty Gmail. Od razu można łączyć się ze światem. Oczywiście gotowy jest też sklep Google Play, więc łatwo zacząć zaludniać tablet oprogramowaniem, co natychmiast uczyniłem.

Nexusa 7 napędza najnowsza wersja 4.1.1 systemu Android nazwana kodowo Jelly Bean. Założeniem twórców było doprowadzenie do stanu, gdy system działa szybko i gładko, jak po maśle, co im się w pełni udało. Nie ma porównania z gładkością i szybkością działania pomiędzy Androidem 3.2, a jego najnowszą wersją, szczególnie posadzoną na cztero-rdzeniowym procesorze Tegra 3 nVidii. Działa pięknie, żadnego „haczenia” i zacięć. Super, zupełnie bez kompleksów w stosunku do posiadaczy wzorcowego pod względem szybkości reakcji systemu iOS.

Po paru dniach zainstalowałem sobie zestaw niezbędnych mi aplikacji (dlaczego nikt mi nie powiedział, że Flipboard to taki fantastyczny program?) plus trochę gier. Wszystko działa zgodnie z oczekiwaniami, żadnych niespodzianek. Szczególnie zadziwił mnie odbiornik GPS, który wydaje się łapać satelity w kilka sekund, nawet wewnątrz (przy oknie) – ta czynność mojej dedykowanej nawigacji zajmuje 2-3 minuty.

Trudno mi się wypowiedzieć na temat żywotności baterii. Na razie wystarcza bez problemu na cały dzień niezbyt intensywnego użytkowania, ale nie wiem jak długo można na tablecie oglądać np. filmy.

Rozmiar tabletu jest optymalny. Jest znacznie wygodniejszy niż większe odpowiedniki (9 czy 10 cali). Łatwo go trzymać jedną ręką, a 340 gramów wagi sprawia, że nie męczymy się podczas użytkowania. Jedną z zaskakujących aplowskiego cech iPada czy większych androidowych tabletów jest ich ciężar, który wydaje się być zbyt duży w stosunku do wizualnego odczucia, tak w przypadku Nexusa ciężar wydaje się dobrze zgrywać z rozmiarem tabletu. Pozytywne wrażenie powiększa przyjemna faktura tylnej ścianki.

Nie robiłem jakiś szerszych testów działania urządzenia – po prostu zacząłem go normalnie używać, tak na co dzień. Dla mnie to urządzenie idealne, bo mogę przestać używać laptopa, który do tej pory towarzyszył mi podczas posiłków czy wizyt w toalecie. Znacznie łatwiej i przyjemniej konsumuje się informacje z internetu mają tablet ciągle przy sobie, a nie siedząc przed kompem stacjonarnym, czy z laptopem na kolanach. Teraz odpowiedź na najczęściej nurtujące pytanie – ile ona ma lat, albo gdzie on jeszcze grał – jest pod ręką. Wystarczy przeciągnąć palcem i wstukać odpowiednie pytanie w okienko wyszukiwania. Próbowałem głosowego wprowadzania tekstu, ale wciąż jest do więcej uciechy z tego jak dziwacznie zostają zinterpretowane nasze komendy, niż prawdziwej użyteczności. Ale można popróbować.

Czy to oznacza, że wchodzę w etap post-PC? Raczej nie, bo jednak wykonywanie wielu czynności na komputerze jest po prostu łatwiejsze i wygodniejsze, więc raczej bez prawdziwego komputera się nie obejdę. Niemniej jednak, jeśli chodzi o konsumowanie informacji, to z kolei tablet wydaje się być znacznie wygodniejszy.

Roman urządzenie zaaprobował i ma nim swoją ulubioną grę:

Szkoda, że Nexus 7 nie ma jeszcze łączności 3G, bo wtedy byłoby to dla mnie urządzenie idealne. Ponoć Google szykuje taki model, ale z drugiej strony, będzie zapewne sporo droższy, a ja już swojego Nexusa kupiłem. Może kiedyś wreszcie zdobędę jakiegoś najprostszego smartfona z funkcją hotspota i jakoś będę sobie w stanie poradzić bez WiFi.

Wszystkie zdjęcia są w tym albumie.

Jednak się da

Nagrałem z Polygamią okolicznościową Polygadkę, w której, między innymi, rozmawialiśmy o mijającej rocznicy Electro Body (Electro Mana). W rozmowie padła kwestia przeniesienia gry na jakąś platformę mobilną, a ja wyraziłem swoje powątpiewanie w sensowność tego zabiegu, bo uważam, że w takie gry źle się gra dotykiem. Okazało się jednak, że mocno się myliłem, bo właśnie odkryłem wideo pokazujące Androidowy port remake’u gry:

Sterowanie sprytnie pomyślane – obyło się bez wirtualnego joysticka. Wschodni sąsiedzi, jak zauważyłem w rozmowie, jednak potrafią.