DRL po nowemu

Jakiś czas temu opisywałem moje przemyślenia w kwestii posiadanych przeze mnie świateł do jazdy dziennej (DRL). W rozporządzeniu z 2002 roku zarządzono, niezgodnie z „świętymi” normami unijnymi, że światła do jazdy dziennej muszą działać wraz z tylnymi światłami pozycyjnymi.

Mnie oczywiście nie chciało się nic przerabiać w samochodzie, po prostu ustawiłem światła na pozycję „auto” i zakleiłem czarną taśmą czujnik zmroku, oszukując samochód, że jest nieustanna noc. Inaczej mówiąc, w dzień jeździłem na oświetleniu nocnym, czyli światła mijania oraz światła pozycyjne przednie i tylne. Niepotrzebnie świeciły się i zużywały paliwo, ale przecież chodzi o tzw. bezpieczeństwo. Ostatecznie to ja za to płaciłem, więc żaden urzędnik z stosownego ministerstwa nie musiał się mną przejmować.

W maju ministerstwo zmieniło zdanie. Wypichciło rozporządzenie, w którym m.in. światła dzienne już nie mają wymogu działania wraz ze światłami pozycyjnymi. Alleluja! Lepiej późno niż wcale. Ba, teraz nowe samochody, po raz pierwszy zarejestrowane w przyszłym roku nie mogą włączać świateł do jazdy dziennej wraz z pozycyjnymi. Dla starszych jest, na szczęście, dyspensa. Mogę już odkleić czujnik i wyprowadzić auto z mroków wiecznej nocy…

Prosta zasada

W niedzielę miałem takie luźniejszy moment, więc postanowiłem się zapoznać z przepisami drogowymi w USA, a konkretnie w stanie Illinois. Jest to o tyle łatwe, że przepisy drogowe tego stanu są dostępne po polsku (PDF). Przepisy są dość proste, bo nie wpadli tam jeszcze na pomysł mnożenia ich ponad miarę. Reguł mniej, znaków mniej i generalnie prościej. Najbardziej spodobała mi się pewna zasada, do której kiedyś sam doszedłem i miałem o niej napisać:

Jeśli używasz wycieraczek, to włącz światła.

Dotyczy to deszczu, śnieżycy, mgły, itp. O ile nakaz jeżdżenia na światłach cały dzień może wydawać się lekką przesadą, to kretyni bez świateł podczas deszczu powinni być spychani z drogi. Nie wiem jakim trzeba być głąbem za kierownicą, aby nie zdawać sobie sprawy, że samochód bez świateł w deszczu jest niewidoczny w zewnętrznych lusterkach. A wystarczyłoby wtłaczać wszystkim na kursach taką prostą regułę, na którą może wpaść każdy w miarę rozgarnięty człowiek (skoro ja wpadłem).