Paragraf zawsze się znajdzie

Doskonała ilustracja tezy, że w obecnym systemie prawnym na każdego znajdzie się jakiś paragraf. Inspekcja Transport Drogowego śledziła autobus z Lublina do Warszawy. Kierowca wiedział, więc jechał zgodnie z przepisami, co spowodowało, że się spóźnił o godzinę na punkt docelowy. Nie zarobił mandatu za złamania ograniczeń prędkości, ale zarobił 500 złotych mandaty za niedotrzymanie rozkładu jazdy. Jestem pewien, że funkcjonariusze ITD nie wiedzieli w tym bezsensownym działaniu nieczego złego. I zapewne wielu innych też. Taki budyń w mózgach.

Państwo w akcji

Może to nie będzie najbardziej spektakularny przykład działania państwa, ale przynajmniej mi bliski, gdyż opisywane dalej miejsce mijam codziennie.

Państwo buduje i utrzymuje drogi. Ponoć inaczej się nie da, a to co nam oferuje to jest najlepsze z możliwych rozwiązań, co najwyżej niewiele gorsze od drogowych rozwiązań innych państw. Drogi nie tylko się buduje, ale też od czasu do czasu, remontuje i przebudowuje. Czasem ze skrzyżowań kolizyjnych robi się bezkolizyjne, bo to i bezpieczniej, i ruch płynniejszy.

W Warszawie, zanim tam pojawiłem, przebudowano Rondo Zesłańców Syberyjskich. Skrzyżowanie to uczyniono bezkolizyjnym, przynajmniej dla niektórych kierunków ruchu, budując estakadę oraz tunel do skrętu w lewo w bardziej uczęszczanym kierunku. Niby fajnie, ale okazało się, że względów oszczędnościowych, aby czegoś tam nie przebudowywać, tunel ma jedynie 3 metry wysokości, za mało dla tzw. tirów, które wymagają najmarniej 4 metrów prześwitu. Dobra i psu mucha, jak mówi przysłowie – moim samochodem to się w tym tunelu mieszczę. Ciężarówki muszą pokonywać mozolnie zakorkowane skrzyżowanie.

Oczywiście tunel jest oznakowany znakami zakazu wjazdu pojazdów ciężarowych (czy jak tam się ten znak nazywa) i pojazdów powyżej 3 metrów. Jak wiadomo, kawał blachy z nadrukiem to żadna przeszkoda, więc wysokość tunelu dodatkowo zasygnalizowana sztywną barierą na odpowiedniej wysokości jeszcze przed wjazdem do tunelu.

Bariera była skuteczna, nie powiem, ale była też niezbyt solidna i regularnie demolowały ją ciężarówki, blokując wjazd do tunelu do czasu naprawy. Drogowcy (państwowi) po kilku latach zorientowali się, że bariera elastyczna, zawieszona na bramce lepiej się sprawdzi, przynajmniej kolizja nie zwali całej konstrukcji i zablokuje wjazdu. Takoż uczynili, co jakiś czas jednak zmuszeni byli do prostowania i wymiany zawieszonych blach. Jak się to dokładnie sprawdzało, nie wiem, ale przestałem widywać zablokowany tunel.

Ale ktoś miał lepszy plan. Chodziło o elektroniczny system, który będzie monitorował wysokość przejeżdżających pojazdów i wyświetlał elektroniczne znaki informujące kierowców wysokich pojazdów o konieczności zmiany pasa na ten omijający tunel. Wymagało postawienia to kilku (chyba 4) konstrukcji z czujnikami wysokości oraz znakami, do tego przebudowy wjazdu do tunelu i postawienia dodatkowych świateł zatrzymujących ruch i umożliwiających zapędzonemu kierowcy opuszczenie wjazdu do tunelu. Aha, jeszcze zestaw kamer rejestrujących tych, który zakaz ignorują – wjazd do tunelu ma skończyć się zebraniem dostatecznej ilości punktów karnych, aby stracić prawo jazdy. Wydano 1,7 mln złotych i system ruszył. I od razu okazał się do kitu.

Kierowcy ciężarówek o mniejszych gabarytach wciąż próbują sforsować tunel, bo wiedzą, że krótki pojazd nawet o wysokości 3,2 metra da sobie radę. W takim momencie system głupieje i wyświetla zakaz wjazdu do tunelu nawet do 10 minut, gdyż nie wie, co się dzieje i wchodzi chyba w jakiś tryb „bezpieczny”. Kierowcy osobówek ignorują znaki i jadą przez tunel, bo nikt nie zaryzykuje zatrzymania tam ruchu z powodu bezsensowych wyświetlanych symboli. Zwycięża zdrowy rozsądek.

