Patenty kosztują życie

Bardzo ciekawy problem poruszany w blogu Copyfight serwisu Corante. W dyskusji o patentach możemy ważyć zachęty dla twórców czy wynalazców, z kosztem monopolu, ale trudno oszacować, kto bardziej traci, a kto zyskuje na tej „wymianie”. Ale jak oceniać sytuację, gdy monopol kosztuje życie wielu ludzi? Oczywiste jest, że firmy farmaceutyczne ostro obecnej sytuacji. Monopol pozwala im czerpać ogromne zyski, z których część przeznaczają na badania i wynajdywanie nowych, skuteczniejszych leków. Jak twierdzą, gdyby nie monopol, nie byłoby lekarstw. Z drugiej strony firmy te więcej wydają na marketing swoich produktów niż na badania – jak widać monopol wcale nie jest w tym wypadku zachętą do skuteczniejszej pracy na rzecz nowych środków ratujących życie.

Dotychczas Indie łamały monopol firm farmaceutycznych po prostu kopiując formuły leków i produkując znacznie tańsze kopie. Dzięki temu leki te były dostępne dla ogromnych rzesz biednych ludzi. Niestety, Indie właśnie zamierzająć zabronić takiej działalności, a co za tym idzie, sporo biednych ludzi zapłaci za to swoim życiem. Pewnie dzięki temu firmy farmaceutyczne będą miały pieniądze na dalsze badania, ale wielu ludzi tego nie dożyje.

Powstaje pytanie o moralność tego monopolu. Czy znając formułę (sposób produkcji) specyfiku ratującego życie, powinienem powstrzymać się od ratowania życia innych, gdyż ktoś ma na ten specyfik patent? Czy powinienem poświęcić czyjeś życie, aby nie psuć właścicielowi patentu interesu?

Zagrożone gadżety

Na podobieństwo rozmaitych list zagrożonych wyginięciem gatunków zwierząt i roślin, Electronic Frontier Foundation stworzyła listę zagrożonych gadżetów. Można na niej znaleźć urządzenia, programy czy usługi, który zagrożone są wyginięciem lub już wyginęły głównie z powodu prawnych interwencji koncernów medialnych, które w tych gadżetach widzą zagrożenie dla swoich interesów. Są tam także przykłady gadżetów, które wyginęły (jak serwis Napster), oraz takich, które udało się uratować (jak magnetowid).

O patentach, w tym na oprogramowanie

Moje zdanie na temat patentów ogólnie, a patentów na oprogramowanie, nie różni się od mojego zdania na temat praw autorskich i „własności intelektualnej” ogólnie. Uważam, że należy je zlikwidować. Kwestia patentów nie jest nawet tak kontrowersyjna jak praw autorskich – patent to z definicji prawnie strzeżony monopol na wykorzystanie jakiejś idei. Monopol otrzymuje ten, kto pierwszy zgłosi dany pomysł i otrzyma na niego patent. Nie musi to być ani twórca idei („właściciel”), ani, jak praktyka ostatnio pokazuje, sam pomysł nie musi być oryginalny – wystarczy wypełnić wniosek i jak dostanie się patent, można prześladować innych, którzy z pomysłu korzystają. Nawet tego, kto na ten pomysł wpadł pierwszy, ale nie zdążył go opatentować. Jeśli dwie osoby wpadną na podobny pomysł, tylko jedna z nich otrzyma monopol. A sam monopol nigdy nie jest dobry.

Patenty miały za zadanie motywować wynalazców do wynajdowania nowych, fajnych rzeczy. W zamian za ograniczony czasowo monopol, ludzkość zyskiwała po upływie tego czasu coś nowego i przydatnego. I miał być postęp i rozwój. No, ale rzeczywistość okazał się inna – patenty używane są przeważnie do hamowania postępu. Maszyna parowa Watta nie spowodowała gwałtowego rozwoju w tej dziedzinie (w przeciwieństwie do powszechnego mniemania) – dopiero po wygaśnięciu, zresztą przedłużanego przez Watta, okresu ochronnego nastąpił gwałtowny rozwój w tej dziedzinie. Do tego czasu Watt likwidował konkurencję i niezbyt udoskonalał swój wynalazek, nie pozwalając robić tego też nikomu innemu. Zamiast postępu i rozwoju, była stagnacja.

Obecnie patenty służą głównie korporacjom do odpierania oskarżeń o naruszenia patentowe ze strony innych korporacji. Nie patentują one wynalazków, aby je użyć na rynku, ale aby mieć duże patentowe portfolio służące do obrony przez firmami, które także mają sporo patentów. No i oczywiście patenty używane są do walki z konkurencją i wręcz pospolitych wymuszeń.

A patenty na oprogramowanie (odpowiedź dla Critta) są równie szkodliwe, jak każde inne. Co gorsza, dotyczą one znaczącej grupy ludzi, którzy od dawna używają myśli, które powoli staną się monopolem dużych korporacji. Nic dobrego z tego nie będzie.

Rozwiązanie problemów patentów jest, moim zdaniem, stosunkowo łatwe. Na początek ograniczyć drastycznie czas monopolu, powiedzmy do 5 lat (przy obecnym tempie rozwoju technologicznego, to i tak długo). I zobaczyć, co się stanie. A potem zlikwidować.

Cytat na dziś

Zazwyczaj, gdy czytam kolejny artykuł czy news poświęcony „własności” intelektualnej, czy prawom autorskim i współczesnym konfliktom w tej kwestii – a takich wieści ostatnio nie brakuje – wtedy zawsze przychodzi mi na myśl cytat z opowiadania Roberta A. Heinleina, pochodzący z opowiadania „Life-Line” z 1939 roku:

There has grown up in the minds of certain groups in this country the notion that because a man or a corporation has made a profit out of the public for a number of years, the government and the courts are charged with the duty of guaranteeing such profit in the future, even in the face of changing circumstances and contrary public interest. This strange doctrine is not supported by statute nor common law. Neither individuals nor corporations have any right to come into court and ask that the clock of history be stopped, or turned back, for their private benefit.

Po polsku:

Zrodził się w tym kraju w umysłach pewnych grup koncept, ze skoro człowiek czy korporacja czerpali ze społeczeństwa przez kilka lat profity, to rząd i sądy mają za swój obowiązek zapewnić im takie zyski w przyszłości, nawet w obliczu zmieniających się warunków i wbrew interesowi publicznemu. Ta dziwna doktryna nie ma uzasadnienia ani w prawie stanowionym, ani zwyczajowym. Ani jednostki, ani też korporacje nie mają prawa przychodzić do sądu i prosić, aby zegar historii został zatrzymany i puszczony w tył, dla ich własnych korzyści.

W obecnej wojnie z „piractwem”, w obronie „własności” intelektualnej nie chodzi wcale o obronę twórców, o tworzenie dla nich zachęt do dalszej pracy, a jedynie o utrzymanie w mocy określonego sposobu zarabiania pieniędzy – na utrzymaniu sztucznego, gwarantowanego prawnie monopolu.

Nowa sekcja witryny Miasik.net – Artykuły i tłumaczenia

Dziś ma swoją premierę nowa sekcja witryny Miasik.net – Artykuły i tłumaczenia. Na razie będą tłumaczenia, gdyż chwilowo nie mam pomysłu na artykuł warty publikacji. Rozpoczynam od publikacji tłumaczenia artykułu W obronie Napstera i przeciwko Drugiej Zasadzie Zagospodarowania Stephana Kinselli. Bardzo ciekawa argumentacja przeciwko istnieniu tzw. „własności intelektualnej”. Polecam.