Free Bieber

Moje przepowiednie dotyczące tego, że jeszcze czekają nas czasy kopyrajtowego zamordyzmu, nie są wcale takie mocno przesadzone. Amerykański Kongres debatuje nad prawem, które miałoby uczynić przestępstwem z możliwością kary 5-letniej odsiadki umieszczenie w serwisach typu YouTube materiałów wideo, które zawierają chronione prawem autorskim utwory. Przykładem takiego przestępstwa ma być na przykład zamieszczenie wideo, na którym śpiewamy utwór chroniony prawem autorskim. Jak się okazało, Justin Bieber, gwiazda pop, zaczynał swoją karierę właśnie w ten sposób – w świetle planowanego prawa, każdy, kto chciałby pójść podobną drogą tego gwiazdora, będzie zagrożony karą odsiadki.

Powstała właśnie strona – Free Bieber – która w ten obrazowo ilustruje problem z tym zamordystycznym prawem. I tu nie chodzi wyłącznie o śpiewanie piosenek czyjegoś autorstwa, ale każde wideo, które będzie zawierać w sobie chronione prawem autorskim utwory. Twórcy tego prawa kontrują, że nie chodzi wcale o takie sobie śpiewanie na YT, ale jedynie o takie serwisy, które zarabiają na prezentowaniu chronionych materiałów. Jak się im uda, to dopiero praktyka pokaże, o co naprawdę chodziło.

5 lat kicia? Nawet Justin Bieber nie zasługuje na taki los…

IP gestapo w UK

Gdy używam terminu IP gestapo, to nie czynię tego jedynie, aby dopiec zwolennikom „własności” intelektualnej. Jestem przekonany, że jedyną skuteczną metodą obroty tego przestarzałego konceptu jest stworzenie policyjnych sił, które nie przebierając w środkach będą walczyć z tymi, które prawa autorskie naruszają, czyli praktycznie z każdym, kto ma jakieś bardziej zaawansowane urządzenie elektroniczne, o komputerach już nie wspominając.

Wiedzą o tym także w UK, ojczyźnie wielu totalitarnych pomysłów i rozwiązań. Dziś tematem dnia jest wiadomość, że właśnie tamtejszy rząd zabrał się potajemnie, a jakże, do tworzenie takiego IP gestapo. Chodzi o stworzenie urzędu/organizacji, które będzie mogła się dość swobodnie rozprawiać się z tymi, którzy naruszą prawa właścicieli praw autorskich. W grę wchodzi:

  • swobodne (bez udziały prawodawców) tworzenie kar i rekompensat za naruszenie praw autorskich (ustanawianie kar więzienia, odcinanie od internetu, itp.);
  • nadawanie właścicielom praw specjalnych uprawnień pozwalających na odnajdywanie naruszających ich prawa (zmuszanie dostawców internetu do ujawniania danych klientów, wprowadzania cenzury stron i serwisów, itp.);
  • zmuszanie do współpracy wszystkich, którzy mogą mieć związek z ewentualnymi naruszeniami praw (przymuszanie dostawców do szpiegowania klientów i ich działalności w sieci, zmuszanie firm do zapewniania, że użytkownicy nie będą naruszać praw, tworzenia specjalnych milicji czuwających nad przestrzeganiem praw autorskich w sieci).

Jak to emocjonalnie podsumował Cory Doctorow: „Jest to wypowiedzenie wojny przez przemysł rozrywkowy i podległych im prawodawców wolności słowa, prywatności, wolności zgromadzeń, domniemania niewinności i konkurencji.”

Mnie to niespecjalnie szokuje, bo od dawna spodziewałem się, że będą tego próbować. Musi być trochę gorzej, aby potem zapanowała nam infoanarchia.

IP Gestapo poucza

International Intellectual Property Alliance opublikowało właśnie 2007 Special 301 Report, który opisuje sytuację ochrony „własności” intelektualnej w rozmaitych krajach. Celem tego raportu jest, rzecz jasna, pokazania jak jest źle, i co wszystkie przyganione kraje powinny uczynić, aby zaspokoić żądania gestapowców. O dziwo, na liście krajów, które powinny być szczególnie wzięte pod uwagę nie ma Polski, ale takie kraje jak: Argentyna, Kanada, Chile, Izreal, Meksyk, Chiny, Rosja, Tajlandia, Ukraina czy Wenezuela. Miło wiedzieć, że w Kanadzie niby mniej szanują IP niż w Polsce.

Polska jest na liście krajów, na które należy zwracać uwagę, a to dlatego, że:

  • Policja za mało spraw rozpoczyna z urzędu i zajmuje się jedynie poważniejszymi przypadkami.
  • Rząd za mało przeznacza środków na polepszenie skuteczności policji w walce z piractwem w internecie.
  • Za dużo sprzedaje się płyt CD i DVD na Stadionie i wciąż nie wypowiedziano dzierżawy zarządcy, który za mało się stara.
  • Nie zakazano sprzedaży płyt na innych stadionach i bazarach, szczególnie przy granicy z Niemcami.
  • Celnicy za mało łapią przemycanych płyt ze wschodu.
  • Urzędnicy za słabo współpracują z właścicielami praw.
  • Prokuratorzy nie naciskają, aby sprawy o naruszenie praw autorskich były załatwiane w trybie pilnym.
  • Nie ma specjalnych prokuratorów, którzy zajmowaliby się jedynie takimi sprawami.
  • Nie stosujemy praw dotyczących przestępczości zorganizowanej do spraw związanych z piractwem.
  • Nie mamy specjalnych sędziów i sądów specjalizujących się w kwestiach własności intelektualnej.
  • Za mało ćwiczymy policjantów, prokuratorów i sędziów w kwestiach wymuszania przestrzegania praw autorskich.
  • Za mało spraw jest wszczynanych z urzędu i powinny one obejmować filmy, muzykę, książki, a nie jedynie oprogramowanie.
  • Techniczne zabezpieczenia są wciąż za słabo prawnie chronione, a wyłączenia dotyczące prywatnego użytku są zbyt szerokie.
  • Nie wprowadzono kryminalnej odpowiedzialności za piractwo internetowe.
  • Zbiorowe organizacje zarządzania prawami są zbytnio regulowane.

To ostatnie zastrzeżenie jest szczególnie zabawne dla każdego, kto wie, że nie ma lepiej kryjącej swe finansowe machinacje organizacji niż ZAiKS.

Powyższa lista to jedynie te sprawy, na które trzeba największy nacisk położyć w 2007 roku. Dalsza część raportu opisuje dokładniej sytuację w naszym kraju i możliwe drogi jej polepszenia. No bo wciąż u nas nie dostaje się roku za kratami za nagranie na kamerę filmu z kina, a to jest minimalna kara, jaka powinna spotkać takiego „bandytę”. No i wciąż studenci kserują podręczniki. Jak tak można! Kto ciekaw, niech sobie całość poczyta.