Monopolista podnosi łeb

Chodzi o pocztę państwową – nie piszę z wielkich liter, bo poczta państwowa jest jedna i nie zasługuje na wyróżnianie. Kiedyś poświęciłem wpis opisowi prób przełamania monopolu poczty państwowej przez prywatnych dostarczycieli, czego symbolem jest sławna doklejana do listu blaszka.

Okazuje się, że monopol nie może znieść, że się tak jego monopolu nie szanuje i atakuje rękami swoich sprzymierzeńców, czyli urzędników państwowych z Urzędu Komunikacji Elektronicznej (swoją drogą, gdzie tu komunikacja elektroniczna?). Jeśli ktoś ma jakiekolwiek złudzenie, że takie urzędy „regulujące” cokolwiek z sensem regulują, to ma doskonały przykład jak psują to, co rynek usiłuje naprawić. Otóż ci dzielni biurokraci zatroskali się tym blaszanym zamachem na monopol państwowej poczty i postanowili coś z tym zrobić, z pewnością w pocie czoła. Z materiału wideo wynika, że urzędnicy zatroskani konsumentami, przy okazji, postanowili doprecyzować kwestię dociążania przesyłek. Bo o to właśnie konsumentom chodziło przecież w tej „prokonsumenckiej” nowelizacji.

Na szczęście, to dopiero projekt, który musi przejść wiele trybów urzędniczej machiny, więc może się tak zdarzyć, że nowelizacja nie zdąży wejść w życie przed końcem państwowego monopolu.

Urzędnicza zaraza ma się dobrze

Jacek Sierpiński zadał sobie trud i sprawdził jak to się rozprzestrzenia urzędnicza zaraza w naszym kraju, szczególnie za rządów PO, tej rzekomo „liberalnej” formacji, co to obiecywała 3×15% podatków, przyjazne państwo oraz nowoczesność w domu i zagrodzie. Jak widać przyrost jest znaczny i tendencja się nie zatrzymuje. Wzrost o 60 tysięcy za rządów PO to wynik zatrważający i jawnie przeczący deklaracjom i obietnicom PO (ja tam im nie wierzyłem, więc nie jestem specjalnie rozczarowany).

Co gorsza, nie tylko urzędników mamy więcej, ale żyje im się coraz lepiej. Średnie wynagrodzenie w tej grupie jest wyższe od średniego wynagrodzenia w całej gospodarce, czyli od średniego wynagrodzenie tych, którzy robią coś pożytecznego. Coś, za co inni ludzie, z własnej, nieprzymuszonej woli, płacą. Bo wszystko to, co serwuje nam ta cała, ponad półmilionowa rzesza biurokratów, nie jest nam naprawdę do niczego potrzebne! Bo wszystko, co nam „sprzedają”, możemy kupić na wolnym rynku towarów i usług, najczęściej w większym wyborze, lepszej jakości i taniej. Sami decydując, co jest nam najbardziej potrzebne i ile chcemy za to zapłacić.

Taka tendencja nie jest bynajmniej naszą specjalnością. Jak się okazuje, w USA pracownicy federalni także mają się bardzo dobrze. A właściwie bardzo dobrze – ich dochody z wraz z dodatkowymi świadczeniami przekraczają dwukrotnie to, co otrzymują przeciętni pracownicy w sektorze prywatnym.

Tymczasem państwo łupi z nas ciężko wypracowane pieniądze, które następnie przekazuje tej bandzie darmozjadów, którzy nie produkują nic pożytecznego, nic, czego nie dałoby się już od kogoś kupić. Niestety, nie możemy z ich usług zrezygnować, nie możemy pójść do konkurencji, a ich zagonić do jakiejś pożytecznej pracy. Musimy cieszyć się, że rząd traktuje nas jeszcze łagodnie i podwyższy nam VAT na razie „zaledwie” o 1 pkt procentowy – bo przecież mógł więcej. A podniesie go akurat tyle, aby zapłacić tym wszystkim nowym urzędnikom, których zatrudnił.

