Akcja pedofil

O pedofilii zdarzało mi się już pisać. Generalnie uważam, że dzieje się w tej sprawie coś niedobrego i to nie dlatego, że pedofila jest jakimś szczególnym problemem, ale raczej dlatego, że pełni rolę wygodnego straszaka i przydaje się do ideologicznych manipulacji. Niedawno jednak natrafiłem na ciekawy wpis na jakimś blogu:

Dzięki Gazecie Wyborczej w Polsce zaczyna sie kolejna odslona popularnej zabawy ludowej pod nazwą “Akcja pedofil”. To coś takiego jak “Taniec z gwiazdami” – minus niebezpieczne dla zdrowia wygibasy.

Zasady tej zabawy już wam kiedys opisywałem. Chodzi w niej głównie o to, żeby skutecznie przypierniczyć komuś, komu przypierniczyć jest zapotrzebowanie. Niestety, w silnym trendzie przypierniczeniowym, jaki w Polsce od lat występuje, trudno już czymś pobudzić publikę.

No i tutaj “Pedofil” sprawdza się niesamowicie. I choć za “Pedofila” mozna tez podstawic jakieś inne modne w danej chwili słowo, to pedofil jest jak dżoker. Zawsze bije inne karty i jest uniwersalny

Gość trafiony “Pedofilem” leży i kwiczy. Z pedofila się nie wybronisz. Nikt nie wstawi się za kimś, kto ogłoszony zostanie pedofilem. Bo kto się wstawi, ten sam jest pedofil. To taki berek z trędowatym.

Reszta wpisu już jest mniej błyskotliwa, bo przechodzi w antyklerykalny bełkot, ale powyższe jest niezmiernie trafne. Już samo krytyczne podejście do antypedofilskiej histerii „załawia” miejsce wśród obrońców zboczeńców. Nie podoba ci się prawo, które penalizuje posiadanie rysunków o seksualnym charakterze z postaciami przypominającymi dzieci? To jesteś obrońcą zboczeńców i zwolennikiem gwałtów na małych dzieciach!

Historia pewnego przestępcy seksualnego

Wiadomo, wszystkie dzieci są nasze. Dzieci trzeba chronić. Szczególnie przed pedofilami i innymi przestępcami seksualnymi. Zły dotyk boli całe życie. I takie tam.

No to teraz pewna ciekawa historia. Frank Rodriquez jest przestępcą seksualnym. Wpisanym w stosowny rejestr i naznaczonym na całe życie. Wielu obrońców molestowanych dzieci powie: bardzo słusznie, to znakomita kara – należało mu się. Czyżby?

Frank uprawiał seks ze swoją dziewczyną z liceum, 15-letnią Nikki. Sam był starszy od niej o 2 lata, więc nie bardzo pasował do powszechnego wizerunku pedofila. I nie byłoby afery, gdyby nie sprzeczka dziewczyny z matką niezbyt zachwyconą tym związkiem, a która to zakończyła się wydaniem chłopaka policji, w ramach nauczki dla rozwydrzonych młodych. Bo wiek przyzwolenia w Teksasie to 17 lat, więc mieliśmy tutaj do czynienia z seksem z nieletnią. Mimo że matka potem chciała wycofać zarzuty, policja nie zgodziła się na to i oskarżyła chłopaka o seksualne napastowanie nieletniej. Miał do wyboru: proces i 20 lat odsiadki albo 7 lat „w zawiasach”. Wiadomo, co wybrał.

Niestety, wraz z warunkowym zwolnieniem chłopak został wpisany na listę przestępców seksualnych, na której pozostaje się przez całe życie. Musiał wyprowadzić się z domu, gdyż mieszkała w nim jego nieletnia siostra. Otrzymał także zakaz zbliżania się do swojej dziewczyny, przynajmniej do czasu aż ukończy ona 17 lat. Zamieszkał sam w przyczepie.

Nikki po ukończeniu 17 lat wprowadziła się do niego – najwyraźniej uczucie przetrwało próbę czasu i przeciwności. Po pewnym czasie zawarli małżeństwo i mają dziś czwórkę dzieci. Niestety, niewiele zmieniło to w prawnej sytuacji Franka. W czasie zwolnienia warunkowego Frank nie mógł spacerować z własnymi dziećmi tam, gdzie mogły znajdować się inne dzieci. Potrzebował nawet specjalnego pozwolenia, aby odbierać własne dzieci z przedszkola.

Do końca swoich dni, będzie też na liście przestępców seksualnych. Obok prawdziwych pedofilii, gwałcicieli i morderców. Gdziekolwiek zamieszka, jego sąsiedzi zostaną poinformowani, że jest on niebezpiecznym przestępcą seksualnym (bo takie jest prawo, chroniące społeczeństwo przed zwyrodnialcami). No, ale należało mu się, nie?

W USA 25% 15-latków deklaruje, że uprawia seks. W wieku 16 lat odsetek ten sięga 40%. Czy powinni zasilić listy pedofilii i gwałcicieli? Czy powinni zostać naznaczeni na całe życie?

Oczywiście, twórcy prawa tego rodzaju mają zawsze dobre chęci. Wszakże chodzi o dzieci, one przecież są najważniejsze.

Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Pedofila dobra na wszystko

Jak się chce komuś dokopać, to dobrze powiązać go z pedofilią czy pornografią dziecięcą. A potem będzie łatwo. Libertarianizm.pl zniknął z sieci, bo tak zechciała policja, oczywiście pod fałszywym pretekstem, że propaguje pedofilię. Teraz okazało się, że jest dobry sposób także na piratów, a konkretnie na największy na świecie tracker bittorrentowy – The Pirate Bay. Szwedzka policja kombinuje, aby powiązać TPB z rozpowszechnianiem pornografii dziecięcej i tym samym umieścić serwis na specyficznym indeksie stron zakazanych, który respektują dostawcy internetu w Szwecji. W ten sposób mieszkańcy tego kraju mieliby utrudniony dostęp do pirackich programów, filmów i muzyki. No i zawsze jest nadzieja, że inne kraje podchwycą pomysł, wszakże chodzi o dzieci!

