Znów trochę o Che

Na LewRockwell.com rozmowa z Humberto Fontovą, specjalistą od Kuby, którego artykuł o Che dostępny jest na moich stronach. Bardzo to ciekawa lektura, uświadamiająca nam, jak niewiele prawdy wiadomo o Kubie przed i po rewolucji. I jak Hollywood i lewicowa prasa wypaczyła ten obraz. Pozwoliłem sobie przetłumaczyć fragment dotyczący mojego „ulubieńca”, czyli Che Guevary.

Podczas Rewolucji Kubańskiej Che łączył te role, które odgrywali Beria dla Stalina i Himmler dla Hitlera. To gwiazda rocka. To mówią mi ci, którzy noszą koszulki z jego wizerunkiem. Inni myślą, że był on czymś w rodzaju pracownika socjalnego, typem aktywisty z Korpusu Pokoju, jakimś zagubionym idealistą. To coś nierzeczywistego. Oczywiście w swoim czasie rozmaici różowi i imbecyle to samo mówili o Stalinie i Mao. Jak można wściekać się na takich ludzi? W końcu się poddajesz. Nauki płynące z historii Che są cenne i fascynujące, ale jedynie w ujęciu Zygmunta Freuda czy P.T. Barnuma. Co minutę rodzi się jeden, panie Barnum? Gdybyś tylko dożył, aby poznać fenomen Che. Właściwie to 10-ciu rodzi się każdej sekundy. (Chodzi o znane powiedzenie Barnuma – „Co minutę rodzi się frajer”)

Che jest „bohaterem partyzanckim”, który w prawdziwym życiu nigdy nie walczył w partyzantce. Kiedy się z nią w końcu zetknął, totalnie przegrał.

To zimnokrwisty morderca, który wydawał wyroki bez sądu na tysiące, który twierdził, że dowody sądowe są „niepotrzebnym burżuazyjnym szczegółem”, który dobitnie stwierdzał, że „rewolucje muszą stać się beznamiętnie zabijającymi maszynami napędzanymi czystą nienawiścią”, który miesiącami do świtu wypisywał wyroki śmierci na niewinnych i honorowych ludzi, którego biuro w Hawanie miało okno, przez które mógł obserwować egzekucje – a dziś koszulki z nim dumnie noszą ludzie, którzy sprzeciwiają się karze śmierci!

To pierwszy na komunistycznej Kubie „Minister Przemysłu”, którego głównym sloganem w 1960 roku była „Przyśpieszona Intrustrializacja!” Którego marzeniem było przekształcenie Kuby (właściwie całej półkuli) w wielką, państwowo-sterowaną, biurokratyczno-industrialną mrówczą farmę – a jest chłopcem z plakatu dla zielonych i anarchistów, którzy krzyczą i protestują przeciwko industrializacji!

To ciężko tyrający biurokrata, zawsze rujnujący zabawę, ogólnie sztywniak. „Nie mam przyjaciół i kobiet” – deklarował ten bałwan i smutas – „moi przyjaciele są przyjaciółmi dotąd, dopóki politycznie myślą tak, jak ja”. To pozbawiony poczucia humoru abstynent, który narzucał reżim „zakazu picia i hazardu” pod poważnymi karami w miasteczkach, jak Santa Clara, które jego „kolumna” przejęła od sił Batisty – a widzimy koszulki z jego podobizną w rozrywkowych programach MTV.

Che brylował w jednej dziedzinie: masowym mordowaniu bezbronnych ludzi. Był do cna Stalinistą, biurokratą i chłodnym, zimnokrwistym – choć nigdy w prawdziwej walce – zabójcą. Ocenia się, że liczba tych, których zabił bez procesu waha się pomiędzy 600 a 2500. I Che często czynił coup de grace własnym pistoletem.

Polecam lekturę. Myślę, że książka Fontowy to dopiero musi być dobre czytanie.