Tusku, opodatkuj blogerów

Miłościwie nam panujący i rosnący wszerz rząd, zamiast szukać oszczędności, postanowił pójść łatwiejszą drogą i podnosi podatki. Plany w tym zakresie ma z pewnością szerokie, bo w dziedzinie ograbiania obywateli urzędnikom nigdy pomysłów nie brakuje, ale ja chciałbym zasugerować kolejny sposób na zdobycie pieniędzy.

Można przecież skorzystać z pomysłu władz miasta Filadelfia (w USA), które właśnie wpadło na pomysł, aby opodatkować wszystkich blogerów. Postanowiono tam potraktować każdy blog jako potencjalne źródło dochodu – wszakże wiele z nich wyświetla jakieś reklamy, często poprzez platformę blogową, z której korzystają – i nałożyć na takie „przedsiębiorstwa” gamę podatków, od licencji za przywilej prowadzenia biznesu począwszy. Licencja ta, w niebagatelnej kwocie $300, to płatna z góry opłata za przywilej blogowania, przepraszam, za przywilej prowadzenia biznesu, i ewentualnego czerpania zysków z tego hobby. W wysokości niezależnej od faktycznych przychodów, czy dochodów z prowadzenia bloga.

Nie znam preferencji politycznych polskiej blogosfery, ale jeśli jest zbliżona do preferencji politycznych reszty społeczeństwa, to wydaje mi się, że taka inicjatywa spotka się z entuzjastycznym przyjęciem. Z pewnością nie zabraknie głosów nawołujących do jak najszybszego uchwalenia stosownego podatku, które swoją intensywnością przyćmią obywatelskie oburzenie w kwestii osławionego krzyża. Skoro w modzie jest nawoływanie do opodatkowania innych (np. kościoła), to czemu nie blogerów? Możne nawet ktoś na Facebooku założy stosowną grupę i zwoła jakąś nocną spontaniczną manifestację poparcia?

5 lat

Kalendarz Google przypomniał mi, że dziś upływa 5 lat odkąd na tym blogu (jeszcze na Bloggerze) pojawił się wpis, który wtedy zupełnie nie zapowiadał tego, co będzie dalej. 5 lat później, 969 wpisów dalej, jestem zadowolony z tamtej decyzji – to jest naprawdę odpowiadająca mi forma sieciowej działalności. Coś, co wciąż chce mi się robić, a na co zdecydowanie nie mam tyle czasu, ile chciałbym.

Chciałem rocznicę uczcić małą zmianą formy graficznej, przynajmniej nowym layoutem (opartym o 960 grid), ale wpadka z TPSA uniemożliwiła mi zrealizowanie tego zamiaru. Może uda się wkrótce, może nie – różnie to bywa.

Staram się zachowywać jakąś sensowną częstotliwość wpisów, choć jakoś ostatnio ciężko mi zdobyć się na aktywność – większość czasu przed komputerem spędzam dość pasywnie – oglądając to, co ma do zaoferowania świat. Ale nie zniechęcam się, może będzie lepiej. Chciałbym zwiększyć ilość tematyki wolnościowej, bo trochę zaniedbałem ją na rzecz infoanarchizmu. Zobaczymy, co da się zrobić. Zapełniam swój notatnik Evernote potencjalnymi tematami, więc raczej pomysłów nie zabraknie.

Zajrzałem do statystyk odwiedzin i nie ma za bardzo się czym chwalić. Przez ostatnie 7 miesięcy mam raczej do czynienie z słabą tendencją spadkową odwiedzin, które obecnie wahają się w okolicach 13 tyś. unikalnych odwiedzających miesięcznie. To chyba jasny sygnał, że powinien się trochę bardziej starać.

Tagi

WordPress od wersji 2.3 obsługuje tagi, jak to się mówi slangowo, natywnie. Czyli nie potrzeba już specjalnych wtyczek, aby wpisom tagi przypisywać i wyświetlać je w różnych formach. Wszystko fajnie, ale mój blog to ponad 600 wpisów pozbawionych stosownego otagowania, więc raczej się tą nową funkcjonalnością specjalnie nie przejąłem. Niemniej jednak, aby sytuacji nie pogarszać, nowe rzeczy zacząłem powoli oznaczać tagami, tak na przyszłość.

Zgłębiając trochę temat, trafiłem na ciekawą wtyczkę – Simple Tags – która oferuje trochę ułatwień w używaniu tagów. Choćby takich, jak: podpowiadanie tagów z puli już użytych, dzięki czemu nie mnożymy ich ponad miarę, czy rozmaitą funkcjonalność porządkową – zmiany nazwy, usuwanie, scalanie, edycja. I mnóstwo innych, których nawet nie będę próbował ogarnąć.