Swoją drogą, to straszne, że jakaś mało istotna awantura o krzyż potrafi zgromadzić w nocy kilka tysięcy osób, którym status tego krzyża tak naprawdę będzie kompletnie wisiał za jakiś czas, a na protest przeciwko podwyżce podatków, która dotknie nas wszystkich na kilka następnych lat, przychodzi zaledwie parę osób. Jakże mamy zmasakrowane umysły. A to przecież dopiero początek, bo nasza bierna postawa ich jedynie zachęca…

Wywrotowcy do rejestracji

Czy jest jakiś absurd, którego nie wymyślą etatyści? Ano nie ma. W Karolinie Południowej (USA) uchwalono prawo, zwane Ustawą o działaniach wywrotowych (SUBVERSIVE ACTIVITIES REGISTRATION ACT), które wymaga urzędowej rejestracji każdej organizacji wywrotowej, organizacji pod obcą kontrolą, czy też każdego obcego agenta. Organizacje wywrotowe natomiast to takie, których celem jest przejęcie, kontrolowanie czy obalanie rządu, przy użyciu przemocy lub innych, nielegalnych działań. Teraz każda organizacja lub osoba podpadająca pod te definicje musi zarejestrować (opłata $5) się pod groźbą kary grzywny do $25000 lub 10 lat więzienia.

Terroryści i wywrotowcy, do rejestracji marsz, biurokraci czekają. Tak oto nowoczesne państwo walczy z wywrotowcami i agentami.

Pożegnanie z żarówką

Dziś jest dzień, w którym żegnamy się z tradycyjną żarówką, czyli zgodnie z nazwą, z żarówką żarową, na razie o mocy 100 W i większej. Urzędnicy Unii Europejskiej, w swej niezgłębionej mądrości, oraz wzorując się na urzędnikach z innych, jeszcze bardziej postępowych krajów, zadecydowali, że tradycyjne żarówki są złe i należy się ich pozbyć. Na początek tych mocniejszych, a potem i innych.

Oczywiście, chodzi o ekologię. Bo tradycyjne żarówki są nieefektywne, bardzo mało dostarczanej im energii przeznaczają na swoje przyjemne światło, resztę marnując na ciepło. A jak energia się marnuje, to ekolodzy cierpią nieopisane katusze i musieliśmy się nad nimi zlitować. I teraz zamiast miłych lamp żarowych, będziemy bieli oszczędne lampy wyładowcze czy żarówki LED.

Problem z „ekologicznymi” lampami jest taki, że dają brzydkie, nieprzyjemne światło. Nie jest kwestia temperatury barwowej, bo nad tym można trochę panować, ale nieciągłe pasmo elektromagnetyczne generowanego światła, które wpływa na postrzeganie barw. Dodatkowo dochodzi efekt stroboskopowy, choć mniej widoczny w nowoczesnych świetlówkach. Plus długi czas zapłonu i dochodzenia do pełnej efektywności, co znacznie utrudnia używanie ich w zastosowaniach, gdy potrzebne jest światło jedynie na krótki czas. Oczywiście nie jest fajna cena, ale to ma się zwrócić dzięki niższemu poborowi energii i dłuższej żywotności. No a z ekologią też nie jest tak do końca świetnie, bo może i są one oszczędne, ale same w sobie są bardzo nieekologicznym odpadem głównie z powodu zawartości rtęci. Tak, tej samej, której w końcu dzielnie pozbyli się urzędnicy z powszechnie używanych termometrów.

