DRL po nowemu

Jakiś czas temu opisywałem moje przemyślenia w kwestii posiadanych przeze mnie świateł do jazdy dziennej (DRL). W rozporządzeniu z 2002 roku zarządzono, niezgodnie z „świętymi” normami unijnymi, że światła do jazdy dziennej muszą działać wraz z tylnymi światłami pozycyjnymi.

Mnie oczywiście nie chciało się nic przerabiać w samochodzie, po prostu ustawiłem światła na pozycję „auto” i zakleiłem czarną taśmą czujnik zmroku, oszukując samochód, że jest nieustanna noc. Inaczej mówiąc, w dzień jeździłem na oświetleniu nocnym, czyli światła mijania oraz światła pozycyjne przednie i tylne. Niepotrzebnie świeciły się i zużywały paliwo, ale przecież chodzi o tzw. bezpieczeństwo. Ostatecznie to ja za to płaciłem, więc żaden urzędnik z stosownego ministerstwa nie musiał się mną przejmować.

W maju ministerstwo zmieniło zdanie. Wypichciło rozporządzenie, w którym m.in. światła dzienne już nie mają wymogu działania wraz ze światłami pozycyjnymi. Alleluja! Lepiej późno niż wcale. Ba, teraz nowe samochody, po raz pierwszy zarejestrowane w przyszłym roku nie mogą włączać świateł do jazdy dziennej wraz z pozycyjnymi. Dla starszych jest, na szczęście, dyspensa. Mogę już odkleić czujnik i wyprowadzić auto z mroków wiecznej nocy…

Państwo w akcji

Może to nie będzie najbardziej spektakularny przykład działania państwa, ale przynajmniej mi bliski, gdyż opisywane dalej miejsce mijam codziennie.

Państwo buduje i utrzymuje drogi. Ponoć inaczej się nie da, a to co nam oferuje to jest najlepsze z możliwych rozwiązań, co najwyżej niewiele gorsze od drogowych rozwiązań innych państw. Drogi nie tylko się buduje, ale też od czasu do czasu, remontuje i przebudowuje. Czasem ze skrzyżowań kolizyjnych robi się bezkolizyjne, bo to i bezpieczniej, i ruch płynniejszy.

W Warszawie, zanim tam pojawiłem, przebudowano Rondo Zesłańców Syberyjskich. Skrzyżowanie to uczyniono bezkolizyjnym, przynajmniej dla niektórych kierunków ruchu, budując estakadę oraz tunel do skrętu w lewo w bardziej uczęszczanym kierunku. Niby fajnie, ale okazało się, że względów oszczędnościowych, aby czegoś tam nie przebudowywać, tunel ma jedynie 3 metry wysokości, za mało dla tzw. tirów, które wymagają najmarniej 4 metrów prześwitu. Dobra i psu mucha, jak mówi przysłowie – moim samochodem to się w tym tunelu mieszczę. Ciężarówki muszą pokonywać mozolnie zakorkowane skrzyżowanie.

Oczywiście tunel jest oznakowany znakami zakazu wjazdu pojazdów ciężarowych (czy jak tam się ten znak nazywa) i pojazdów powyżej 3 metrów. Jak wiadomo, kawał blachy z nadrukiem to żadna przeszkoda, więc wysokość tunelu dodatkowo zasygnalizowana sztywną barierą na odpowiedniej wysokości jeszcze przed wjazdem do tunelu.

Bariera była skuteczna, nie powiem, ale była też niezbyt solidna i regularnie demolowały ją ciężarówki, blokując wjazd do tunelu do czasu naprawy. Drogowcy (państwowi) po kilku latach zorientowali się, że bariera elastyczna, zawieszona na bramce lepiej się sprawdzi, przynajmniej kolizja nie zwali całej konstrukcji i zablokuje wjazdu. Takoż uczynili, co jakiś czas jednak zmuszeni byli do prostowania i wymiany zawieszonych blach. Jak się to dokładnie sprawdzało, nie wiem, ale przestałem widywać zablokowany tunel.

Ale ktoś miał lepszy plan. Chodziło o elektroniczny system, który będzie monitorował wysokość przejeżdżających pojazdów i wyświetlał elektroniczne znaki informujące kierowców wysokich pojazdów o konieczności zmiany pasa na ten omijający tunel. Wymagało postawienia to kilku (chyba 4) konstrukcji z czujnikami wysokości oraz znakami, do tego przebudowy wjazdu do tunelu i postawienia dodatkowych świateł zatrzymujących ruch i umożliwiających zapędzonemu kierowcy opuszczenie wjazdu do tunelu. Aha, jeszcze zestaw kamer rejestrujących tych, który zakaz ignorują – wjazd do tunelu ma skończyć się zebraniem dostatecznej ilości punktów karnych, aby stracić prawo jazdy. Wydano 1,7 mln złotych i system ruszył. I od razu okazał się do kitu.

