Antynikotynowi fanatycy – dyskusja

Poprzedni, krótki wpis-cytat wywołał intensywną dyskusję, w której główne skrzypce grał jeden dyskutant, PM. Niestety, nie mogłem uczestniczyć w niej na bieżąco, to trochę mi się dostało, przeważnie niemerytorycznie, więc postanowiłem zebrać swoje odpowiedzi w osobny wpis, aby nie dodawać tam więcej długich komentarzy.

Na początek trochę o stylu dyskusji i “argumentacji”. Fajnie jednak byłoby zacząć od argumentów, a nie personalnych ocen dyskutantów czy subiektywnych ocen ich poglądów. Nazwanie kogoś głupkiem na wstęp nie jest mocnym argumentem, ani też nie wystawia dyskutantowi najlepszej oceny. PM jednak nie stroni o takich wybiegów.

To było tak żałośnie nieprzystające do problematyki dyskusji ze nawet nie bede tego komentował.

Żałosne to jest twoje ocenianie i wartościowanie poglądów i argumentów, które padły, albo nawet i nie padły w tej dyskusji. Starałeś się wielokrotnie podnieść rangę swojej wypowiedzi oceniając i wartościując negatywnie wypowiedzi i osoby innych, bez podawania kontrargumentów, tym samym ustawiając się pozytywnie na tle swoich negatywnych ocen. Nie oceniaj, tylko argumentuj. Aby nie było, że się czepiam tylko tej wypowiedzi, parę przykładów:

Ale pieprzysz głupoty Maćku.

Co za głupek, wiadomo – tylko PM pisze z sensem.

Zresztą autor szybko zaprzestał komentarzy po wrzuceniu kilku bezmyślnych frazesów co jest poniekąd smutne.

Umiem tylko produkować bezmyślne frazesy. Smutne. W ogóle szkoda nawet dyskutować ze mną. PM to co innego, to kopalnia przemyśleń i mądrości – nie można w to powątpiewać, no nie? Jego argumenty są automatycznie słuszne.

Bycie zwolennikiem jakiejś filozofii oznacza ze rozumie się jej fundamenty.

Przecież nie mogę rozumieć fundamentów filozofii, której jestem zwolennikiem, to niemożliwe. Przyszedł człowiek, ocenił i już wie. Podzielił się tą tajemną widzą z innymi, bo mnie udawało się ich jakoś oszukiwać do tej pory. Poza tym, tego typu wiedza dostępna jest tylko oświeconym iluminatom, do których pewnie PM się zalicza.

W myśl ze IP złe póki musisz płacić a dobre kiedy tobie płacą?

Wiadomo, żem głupi czarnuch, jak ten Kali, nie? Musi tak być, skoro zarabiam na grach, a jednocześnie krytykuję IP, no nie? Nieważne, com tam naprawdę w tej kwestii napisał, bo może  nie pasuje to do kreowanego wizerunku głupka.

Ale dajmy sobie spokój na moment bo nie chodzi mi o obrzucanie cię błotem. Potrafię zrozumieć konieczność działania w takich a nie innych realiach. Ale taka pseudoargumentacja w obronie palenia świadczy strasznie na twoja niekorzyść.

No niby nie chodzi o obrzucanie, ale tak trochę poobrzucamy, a potem się powie, że wcale nie. A że jakieś tam błoto zostało, to trudno. I koniecznie trzeba użyć słowa “pseudoargumentacja”, aby się czytelnikom utrwaliło.

Dobra, tyle kwestii personalno-stylistycznych, przejdźmy do dyskusji.

Ale pieprzysz glupoty Macku. To takie na sile stawanie na glowie zeby zrobic na zlosc panstwu. Jak wogole mozna byc „politycznym palaczem” w konflikcie palacy vs niepalacy???

Tak, można stawać na głowie, aby zrobić na złość państwu, a nawet trzeba. Nazywa się to, może nieco górnolotnie, walką o wolność, ponieważ jedynym celem państwa jest odbieranie nam wolności i czynienie nas niewolnikami.

