Urzędnik przyrodzie pomoże

Państwo troszczy się o nas wszystkich, troszczy się także o przyrodę. Nacjonalizuje lasy, bo wiadomo, że prywaciarze wszystko by przerobili na zapałki. Powołuje także specjalne leśne straże, co nam tam tych państwowych lasów pilnują. W Polsce mamy taką sytuację, że drogi w lasach i przy nich, jeśli nie są drogami krajowymi, wojewódzkimi lub gminnymi, to najczęściej są drogami zakładowymi Lasów Państwowych. I na te drogi nie wolno wjeżdżać – grozi za to dotkliwy mandat. Nie ma znaczenia, że nie ma szlabanu, oznaczenia, droga wygląda na uczęszczaną – obowiązkiem kierowcy jest wiedzieć, kto jest właścicielem drogi i tyle. Państwowe Lasy nie muszą „swojej” własności zaznaczać, i co im zrobimy?

To tylko przykład przywłaszczania sobie przez państwo jednej z wielu dziedzin życia, w której urzędnicy wiedzą lepiej od obywateli. Tak jest wszędzie, co nie oznacza, że to słuszny układ. A jak o czymś decydują urzędnicy, to rzadko są to decyzje dobre. Dziś przykład z USA, całkiem zabawny.

Jest zima, w rzece w lodzie utkwił jeleń. Nie może się wydostać, więc trzeba go ratować. Pojawiają się urzędnicy – strażacy oraz specjalne leśna policja. Rozpoczynają od narady i decydują się, że akcja jest zbyt ryzykowna, więc nic nie zamierzają zrobić. Pojawia się dwóch obywateli, dmucha ponton i wyrusza, wbrew zaleceniom urzędników, na ratunek zwierzęciu. Uwalniają go z lodu. Wszystko dobrze się kończy, poza jednym – urzędnicy nagradzają ich mandatami po $90 za brak kamizelek ratunkowych! Bo prawo stanowe stanowi, że każdy, kto pływa po wodzie łódką (także pontonem) ma mieć kamizelkę. I tak byli łaskawi, bo mogli ich aresztować za zlekceważenie nakazu pozostawienia zwierzęcia samemu sobie.

Wiadomo, urzędnik o wszystko zadba najlepiej. I o nas, i o przyrodę.

Bocian kontra urzędnik

Jest sprawa – bocian ze złamaną nogą. Nie można mu pomóc, bo to dzika przyroda, której strzeże wojewódzki konserwator przyrody. I bocian musi zginąć, bo ingerencja cywilizacji XXI wieku byłaby niedobra, wszakże człowiek nie jest już panem stworzenia, tylko powinien słuchać swoich panów, czyli urzędników.

Dziś w Faktach TVN pokazano historię bociana i wypowiedzi mądrych głów, jak to powinniśmy uszanować wolę natury, a już szczególnie gdy wola ta jest reprezentowana przez wojewódzkiego konserwatora. Gdzie waleczne organizacje ekologiczne, która tak chętnie wspinają się na drzewa w obronie przyrody? Gdzie ekologiczne komanda, która po osłoną nocy, z użyciem najnowszego sprzętu ze swoich światowych central, pojmą biedne zwierzę i jakoś ulżą mu w cierpieniu?

To aż śmieszne, że ten problem trafia do głównego wydania wiadomości. W normalnym kraju, rozwiązaliby to ludzie dobrej woli, którzy znaleźliby z pewnością sposób na pojmanie ptaka i ulżenie mu w cierpieniu, oraz ocalenie młodych. Bo tym się różnimy od świata zwierząt, że nie musimy działać wedle i być zdani wyłącznie na okrutne prawa natury.

