No właśnie

Jak zapytuje człowiek na swoim blogu odnosząc się do propagandy studiów filmowych:

Jeśli twórcze idee można posiadać tak, jak obiekty fizyczne, jak meble, czy można kupić je w Ikei? Czy dlatego idee są drogie, bo trzeba płacić za jakieś myślo-materiały do nich, z myślo-hurtowni, płacąc za myślo-obsługę sprzedaży?

Jeśli ludzie muszą być nagradzani za swe twórcze dzieła, a te dzieła to nic innego, jak pomysły, dlaczego nikt nie płaci mi za pomysły, które mam każdego dnia?

No właśnie, dlaczego?

Kolejne cytaty

Dziś kolejna, obszerna garść cytatów, tym razem z powieści „Luna to surowa pani” Roberta A. Heinleina. Do nabycia chyba jedynie na Allegro. Niestety, nie posiadam polskiej edycji tej powieści, a jedynie oryginał, więc cytaty będą moim tłumaczeniem. Oczywiście nie przewertowałem książki – skorzystałem z właśnie odkrytego serwisu Wikiquote.org (do którego dotarłem za pośrednictwem Answers.com, potem Wikipedia.org).

TANSTAAFL – There Ain’t No Such Thing As A Free Lunch – Nie ma czegoś takiego jak darmowy obiad.

Czyli nie ma nic za darmo, zawsze ktoś płaci, w ten czy inny sposób. Warto, aby u nas coraz więcej ludzi było tego świadomymi.

Zaakceptuję dowolne reguły, które uważasz za niezbędne dla zachowania twojej wolności. Jestem wolny, niezależnie od tego, jakie reguły mnie otaczają. Jeśli uznam je za znośne, będę je znosił; jeśli uznam je za nieznośne, będę je łamał. Jestem wolny, gdyż wiem, że tylko ja sam jestem moralnie odpowiedzialny za wszystko, co czynię.

Niemożliwym może być pozbycie się rządu – czasem myślę, że rząd jest nieuniknioną chorobą istot ludzkich. Ale możliwym jest, aby był mały, głodny i nieszkodliwy – i czy możecie wymyślić lepszy na to sposób niż wymaganie, aby rządzący sami ponosili koszty swojego antyspołecznego hobby?

To, że byliśmy niewolnikami wiedziałem przez całe swoje życie – i że nic nie można na to poradzić. Pewnie, ani nas nie sprzedawano, ani nie kupowano, ale dopóki Władza miała monopol na to, co możemy mieć, i co możemy sprzedać, by to kupić, dopóty byliśmy niewolnikami.

Powstrzymywanie ludzi od czynienia tego, co chcą, musi być głębokim pragnieniem ludzkiego serca. Reguły, prawa – zawsze dla innych. Jakaś mroczna część nas, coś, co mieliśmy zanim zeszliśmy z drzew i nie udało się nam z tego otrząsnąć, gdy się wyprostowaliśmy. A to dlatego, że żaden z tych ludzi nie powiedział: „Proszę to przegłosować, abym nie mógł robić czegoś, czego nie powinienem.” Niet, towariszczi, to było zawsze coś, czego nienawidzili, gdy robili to sąsiedzi. Powstrzymajcie ich „dla ich własnego dobra”, a nie dlatego, że wnioskodawca cierpi z tego powodu.

Towarzysze, błagam was – nie uciekajcie się do przymusowego opodatkowania. Nie ma gorszej tyranii niż zmuszanie człowieka do płacenia za coś, czego nie chce, tylko dlatego że uważacie, że będzie to dla jego dobra.

Pozwólcie mi, przy pisaniu waszej konstytucji, zwrócić uwagę na cudowną zaletę zaprzeczenia! Akcentujcie zaprzeczenie! Pozwólcie, aby wasz dokument był naszpikowani rzeczami, których na zawsze zabrania się robić rządowi. Żadnych armii z poboru, żadnych, najmniejszych nawet ingerencji w wolność prasy, słowa, podróżowania, zgromadzeń, czy wyznania, edukacji, komunikacji, czy wyboru zawodu… żadnego niedobrowolnego opodatkowania.

Zauważyłem, że ktoś proponuje, aby zrobić Kongres ciałem dwuizbowym. Doskonale – im więcej utrudnień w legislacji, tym lepiej. Ale zamiast naśladować tradycję, sugeruję jedną izbę do uchwalania prawa, gdy wyłącznym obowiązkiem drugiej będzie odwoływanie prawa. Pozwólmy ustawodawcom uchwalać prawa jedynie większością dwóch trzecich… gdy uchylający będą mogli zlikwidować każde prawo jedynie mniejszością jednej trzeciej. Niedorzeczne? Pomyślcie o tym. Jeśli ustawa jest na tyle słaba, że nie może pozyskać dwóch trzecich poparcia, czyż nie jest prawdopodobne, że będzie to marne prawo? I jeśli prawo jest nielubiane przez tak wielu, jak jedna trzecia, czy nie jest prawdopodobne, że będzie wam lepiej bez niego?

W historii demokratycznie wybrane rządy nie były wcale lepsze, a czasami znacznie gorsze od jawnych tyranii.

Książkę gorąco polecam. Szczególnie wolnościowcom, ale także każdemu, kto lubi dobrą fantastykę. Warto kupić ją na Allegro, bo ceny widziałem dość przystępne.

Cytat na dziś

Zazwyczaj, gdy czytam kolejny artykuł czy news poświęcony „własności” intelektualnej, czy prawom autorskim i współczesnym konfliktom w tej kwestii – a takich wieści ostatnio nie brakuje – wtedy zawsze przychodzi mi na myśl cytat z opowiadania Roberta A. Heinleina, pochodzący z opowiadania „Life-Line” z 1939 roku:

There has grown up in the minds of certain groups in this country the notion that because a man or a corporation has made a profit out of the public for a number of years, the government and the courts are charged with the duty of guaranteeing such profit in the future, even in the face of changing circumstances and contrary public interest. This strange doctrine is not supported by statute nor common law. Neither individuals nor corporations have any right to come into court and ask that the clock of history be stopped, or turned back, for their private benefit.

Po polsku:

Zrodził się w tym kraju w umysłach pewnych grup koncept, ze skoro człowiek czy korporacja czerpali ze społeczeństwa przez kilka lat profity, to rząd i sądy mają za swój obowiązek zapewnić im takie zyski w przyszłości, nawet w obliczu zmieniających się warunków i wbrew interesowi publicznemu. Ta dziwna doktryna nie ma uzasadnienia ani w prawie stanowionym, ani zwyczajowym. Ani jednostki, ani też korporacje nie mają prawa przychodzić do sądu i prosić, aby zegar historii został zatrzymany i puszczony w tył, dla ich własnych korzyści.

W obecnej wojnie z „piractwem”, w obronie „własności” intelektualnej nie chodzi wcale o obronę twórców, o tworzenie dla nich zachęt do dalszej pracy, a jedynie o utrzymanie w mocy określonego sposobu zarabiania pieniędzy – na utrzymaniu sztucznego, gwarantowanego prawnie monopolu.