Palący narusza zdrowie i komfort niepalacego a wiec prawo do zycia i wolnosci, podczas gdy zakaz narusza jego wolnosc do palenia. To tak samo jak z uzywaniem gazu pieprzowego.

Jak może mogłeś zauważyć, w moich wypowiedziach na temat palenia zawsze poruszam kwestię wolności palenia tam, gdzie palący nie naruszają zdrowia innych (komfort ignoruję, bo mój komfort narusza pieprzenie przeciwników palenia, ale to jeszcze nie powód, aby ich zagarniać do obozów). Nie ma mowy o zamachu na zdrowie na otwartym powietrzu, ani też nie ma mowy o zamachu na terenie prywatnej własności, gdy jasne jest, że wchodząc na taki teren mamy świadomość, że mogą tam być palacze. Zasadę “Volenti non fit iniuria” wymyślono już dawno, bo ma sens i fakt, że teraz próbuje się o niej zapomnieć czy jej zaprzeczyć, nie oznacza, że powinna przestać obowiązywać.

Mozesz go uzyc na sobie bo masz do tego prawo, ale na osobie drugiej juz nie. Bo do tego prawa nie masz. I tlumaczenie ze gdyby byly lokale prywatne w pelni to wlasciciel bla bla bla….. owszem.. jakby lokale byly prywatne w pelni to wlasciciel moglby sobie napisac na szyldzie „wszystkie kobiety w tym budynku beda gwalcone”. I faktycznie w mysl anarchistycznej logiki kazdy kto by wchodzil godzilby sie na ten gwalt.

Cieszę się, że dopuszczasz możliwość, że właściciel może decydować. To bardzo wolnościowe. Mnie chodzi wyłącznie o lokale w pełni prywatne, a jakże. Dodatkowo chciałbym, aby lokali nie “w pełni” prywatnych było jak najmniej, najlepiej wcale.

Ale problem nie dotyczy restauracji, pociagow czy innych tego typu miejsc. Problem dotyczy ogolnie palenia wsrod ludzi, zwlaszcza w przestrzeni publicznej. Bronilbys prawa ludzi do zaczepiania przechodniow na ulicy, oblewania ich woda, budzenia ludzi w srodku nocy nadmiernym halasem etc etc? Nie sadze… I tak samo trzeba traktowac palaczy – ktorzy w dodatku sa dosc obrzydliwa grupa bo arogancka, wpieprzajaca sie ze swoim obrzydliwym nalogiem absolutnie wszedzie gdzie moga.

To jest przykład typowej dla antynikotynowych fanatyków argumentacji, polegającej głównie na emocjach, wyolbrzymionych analogiach i zwyczajnych insynuacjach i kłamstwach.

Przestrzeń publiczna to, rzeczywiście, problem, ale głównie dlatego, że jest “publiczna”, a faktycznie państwowa. Jeśli zostałaby sprywatyzowana, to właściciele ustaliliby normy i byłoby jak chcą. Rynek wypracowałby jakieś optymalne układy. A tak, to musimy uznać, że właściciel-uzurpator przestrzeni publicznej decyduje. A, że to demokratyczny dyktator, to raz przywali palaczom, a raz jakimś innym faszystom, a czasem nawet żydom (tak, pamiętamy takie czasy).

Antynikotynowi fanatycy to taka współczesna odmiana polujących na czarownice. Jak w Monty Pythonie – nie ma z nimi racjonalnej dyskusji. Bo palacze to “obrzydliwa, arogancka, wpieprzające się wszędzie grupa”. To ciekawe, bo znam wielu palaczy i naprawdę nie pasują do tego wzorca. Na przykład moja żona – nie narzucała się z nałogiem nikomu, nawet we własnym domu szanowała gości, którzy nie palili i starała się palić gdzie indziej. To jak to się ma do tego rzekomego wizerunku?

Nieważne, palacze to takie współczesne czarownice – nie podobają się nam, to na stos z nimi! Na stos! Od razu lepiej się poczujemy.

