Autodesk: 0 użytkownicy: 1

Pisałem kiedyś o moich problemach z oprogramowaniem firmy Autodesk, a konkretnie o niemożności odsprzedaży niepotrzebnych programów tej firmy. Autodesk nie pozwala na sprzedaż „z drugiej” ręki i chyba nikomu z konsumentów nie podoba się taka praktyka. Podałe też odnośnik do informacji, że pewien człowiek postanowił wytoczyć firmie o to proces. I go wygrał! Przynajmniej w pierwszej instancji.

W USA było mu łatwiej, gdyż tam w prawie autorskim istnieje pojęcie „first sale doctrine”, które mówi, że właściciel praw autorskich do dzieła nie ma możliwości dalszego kontrolowania obrotu fizycznego egzemplarza dzieła poza pierwszą sprzedażą. Tylko z pierwszej sprzedaży należą mu się stosowne profity, a potem ten egzemplarz może być przedmiotem handlu bez konieczności dzielenia się z właścicielem praw autorskich, ani bez konieczności uzyskiwania od niego pozwolenia na dalszy obrót egzemplarzem.

Sąd właśnie orzekł, że owa doktryna dotyczy także oprogramowania, a więc firma Autodesk nie ma prawa w żaden sposób ograniczać prawa użytkowników do odsprzedaży egzemplarzy oprogramowania. To wiadomość, która nie ucieszy wielu producentów oprogramowania, który nagminnie limitują możliwość handlu używanym oprogramowaniem. Należy spodziewać się, że łatwo broni nie złożą. Ale na razie nasi górą!

Ja, Slashdot i Autodesk

Nie, nie napisali o mnie. W takim wypadku z pewnością mój hosting by tego nie wytrzymał. Udało mi się jednak zaproponować newsa, który został zaakceptowany i opublikowany – „eBay Seller Sues Autodesk for $10 Million„.

Historia mnie ta zainteresowała mnie szczególnie, gdyż szczerze popieram działania człowieka, który postanowił prawnie przeciwstawić się praktykom tej firmy. A sprawa dotyczy „sprzedaży” oprogramowania, które w pewnych przypadkach zamienia się w nic niewarte przyciski do papieru, o ile trochę tektury i plastiku nadaje się w ogóle do takiego celu. Niestety, płacąc kilkanaście tysięcy złotych za sztukę oprogramowania otrzymujemy jedynie nieprzenaszalną licencję na jego użytkowanie. Gdy oprogramowanie nie jest już nam więcej potrzebne, nie możemy go sprzedać komuś, kto miałby z niego dalszy pożytek.

Ze względu na rodzaj działalności, który prowadziłem ze wspólnikami, musieliśmy nabyć kilka sztuk produktów firmy Autodesk, za niebagatelną sumę ponad stu tysięcy złotych. Poużywaliśmy to oprogramowanie przez 2 lata, a potem na skutek sytuacji złej ekonomicznej naszej firmy, musieliśmy ją po prostu zamknąć. Zostało nam z tego niepotrzebne oprogramowanie, które chcieliśmy przekazać tym, którzy mogliby z niego skorzystać, a przy okazji odzyskać trochę pieniędzy z tamtej inwestycji. Niestety, programów Autodesku nie można odsprzedawać, bo zabrania tego licencja. Właściwie można, o ile firma się na to zgodzi, a ta godzić się nie chce, bo po co? Co z tego, że jest chętny na sprzedaż, chętny do kupna, cena została uzgodniona i satysfakcjonuje obie strony, a „właściciel” programu się nie zgadza. Takie jego zbójeckie prawo.

Gdybym zainwestował te pieniądze w maszyny, samochód, towar, itp. mógłbym to wszystko sprzedać i odzyskać przynajmniej część swoich pieniędzy. Ja bym był zadowolony, kupcy także, a pozyskane środki przeznaczyłbym na coś innego. Ale nie, dzięki „własności” intelektualnej musiałem okazać się frajerem. Cieszy mnie więc, że jest koleś, który zdecydował się na podjęcie jakichś kroków, które mogą ukrócić takie praktyki. Czy się uda, zobaczymy?

Nic też dziwnego, że tego typu osobiste doświadczenia jedynie utwierdziły mnie w moich poglądach na kwestie „własności” intelektualnej. Wydawanie własnych pieniędzy może wiele nauczyć.