W imię bezpieczeństwa

TPSA nasza kochana, zabrała się do walki o poprawę bezpieczeństwa w sieci. Na szczęście, na razie jeszcze nie chodzi o dzieci, pedofilię i pornografię, ale o botnety, czyli sieci zdalnie przejętych komputerów-zombie, które bez wiedzy właścicieli czynią szkody w cyberprzestrzeni. TPSA uznała, że trzeba się ze szkodnikami rozprawić poprzez odcięcie ich od ich centrów dowodzenia, które najczęściej pokrywają się z popularnymi sewerami IRC (szczegółów nie znam, bo to nie moja domena). Jak zwykle, obrywa się postronnym – w przypadku akcji TPSA oberwała witryna znanego wolnego programu GIMP (gimp.org, aktualnie dla mnie niedostępna, bo jestem „chroniony” przez TPSA, a tutaj krajowy mirror). Przyczyna – z tego samego adresu IP korzysta serwer IRC, który znalazł się na czarnej liście podejrzanych. A jak ktoś tam wpadnie, to może nawet nie wiedzieć, że jest (i jest blokowany), może nie wiedzieć za co, może nie wiedzieć jak się z niej wypisać. Coś jak amerykańska ‚”no fly list”. Nikomu nie życzę.

Okay, bezpieczeństwo sieciowe dobra rzecz, ale fajnie, gdy o takich akcjach informuje się swoich klientów, przecież płacą za nieskrępowany w teorii dostęp do sieci. A już bardzo grzecznie byłoby zapytać, czy chcę, aby TPSA dbała o moje bezpieczeństwo, czy wolę zadbać sam? Bo nie zawsze to, co ktoś uznaje za szkodliwe, naprawdę szkodliwe jest. I można to zrobić, bo już TPSA oferuje podobną funkcjonalność. W takich sytuacjach zawsze przychodzi mi na myśl, że najlepszym rozwiązaniem kwestii bezpiecznego internetu jest po prostu odcięcie wszystkim kabla. Ileż by to problemów załatwiło.

A jak zauważył to pewien dyskutant na pl.internet.polip, może to przymiarka do czegoś poważniejszego? Zablokujemy IRC, zobaczymy co się stanie – przecież to w trosce o bezpieczeństwo? A za jakiś czas zablokujemy trackery bittorrentowe i też pewnie niewielu zaprotestuje, bo przecież to jedynie piractwo i pornografia…