I wcale nie chodzi o to, aby palacze mogli palić wszędzie. Chodzi o to, aby mogli palić w swoim domu, swoim ogrodzie, a także w swojej firmie, czy w lokalu, którego są właścicielem. I aby mogli ustalać reguły dotyczące palenia w tych miejscach dla innych, który się tam dobrowolnie znajdą.

Ja bym preferowal aby kazdego palacza ktory nie uslucha wezwania do zaprzestania palenia lub nie oddali sie gdzies gdzie nie ma niepalacych traktowac jako napatnika i zwyczajnie zastrzelic, spalowac etc.

A ja bym chciał odstrzeliwać każdego niepalącego, który wchodząc na prywatny teren, gdzie są palacze, krzyczy, że dzieje mu się krzywda. Wtedy miałby naprawdę powód do skargi.

Macku – proba sprowadzenia tej dyskusji do tej jak najbardziej poprawnej analogii (a nie alternatywy) nie uda sie tylko dlatego ze na swoim blogu lubisz wystepowac w roli tego sprawiedliwego ale tym razem argumentujesz ze masz racje bo masz racje.

Masz rację, to analogia, ale analogia celowo wyolbrzymiona, aby zagrać na emocjach, a nie dyskutować racjonalnie.

Ale faktycznie, ja rzeczywiście chcę, aby właściciele lokalu mogli ustalać takie reguły, które wielu z nas mogą wydać się przesadzone i zbyt radykalne. Aby można było jasno powiedzieć, że wchodząc do tego lokalu dostaniesz po gębie (bo to lokal typu “Fight Club”, gdzie przy pierwszej wizycie musisz się bić), albo zostaniesz zgwałcony (klub BDSM dla lubiących naprawdę mocne wrażenia), albo nawet zginiesz (pub pod dr Kevorkianem). Byle było to jasne dla każdego, kto tam wchodzi. Bo chcącemu nie dzieje się krzywda. Bo to jest właśnie wolność.

Bycie zwolennikiem jakiejs filozofii oznacza ze rozumie sie jej fundamenty. Bycie konsekwentnym wobec niej oznacza ze sie akceptuje jej ‘jasne’ jak i ‘ciemne’ strony w kazdym przypadku.

Tak, właśnie robię i doskonale rozumiem jej fundamenty.

I nie jest trudnym wykazanie argumentow – czyz nie pracowales nad grami bedacymi elementem systemu IP ktory tak zaciekle krytykujesz? W mysl ze IP zle poki musisz placic a dobre kiedy tobie placa?

Gdybyś poczytał moją krytykę IP, to byś wiedział, że nigdy nie usprawiedliwiałem IP, choć jestem potencjalnie beneficjentem tego systemu. Nie uważam, że IP jest dobre, bo z niego korzystam (a tak serio, to korzystam z niego bardzo mało, przeważnie dostaję jednorazowe wynagrodzenie za wykonaną pracę, jak każdy robotnik w fabryce). A więc pudło..

Ale taka pseudoargumentacja w obronie palenia swiadczy strasznie na twoja niekorzysc. Po pierwsze zgodze sie ze porownanie biernego palenia do gwaltu lub pobicia jest przesadnym wyolbrzymieniem ale tylko wyolbrzymieniem.

No to się zgadzamy.

W mysl twojej ‘logiki’ jesli ktos podaje rakotworcza substancje przez 20 lat w sladowych dawkach i powoduje w koncu raka to robi zupelnie cos innego niz osoba ktora aplikuje kancerogenna dawke promieniowania delikwentowi w jednym strzale!

Chodzi właśnie o racjonalną, wolną od emocjonalnych wyolbrzymień dyskusję. A w szczególności o to, czy mamy do czynienia z dobrowolnym poddaniem się działaniom, które uznajemy za szkodliwe. Na przykładzie palenia – nie mam nic przeciw poddawaniu się działaniu rakotwórczej substancji pochodzącej z papierosów palonych przez najbliższą mi osobę. Nie uważam, że jej działanie to jedynie osłabiona i rozciągnięta w czasie wersja strzału w łeb.

Chyba ze teraz mi zasuniesz ze bierne palenie jest nieszkodliwe (bo o tym ze jest zwyczajnie uciazliwe to raczej i tym sam wiesz) ale wowczas nasza dyskusja zjedzie na poziom pseudointelektualnej pseudodebaty ktorym nie mam ochoty sobie glowy zawracac.

