© to nie magiczny symbol

Fragment (moje tłumaczenie) z bardzo, jak zwykle, ciekawego wywiadu z Niną Paley:

Pieniądze zdają się być główną troską artystów, gdy słuszą kogoś mówiącego „uwolnijcie swoje dzieła”. Czy to uzasadniony „strach”? Czy już odzyskałaś wszystkie pieniądze, które wydałaś na produkcję filmu Sita Sings the Blues?

Nie, ten strach nie jest usprawiedliwiony. Ale twoje pytanie jest tendencyjne: „Czy już odzyskałaś wszystkie pieniądze, które wydałaś na produkcję filmu Sita Sings the Blues?”. Jakby niby to było oczywiste przy prawach autorskich! Zarobiłam więcej pieniędzy uwalniając swoje działa niż udałoby mi się korzystając z ograniczeń praw autorskich. Kropka. Skąd bierze się u ludzi przekonanie, że wstawienie znaczka © na czymś sprawi, że zacznie to magicznie generować pieniądze? Nie zacznie. Jeśli by tak było, w pełni popierałabym prawa autorskie i była bogata. Copyright to „prawo do wykluczania innych”, a nie prawo do zarabiania kasy. Możesz swobodnie zarabiać bez praw autorskich, a i masz na to większe szanse.

To jednak z najmocniej pokutujących magicznych przekonań wśród zwolenników IP, że prawa autorskie są nie tylko warunkiem koniecznym, ale i gwarantem zarabiania na swojej twórczości. I dlatego właśnie muszą istnieć, niezależnie od tego, jak kłopotliwe i kosztowne są, o niesłuszności nie wspominając. Copyright to ani warunek konieczny zarabiania – można zarabiać na dziełach nie chronionych, ani też wystarczający – miliardy ludzi tworzy dzieła chronione prawem autorskim, a nie zarobi na tym absolutnie nic.