Dzień własności intelektualnej

Obchodziliśmy właśnie wczoraj. Co się nie działo! Tłumy młodzieży, trzymając się za ręce, tańczyły i śpiewały pieśni wychwalające system własności intelektualnej i jego rozliczne zalety. Aktywiści wygłosili płomienne przemówienia potępiające wszelkie przypadku naruszania praw autorskich zagrażające potencjałowi tak wielu „młodych przedsiębiorców, wynalazców i technologów” (za BSA). Wpominano o konieczności promowania bezpiecznego i odpowiedzialnego świata cyfrowego, poprzez stosowne programy edukacyjne. Nie obyło się bez potępienia piractwa i wspominania miliardowych strat, które ono zadaje – to szczególnie oburzyło uczestników święta i na wielu twarzach pojawiły się łzy. „Nigdy więcej!” – rozbrzmiały okrzyki i podniosły się górę zaciśnięte pięści. Piraci, wasze dni są policzone.

Pomimo tych smutnych i gniewnych akcentów, wspaniałej i legalnej (autorzy i wykonawcy piosenek zostali stosownie wynagrodzeni, za pośrednictwem właściwych organizacji chroniących prawa autoskie) zabawie nie było końca. Do następnego święta!

Nowa kategoria przestępców

Prezydent Bush ma na dniach podpisać ustawę, która za umieszczenie online choć jednej kopii filmu, programu czy pliku muzycznego przed oficjalną premierą, przewiduje karę więzienia do 3 lat i grzywny sięgającej do $250,000. Są to znaczące zmiany w karaniu za „piractwo online”, będące efektem znacznych nacisków przemysły rozrywkowego na Kongres USA.

Coż, na razie wszystko idzie w zgodzie z moim, publicznie jeszcze nie prezentowanym poglądem, że będziemy musieli przejść przez „ciemny wiek” praw autorskich, gdy legislacje uczynią większość z nas przestępcami, odbiorą nam nie tylko prawa dozwolonego użytku (fair use), ale także wiele innych praw, np. decydowania w jaki sposób korzystamy z posiadanych legalnie dzieł (kody regionalne, blokady zapisów, uniemożliwienie omijania reklam, restrykcje sprzedaży używanych dzieł, itp.). Pewnie dokona się też zamach na komputery ogólnego zastosowania, które według magnatów medialnych powinny zostać zamienione na ich „godne zaufania” wersje, które będą w stanie uruchamiać jedynie „godne zaufania oprogramowanie”, pochodzące od tych, którym można ufać (np. jedynie z Microsoftu).

Oczywiście filmy i inne ciekawe pliki będą pojawiać się przed premierą, tak jak pojawiają się obecnie. No i w końcu okaże się, że zegara historii nie da się cofnąć i w świecie techniki cyfrowej nic już nie jest takie, jak było dawniej. Że musimy wreszcie wypracować metody tworzenia i zarabiania na efektach pracy naszego intelektu bez konieczności uciekania się do prawem strzeżonego monopolu i zamykania „cyfrowych piratów” w nowocześniejszych wersjach obozów koncentracyjnych.