Awantura o noże

PiSowi najwyraźniej brakuje doznań dostarczanych przez kwestie katastrofy smoleńskiej, więc przypomnieli sobie, że także należą do elity naprawiaczy świata i postanowili „rozwiązać” jeden problem – przestępstw dokonywanych ofensywną bronią białą, czyli nożami i innymi ostrymi narzędziami. Bo ktoś gdzieś kogoś nożem zabił i zagrożenie jest.

Usiedli gdzieś i nakreślili nową ustawę, która będzie, w ich mniemaniu, godzić w przestępców, który nagminnie używają niebezpiecznych narzędzi w dokonywaniu przestępstw. Bo się tej ustawy przestraszą, jak dotychczas bali się istniejącego prawa. Bo tylko dlatego, że nie było jeszcze więcej zakazów, ludzi nagminnie robią sobie krzywdę.

A tak naprawdę, to przecież „prawo jest zbyt liberalne”, a liberalne prawo to coś, czego żaden etatysta znieść nie może. A PO pewnie ich poprze, że przecież oni liberalizm to widzieli jedynie na swoich hasłach wyborczych.

Według planowanego prawa, broń białą w miejscu publicznym będzie można posiadać jedynie w celu realizacji celu zgodnego z prawem. Jak to się przekłada na zrozumiały język, nie mam pojęcia. A szkoda, bo można zarobić 2 lata za kratami. Na szczęście moje noże nie będą się kwalifikować.

A tak swoją drogą, nie pamiętam czy widziałem kiedykolwiek kogoś w miejscu publicznym z mieczem, maczetą lub kataną…

Antynikotynowi fanatycy

Świetny tekst Tomasza Gabisia, pochodzący z 2007 roku, a w obliczu obwiązującego od poniedziałku prawa, nabierający teraz tylko aktualności. Wybrałem tylko fragment, który świetnie podsumowuje moją postawę w tym sporze – tak, jestem „palaczem politycznym”:

Amerykański pisarz L. Neil Smith, autor wydanej również w Polsce trylogii Lando Carlissian i Myśloharfa Sharów, Lando Carlissian i Ogniowicher Oseona, Lando Carlissian i Gwiazdogrota ThonBoka w manifeście „Kiedy przyszli po palaczy” oznajmia, że choć sam nie pali, to w obliczu coraz większego ograniczania wolności w ramach Wojny z Tytoniem postanowił zostać „palaczem politycznym”, gdyż palacze pozbawiani są dzisiaj praw ludzkich, ich godność depczą ci, którzy „zawsze czynią Dobro”, którzy, jak pisał Henry Louis Mencken, budzą się w środku nocy, zlani zimnym potem, drżąc ze śmiertelnego strachu, że ktoś gdzieś może być szczęśliwy. Odziedziczyłem po ojcu fajkę, wyznaje Smith, ładnie pachnie, czasami nawet potrzymam między zębami, choć nabijać jej nie zamierzam. Dzisiaj ta fajeczka traktowana jest jak sprzęt heroinistów, dlatego będę ją wszędzie ze sobą zabierał, żeby kłuć nią w oczy antytytoniowych fanatyków i prowokować ich; niech poczują niepokój, niech poirytują się, nie dajmy się nabrać na ich gadkę o „biernym paleniu”, po prostu ich zwichrowane umysły nie znoszą tego, że ktoś może z rozkoszą pykać sobie fajeczkę, nienawidzą zwykłych ludzkich przyjemności, nie są religijni, ale ciągle pragną tej oszalałej purytańskiej ekstazy, „nie wolno ci”, wrzeszczą, a jak nie posłuchasz, to przyjdą do ciebie z nagą siłą rządowego edyktu. Zostańcie politycznymi palaczami, nawołuje Smith niepalących, idźcie do najbliższego sklepu, kupcie tanią fajkę, pokazujcie ją ostentacyjnie w ulubionej restauracji, w autobusie, w kinie, w przedszkolu. Niech ta nie nabita fajka będzie znakiem naszej solidarności z prześladowanymi palaczami, aby nie dali sobie wmówić mediom i rządowi, że są sami; niechaj stanowi ona dla prohibicjonistów ostrzeżenie, że ich rządy terroru, prędzej czy później, spotka zasłużony koniec i zwycięży konstytucyjne prawo każdego Amerykanina, niezbywalne prawo każdego człowieka: pójść do piekła drogą, jaką sam sobie wybierze.

300 lat kopyrajtów

Dziś mija 300 lat od wejście w życie prawa, które dało początek całego prawodawstwa dotyczącego praw autorskich. 300 lat wydaje się długo, ale gdy spojrzymy na to przez pryzmat znacznie dłuższego czasu, w którym ludzkość tworzyła dzieła obecnie uznawanie za przedmioty „własności intelektualnej”, to argument o niezbędności praw autorskich dla tworzenia nowych dzieł nie wydaje się taki znów mocny.

Oczywiście, przez te ostanie 300 lat rozwój dzieł był znacząco większy niż w całej poprzedniej historii ludzkości, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że korelacja nie oznacza przyczynowości. Miliardy stworzonych przez użytkowników dzieł, z którymi możemy obcować w tysiącach serwisów, nie powstało dlatego, że mamy wyjątkowo mocne i zachęcające do tworzenia prawa autorskie, ale raczej wbrew nim. Oraz głównie dzięki nowym technologiom, których rozwój byłby jeszcze lepszy, gdyby nie ograniczenia praw autorskich i patentowych.

Ty, państwa wróg

Neal Asher, brytyjski autor science fiction, którego książki zalegają na mojej kupce, i które powoli sobie czytuję, ma swój blog, o tematyce różnej. Jeden z niedawnych wpisów dotyczył znanej sprawy, gdy grupa bandytów napadła bogatą rodzinę i jeden z nich dostał to, na co zasługiwał, czyli kijem po łbie. Państwo, a jakże, ujęło się za bandytą i wsadziło za kraty ojca rodziny i jego brata, którzy dopuścili się bluźnierstwa – wymierzyli sami sprawiedliwość na jednym z bandytów rozwalając ten głupi łeb. Za to państwo postanowiło ich przykładnie ukarać, a uszkodzonego bandytę wypuścić, aby mógł spokojnie wrócić do swojego kryminalnego rzemiosła. Po apelacji jeden z braci został zwolniony, ale drugi, który nie był bezpośrednim obiektem ataku, ale wspierał brata, został z dwuletnim wyrokiem.

Autor bloga zamieścił celny komentarz dotyczące tego, dlaczego jego zdaniem państwo (jego wymiar niesprawiedliwości) postąpiło w ten sposób:

W tym wszystkim chodzi o państwo nie chcące, aby ktokolwiek z obywateli miał jakąkolwiek moc, gdyż w rzeczywistości władza państwa nad tobą jest ważniejsza niż jego możliwość obrony cię przed kryminalistami. Jeśli jakiś gnój zabije cię w twoim własnym domu, państwo nie jest zagrożone, ale gdy weźmiesz odpowiedzialność za siebie, zaczniesz działać za siebie i myśleć za siebie, to po prostu jest to dla państwa zbyt niebezpieczne.

Państwo nie życzy sobie, abyśmy brali sprawy w swoje ręce – to ma być jego monopol. Obserwując podobne przypadki u nas, nie trudno dojść do podobnego wniosku – państwo nie chce, abyśmy stali się dla niego konkurencją i przeciwnikiem. Dlatego nas skutecznie rozbraja, a następnie zniewala siecią praw oraz trzyma w urzędniczej matni. Mamy być posłuszni i bezsilni. I dobrze mu idzie.