Bateryjne odkurzanie

Kontynuując lifestyle’owy charakter wpisów w tym miesiącu, dziś znów mini-recenzja gadżetu, tym razem poważniejszego – odkurzacza bezprzewodowego Electrolux Ergorapido Plus.

Mamy robot-odkurzacz Roombę, ale się zepsuła. Konkretnie wysiadł akumulator, który zapewne mogę wymienić na tani chiński odpowiedni z ebaya, ale jakoś nie było okazji. Poza tym Roomba jest odkurzaczem do pracy kompleksowej. Zapuszczamy ją i czekamy, aż zrobi swoje i mozolnie dotrze do miejsca, które nam akurat rzuciło się w oczy. Ze względu na jej algorytm działania zajmuje to najczęściej długą chwilę, choć przy okazji przecież posprząta inne miejsca.

Niestety, z trzema kotami, które zajmują się głównie spaniem i produkcją olbrzymich ilości swobodnie poruszającego się, zbędnego im futra. Futra, które ma tendencję do zbierania się w tzw. koty w różnych zakamarkach. Jest to irytujące, bardzo rzuca się w oczy i jest ciężkie do walki przy użyciu choćby zmiotki.

Najskuteczniejszy jest tu tradycyjny odkurzacz, który jednak ma spore wady – jest ciężki, trzeba ciągnąć za nim kabel i na dodatek mocować się z nim wyjmując go z szafy. To spora niedogodność, gdy chcemy popracować nim 30 sekund w jakimś kącie. Z tego powodu, po śmierci Roomby zdecydowaliśmy na przyjrzenie się ofertom odkurzaczy bezprzewodowych, lekkich i łatwych w obsłudze, doskonałych do rozprawienia się ze zgromadzonymi w kątach kłębkami futra czy drobnymi okruszkami i paprochami pod stołem. Zrobiłem odpowiedni research, poczytałem i pooglądałem na YouTube trochę recenzji i wybór padł na Electroluxa.

Dlaczego? Przeważyła dwuczęściowa budowa urządzenia (2w1) oraz dobra mobilność. Dodatkowo testy porównawcze wskazywały na dobrą skuteczność sprzątania w porównaniu do konkurencji, choć moje doświadczenia w tej dziedzinie nie są najlepsze, o czym poniżej.

Sam odkurzacz ma konstrukcję pionową, czyli ssawka-elektroszczotka na dole, zasadniczy mechanizm odkurzacza w środku pionowego uchwytu, który sterujemy urządzeniem. Samo „serce” odkurzacza to odłączany moduł odkurzacza ręcznego, takiego w sam raz do odkurzania z siebie okruszków po jedzeniu w łóżku. Odkurzacz ręczny może działać zupełnie samodzielnie i wypełniać swoją rolę np. przy odkurzaniu tapicerki czy różnych zakamarków. W komplecie dostajemy 2 nakładane końcówki – jedna ze szczotką, druga cieńsza, do docierania do rozmaitych zakamarków. Nie mniej jednak, zasadniczy tryb pracy, przynajmniej w mojej praktyce, to w komplecie z pozostałymi komponentami, czyli ssawką i pionowym uchwytem.

Sam odkurzacz stosuje metodę cykloniczną zasysając nieczystości do przezroczystego pojemnika, gdzie osiadają na cylindrycznym zestawie filtrującym. Pojemnik łatwo wyjąć i opróżnić, a sam wkład filtrujący można myć pod bieżącą wodą. Jest też specjalny „port”, przez który można wyssać zawartość pojemnika rurą tradycyjnego odkurzacza – tego rozwiązania jednak nie próbowałem, bo prościej po prostu wysypać wszystko do kosza.

Ssawka zawiera ruchomą, kręcącą się szczotkę, która znacząco wpływa na skuteczność urządzenia. Dodatkowo oferuje ona zestaw białych diod LED oświetlających przestrzeń przed szczotką i bardzo ładnie wydobywających zakamuflowane na tle podłogi zanieczyszczenia. Prowadzenia szczotki jest bardzo wygodne, gdyż przegubowy mechanizm łączący ją z rączką pozwala na sprawne manewrowanie i wykonywanie zawiłych slalomów.

