Trzecia rocznica

Właśnie się zorientowałem, że zbliża się 3 rocznica mojego blogowania – pierwszy wpis pochodzi z 10.01.2005. Postanowiłem zrobić małą statystykę tych 3 lat:

  • Rok 2005 – 347 wpisów – 6,67 tygodniowo
  • Rok 2006 – 230 wpisów – 4,42 tygodniowo
  • Rok 2007 – 144 wpisy – 2,77 tygodniowo

Jak widać aktywność nieustannie spada. Obawiam się, że do czasów z roku 2005 raczej nie wrócę – byłem wtedy bezrobotny i cierpiałem na nadmiar wolnego czasu. Kolejne lata to z kolei nadmiar pracy i praktycznie brak czasu na wszystko, łącznie z blogiem. Mam nadzieję, że w 2008 będzie trochę lepiej i wrócę do aktywności przynajmniej z 2006 roku, czyli jakiś 4-5 wpisów tygodniowo.

Inną sprawą jest, że czasem brakuje mi tematyki. Wiele ogólnych problemów wolnościowych już poruszyłem w ten czy inny sposób, a powtarzać się raczej nie chcę. Prędzej wprowadzę cykliczne przypomnienia tych wpisów, które uważam za najciekawsze i warte przypominania, bo przecież nie każdy przegląda archiwa. Zupełnie za to nie chce mi się komentować spraw bieżących, choćby krajowej polityki, bo właściwie trzeba by wolnościowo krytykować każdy news, a to byłby pełen etat, za który raczej nikt nie zapłaci.

Co do statystyk oglądalności, to w ciągu ostatniego roku miesięcznie było to około 56 tysięcy wizyt, czyli 2 tysiące dziennie. Ostatnio nawet trochę lepiej, zarysowała się pewna tendencja zwyżkowa, gdyż listopad i grudzień to odpowiednio 67K i 74K wizyt. Może się ten trend utrzyma, o ile będę miał coś sensownego do napisania.

Wciąż blog utrzymywany jest w Polsce, ale gdy znajdę trochę czasu, przemigruję na hosting zagraniczny, gdyż to zupełnie inna jakość usługi i możliwości. Oczywiście nie zamierzam też porzucać WordPressa, bo to znakomita platforma blogowa. Być może zmieni się szata graficzna, ale to wymaga trochę więcej czasu, którego znów nie mam.

100 lat Heinleina

Wczoraj była setna rocznica urodzin Roberta A. Heinleina. Pisarz science-fiction miły chyba każdemu wolnościowcowi. U mnie pojawiały się cytaty z tego klasyka:

A dziś cytat z RAH, ale nie polityczny:

Motyle to kwiaty z własnym napędem.

Pamiętajmy Waco

Dziś mija kolejna, 12 już rocznica wydarzeń w Waco, w Teksasie. 19 kwietnia 1993 roku agenci rozmaitych agend rządu USA zakończyli oblężenie kompleksu budynków należących do niewielkiej sekty religijnej. Oblężenie zakończyło się śmiercią około 80 cywili, wśród nich wielu kobiet i dzieci. Początkiem tego wydarzenia była próba dokonania nalotu na kompleks sekty 28 lutego przez funkcjonariuszy Biura ds. Alkoholu, Tytoniu i Broni Palnej (ATF). Sekciarze byli dobrze przygotowani na przyjęcie niemiłych i nieproszonych gości, ostatecznie to Teksas, i w wyniku akcji zginęło 4 funkcjonariuszy ATF i kilku członków sekty. Zaczęło się wtedy oblężenie, które po 51 dniach zostało zakończone, niestety w tragiczny sposób. FBI i ATF, używając ciężkiego sprzętu (opancerzonych pojazdów gąsienicowych) rozpoczęło systematyczne demolowanie kompleksu, przez kilka godzin wpompowując i wstrzeliwując do jego wnętrza gaz łzawiący (łatwopalny i niebezpieczny dla osób przebywających wewnątrz, szczególnie dzieci). Podczas tej akcji w kompleksie wybuchł pożar, który wkrótce strawił wszystkie budynki wraz z ludźmi w środku.

Po akcji funkcjonariusze szybko zatarli wszystkie ślady, równając teren kompleksu z ziemią, uniemożliwiając przeprowadzenie później dokładniejszego śledztwa. Oczywiście za taki rozwój sytuacji obarczono winą sekciarzy i ich przywódcę, Dawida Koresha. I tak miało pozostać. Niestety, sprawa była zbyt bulwersująca, aby pozostała bez echa.

Niezależni dziennikarze i eksperci rozpoczęli drążenie tematu. Jak się okazało, wstępny nalot był zupełnie niepotrzebny, gdyż miała to być typowa pokazowa akcja, w celu poprawy wizerunku ATF. Zarzuty o molestowanie seksualne dzieci, czy dokonywanie niedozwolonych przeróbek posiadanej legalnie broni, były bezpodstawne. Poza tym, Koresh oferował wcześniej agentom możliwość wizyty w kompleksie, ale odmówili. Sąd uznał, że sekciarze działali w samoobronie podczas pierwszego nalotu i uwolnił ich od zarzutu morderstwa. Wiele dowodów zebranych po zakończeniu akcji wskazywało, że nie wszystko wyglądało tak, jak opisywali to agenci. Zapisy z kamer podczerwonych sugerowały, że kompleks był ostrzeliwany z wielu stron, co skutecznie uniemożliwiało poddanie się ludziom wewnątrz i bezpieczne opuszczenie go w obliczu pożaru. Agenci najprawdopodobniej używali ładunków zapalających, które mogły wywołać pożar, który strawił cały kompleks. Nie wyjaśniono skąd wziął się silny ładunek wybuchowy na stropie betonowego bunkra, w którym chroniła się znaczna część mieszkańców kompleksu, w tym dzieci. Jego eksplozja zabiła większość z tych, którzy schronili się wewnątrz. Agenci nie dopuszczali straży pożarnej na teren pożaru, demolując go w tym czasie buldożerami. Przeprowadzone po tych wydarzeniach śledztwa, także przed Kongresem USA oczywiście nie znalazły winnych, poza tymi, którzy i tak nie mogli się bronić – ofiarami masakry.

Dzięki dobrodziejstwom Internetu i sieci P2P, można na temat wydarzeń w Waco sporo poczytać i pooglądać, co uczyniłem, a to dość pouczające doświadczenie. I warto, aby o Waco pamiętali zarówno ci, którzy państwo uważają za aparat niezbędny do regulowania naszego życia, a także ci, którzy mają kompletnie przeciwny pogląd.