Jak sprywatyzować wszystko

Produkcja prawa nie jest prostsza niż produkcja samochodów czy żywności. Jeśli więc rząd jest na tyle niekompetentny, aby nie zajmować się produkcją samochodów czy żywności, to na jakiej podstawie spodziewasz się, że wykona dobrą robotę tworząc system prawny, w ramach którego będzie potem produkował samochody i żywność?

Cytacik z wywiadu (po angielsku) z Davidem Friedmanem:

O, znalazłem wersję po polsku:

Sprawiedliwość poprzez e-mail

Wolnościowcy są zwolennikami prywatnego rozwiązywania sporów. Jeśli z każda z dwóch strony uważa, że druga dopuściła się napaści (agresji), choćby poprzez oszustwo, czy pozbawienie własności, niekoniecznie napaści w rozumieniu obecnych przestępstw, to muszą znaleźć sobie arbitra, który stwierdzi, kto faktycznie napaści się dopuścił.

Państwo rości sobie prawo do bycia takim arbitrem w większości spraw, go gorsza chce być arbitrem w sprawa, w których ono samo jest agresorem – nic dziwnego, że wolnościowcy za państwem nie przepadają. Taki arbiter-agresor przecież zawsze przyzna sobie rację i jego agresja będzie zawsze „usprawiedliwiona”. Państwo bywa arbitrem w sprawach, w których nie jest stroną – wtedy niespecjalnie jest zainteresowane sprawnym wydaniem wyroków, bo sprawy ciągną się latami i w wielu drobnych sprawach po prostu nie warto czekać na decyzje sądów. Nic dziwnego, konkurencji za dużej nie ma – bo faktycznie istnieje – a i tak państwo zawsze jest ostatecznym arbitrem.

Właśnie, państwo wspaniałomyślnie dopuszcza możliwość arbitrażu, czyli rozstrzygania sporów przed prywatnymi sądami. Aż szkoda, że tak mało ludzi decyduje się na oddanie swoich sporów pod arbitraż, zamiast pozostawać na łasce państwa i jego niewydolnego aparatu sprawiedliwości.

Co gorsza, państwa ze swoim wymiarem sprawiedliwości działają jedynie na swoich terytoria. W czasach globalizacji, gdy transakcje często zawierane są zdalnie, przez strony rezydujące nierzadko po przeciwnych stronach globu, uciekanie się do państwowych aparatów rozstrzygania sporów jest niezmiernie kosztowne i uciążliwe – zupełnie nieopłacalne w przypadku drobnych sporów.

Okazuje się, że w takich sytuacjach cała nadzieja w rozwiązaniach prywatnych, tanich i wygodnych. Najlepiej bez wychodzenia z domu. Przez internet.

Właśnie dowiedziałem się, że taki rozwiązanie już powstało. Chodzi o serwis judge.me. Prywatny są do rozstrzygania drobnych sporów, także pomiędzy stronami w różnych krajach. Całość za przystępną opłatą, poprzez internet, a konkretnie e-mail, szybko i, podobno, skutecznie.

Czyli działa to tak, że dwie strony podpisują kontrakt, w którym decydują się na arbitraż właśnie tego serwisu. Uiszczają solidarnie opłatę, a następnie dostarczają materiały dowodowe i przedstawiają swoje racje. Arbitrator może zadać dodatkowe pytania, a następnie wydaje osąd, który wiąże strony. Jeśli jednak strona przegrana nie zechce uznać wyroku, pozostaje zwrócić się do państwowego ostatecznego monopolisty o egzekucję wyroku.

Serwis jest komercyjny, więc jego celem jest zadowolenie klientów. Niskie, przystępne ceny, dobre wyroki, równe traktowanie stron, a przede wszystkim minimum problemów. Prawnicy są opcjonalni (choć można się nimi posiłkować), a wszystko ma być zrozumiałem dla przeciętnego człowieka, bez prawnego żargonu i kruczków.

Czy to zadziała – zobaczymy. Serwis założył swój chłop, anarchokapitalista z Belgii. Kto ciekaw, może poczytać AMA z nim na Reddicie.