Toksyczni obrońcy środowiska

George Reisman napisał znakomity esej pod tytułem „The Toxicity of Environmentalism„. Warty przetłumaczenia na polski, co byłbym może uczynił, ale ostatnio mało mam wolnego czasu, co zresztą odbija się poważnie na mojej działalności publicystycznej. Autor obnaża w nim prawdziwe oblicze ruchów obrony środowiska, wrogów człowieka i zwolenników sprowadzenia nielicznych z nas do epoki kamienia łupanego (bo pozostali są do eksterminacji, rzecz jasna). Kilka fajnych cytatów, moje tłumaczenie:

Biorąc po uwagę nihilistyczne podłoże tego ruchu, nie można z pewnością przyjąć jako prawdziwych jego deklaracji o poszukiwaniu sposobów poprawienia warunków życia ludzi i ich pomyślności, szczególnie że podążenie za ich rekomendacjami naraziłoby ludzi na spore wyrzeczenia i koszty. Tak jest, nic nie może być większym absurdem i niebezpieczeństwem, niż skorzystanie z rady jak polepszyć swe życie i zapewnić sobie pomyślność otrzymanej od tych, którzy życzą innym śmierci, i którzy czerpią satysfakcję z ludzkiego strachu, co jak to w oczywisty sposób wykazałem, jest dokładnie tym, co głosi ruch ochrony środowiska – otwarcie i z zasady.

Powód, dla którego jedno za drugim twierdzenie obrońców środowiska okazują się być nieprawdą, jest fakt, że są one ogłaszane w ogóle bez żadnego szacunku dla prawdy. Obrońcy środowiska formułując twierdzenia sięgają po cokolwiek, co maja pod ręką, a co może służyć do nastraszenia ludzi, sprawienia, że utracą wiarę w naukę i technikę, a w konsekwencji skierują ich w czułe objęcia tychże obrońców.

Tak więc, jedynym celem całej działalności gospodarczej jest poprawa środowiska – jego celem jest wyłącznie udoskonalenie zewnętrznych, materialnych warunków życia ludzi. Produkcja i aktywność ekonomiczna to są dokładnie te środki, przy użyciu których człowiek adaptuje na swoje potrzeby środowisko i, tym samym, udoskonala je. Tyle w kwestii twierdzeń obrońców środowiska, o rzekomym niszczeniu go przez człowieka. Jedynie z perspektywy domniemanej istotnej wartości natury i braku takowej wartości w odniesieniu do człowieka, można udoskonalanie przez niego środowiska nazywać jego niszczeniem.

Spora liczba zupełnie dobrych ludzi została już wciągnięta na listę wspierających kampanię obrońców środowiska na rzecz obniżenia produkcji energii. To kampania, która w zależności jak się powiedzie, doprowadzi jedynie do ubóstwa oraz zamiany siły maszyn i silników na ograniczoną siłę ludzkich mięśni. To kampania, której celem jest nic innego jak odwrócenie efektów Rewolucji Przemysłowej i powrotu do biedy, brudu i cierpień poprzednich stuleci.

Będąc w totalnej opozycji do Rewolucji Przemysłowej i tych wszystkich fenomenalnych jej osiągnięć, głównym celem obrońców środowiska jest zablokowanie zwiększenia produkcji wytwarzanej przez człowieka energii w każdym ze źródeł po kolei, co w końcu doprowadzi do praktycznego wyeliminowania takiej energii, czyli odwrócenie efektów Rewolucji przemysłowej i powrotu do czasów ekonomicznego Średniowecza. Nie będzie energii atomowej. Według obrońców środowiska to promienie śmierci. Nie będzie energii opartej na paliwach kopalnych. Według obrońców środowiska jest ona źródłem „zanieczyszczeń”, a ostatnio globalnego ocieplenia, a więc trzeba z niej zrezygnować. Nie będzie też znaczącego wkładu energii wodnej. Według obrońców środowiska, budowanie niezbędnych do tego zapór niszczy istotnie cenne siedliska dzikiej przyrody.