Żarówka tradycyjna ma wiele zalet (za tym wpisem na forum):

  • powszechność zastosowań
  • niska cena zakupu
  • bardzo dobre oddawanie kolorów (maksymalna wartość wskaźnika CRI; Ra=100)
  • przyjazna dla oka barwa światła, zwłaszcza do zastosowań domowych, do odpoczynku
  • bardzo duża gama mocy
  • wersje z ozdobnymi kształtami baniek
  • niewrażliwa na niskie i wysokie temperatury
  • stała trwałość źródła różnych producentów – równa 1000 godz. (tylko wersje specjalistyczne odbiegają od tej zasady)
  • trwałość niezależna od ilości jej włączeń i wyłączeń
  • możliwość ściemniania
  • natychmiastowy zapłon i świecenie pełną mocą
  • nie wymaga utylizacji, czyli po jej przepaleniu może być wyrzucona do zwykłego kosza na śmieci

Można, oczywiście, przerzucać się argumentami na rzecz jednych lub drugich rodzajów lamp. Problem w tym, że to nie powinno nic urzędników obchodzić jakich żarówek kto tam sobie używa! Przecież płacimy za prąd z akcyzą tyle, ile sobie tam żądają i nic urzędasom do tego, jak sobie ten prąd zużywamy. Jeśli mamy zamiar marnować go przez tradycyjne żarówki, to jest to nasza wola. Jedni sobie świecą przyjemnym światłem, a inni gotują w czajniku elektrycznym herbatę doświetlając sobie kompaktową świetlówką. Ja nie pijam herbaty, więc mam nadwyżki energetyczne, które chciałbym zużywać do podgrzewania włókna żarzącej się żarówki. Nikomu nic do tego.

Lubię światło tradycyjnej żarówki. Mam nawet specjalne oprogramowanie – F.lux – które zmienia temperaturę barwową mojego ekranu, aby dopasować się do panującego w pokoju oświetlenia. A koty to dopiero cenią sobie tradycyjne, świetnie grzejące żarówki:

Na razie jeszcze wolno nam kupować żarówki o mniejszej mocy. No i dla oszczędnych pojawiły się żarówki halogenowe zamontowane w oprawkach i bańkach podobnych do tradycyjnych żarówek. Ich światło też jest całkiem znośne, cena dość przystępna w porównaniu ze świetlówkami, no i na razie wolno je posiadać. Dziwi mnie, że nie pojawiło się na naszym rynku pełno chińskich żarówek o mocy 99W. Pewnie jakaś norma ustala, że żarówka może być 75W albo 100W i nic pomiędzy nie będzie dopuszczone, jako niebezpieczne i złe.

Ciekawe, czy kiedyś będzie jakaś specjalna „żarówkowa policja”? Celnicy będą szukać żarówkowej kontrabandy? Specjalne brygady będą likwidować nielegalne siatki dealerów żarówek? Będziemy mieli Wojnę z Żarówką?

Bocian kontra urzędnik

Jest sprawa – bocian ze złamaną nogą. Nie można mu pomóc, bo to dzika przyroda, której strzeże wojewódzki konserwator przyrody. I bocian musi zginąć, bo ingerencja cywilizacji XXI wieku byłaby niedobra, wszakże człowiek nie jest już panem stworzenia, tylko powinien słuchać swoich panów, czyli urzędników.

Dziś w Faktach TVN pokazano historię bociana i wypowiedzi mądrych głów, jak to powinniśmy uszanować wolę natury, a już szczególnie gdy wola ta jest reprezentowana przez wojewódzkiego konserwatora. Gdzie waleczne organizacje ekologiczne, która tak chętnie wspinają się na drzewa w obronie przyrody? Gdzie ekologiczne komanda, która po osłoną nocy, z użyciem najnowszego sprzętu ze swoich światowych central, pojmą biedne zwierzę i jakoś ulżą mu w cierpieniu?

To aż śmieszne, że ten problem trafia do głównego wydania wiadomości. W normalnym kraju, rozwiązaliby to ludzie dobrej woli, którzy znaleźliby z pewnością sposób na pojmanie ptaka i ulżenie mu w cierpieniu, oraz ocalenie młodych. Bo tym się różnimy od świata zwierząt, że nie musimy działać wedle i być zdani wyłącznie na okrutne prawa natury.