Serio, powątpiewam w szczególną szkodliwość biernego palenia, ale nawet jeśli przyjmę do wiadomości fakt, że jest w jakiś tam sposób szkodliwe, to nijak nie zmienia mojej postawy w kwestii ingerencji państwa w regulację palenia na terenie prywatnym. Ludzie mają prawo sobie szkodzić, nie tylko poprzez bierne palenie, ale na wiele innych sposobów. To jest właśnie wolność.

Problem jest na przestrzeni publicznej do ktorej zarowno palacy jak i niepalacy maja jednakowe prawo. I gdzie problem sprowadza sie do prostego – czy niepalacy ma obowiazek znosic szkodliwy i nieprzyjemny nalog palacza. Tego tematu nie poruszyles…. ciekawe dlaczego? Bo chyba nie mowisz o tym akapicie o komentarzach.

Tego tematu nie poruszam, bo w przestrzeni publicznej rzeczywiście rządzi jej “właściciel” czyli państwo. Ja sam jestem zwolennikiem ograniczania i likwidacji przestrzeni publicznej, bo same z nią problemy.

Ale moje wypowiedzi na temat ostatnio wprowadzanego zakazu dotyczą jego wychodzenia poza przestrzeń publiczną, w sferę prywatną. Jak wiemy, zapędy były znacznie szersze, ale na razie tylko sięgnięto po lokale gastronomiczne. Mogę się domyślać, a właściwie jestem pewien, że to jedynie początek dalszych ingerencji. Dalszego ograniczania wolności. Mogę, oczywiście poczekać z reakcją, ale nie muszę. Ja się palaczy nie brzydzę i nie uważam ich za podludzi.

Na koniec uwaga o niedozywianiu dzieci. Tak- w czystej teorii oczywiscie, bo praktyka to zupelnie inny temat – uwazam ze dzieci powinny miec prawo pozywac rodzicow za ewidentne zaniedbania ktore negatywnie wplywaja na stan zdrowia czy sytuacje zyciowa. Rodzic nie jest wlascicielem dziecka, jest jego opiekunem ktory ma obowiazek zapewnic mu pewien okreslony poziom opieki i dostatku w miare swoich mozliwosci w interesie dziecka. Nie widze w tym nic dziwnego. To prosta konsewkencja prawa wlasnosci do dysponowania wlasnym cialem.

Akurat z tym mógłby się częściowo zgodzić, pod jednym warunkiem – muszą dowieść faktycznego uszczerbku na zdrowiu. Nie potencjalnego, ale faktycznego. I muszą dowieść, że powstał on właśnie w wyniku działań rodziców. Jeśli kwestię rozstrzygałby wolnorynkowy sąd, to nie miałbym nic na przeciw. W zasadzie to każdemu wolno procesować z każdym, nawet dzieciom z rodzicami.

Dzisiejsza walka z tytoniem ma podtekst bardzo materialistyczny i sprowadza sie do dwoch czynnikow – wladzy i pieniedzy. Pietysci mieli oba te elementy gleboko gdzies… chodzilo im o to aby wyplenic grzech w ich rozumieniu. To sa dwa rozne problemy.Nie jest nowoscia jakkolwiek uzywanie argumentacji niemajacej nic wsplnego z problemem do poparcia wlasnego stanowiska – swiadomie lub nie. Twoj wybor czy chcesz robic to samo…

Ech, przecież to cytat z Gabisia, albo nawet głębie, bo chybaj z L. Neila Smitha. Wylej swe  pretensje jemu, że brak mu wiedzy historycznej. Mnie najbardziej zainteresowało sformułowanie dotyczące “palacza politycznego”, autorstwa współczesnego pisarza. A zacytowałem cały akapit, żeby było ładnie. No i niezależnie, co tam miał na myśli Mencken, to dalej świetny cytat i pasuje jak ulał do obecnych czasów.

