Niech nie zdradzi cię szum

Zachowanie anonimowości podczas publikacji zdjęć w internecie to trudne zadanie. Jeśli nawet uda nam się opublikować zdjęcia w taki sposób, że niemożliwe będzie zidentyfikowanie nas poprzez miejsce publikacji, musimy pamiętać, że same zdjęcie może w sobie przenosić wystarczająco danych pozwalających przypisać nam jego autorstwo, gdy w ręce władzy dostanie się nasz aparat. Każde cyfrowe urządzenie tego typu zostawia na zdjęciu wiele elementów, które są charakterystyczne dla konkretnego egzemplarza. Najczęściej jest to tzw. znacznik szumów, czyli rozkład zakłóceń na zdjęciu, który jest specyficzny dla konkretnego aparatu, będący czymś w rodzaju cyfrowego odcisku palca. Dodatkowo pliki ze zdjęciami zawierają sporo informacji dodatkowych w formacie EXIF, które też mogą służyć do identyfikacji aparatu.

Serwis Instructables publikuje krótki ilustrowany poradnik opisujący jakie kroki warto przedsięwziąć, gdy chcemy pozbyć się informacji identyfikujących ze zdjęć przed ich publikacją online. Warto o tym pamiętać.

Na rowerze kasku bezpiecznie?

Niekoniecznie. Pewien psycholog przeprowadził eksperyment polegający na badaniu tego, jak blisko wyprzedają go samochody, gdy jedzie sobie rowerem w kasku oraz z gołą głową. No i wyniki są całkiem ciekawe. Okazało się, że kierowcy wyprzedzali go o średnio 8,5 centymetra bliżej, gdy jechał w kasku niż w przypadku jazdy z gołą głową. Co ciekawe, udawanie kobiety (peruka) owocowało dodatkowymi 5 centymetrami przestrzeni. Może w kasku bezpieczniej w sytuacji, gdy mamy fiknąć z rowerem do rowu, ale w kontaktach z samochodami kaski działają przyciągająco. Najlepiej jednak wyglądać na kobietę w kasku, bo to może zaowocować zwiększeniem bezpieczeństwa zarówno ze strony kierowców, jak i z faktu posiadania kasku.

Bądźmy sceptyczni

Byłe dość nieufnie nastawiony do wieści o udaremnionych atakach terrorystycznych. Nie wierzę w takie zbiegi okoliczności, poza tym mam spore inklinacje ku teoriom spiskowym. Tego typu wydarzenia zsynchronizowane z toczoną w Libanie wojnie, która miała zakusy na rozlanie się na Syrię i Iran, nie mogą być przypadkowe. Jak terroryści nie chcieli uderzyć, to się okazało, że właśnie się szykowali.

Bliżej mi nieznany Craig Murray analizuje trochę dogłębniej przebieg wypadków. Rzeczywiście, trudno uwierzyć, że sekundy dzieliły nas od straszliwego uderzenia przygotowanego przez gotowych na wszystko bojowników, którzy nie mieli nawet biletów lotniczych na samoloty, które rzekomo mieli wysadzić. Ba, niektórzy nie mieli nawet paszportów, bez których nie mogliby owych biletów nabyć.

Aż dziw bierze, że nikt nie odpowie, za to, co się potem zaczęło wyrabiać na lotniskach. Jak kogoś ciekawi, oto relacja człowieka, który miał nieprzyjemność spędzić sporo czasu na lotnisku Heathrow. Ktoś powinien za to odpowiedzieć.

Nawet zakładając ziarno prawdy w tym terrorystycznym spisku, to wcale nie zaostrzone przepisy bezpieczeństwa na lotniskach uchroniły nas przed atakami, ale normala robota dedektywistyczno-wywiadowcza. Urzędnicy będą zawsze o krok wstecz w stosunku do potencjalnych terrorystów i generalnie jedyną ich funkcją jest marnowanie olbrzymich ilości pieniędzy oraz uprzykrzanie wszystkim życia. Czego zresztą od nich wymagać, skoro przykładowe śmiercionośne narzędzie wygląda tak, jak na głównej stronie TSA:

Bomba!

Ktoś się chyba naoglądał za dużo Bondów. Ha, i do tego jakie motto: Czujni, Sprawni, Skuteczni. Sprawni w dokuczaniu niewinnym pasażerom, to tak.