Całość systemu dopełnia stacja dokująca, w którą odstawiamy odkurzacz, gdy nie jest nam potrzebny. Stacja przechowuje końcówki do odkurzacza ręcznego oraz zapewnia ładowanie odkurzacza, gdy nie jest w użyciu. To bardzo dobry system, w zasadzie przesądzający o wyjątkowej wygodzie użycia. Widzimy gdzieś zabrudzenie, to bierzemy odkurzacz, rozprawiamy się z nim, odkładamy na stację dokującą i po sprawie. Możemy to robić codziennie, a nawet częściej, bez problemów, bez zmaganiem się z ciężkim odkurzaczem, kablami i rurami. Całość waży trochę ponad 3,5 kilograma, więc nawet wątła osoba sobie poradzi, wszakże urządzenie jeździ po podłodze i nie trzeba go nawet nosić.

Wybrałem wersję z bateriami litowo-jonowymi, nauczony doświadczeniem z martwym akumulatorem NiMH Roomby. Teoretycznie w pełni naładowany odkurzacza w trybie mniejszej mocy może pracować ponad 30 minut. W praktyce nie używam mniejszej mocy, więc urządzenie odmawia pracy po kilkunastu minutach, co i tak jest wystarczającym czasem do załatwienia bieżących brudów. Stan naładowania akumulatora pokazuje drabinka trzech diod LED.

No dobra, a jak to wygląda w praktyce? Niestety, nie tak różowo, jakby można było się spodziewać ze specyfikacji. Podstawowy problem urządzenia to jego znikoma moc, chyba w okolicach 100W, co przekłada się się na moc ssania. Klasyczne odkurzacze mają moc nierzadko sięgającą 1600W i więcej, co sprawia, że sprawują się znakomicie. A tu mała moc pozwala w zasadzie wciągnąć tylko to, co znajdzie się bezpośrednio pod elektroszczotką. Sprzątanie rogów i trudniej dostępnych miejsc sprawia pewne problemy. Nawet odkurzacz ręczny z założoną końcówką będzie miał spory problem z dokonaniem znaczących porządków np. w samochodzie. Okruszki, kocie futro z gładkich powierzchni – tak, bez problemu. Odkurzanie wykładzin i dywanów, szczególnie o odrobinę dłuższym włosem, tylko dla „prawdziwych” odkurzaczy. Nawet odrobinki kociego żwirku, które będą leżały sobie w zagłębieniach pomiędzy płytkami wydają się zbyt dużym wyzwaniem dla tego odkurzacza. A szkoda.

Inną wadą, raczej estetyczną niż użytkową jest to, że urządzenie się przeraźliwie brudzi. Czy to kwestia nieszczelności, czy po prostu procesów elektrostatycznych, ale błyskawicznie wszystkie części odkurzacza, aż po rączkę pokrywają się drobnym kurzem. Moje urządzenie ma ciemną obudowę, co jeszcze bardziej uwydatnia ten problem, który może nie będzie aż tak widoczny w jaśniejszych wersjach kolorystycznych.

Czy opisane problemy dyskwalifikują odkurzacz? Nie, w żadnym wypadku! Jest to bardzo wygodne urządzenie do codziennej walki z plagą kociego futra i do tej funkcji nadaj się znakomicie, jak nic innego. O wiele łatwiej regularnie „przelecieć” nim powierzchnie płaskie i utrzymać wizualny porządek, a raz w tygodniu wyciągnąć z szafy potwora i rozprawić się z brudem porządniej. Zdecydowanie nie zastąpi on odkurzacza z prawdziwego zdarzenia, ale posiadacze sierściuchów z pewnością docenią zalety bateryjnego odkurzania. Kociarzom gorąco polecam.

5 myśli na temat “Bateryjne odkurzanie”

  1. Nie łatwiej i taniej koty taśmą okleić i wytresować do „do a barrel roll!”?

  2. Chyba też będę musiał uzbroić w takowy sprzęt bo mój pies rozsiewa kłaczki po całym domu…

  3. Też miałem i mam problem z sierścią u swoich czworonogów. Codzienne rozczesywanie nie załatwia sprawy bo i tak jest jej pełno w domu. Odkurzacz podobny tylko innej marki kupiłem już jakiś czas temu faktycznie pomocne urządzenie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.