Ja sie przede wszystkim zzymam nad bezmyslnym postrzeganiem palaczy jako ciezmiezonych antybohaterow politycznych przez autora bloga i uzywaniem w tym celu luk w wiedzy historycznej i improwizowanego rozumienia doktryny samoposiadania – lub moze jakiejs innej.

Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób cytat z artykułu innego autora mówi cokolwiek na temat mojej wiedzy historycznej, czy “improwizowanego” rozumienia doktryny samoposiadania? Serio.

Tak, palacze w tym konkretnym momencie to ciemiężeni ludzie, ale moje wpisy na te temat starają się spojrzeć na temat w znacznie szerszym kontekście – kontekście erozji wolności, prawa własności i rosnącego totalitaryzmu państwa. Palacze to tylko bieżący przykład. Takie czarownice obecnie na topie. Zaraz znajdzie się jakaś inna grupa, która znów wejdzie na celownik różnych zamordystycznych naprawiaczy świata.

To co mnie irytuje to bezmyslnosc po teoretycznie ‘slusznej’ stronie.

To jest słuszna strona. To jest strona właścicieli. Palacze to tylko indykator problemu.

Bezmyslnosc ktora powoduje ze libertarianizm jest byl i bedzie ruchem rozczlonkowanym, slabym i bez reprezentacji okolopolitycznej.

Nie przeceniałbym mojego wpływu na stan całego ruchu libertariańskiego. Naprawdę to, co piszę na swoim prywatnym blogu nie bardzo ma wpływ na spójność ruchu i jego polityczną siłę. Poza tym, wolnościowcy to indywidualiści, z natury rzeczy trudni do scalenia. Na dodatek klasyczna aktywność polityczna wśród polskich wolnościowców nie jest mile widziana. Nie zamierza budować Partii Libertariańskiej, ani też stawać na jej czele. Nie zamierzam scalać polskiego ruchu wolnościowego i będę pisał, co tam sobie zechcę. Wolno mi (jeszcze).

Jak na to jak obrzydliwa grupa spoleczna sa palacze wszedobylscy, aroganccy i smierdzacy niech sobie beda nawet piec razy bardziej uciemiezeni. Oni jak ich panstwo nie scigalo mieli gdzies to ze ja musialem ich chamstwo znosic.Teraz niech sie mecza. Dobrze im tak

Wiadomo. Żydzi też sobie zasłużyli, no nie? Tyle ludzi musiało ich chamstwo znosić.

Ale serio – twój prywatny problem z palaczami (mógłbym powiedzieć, prywatna paranoja) nie jest usprawiedliwieniem popierania ingerencji państwa we własność prywatną. Ja mogę palaczy lubić lub nie, ale to nie chodzi o nich, chodzi o właścicieli.

Prezentujesz typowe Schadenfreude, mało szlachetną postawę, ale masz do niej prawo. Ale pamiętaj, że któregoś dnia sam możesz znaleźć się w nielubianej grupie, którą państwo postanowi “naprostować”. I ktoś będzie z radością zacierał ręce ciesząc się, że państwo ci „pokazało”. Zaiste godna postawa.

Prawda jest taka ze palacze zwyczajnie zamiast rzucic swoj ohydny szkodliwy dla otoczenia nalog placza ze ich po kieszeni bije. Niech bije. Skoro nie mozna dostac od nich odszkodowania uczciwie, to niech placa tak.

Ale dlaczego mają rzucać swój nałóg? Jeśli palą na swoim terenie, wśród ludzi, którym to nie przeszkadza, to co ci do tego? Dlaczego miałbyś dostawać jakiekolwiek odszkodowanie?

I zupełnie nie rozumiem, co lepszego dla ciebie, rzekomo poszkodowanego, w tym, że państwo złupi palaczy? Co z tego będziesz miał, poza właśnie Schadenfreude?

Przesladowani przez panstwo sa tez pedofile, mordercy, bandyci, zlodzieje, mezowie bijacy zony, wandale… moze ich tez zacznijmy bronic bo w koncu kogo przesladuje panstwo ten jest nasz bohater. Co kogo tam obchodzi ze calkiem przypadkiem ludzie ci naruszaja prawa innych. Przeciez nie to jest istotne.