Oczywiście to wzbudza kontrowersje – znaki to jednak znaki i powinno się ich przestrzegać. Ale z drugiej strony, dla tych, którzy widzą sytuację na drodze i znają to miejsce, uznają, że system jest zepsuty i stosownie do tego reagują, czyli go ignorują. Ciekawe cytaty ze świetnego forum Skyscrapercity:

Najpierw należałoby odbudować ZAUFANIE do tego systemu, a nie stosować tępą tresurę.

Myślę, że wiele osób z pewnym niedowierzaniem patrzyło, że system „wykrywał” ciężarówkę, której jednak wcale na pasie nie widać, ale z wahaniem jechało tunelem, widząc, że jest drożny. Z każdym kolejnym przejazdem, kiedy za każdym razem system pokazywał zakazy, a wszyscy jechali, bo nic się w tunelu nie działo, każdy z tych kierowców uczył się, że system jest zepsuty albo do dupy i nie trzeba się nim przejmować. Jeśli w tym momencie bez naprawiania systemu zostanie wprowadzone mandatowanie osób, których „wina” polega na tym, że wykazują elementarną spostrzegawczość i kojarzenie przyczynowo-skutkowe, to ZARĘCZAM, że każdy kolejny automatyczny system sterowania czymkolwiek będzie musiał być od razu wyposażany we wszystkie kamery, fotoradary etc, bo bez tego będzie systemowo od początku olewany przez ogół kierowców.

[…]

Jadę osobówką. Przede mną i za mną same osobówki. Nikt nie robi nic głupiego, żadnego przekraczania ciągłej, prędkość umiarkowana. MIMO TO cały czas świeci się zakaz. I tak kolejno kilka razy.

Wniosek średnio rozgarniętej osoby: skoro system wykrywa nieistniejące ciężarówki, to albo jest niegotowy, albo zepsuty albo do dupy. A wobec tego NIE MOŻNA MU UFAĆ! NIE MOŻNA! Trzeba kierować się własną oceną sytuacji!

Czy widząc ewidentną awarię świateł na tym wspomnianym marszałkowska/świętokrzyska (np. świeci się zielone dla wszystkich kierunków), byłbyś skłonny im zaufać? No byłbyś?

Wykonawcy, oczywiście, twierdzą, że wszystko jest okay, tylko nasi kierowcy niedobrzy, oszukują system, a tak w ogóle nie stosują się do bezsensownych znaków. Bo jak na razie, trudno nazwać to rozwiązanie „systemem usprawniającym ruch”. Gdyby nie ignorowanie jego wadliwego działania, nie byłoby mowy o sprawnym ruchu w tym miejscu.

Elastyczna bariera wciąż wisi i wciąż trzeba ją wymieniać. Ciekawe, ile takich wymian można zrobić za 1,7 mln złotych, ale podejrzewam, że całkiem sporo. Oczywiście system jakoś się naprawi i będzie pewnie działał. Ale prawdziwy problem tkwi w tym, że ktoś kiedyś nie pomyślał, a potem to już mamy do czynienia z mężną walką z problemem, który samemu się stworzyło. A że nikt tutaj nie wydaje swoich pieniędzy tylko państwowe, to można najpierw wydać je na za płytki tunel, a potem na głupi system.

W Szwajcarii też nie brakuje zamordystów

Szwajcarska policja ma nowe zajęcie. Teraz przeszukuje samochody w celu identyfikacji tych systemów nawigacji satelitarnej, które mogą pokazywać pozycję kamer monitorujących wykroczenia (tzw. fotoradarów). Bo uchwalili sobie Szwajcarzy prawo, że używanie takich urządzeń jest teraz nielegalne i grozi konfiskatą urządzonka, zniszczeniem go i dodatkowo grzywną.

Trudno to nawet skomentować. Niedawno jakiś buc w Nowym Jorku wyszedł z inicjatywą zakazu przechodzenia przez ulicę podczas korzystania z urządzeń elektronicznych (komórek, odtwarzaczy mp3, itp.), a teraz Szwajcarzy wyskoczyli z czymś takim.

Co ciekawe, tego typu legislacja obnaża prawdziwe intencje tych, którzy stawiają te wszystkie kamery. Ich zadaniem nie jest zwiększanie bezpieczeństwa ruchu drogowego, bo wtedy chyba by się cieszyli, że kierowcy jeżdżą przykładnie w miejscach, gdzie takie kamery są. A wszelkie urządzenia, które ułatwiają kierowcom zorientowanie się, gdzie powinni jeździć przykładnie, powinny być wręcz zalecane. Najwyraźniej chodzi o pieniądze z mandatów, teraz także z grzywien za posiadanie stosownych urządzeń.

Ja wiem, że jacyś idioci są przekonani, że jak nie będzie wiadomo, gdzie są kamery, to kierowcy będą jeździli przykładnie wszędzie. Fajnie byłoby, gdyby ktoś ich uświadomił, że to się nie uda, chyba że oddamy kontrolę nad pojazdami centralnemu komputerowi. Jak już pisałem wcześniej, tutaj trzeba wykorzystać psychologię, a nie prosty zamordyzm.