Porozmawiajmy o sprawiedliwości społecznej

Wystarczy, że spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, które zadał Walter E. Williams:

Co jest sprawiedliwe debatowano od wieków, ale pozwól, że podam ci moją definicję sprawiedliwości społecznej: zatrzymam to, co zarobiłem i ty zatrzymaj to, co zarabiasz. Nie zgadzasz się? Cóż, powiedz więc mi, jak wiele z tego co ja zarabiam należy co ciebie – i dlaczego?

Pwned.

Jasio w szponach państwa

Żyjemy w objęciach omnipotentnego państwa. Gdy się nad tym zastanowić, to oczywiste, ale w zasadzie rzadko mamy możliwość poświęcić dostatecznie dużo czasu tej refleksji. No i przyzwyczailiśmy się do tego, a dla wielu z nas stan ten wydaje się czymś naturalnym i oczywistym, niewartym dyskusji. Robert Gwiazdowski na swoim blogu zamieścił świetny wpis „ŻYWOT JASIA”, który w dowcipny i obrazowy sposób pokazuje, jak bardzo państwo ingeruje w nasze życie od kołyski aż po grób. Lekka, ale ciekawa i pouczająca lektura. Fajnie byłoby się z państwa wypisać.

Przy okazji reklama znakomitego wolnościowego serwisu.

Rozmawiajmy o likwidacji podatków

Łatwiej było przekonać ludzi, aby oddawali połowę swoich dochodów, swe dzieci na wojnę, oraz wolność na zawsze – niż zachęcić ich do poważnego zastanowienia się, jak mogłyby funkcjonować drogi przy braku opodatkowania.

Znakomity cytat z wypowiedzi Stefana Molyneux. Właśnie, zazwyczaj, gdy rozpoczyna się dyskusja na bardziej „kontrowersyjne” tematy wolnościowe, to często przeciwnicy wolności, nieważne, czy świadomi, czy też nie, odrzucają nawet propozycje porozmawiania na temat tego, jak mogłyby działać pewne instytucje, które obecnie są domeną państwa i jego urzędników.

Często rozważania na te tematy nazywa się „niedorzecznymi i nierealnymi”, a jednocześnie bez szemrania przyjmuje się za niepodlegający dyskusji pewnik, że od „śmierci i podatków nie ma ucieczki”.

Warto i należy o tym rozmawiać – podatki nie są koniecznością i można bez nich żyć.

Dobry świąteczny prezent

Dziś cytat z emocjonalnego wpisu z Reddita (Gunnita konkretnie).

Dostałam broń w Święta. Choć nigdy wcześniej się nią nie interesowałam, to się rozpłakałam. Oto dlaczego.

Nie pochodzę z miejsca, gdzie używanie broni palnej jest specjalnym stylem życia. Wychowałam się w mieście. Tak, w Teksasie, ale nie na wsi. Nigdy nie strzelałam, nawet o tym nie myślałam. Tak, mocno popieram prawo do posiadania broni, ale to w zasadzie wszystko, co na ten temat dotychczas myślałam.

W te Święta rozpakowując prezent wyjęłam czarną, matową strzelbę Remingtona. Początkowo byłam zaszokowana, nawet zdezorientowana, ale gdy ujęłam ją w dłonie, poczułam coś, czego nie czułam nigdy wcześniej. Choć nigdy nie interesowałam się bronią, to ta wydała mi się piękna. Naprawdę dobrze było ją czuć w rękach, i uderzyła mnie nagle jedna myśl: to jest moja broń. Moja broń. I po prostu się rozpłakałam, nie mogą przestać powtarzać – dziękuję, dziękuję, dziękuję…

Choć mam już 22 lata, to ważę około 40 kg i mam około 150 cm wzrostu. Przez całe życie miałam problem z utrzymaniem dobrej wagi i zawsze cierpiałam z powodu chronicznego zmęczenia i osłabienia. Jako dziecku ciągle mi dokuczano i nigdy nie byłam w stanie się obronić, co doprowadziło do paraliżującej fobii społecznej. W wieku 7 lat byłam ofiarą molestowania i w tym samym roku musiałam w nocy uciekać przed mężczyzną z nożem, który ścigał mnie i mamę. Jako kobieta musiałam regularnie przez dwa lata ukrywać się przez gnębiącym mnie emocjonalnie chłopakiem (już ex-), cały czas starając się nie powiedzieć niczego, co mogłoby go zdenerwować, gdyż nie wiedziałam co zrobi następnym razem, gdy kopał moje drzwi, czy roztrzaskiwał okno. Byłam gwałcona.

Trzymając tę broń, nagle poczułam jak odchodzą te lata strachu. Zdałam sobie sprawę, że nie będę już musiała się bać nocą, gdy usłyszę jakieś hałasy. Strzelba idealnie leży w mych dłoniach – jest mała, zaledwie przekraczająca 18-calowy limit. Jest lekka. Ma miękki spust i gładką pompkę. Wiem, że to nie jest prawda, ale wydaje się jakby zaprojektowano ją dla ludzi takich, jak ja. Dla ludzi, którzy mają problem z otwarciem słoika czy dosięgnięciem rzeczy w lodówce, ludzi którzy kulą się ze strachu, gdy na ulicy mija ich duży mężczyzna. O mój Boże… nie muszę już bać się w nocy. O mój Bożej. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Niech Bóg błogosławi Amerykę.

Miło, że ktoś dostał naprawdę dobry świąteczny prezent.