Chcącemu nie dzieje się krzywda. Naprawdę, jeśli ktoś wchodzi do lokalu dla palących, a nie lubi dymu, albo boi się biernego palenia, to nie jest ofiarą. Nie ma potrzeby ingerencji państwa, bo nikomu nie dzieje się krzywda.

Bronienie palaczy, nie oznacza obrony ludzi, którzy naprawdę krzywdzą innych. I nie jest to uprawniona analogia – broniąc praw palaczy nie bronimy morderców i właścicieli. Nie popadaj w histerię, bo robisz się śmieszny.

[Rynek] Nie jest obiektywnie najlepszy w kreowaniu jakosci, nie jest obiektywnie najlepszy w utrzymywaniu standardow sprawiedliwosci, nie zapewnia rownych szans etc etc.

To, co prawda, nie ma temat, ale jeśli rynek nie jest najlepszy w kreowaniu jakości, to najwyraźniej obiektywnie istnieje najlepsza metoda kreowania jakości. Co to takiego, ciekaw jestem?

Jesli beda sale dla palacych i niepalacych to musi byc np mozliwosc pozwania wlasciciela klubu jesli smrod z sali dla palaczy przenika.W koncu obiecuje wydzielenie grup prawda? Nie wydzielil niech buli…I nie mozna mowic „niech nie przychodza” bo to jest alternatywa dla „niech nie pala”.Albo „jak nie chcesz byc napadniety to nie chodz tam”. To jest pomieszanie faktow.

Nie bardzo rozumiem dlaczego właściciele lokali, którzy nie lubią palaczy muszą palaczy przyjmować? Skąd taki przymus integracji? Wolność to także wolność od przymusu obsługiwania tych, których się nie lubi. Szczególnie już takich, co grożą procesem. To nie jest pomieszanie faktów, to jest po prostu prawo właściciela biznesu.

Wydaje mi sie to bardzo logiczne. Wolnosc twojej piesci jest ograniczona dlugoscia mojego nosa.I czy na posesji palacza czy niepalacego czy posrodku te reguly obowiazywac musza bo sa nadrzedne.

Nadrzędne są przede wszystkim prawa właściciela. To on ustala reguły. On także może, jeśli będzie miało to dla niego sens, ustalić, że wkraczając na jego teren godzisz się na to, że dostaniesz w nos. Chcącemu nie dzieje się krzywda.

Ludziom nie rozumiejacym regul opartych na prawie wlasnosci czesto sie wydaje ze wlasciciel na swojej posesji to udzielny pan i wladca. A tak nie jest.On ma tylko prawo usunac ze swojej posesji kogos nie stosujacego sie do ustalonych regul – nie ma prawa naruszac jego praw. […] Jesli jestem na twojej posesji do ktorej masz prawo wlasnosci i ja robie cos co ci sie nie podoba masz prawo mnie usunac. Jesli wchodze na twoja posesje a tam pisze – kazdy musi sciagnac buty – a ja nie sciagne to nie znaczy ze masz prawo mi sila sciagnac buty. To znaczy ze masz prawo mnie wyprosic lub wyrzucic z posesji jesli nie wyjde.

No toż przecież o tym dyskusja jest od początku. Właściciel musi mieć możliwość usunięcia tego, kto nie stosuje się do jego reguł. Na przykład niepalących, którzy napastują palących. I tak to ma działać. Chyba, że charakter lokalu będzie inny, jak podałem wcześniej w przykładach i samo wejście może wiązać się z naruszeniem nietykalności. Wtedy to próżny żal. Trzeba uważać i tyle.

Nikt nie postuluje natychmiastowego odstrzeliwania wszystkich, którzy naruszą własność i reguły właściciela (choć w nocy, na pustkowiu, odstrzelenie może być opcją). Szczególnie nie będą chętni do odstrzeliwania potencjalnych klientów właściciele biznesów. Chodzi jednak o to, aby oni ustalali czy wolno u nich palić, czy jest wentylacja, czy sale mają izolację czy nie. Klient może co najwyżej nie robić z nimi interesu. Ma z resztą potężną broń – portfel – i nie musi posiłkować się państwowym, niewolnościowym przymusem.