Przede wszystkim jednak, oferuje możliwość masowego dodawania tagów do wielu postów, bez konieczności edycji każdego wpisu z osobna. Tego było mi potrzeba, gdyż to jedyna możliwość, aby dodać tagi do wszystkich wpisów na blogu. Oczywiście nie od razu, bo nawet masowo zajmuje to sporo czasu – przecież każdy wpis muszę choćby zgrubnie przeczytać, aby wiedzieć jak go oznaczyć. Porządne narzędzie, dobrze zintegrowane z WordPressem.

No ale dodane tagi pozostawały jedynie wpisami w bazie, niewidocznymi dla czytelników. Aby pochwalić się nowymi możliwościami i skorzystać z wprowadzonych już tagów, niezbędna była ingerencja w szatę graficzną. Nie jest to coś, za czym przepadam, bo tutaj WordPress mógłby zostać lekko dopracowany. W celu pracy nad wyglądem witryny uruchamiam sobie lokalną kopię na własnym komputerze, korzystając z pakietu WAMP (Windows, Apache, MySql, PHP), a konkretnie WAMP Server.

Wszystko fajnie, ale przecież muszę zmiany testować na konkretnym przykładzie, najlepiej na kopii prawdziwego serwisu. Niestety, kopia bazy nie wchodzi w grę, bo za dużo poprawiania w niej wpisów, aby działała poprawnie lokalnie. Najlepiej po prostu stworzyć sobie lokalnego bloga i zaimportować do niego wpisy, komentarze i tagi z prawdziwego bloga. To proste, bo WordPress ma opcje Export i Import, które zdają się działać. Tak przynajmniej myślałem.

Niestety, działają jedynie częściowo, a konkretnie nie działa akurat to, na czym mi najbardziej zależało, czyli przenoszenie tagów. Chciałem przecież testować zmiany wyglądu w oparciu o prawdziwe tagi, w całej ich mnogości, którą już wyprodukowałem. Jak się okazało najnowsza opublikowana wersja WordPressa ma błąd, który wprawdzie został naprawiony, ale czeka na kolejną publikację. Nie miałem innego wyjścia, niż uaktualnić moje blogi do wersji developerskiej. Dopiero wtedy szczęśliwie udało się przenieść zawartość Miasik.net na komputer lokalny i mogłem zabrać się do pracy (Przy okazji, to mogę sobie zobaczyć planowane zmiany interfejsu administracyjnego, które wszyscy zobaczą pewnie w wersji 2.5, bo chyba nie będzie 2.4).

Trochę kombinowania i wyświetliły się tagi pod wpisami oraz po prawej stronie pojawił się tzw. obłok tagów. I bardzo dobrze. Teraz pozostało mi jedynie otagować z jakieś 400 wpisów. Poza tym, tagi przydadzą mi się od stworzenia listy najlepszych wpisów. To fajna rzecz.

Trzecia rocznica

Właśnie się zorientowałem, że zbliża się 3 rocznica mojego blogowania – pierwszy wpis pochodzi z 10.01.2005. Postanowiłem zrobić małą statystykę tych 3 lat:

  • Rok 2005 – 347 wpisów – 6,67 tygodniowo
  • Rok 2006 – 230 wpisów – 4,42 tygodniowo
  • Rok 2007 – 144 wpisy – 2,77 tygodniowo

Jak widać aktywność nieustannie spada. Obawiam się, że do czasów z roku 2005 raczej nie wrócę – byłem wtedy bezrobotny i cierpiałem na nadmiar wolnego czasu. Kolejne lata to z kolei nadmiar pracy i praktycznie brak czasu na wszystko, łącznie z blogiem. Mam nadzieję, że w 2008 będzie trochę lepiej i wrócę do aktywności przynajmniej z 2006 roku, czyli jakiś 4-5 wpisów tygodniowo.

Inną sprawą jest, że czasem brakuje mi tematyki. Wiele ogólnych problemów wolnościowych już poruszyłem w ten czy inny sposób, a powtarzać się raczej nie chcę. Prędzej wprowadzę cykliczne przypomnienia tych wpisów, które uważam za najciekawsze i warte przypominania, bo przecież nie każdy przegląda archiwa. Zupełnie za to nie chce mi się komentować spraw bieżących, choćby krajowej polityki, bo właściwie trzeba by wolnościowo krytykować każdy news, a to byłby pełen etat, za który raczej nikt nie zapłaci.

Co do statystyk oglądalności, to w ciągu ostatniego roku miesięcznie było to około 56 tysięcy wizyt, czyli 2 tysiące dziennie. Ostatnio nawet trochę lepiej, zarysowała się pewna tendencja zwyżkowa, gdyż listopad i grudzień to odpowiednio 67K i 74K wizyt. Może się ten trend utrzyma, o ile będę miał coś sensownego do napisania.

Wciąż blog utrzymywany jest w Polsce, ale gdy znajdę trochę czasu, przemigruję na hosting zagraniczny, gdyż to zupełnie inna jakość usługi i możliwości. Oczywiście nie zamierzam też porzucać WordPressa, bo to znakomita platforma blogowa. Być może zmieni się szata graficzna, ale to wymaga trochę więcej czasu, którego znów nie mam.