Świat do góry nogami

Dziś obszerny cytat z tekstu Jakuba Bożydara WiśniewskiegoFixing an Upside-Down World” z portalu LewRockwell.com w moim tłumaczeniu:

Przesądy te zakorzenione są w zaprzeczaniu istnienia logicznej struktury ludzkiego działania oraz w konsekwentnym negowaniu praw ekonomii. To sofizmaty, które sprawiają, że ludzie wierzą, że posiadając wystarczającą determinację i siłę przymusu, jakoś uda się wyeliminować ograniczenia rzadkości dóbr. To te domniemane panacea tak chętnie rozpowszechniane przez reprezentantów politycznie ustosunkowanych grup specjalnych interesów, których rzekome efekty często określane są jako „paradoksalnie zbawcze” czy „nieintuicyjnie korzystne”. Zebrane w kupę, tworzą wizję świata do góry nogami, którego mieszkańcy mają wierzyć w między innymi takie rzeczy:

  1. Że jedynym sposobem, aby obronić się przed przemocą, agresją i przymusem jest stworzenie i stałe wspieranie wielkiego, monopolistycznego aparatu zinstytucjonalizowanej przemocy, agresji i przymusu, którego reprezentanci choć nie są posiadaczami aktywów tej instytucji, to przypisują sobie prawo do wywłaszczania prywatnych właścicieli w celach, których użyteczność sami sobie określają.
  2. Że gospodarka wolnorynkowa, której uczestnicy – aby prosperować – muszą dostarczać sobie wzajemnie produktywnych dóbr i usług, a także ponosić pełną odpowiedzialność finansową za potencjalne niepowodzenia swych działań, może przetrwać, jedynie gdy zostanie poddana regulacjom monopolistycznych grup nie-producentów, którzy zawsze mogą przerzucić koszty swych niepowodzeń na ramiona producentów.
  3. Że instytucja, które pod przymusem narzuca innym swoje usługi bezpieczeństwa, jednostronnie określając ich cenę i siłą wyklucza jakąkolwiek konkurencję w tym obszarze, nie będzie próbowała czerpać korzyści z inicjowania konfliktów, czy z przyzwalania na ich rozwój, zamiast rozwiązywać je, czy zapobiegać ich powstawaniu, i że scedowanie zadania wymiaru sprawiedliwości na taką instytucję nie będzie prowadziło do ciągłego obracania sprawiedliwości na jej korzyść.
  4. Że postęp gospodarczy nie jest głównie powodowany przez procesy, które pozwalają na zwiększenie wartości produktywności – takie jak rozszerzanie i intensyfikowanie podziału pracy, inwestowanie w bardziej okrężne procesy produkcji, oraz oszczędzanie, które dostarcza środków dla takich inwestycji – ale przez procesy, które niszczą ową wartość, czyli wydatki, konsumpcję i masowe zadłużanie się.
  5. Że drukowanie olbrzymich ilości kolorowych papierowych bilecików lub kreowanie olbrzymich liczb w wirtualnych księgowościach może, całkiem poważnie, nie tylko odwrócić efekty poważnych finansowych kryzysów, powodowanych przez masowe trwonienie prawdziwych, rzadkich zasobów, ale też w normalnych czasach będzie zwiększać ilość takich zasobów, a tym samym poziom społecznego bogactwa.
  6. Że wysysanie funduszy z wolnego rynku, to jest tego sektora relacji społecznych, który jest sumą wszystkich wzajemnie korzystnych interpersonalnych transakcji, sterowanych sygnałami cenowymi i dyscyplinowanymi groźbą przyniesienie strat, a następnie transferowanie ich do państwowego aparatu i jego klienteli, to jest tego sektora interakcji społecznych, który jest odseparowany od systemu zysków i strat, oraz jest korzystny jedynie dla obdarowywanych, może nie tylko zapobiec wrzuceniu gospodarki w koszmar pasożytniczych układów, chaosu kalkulacji i przedłużających się niepewności inwestycyjnych, ale także stymulować faktyczny wzrost dobrobytu.
  7. Że spadek cen podczas recesji, zamiast pomagać w odtworzeniu środowiska podatnego na realny rachunek ekonomiczny, w restrukturyzacji bankrutujących firm, oraz w ogólnym ułatwieniu znoszenia ciężarów przystosowywania się, będzie naprawdę jeszcze mocniej szkodził gospodarce, więc należy go odwrócić poprzez środki inflacyjne.
  8. Że klęski, katastrofy i kataklizmy wszelkiego rodzaju, czy naturalne, czy będące dziełem człowieka, są bardzo dalekie od niszczących i osłabiających sił jakimi się wydają, ale tak naprawdę są zakamuflowanymi błogosławieństwami, zdolnymi do przywrócenia dobrych czasów upadającym gospodarkom.
  9. Że, parafrazując prominentnego „wolnościowego ekstremistę”, nie ma nic śmierdzącego, ani nawet po prostu sprzecznego i logicznie groteskowego, że „głowa największej światowej rządowej biurokracji, która kieruje na pełen etat operacją fałszerską w celu wspierania monopolistycznych karteli finansowych, oraz największy światowy centralny planista ustalający światowe ceny walut, głosi pochwały kapitalizmu”.
  10. Że żyjemy w świecie ciekawych moralnych rozgraniczeń, gdzie zebranie dostatecznie dużej klienteli zamienia rozbój w „zapewnianie dobrobytu socjalnego”, piramidy finansowe w „zapewnianie bezpieczeństwa socjalnego, a fałszerstwo w „zapewnianie stabilizacji finansowej”.

Podczas dyskusji politycznych z jakże powszechnymi zwolennikami etatyzmu, warto zapytać ich, czy nie wydaje im się, że świat stoi na głowie? Czy czasem usilnie nie chcą, aby podtrzymywać czegoś, co samo stać nie będzie, bo nie może? Czy nie ulegają złudzeniom, albo też po prostu dali nabrać się na sprytnie skonstruowany sofizmaty poparte fałszywymi autorytetami? Zawsze jest dobry moment, aby przejrzeć na oczy…