Ty, państwa wróg

Neal Asher, brytyjski autor science fiction, którego książki zalegają na mojej kupce, i które powoli sobie czytuję, ma swój blog, o tematyce różnej. Jeden z niedawnych wpisów dotyczył znanej sprawy, gdy grupa bandytów napadła bogatą rodzinę i jeden z nich dostał to, na co zasługiwał, czyli kijem po łbie. Państwo, a jakże, ujęło się za bandytą i wsadziło za kraty ojca rodziny i jego brata, którzy dopuścili się bluźnierstwa – wymierzyli sami sprawiedliwość na jednym z bandytów rozwalając ten głupi łeb. Za to państwo postanowiło ich przykładnie ukarać, a uszkodzonego bandytę wypuścić, aby mógł spokojnie wrócić do swojego kryminalnego rzemiosła. Po apelacji jeden z braci został zwolniony, ale drugi, który nie był bezpośrednim obiektem ataku, ale wspierał brata, został z dwuletnim wyrokiem.

Autor bloga zamieścił celny komentarz dotyczące tego, dlaczego jego zdaniem państwo (jego wymiar niesprawiedliwości) postąpiło w ten sposób:

W tym wszystkim chodzi o państwo nie chcące, aby ktokolwiek z obywateli miał jakąkolwiek moc, gdyż w rzeczywistości władza państwa nad tobą jest ważniejsza niż jego możliwość obrony cię przed kryminalistami. Jeśli jakiś gnój zabije cię w twoim własnym domu, państwo nie jest zagrożone, ale gdy weźmiesz odpowiedzialność za siebie, zaczniesz działać za siebie i myśleć za siebie, to po prostu jest to dla państwa zbyt niebezpieczne.

Państwo nie życzy sobie, abyśmy brali sprawy w swoje ręce – to ma być jego monopol. Obserwując podobne przypadki u nas, nie trudno dojść do podobnego wniosku – państwo nie chce, abyśmy stali się dla niego konkurencją i przeciwnikiem. Dlatego nas skutecznie rozbraja, a następnie zniewala siecią praw oraz trzyma w urzędniczej matni. Mamy być posłuszni i bezsilni. I dobrze mu idzie.