Prawdziwe znaczenie tego szaleństwa jest takie, że cywilizacja przemysłowa powinna zostać zarzucona, gdyż należy to zrobić, aby ustrzec się złej pogody. Okay, bardzo złej pogody. Jeśli zniszczymy bazę energetyczną potrzebną do wyprodukowania i użytkowania sprzętu budowlanego niezbędnego do budowy mocnych, wytrzymałych i komfortowych domów dla setek milionów ludzi, to będziemy bardziej zabezpieczeni na wypadek wiatru i deszczu, niż jeśli utrzymamy i powiększymy tę bazę, tak właśnie twierdzi ruch obrony środowiska. Jeśli zniszczymy naszą zdolność do produkowania oraz użytkowania traktorów i kombajnów, by puszkować i zamrażać żywność, by budować i użytkować szpitale oraz produkować leki, to w ten sposób lepiej zabezpieczymy dostawy żywności i nasze zdrowie, niż gdybyśmy utrzymali i zwiększali te zdolności, tak właśnie zakładają obrońcy środowiska.

Niezależnie czy globalne ocieplenie nastąpi czy też nie, jest pewnym, że sama natura wcześniej czy później spowoduje znaczące zmiany klimatyczne. Aby móc radzić sobie z tymi zmianami oraz dowolnymi innymi zmianami pochodzącymi z dowolnych przyczyn, człowiek absolutnie wymaga indywidualnej wolności, nauki i techniki. Inaczej mówiąc, wymaga cywilizacji przemysłowej budowanej przez kapitalizm.

W ciągu ostatnich dwóch stuleci przywiązanie do tych wartości [rozumu, nauki, techniki i cywilizacji przemysłowej] pozwoliło człowiekowi świata zachodniego skończyć z głodem oraz epidemiami i wyeliminować niegdyś przerażające choroby – cholerę, dyfteryt, ospę, gruźlicę, tyfus i inne. Głód dlatego się skończył, bo cywilizacja przemysłowa tak znienawidzona przez obrońców środowiska wyprodukowała największą obfitość i różnorodność żywności w historii świata oraz stworzyła system transportowy niezbędny do dostarczenie jej każdemu. Ta sama znienawidzona cywilizacji wyprodukowała żelazo i stalowe rury, systemy pompowania i chemicznego oczyszczania, które pozwalają każdemu mieć natychmiastowy dostęp do bezpiecznej pitnej wody, ciepłej lub zimniej, o każdej porze dnia. Wyprodukowała systemy kanalizacyjne i pojazdy, które usuwają bród pochodzący od ludzi i zwierząt z ulic miast i miasteczek.

Te udoskonalenia połączone z niezmiernym zmniejszeniem zmęczenia i wyczerpania dzięki użyciu zastępującej pracę maszynerii zaowocowały radykalnym obniżeniem śmiertelności i wydłużeniem się życia, z mniej niż 30 lat przed Rewolucją Przemysłową do ponad 75 lat obecnie. Tak samo, statystyczny noworodek w Ameryce ma obecnie większe szanse dożycia do wieku 65 lat niż statystyczny noworodek z czasów przed-przemysłowych miał szanse dożycia lat pięciu.

Niezbędnym także do dalszych usprawnień w czystości i zdrowiu, do długoterminowej dostępności naturalnych zasobów, jest poszerzenia prywatnej własności środków produkcji, szczególnie ziemi i zasobów naturalnych. Motywacją dla prywatnych właścicieli jest używania swojej własności w sposób, który maksymalizuje wartość długoterminową i, gdzie to możliwe, pozwala na jej udoskonalanie. W zgodzie z tym faktem powinno się szukać sposób na poszerzenie zasady prywatnej własności na jeziora, rzeki, plaże, a nawet części oceanów. Posiadane prywatnie jeziora, rzeki i plaże, prawie na pewno będą czystymi jeziorami, rzekami i plażami. Prywatnie posiadana i elektronicznie ogrodzone rancza oceaniczne zagwarantują obfite źródła prawie wszystkiego, co użytecznego można znaleźć w wodzie lub pod dnem.

21 wiek powinien być wiekiem, w którym człowiek rozpocznie kolonizację systemu słonecznego, a nie wróci do Średniowiecza. Jak to będzie, zależy od tego do jakiego stopnia nowym intelektualistom uda się nawrócić kulturowe środowisko na wartości rozumu i kapitalizmu.