Złota godzina

Złota godzina to taki moment podczas dnia – tuż po wschodzie słońca oraz tuż przez jego zachodem – gdy światło słoneczne dostarcza fotografom specyficznego oświetlenia fotografowanych scen. Jest go jeszcze wystarczająco dużo do robienia zdjęć przy naturalnym świetle, ale zmienia się jego kolor, wydłużają się cienie i wszystko wygląda inaczej niż za dnia. Na przykład tak:

Złota godzina wcale nie trwa godzinę i codziennie wypada o innej porze, jak to ze słońcem i porami roku bywa. Jak ktoś chce wiedzieć kiedy polować na ten moment, może skorzystać z nowoczesnego webowego „kalkulatora” – The Golden Hour Calculator. Pokazujemy mu nasze geograficzne położenie i gotowe – mamy pozycję na mapie, wykres podróży słońca po nieboskłonie i dynamiczny kalendarz, który pozwala szybko uzyskać potrzebne nam informacje.

Dyfuzor

Od pewnego czasu mój Nikon D40 wspierany jest przez lampę SB-400 tej samej firmy. Był to bardzo dobry zakup, szczególnie po amerykańskiej cenie, gdyż możliwość regulacji kąta, pod którym ustawiamy właściwy promiennik błyskowy lampy, pozwala na robienie zdjęć z użyciem światła odbitego od sufitu, co prowadzi do znacznie przyjemniejszych rezultatów niż zdjęcia jedynie z użyciem lampy wbudowanej w aparat.

Niestety, sama możliwość regulacji kąta błysku nie rozwiązuje wielu problemów oświetleniowych. Zdjęcia przy niskim suficie prowadzą do prześwietlonego bliskiego planu. Zmiana kąta też nie zawsze daje odpowiednie efekty, bo pojawiają się nieoczekiwane flary. W takich sytuacjach dobrze sprawdzają się rozmaite dyfuzory, których zadaniem jest zachowanie błysku na sufit z jednoczesnym skierowaniem części światła do obiekt fotografowany. Można takowe urządzenia nabyć wyprodukowane gdzieś w chińskiej fabryce, ale lepiej zrobić metodą zrób to sam, z papieru i taśmy klejącej czy gumki recepturki.

Eksperymentowałem przez jakiś czas z dyfuzorem autorstwa Kena Rockwella. Wydrukowałem, wygiąłem, przykleiłem. Efekt był, ale całość była bardzo niewygodna, trudna w transporcie i użytku. Zniechęciłem się.

Dziś Wired’s Gadget Lab prezentując pewien fabryczny dyfuzor i jego „domową” wersję natchnął mnie do zupełnie innego eksperymentu. Skonstruowałem bardzo prosty, wygodny i mobilny dyfuzor do lampy Nikon SB-400:

„Urządzenie” składa się z 2 elementów: białej tekturowej fiszki i gumki recepturki. I to wszystko.

Jak fiszki użyłem amerykańskiej index card o rozmiarach 3″x5″. Tak przy okazji, gdyby ktoś umiał podać mi polskie źródło tych nadzwyczaj użytecznych fiszek, to będę wdzięczny. Wydaje mi się, że z nieznanych mi przyczyn nie występują one w kraju.

Fiszkę zgiąłem w pół (pewne inne proporcje będą oferować takie same lub lepsze rezultaty), naciąłem brzegi, gdyż lampa jest węższa niż 3″, a następnie przymocowałem do lampy gumką. Promiennik skierowany jest w górę pod kątem 90 stopni, a ilość światła podawanego do przodu regulujemy zmianą kąta nachylenia odblaskowej części fiszki. Każdy da sobie radę z obsługą takiego dyfuzora.

Na razie mam prototyp, który przy okazji poddam testom w odpowiednio trudnych warunkach. W domu takie nie występują.

Niech nie zdradzi cię szum

Zachowanie anonimowości podczas publikacji zdjęć w internecie to trudne zadanie. Jeśli nawet uda nam się opublikować zdjęcia w taki sposób, że niemożliwe będzie zidentyfikowanie nas poprzez miejsce publikacji, musimy pamiętać, że same zdjęcie może w sobie przenosić wystarczająco danych pozwalających przypisać nam jego autorstwo, gdy w ręce władzy dostanie się nasz aparat. Każde cyfrowe urządzenie tego typu zostawia na zdjęciu wiele elementów, które są charakterystyczne dla konkretnego egzemplarza. Najczęściej jest to tzw. znacznik szumów, czyli rozkład zakłóceń na zdjęciu, który jest specyficzny dla konkretnego aparatu, będący czymś w rodzaju cyfrowego odcisku palca. Dodatkowo pliki ze zdjęciami zawierają sporo informacji dodatkowych w formacie EXIF, które też mogą służyć do identyfikacji aparatu.

Serwis Instructables publikuje krótki ilustrowany poradnik opisujący jakie kroki warto przedsięwziąć, gdy chcemy pozbyć się informacji identyfikujących ze zdjęć przed ich publikacją online. Warto o tym pamiętać.

Wasze Fordy należą do Forda

Miłośnicy samochodów Ford, a konkretnie czarnych Fordów Mustangów postanowili zrobić i wydać sobie kalendarz na 2008 roku zawierający zdjęcia ich własnych (zakupionych i posiadanych) Fordów. Niestety, nie spodobało się to Fordowi, który nasłał na entuzjastów swoich prawników. Wydawca kalendarze otrzymał pismo, że zdjęcia i logo klubu narusza znak handlowy Forda i zakazał druku kalendarza.

Aktualizacja: Ford zmienił zdanie i pozwolił na hobbystyczne wykorzystanie zdjęć, które zrobili sobie właściciele Fordów swoim samochodom.

Dobre fotograficzne rady

Jestem fanem fotografii cyfrowej, ale generalnie takim teoretycznym. Oczywiście aparat cyfrowy mam od paru lat, ale służy mi do typowego pstrykania – nie mam czasu, ani też większych chęci do ambitniejszej fotografii. Od wielu lat jednak buszuje po rozmaitych sajtach poświęconych temu tematowi, aby być zawsze na czasie, gdy najdzie mnie ochota na poważniejsze zajęcie się fotografowaniem.

Jakiś czas temu przypadkiem trafiłem na stronę Kena Rockwella, fotografa, który prowadzi chyba najlepszą stronę z poradami w zakresie fotografii ogólnie, a cyfrowej w szczególności. Podoba mi się jego styl pisania, a już szczególnie rady, które daje. Miło jest poznać gościa, który tak chętnie dzieli się swoim niebagatelnym doświadczeniem z zakresu fotografii, bez zadęcia, protekcjonalnego tony i ekscytacji megapikselami, drogim sprzętem oraz innymi technicznymi parametrami. Dzięki jego radom wybrałem swój nowy aparat (Nikon D40) i wiem, że jeśli ktoś pyta mnie o radę, najpierw sprawdzam, co Ken ma w tej kwestii do powiedzenia. Stał się dla mnie prawdziwym autorytetem.

Polecam każdemu, kto chciałby dowiedzieć się nieco więcej o fotografii cyfrowej i jej tajnikach.