Libertarianizm.pl zamknięty

Oddajmy głos Jackowi Sierpińskiemu:

Firma Doskomp, hostująca od wielu lat witryny sierp.tc.pl i libertarianizm.pl, postanowiła czasowo zablokować do nich dostęp na życzenie policji, która jak się okazuje nadal prowadzi śledztwo w sprawie rzekomych treści pornograficznych z udziałem nieletnich na stronie sierp.tc.pl.

Śledztwo prowadzone jest od 1 lutego, 20 lutego zostało przeprowadzono (o czym informowałem w Internecie) przeszukanie moich komputerów i mieszkania (w wyniku którego policja nie znalazła nic nielegalnego, złożyłem zażalenie, ale zostało oczywiście odrzucone) oraz przesłuchano mnie w charakterze świadka. Przez cały ten czas strony normalnie funkcjonowały (poza być może kilkoma linkami na libertarianizm.pl nic w nich nie zmieniałem) i policja nie domagała się usunięcia z nich żadnych „nielegalnych” materiałów, nawet się ze mną nie kontaktowała. Nie postawiono mi też jak dotąd żadnego zarzutu. Policja zwróciła się do providera o zablokowanie strony nieoficjalnie – telefonicznie, jedynie „sugerując” i napomykając, że w razie odmowy będzie postanowienie prokuratorskie. Po wyjaśnienia odesłano mnie do prokuratury – otrzymałem informację, że sprawa nadal jest w policji i żadne postanowienie o zablokowaniu strony internetowej nie zostało wydane, jednakże administrator „sam ma obowiązek usuwania nielegalnych treści”.

Wraz ze stroną sierp.tc.pl została zablokowana strona libertarianizm.pl, a także strony Włodzimierza Gogłozy (sierp.tc.pl/wlodek/), bo znajdują się w podkatalogach.

Jak widać, u nas pewne sprawy można załatwić „na telefon”. Firmie się nie dziwię, bo po co ściągać na siebie kłopoty – jeszcze przyjdą, zarekwirują sprzęt do „ekspertyzy” i będzie problem. Obawiam się, że podobnie byłoby, gdyby strony te hostował jakiś większy i poważniejszy usługodawca – wątpię, czy którakolwiek z firm hostingowych stanęłaby po stronie swojego klienta i kazała policji po prostu spadać do czasu, aż pojawią się z jakimś prawnie wiążącym dokumentem.

I jak widać, hak znajdzie się na każdego. Pedofilia w modzie, przecież nie można popierać pedofilii, nieprawdaż? A takie tam zabobony w postaci wolności słowa to dobre są w bajkach. Stulecia mentalnej tresury robią swoje, pewnie już się to przenosi w kodzie genetycznym. Ludziska chyba mają jakieś uczulenie na wolność…

A ja wykupiłem właśnie rok hostingu w Polsce. A życzliwi sugerowali mi wyniesienie się za granicę – jakoś usług lepsza, no i policja na telefon nic tam nie załatwi. Głupim był i tyle.

Pedofilsko-prawne paradoksy

Para nastolatków (17 lat on, 16 lat ona) zabawiała się nago i pstryknęli sobie przy tej okazji fotki. Następnie parę tych fotek przesłali z komputera dziewczyny na konto pocztowe chłopaka, a potem na jego komputera. I tu mogła się sprawa zakończyć. Niestety, o zdjęciach dowiedziała się jakoś policja i sprawa się skomplikowała. Młodzież aresztowano i oskarżono oboje działania w celu produkcji, reżyserii i promocji zachowań seksualnych z dziećmi. Chłopak jeszcze zaliczył zarzut posiadania pornografii dziecięcej na swoim komputerze. Obrona próbowała argumentować, że celem prawa jest ochrona dzieci przed wykorzystywanie przez dorosłych. Sędziowie (w stosunku 2:1) mieli inne zdanie: młodzi mogli przecież kiedyś te zdjęcia sprzedać, pokazać znajomym, albo pozwolić komuś włamać się do komputera i w ten sposób doprowadzić do ich rozpowszechnienia. A do tego przecież nie można dopuścić, wszakże chodzi o dzieci! O dzieci!

Ciekawe, że utrwalanie czynności, która nie jest zabroniona, jest zabronione.

U nas, niestety, nie jest lepiej, bo pedofilia jest dyżurnym straszakiem, niczym Czarna Wołga w czasach mojego dzieciństwa. Co rusz to pedofil tu czy tam, a w sieci to już tragedia. Łapanie pedofilii to jakieś lukratywne zajęcie, bo policja i dziennikarze co chwila chwalą się jakąś udaną akcją. A wplątać się w ich sidła łatwo, o czym przekonał się Jacek Sierpiński, którego odwiedziła i przeszukała policja, właśnie na okoliczność posiadania czy wspierania pedofilii, a to wszystko za sprawą artykułu krytykującego obowiązującą wykładnię w tym temacie. Oczywiście nic nie znaleźli (Jacek ma teraz „oficjalne” potwierdzenie, że nie jest pedofilem), ale niesmak jakiś pozostaje.

Co gorsza, ja również wygłaszałem jakieś takie „pro-pedofilskie” komunikaty, nawet w komentarzach pojawił się Mały Książę, wróg publiczny nr 1. Pewnie też muszę się spodziewać się wizyty…