Free Bieber

Moje przepowiednie dotyczące tego, że jeszcze czekają nas czasy kopyrajtowego zamordyzmu, nie są wcale takie mocno przesadzone. Amerykański Kongres debatuje nad prawem, które miałoby uczynić przestępstwem z możliwością kary 5-letniej odsiadki umieszczenie w serwisach typu YouTube materiałów wideo, które zawierają chronione prawem autorskim utwory. Przykładem takiego przestępstwa ma być na przykład zamieszczenie wideo, na którym śpiewamy utwór chroniony prawem autorskim. Jak się okazało, Justin Bieber, gwiazda pop, zaczynał swoją karierę właśnie w ten sposób – w świetle planowanego prawa, każdy, kto chciałby pójść podobną drogą tego gwiazdora, będzie zagrożony karą odsiadki.

Powstała właśnie strona – Free Bieber – która w ten obrazowo ilustruje problem z tym zamordystycznym prawem. I tu nie chodzi wyłącznie o śpiewanie piosenek czyjegoś autorstwa, ale każde wideo, które będzie zawierać w sobie chronione prawem autorskim utwory. Twórcy tego prawa kontrują, że nie chodzi wcale o takie sobie śpiewanie na YT, ale jedynie o takie serwisy, które zarabiają na prezentowaniu chronionych materiałów. Jak się im uda, to dopiero praktyka pokaże, o co naprawdę chodziło.

5 lat kicia? Nawet Justin Bieber nie zasługuje na taki los…

Jak poznać niebezpieczne prawo?

Wśród tysięcy nowych praw uchwalanych w legislacyjnym amoku przez niemiłosiernie nami panujących demokratycznych przedstawicieli, znajduje się mnóstwo praw naprawdę niebezpiecznych. Od drobnicy począwszy, po prawa naprawdę fundamentalne. Można oczywiście analizować i dyskutować faktyczne skutki wszystkich tych praw, ale okazało się, że jest bardzo prosty test, który udziela odpowiedzi na podstawowe pytanie: czy dane prawo czyni niemożliwym lub bardzo trudnym próbę obrony życia niewinnej osoby, jeśli rząd zechcę taką osobę uwięzić lub zabić?

Jest to Test Żyda w piwnicy. Jeśli dane prawo nie przejdzie tego testu, jest bardzo złe i trzeba mu się przeciwstawiać. Oto parę przykładów współczesnych nam praw, które nie zdają takiego testu:

  • Konieczność posiadania dowodu osobistego i obowiązku meldunkowego. Taki wymóg pozbawia ludzi należących do uciskanej grupy możliwości podawania się za członków grup akceptowanych przez rząd.
  • Przeszukania własności obywateli bez uzasadnionej przyczyny. Wyobraź sobie, że próbujesz przewieźć swojego Żyda z jednej kryjówki (piwnicy) do innej, a policja może swobodnie, pod dowolnym pretekstem (walki z terroryzmem, narkotykami, etc.) dokonywać przeszukiwań poruszających się prawidłowo samochodów – w takim wypadku zarówno ty, jak i „ładunek” ląduje w obozie „pracy”.
  • Rządowy monopol na dostarczanie usług medycznych, oczywiście pod pretekstem zapewnienia dostępu dla wszystkich. W takim wypadku jak zapewnisz opiekę medyczną swoim Żydom?
  • Ograniczenie dostępu do broni palnej oraz rejestracja tejże i jej właścicieli. Brak skutecznych środków do obrony uciskanej grupy zapewnia, że pociągi będą jeździły do obozów bez przeszkód. Przekonały się o tym miliony ludzi w ubiegłym wieku.
  • Ograniczenie lub eliminacja anonimowych transakcji finansowych. W takim wypadku zakup jedzenia i innych środków dla „Żydów w piwnicy” będzie niemożliwa bez zwrócenia na siebie uwagi tych, którzy chcą wiedzieć na co ludzie wydają swoje pieniądze. Już dziś po obserwacji wydatków można wykryć tych, którzy handlują narkotykami, czy działają w szarej strefie. Dziś załatwia się takich „bandytów”, jutro przyjdzie czas na „Żydów”.

Koncepcja testu nie jest, niestety, moja, podobnie jak przykłady zastosowania testu (no i w oryginale był „Żyd na strychu”, ale to gorzej po polski brzmi). Niemniej jednak, jest to znakomity probierz prawdziwych intencji twórców nowych praw. I, żeby nie było, nie uważam, że prawo, które przejdzie ten test, jest od razu automatycznie dobre.