Kierowcy ciężarówek o mniejszych gabarytach wciąż próbują sforsować tunel, bo wiedzą, że krótki pojazd nawet o wysokości 3,2 metra da sobie radę. W takim momencie system głupieje i wyświetla zakaz wjazdu do tunelu nawet do 10 minut, gdyż nie wie, co się dzieje i wchodzi chyba w jakiś tryb „bezpieczny”. Kierowcy osobówek ignorują znaki i jadą przez tunel, bo nikt nie zaryzykuje zatrzymania tam ruchu z powodu bezsensowych wyświetlanych symboli. Zwycięża zdrowy rozsądek.

Oczywiście to wzbudza kontrowersje – znaki to jednak znaki i powinno się ich przestrzegać. Ale z drugiej strony, dla tych, którzy widzą sytuację na drodze i znają to miejsce, uznają, że system jest zepsuty i stosownie do tego reagują, czyli go ignorują. Ciekawe cytaty ze świetnego forum Skyscrapercity:

Najpierw należałoby odbudować ZAUFANIE do tego systemu, a nie stosować tępą tresurę.

Myślę, że wiele osób z pewnym niedowierzaniem patrzyło, że system „wykrywał” ciężarówkę, której jednak wcale na pasie nie widać, ale z wahaniem jechało tunelem, widząc, że jest drożny. Z każdym kolejnym przejazdem, kiedy za każdym razem system pokazywał zakazy, a wszyscy jechali, bo nic się w tunelu nie działo, każdy z tych kierowców uczył się, że system jest zepsuty albo do dupy i nie trzeba się nim przejmować. Jeśli w tym momencie bez naprawiania systemu zostanie wprowadzone mandatowanie osób, których „wina” polega na tym, że wykazują elementarną spostrzegawczość i kojarzenie przyczynowo-skutkowe, to ZARĘCZAM, że każdy kolejny automatyczny system sterowania czymkolwiek będzie musiał być od razu wyposażany we wszystkie kamery, fotoradary etc, bo bez tego będzie systemowo od początku olewany przez ogół kierowców.

[…]

Jadę osobówką. Przede mną i za mną same osobówki. Nikt nie robi nic głupiego, żadnego przekraczania ciągłej, prędkość umiarkowana. MIMO TO cały czas świeci się zakaz. I tak kolejno kilka razy.

Wniosek średnio rozgarniętej osoby: skoro system wykrywa nieistniejące ciężarówki, to albo jest niegotowy, albo zepsuty albo do dupy. A wobec tego NIE MOŻNA MU UFAĆ! NIE MOŻNA! Trzeba kierować się własną oceną sytuacji!

Czy widząc ewidentną awarię świateł na tym wspomnianym marszałkowska/świętokrzyska (np. świeci się zielone dla wszystkich kierunków), byłbyś skłonny im zaufać? No byłbyś?

Wykonawcy, oczywiście, twierdzą, że wszystko jest okay, tylko nasi kierowcy niedobrzy, oszukują system, a tak w ogóle nie stosują się do bezsensownych znaków. Bo jak na razie, trudno nazwać to rozwiązanie „systemem usprawniającym ruch”. Gdyby nie ignorowanie jego wadliwego działania, nie byłoby mowy o sprawnym ruchu w tym miejscu.

Elastyczna bariera wciąż wisi i wciąż trzeba ją wymieniać. Ciekawe, ile takich wymian można zrobić za 1,7 mln złotych, ale podejrzewam, że całkiem sporo. Oczywiście system jakoś się naprawi i będzie pewnie działał. Ale prawdziwy problem tkwi w tym, że ktoś kiedyś nie pomyślał, a potem to już mamy do czynienia z mężną walką z problemem, który samemu się stworzyło. A że nikt tutaj nie wydaje swoich pieniędzy tylko państwowe, to można najpierw wydać je na za płytki tunel, a potem na głupi system.

Prosta zasada

W niedzielę miałem takie luźniejszy moment, więc postanowiłem się zapoznać z przepisami drogowymi w USA, a konkretnie w stanie Illinois. Jest to o tyle łatwe, że przepisy drogowe tego stanu są dostępne po polsku (PDF). Przepisy są dość proste, bo nie wpadli tam jeszcze na pomysł mnożenia ich ponad miarę. Reguł mniej, znaków mniej i generalnie prościej. Najbardziej spodobała mi się pewna zasada, do której kiedyś sam doszedłem i miałem o niej napisać:

Jeśli używasz wycieraczek, to włącz światła.

Dotyczy to deszczu, śnieżycy, mgły, itp. O ile nakaz jeżdżenia na światłach cały dzień może wydawać się lekką przesadą, to kretyni bez świateł podczas deszczu powinni być spychani z drogi. Nie wiem jakim trzeba być głąbem za kierownicą, aby nie zdawać sobie sprawy, że samochód bez świateł w deszczu jest niewidoczny w zewnętrznych lusterkach. A wystarczyłoby wtłaczać wszystkim na kursach taką prostą regułę, na którą może wpaść każdy w miarę rozgarnięty człowiek (skoro ja wpadłem).