Dzień Ciszy

Dziś, 26.06, amerykańskie radia internetowe zaplanowały Dzień Ciszy, będący formą protestu wobec niedawnych decyzji w sprawie drastycznie podniesionych opłat licencyjnych. Chcą w ten sposób zwrócić uwagę na to, że cisza może stać się stałym elementem radia internetowego, gdy będą musiały one zapłacić zaległe opłaty – zmiana stawek działa wstecz i nowe kwoty liczone są od początku 2006 roku – co praktycznie większość z nich doprowadzi do bankructwa.

Pandora już nie dla wszystkich

Przyznaję, że gdy odkryłem projekt Pandora ponad rok temu, bardzo mi się on spodobał. Takie spersonalizowane radio internetowe nadające taką muzykę, jaką dokładnie lubię, w którym mam dość niezły wpływ na repertuar. Nie tylko ja poznałem się na zaletach tego serwisu, ale setki tysięcy innych użytkowników internetu (nie znam dokładnej liczby słuchaczy, ale chyba przekroczyła on milion). Formalnie radio funkcjonowało jedynie dla użytkowników z USA, co potwierdzało się wprowadzeniem stosownego amerykańskiego kodu pocztowego (np. 90210). I było nieźle.

Niestety, ostatnio pod naciskiem RIAA i organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, urząd decydujący o wysokości stawek opłat licencyjnych dla radia internetowego ogłosił nowe stawki, co zostało odebrane jako śmiertelny cios zadany właśnie w te radia. Ponieważ nowe stawki obowiązują retroaktywnie od 2006 i liczone są od każdego słuchacza. Choć są one niewielkie, tysięczne dolara, to przemnożone przez sporą liczbę słuchaczy i nadawanych utworów, dają olbrzymie kwoty, których znacząca większość internetowych nadawców nie udźwignie. W USA trwa obecnie bój o ocalenie internetowego radia w jego obecnej formie, który, mam nadzieję, przyniesie konkretne efekty. Ale póki co, każdy słuchacz radia to potencjalny gwóźdź do jego trumny.

Z tego też powodu Pandora postanowiła ograniczyć dostęp do swojego serwisu dla użytkowników spoza USA, oczywiście tym razem bazując na adresie IP, z którego dokonuje się połączenia. Jeśli adres ten pochodzi spoza USA, ukazuje się plansza z wyjaśnieniem, a potem cisza. Nie ma radia. Co za paranoja – rozgłośnia radiowa celowo ogranicza sobie ilość słuchaczy. Czy ktoś się spodziewał, że ponad wiek po wynalezieniu radia będziemy stosować takie sztuczki?

Oczywiście, wystarczy mieć amerykańskie proxy i będzie dobrze. Ale to i tak jest bez sensu.

ZAIKS a radia internetowe

ZAIKS znany jest ze swojej taktyki wyłudzania (a jakże, w interesie artystów) kasy od ludzi, którzy słuchają muzyki w miejscach „publicznych”, czyli we własnych sklepach, lokalach gastronomicznych, na swoich imprezach towarzyskich (weselach, dyskotekach, itp.) Pomijam teraz wątpliwe moralne uzasadnienie tego procederu, bo przecież w większości przypadków muzyka ta została już raz opłacona – przy zakupie nośnika, albo przez rozgłośnię. Robią to, bo mogą.

Zaciekawiło mnie, podczas wczorajszej wizyty w pubie, czy długie macki ZAIKSU sięgają także po nowoczesne metody przekazu muzyki, czyli radia internetowe. Powiedzmy, że mam taki pub, w nim łącze internetowe typu broadband podpięte do komputera. Na komputerze hula programik typu WinAmp odtwarzający muzę jednego z tysięcy radyj internetowych (dawna forma odmiany naprawdę czasem pozwala wyrazić się lepiej). Czy ZAIKS może domagać się swojego haraczu? Czy polskie prawo mu na to pozwala?

Nie wiem i nie bardzo chce mi się prowadzić w tej kwestii bardziej intensywnego śledztwa – strona ZAIKSU nie działała poprawnie w Firefoxie, a przejście na IE też niewiele pomogło, bo wymagane jest odblokowanie popupów, czego nie umiem. Nie wystarczy nazwać mnie „szanownym użytkownikiem utworów chronionych”, trzeba mi jeszcze jakoś ułatwić płacenie tego haraczu – poprzez umożliwienie mi ściągnięcia licencji na odtwarzanie utworów w miejscu publicznym! No i nie wiem, czy obejmuje taka licencja także radia internetowe, czy też nie. Na więcej nie starczyło mi zapału, szczególnie po wypiciu piwa – oddam się mniej umysłowo wymagającym czynnościom.

Jedno jest pewne, nie trzeba płacić za takie coś innego haraczu, czyli podatku zwanego abonamentem radiowo-telewizyjnym. Dobre i to.

A tak przy okazji, to jest przykład tego, że prawa autorskie (własność intelektualna) stoją wyżej od normalnego prawa własności. Pozwalają takiemu ZAIKSowi wkraczać na czyjś prywatny teren i decydować jak jego właściciel może korzystać z jego własnych urządzeń elektronicznych. To, że np. pub jest miejsce, do którego wpuszcza się ludzi z ulicy, nie oznacza, że stają się oni od razu właścicielami jego wyposażenia – chyba że zapłacą, np. za piwo – a ZAIKS jednak może sprawować kontrolę nad cudzą własnością.