Sojusz z wrogami wolności nigdy nikomu na dobre nie wyjdzie.

Michael Crichton o biernym paleniu

Fragment z bardzo interesującego artykułu/przemówienie o globalnym ociepleniu. Crichton – tak, ten od techno-thrillerów – jest jednym z głośniejszych przeciwników teorii o globalnym ociepleniu i wpływu na to ludzi. Warto odwiedzić jego oficjalną witrynę i poczytać artykuły na ten temat.

A teraz fragment of biernym paleniu:

W 1993 roku EPA (Environmental Protection Agency) ogłosiła, że bierne palenie jest „odpowiedzialne za około 3000 śmierci z powodu raka u dorosłych niepalących” oraz, że „uszkadza układ oddechowy setek tysięcy ludzi”. W 1994 roku pamflet EPA stwierdzał, że 11 badań naukowych, na których oparła swoją decyzję, nie dawało wystarczających podstaw do tego i wszystkie one łącznie nadały biernemu paleniu współczynnik ryzyka wynoszący 1.19 (dla porównania, współczynnik ryzyka poniżej 3.0 jest za mały, aby EPA rozpoczynała działanie, czy, na przykład, też jest za mały za zakwalifikowanie się do publikacji w New England Journal of Medicine). Co więcej, ponieważ nie było statystycznego powiązania przekraczającego 95% limit pewności, EPA obniżyła limit do 90%. Zakwalifikowano bierne palenie jako kancerogen należący do grupy A.

To była otwarcie fałszywa nauka, ale dostarczyła podstaw do wydania zakazów palenia w restauracjach, biurach i lotniskach. Kalifornia zabroniła publicznego palenia w 1995 roku. Wkrótce żadne twierdzenie nie było zbyt ekstremalne. W 1998 roku Christian Science Monitor twierdził, że „bierne palenie jest trzecią narodową przyczyną dającemu się zapobiec umieraniu.” American Cancer Society oznajmiło, że 53000 ludzi umiera rocznie z powodu biernego palenia. Dowody tych twierdzeń nie istnieją.

W 1998 roku sędzia federalny uznał, że EPA działała niewłaściwie, że „wyciągnęła wnioski zanim przeprowadzono badania” i „zignorowała fakty oraz oparła wnioski na wybranych informacjach”. Reakcja Carol Browner, szefa EPA była następująca: „Obstajemy przy naszej nauce. Jest co do tego szeroka zgoda. Amerykańscy obywatele z pewnością uważają, że narażanie się na bierne palenie powoduje mnóstwo problemów zdrowotnych.” I znów trzeba zauważyć jak twierdzenie o istnieniu konsensusu triumfuje nad nauką. W tym przypadku nie jest to nawet konsensus naukowców, na który powołuje się Browner! To konsensus amerykańskich obywateli.

Tymczasem, jeszcze większe badania nie znalazły żadnych związków. Duże, obejmujące 7 krajów badanie WHO z 1998 roku nie znalazło żadnych związków. Ani żadne dobrze kontrolowane kolejne badania, o ile wiem. Wciąż jednak czytamy, że bierne palenie jest, na przykład, źródłem raka piersi. Teraz możesz twierdzić, co tam sobie zechcesz na temat biernego palenia.

Tak, jak z nuklearną zimą, zła nauka jest używania w celu promocji tego, co ludzie uważają za słuszną politykę. Ja na pewno tak uważam. Nie chcę, aby palono wokół mnie. Kto więc sprzeciwi się zakazom biernego palenia? Nikt, a jeśli ty spróbujesz, zostaniesz nazwany naganiaczem firmy RJ Reynolds. Pachołkiem koncernów tytoniowych. Ale prawda jest taka, że mamy politykę socjalną opartą na ohydnym przesądzie. I udzieliliśmy EPA złej lekcji w kwestii, jak ma zachowywać się w przyszłości. Powiedzieliśmy jej, że oszukiwanie jest sposobem na osiągnięcie sukcesu.