Oburzeni okupanci

Od pewnego czasu na świecie mamy do czynienia z protestami, które w USA przebiegają pod nazwą Occupy Wall Street (lub inne adresy, bo Wall Street jest tylko w NY), a w reszcie świata okazjonalnie jako ruch Oburzonych.

Wrogiem tych ruchów są: bankierzy, korporacje, bogaci, no i kapitalizm. Rozprawienie się po kolei z tymi wszystkimi bolączkami cywilizacji ma doprowadzić do nastania czasów powszechnej szczęśliwości, a jeśli to nie będzie możliwe, to przynajmniej sprawiedliwości społecznej. 99% ma rozprawić się z 1%.

Przeciwstawienie 99% jednemu procentowi to może i nośne hasło, ale kryteriów, według których możemy podzielić ludzi w takich proporcjach jest olbrzymia ilość i jeszcze nie jest to powodem, aby koniecznie trzeba było coś w tej sprawie robić. Najwyraźniej komuś potrzebna jest walka klas, więc trzeba było jakoś te klasy wyodrębnić. Jak jest cel, to znajdzie się sposób.

Bankierzy i korporacje to wdzięczny cel, ale naprawdę wdzięcznym celem jest sam kapitalizm, wcielenie wszelkiego zła. Tak, ten sam, który stoi socjalizmowi (czy raczej etatyzmowi) na drodze do opanowania całego świata. Na drodze do powszechnego dobrobytu i szczęśliwości, gdy wszyscy będą równi i będą stanowili pełne 100%.

Jak zauważył Jonathan Hoenig, uczestnicy tych protestów raczej nie należą do wojowników o wolność:

„Od ponad dwóch tygodni obozują przed Giełdą Chicagowską oraz innymi centrami finansowymi, waląc w bębny, wyszczekując swoja żądania, przeszkadzając w pracy ludziom w okolicznych biurach.

Kapitalizm, system, których ruch „Occupy Wall Street” tak gorączkowo pragnie pogrzebać, opiera się na dobrowolnym handlu, a nie na okupacji i groźbach. Kapitalizm nie traktuje ludzie jako ofiar na rzecz publicznego dobra, ale jako niezależne jednostki żyjące swoim życiem. Od maklera na deskach giełdy po dzieciaka sprzedającego lemoniadę, inwestorzy ci wiedzą, że jeśli chcesz czegoś od kogoś innego, to nie możesz domagać się tego poprzez okupację, musisz to coś kupić, tak jak inni muszą kupić coś od ciebie.

Taką sprawiedliwość protestujący chcą zniszczyć.”

Zadziwiające, że celem protestujących nie są politycy ani też państwo, które jest głównym sprawcą gospodarczych problemów. Ba, politycy są bardzo zadowoleni, że ostrze gniewu mas (oburzenia) zwrócone jest przeciwko bankom i korporacjom, a nie przeciwko nim. Wielu z nich zamierza sprytnie podpiąć się do te protesty i przy okazji upiec swoje polityczne gołąbki.

Państwo bywa celem ataków, ale tylko tam, gdzie próbuje wyślizgnąć się z niewdzięcznej roli, w której samo się postawiło, czyli zapewnianie powszechnej szczęśliwości. Oburzeni są głównie oburzeni na to, że państwo opiekuńcze nie przykłada się należycie do rabowania ich samych, aby ich następnie uszczęśliwić rozdając im rozmaite zasiłki, pomoce i przywileje. Gdy próbuje opóźnić nieuchronne, czyli swoje bankructwo oraz upadek idei państwa opiekuńczego. Z pustego, to i Salomon nie naleje – to stare przysłowie nie straciło na prawdziwości nawet w czasach nowoczesnego socjalizmu.

O tym, że protestujący obrali sobie zły cel znakomicie mówi Stefan Molyneux (ten koleś jest niesamowity):

Lew Rockwell także zauważa, że jeśli musimy znaleźć 1% pasożytów, którzy żerują na pozostałych 99%, to znacznie lepsi kandydaci znajdują się wśród tych, którzy naprawdę żyją kosztem wszystkich innych, ale nie na mocy prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej, czy nawet finansowej, ale poprzez stosowanie przemocy i ograbianie tych 99%.

Nie od rzeczy jest też zauważyć, że protest ten nie wynika z jakiejś niesamowitej biedy. Protestujący bez problemu raportują wydarzenia ze swoich lśniących smartfonów, wytworów znienawidzonych korporacji i kapitalizmu. Po protestach wracają do klimatyzowanych domów samochodami, biorą ciepły prysznic w własnych łazienkach, a po drodze wpadają na posiłek do nowoczesnych korporacyjnych restauracji i wymieniają się uwagami nad kawą ze Starbucks. Nowoczesne życie ich na tyle rozleniwiło, że zupełnie stracili pojęcie co to naprawdę znaczy głód, bieda i niedostatek. Być może i na to znalazłaby się recepta:

  • kawador

    Świetny, ważny wpis. Oby więcej takich.

    https://i.imgur.com/enIqB.jpg

    O co chodzi?

    Są takie dwa dowcipy, które zawsze opowiadam równolegle, by zilustrować, na czym polega symbioza między „rynkami finansowymi” a „przedstawicielami ludu” (państwem). Dowcip pierwszy:

    bankier: musicie nas uratować
    polityk: ale kiedy my nie mamy pieniędzy
    bankier: spoko, pożyczymy wam

    Dowcip drugi:

    polityk: musicie nam pożyczyć
    bankier: ale kiedy my nie mamy pieniędzy
    polityk: spoko, wybailoutujemy was

    Problem polega na tym, że dzisiejsze państwa wraz z ich progresywnym ustawodawstwem regulacyjnym jako z natury rzeczy będące organizacjami przestępczymi i w dodatku zarządzanymi albo przez durni, albo przez zdeklarowanych złodziei, tworzą „prawa”, dzięki którym korporacje i „rynki finansowe” mogą w ogóle powstawać, co w normalnych warunkach jest nie do pomyślenia. Korporacja może być zatem „gorsza” tylko w tym sensie, że budynek korporacji widać, a państwa nie widać, a nawet i stojąc przed budynkiem Sejmu, trudno go skojarzyć z korporacją, podczas gdy w istocie gdyby nie ustawy produkowane w Sejmie, działalność takich korporacji byłaby niemożliwa. Niestety jest ona możliwa, ponieważ chłopcy i dziewczęta zasiadający w Sejmie to w 90% tumany, wyhodowane na marksistowsko-keynesowskich odżywkach, niepotrafiące dostrzec wpływu, jaki ich działalność wywiera na rzeczywistość, z kolei pozostałe 10% decydujące w istocie o wszystkim, to najzwyklejsi w świecie złodzieje, pozostający całkowicie bezkarni.

    Panowie z zarządów korporacji czy finansjera z Wall Street – prócz przeliczania kasy, jaką uda im się wydoić z przedsiębiorstw, którym „zarządzają” – trudnią się także korupcją polityków, wpływając na stanowienie prawa (oczywiście politycy nie mają NIC przeciwko). Niekoniecznie korumpują, wręczając im walizki z pieniędzmi (choć to też) – korumpują ich zapewniając im swoją wdzięczność i wsparcie w nadchodzących wyborach i poparcie elektoratu zachowującego święte „miejsca pracy” w zamian za stosowne rozwiązania prawne korzystne dla korporacji właśnie i chroniące status quo. Działają w ten sposób na szkodę konkurencji, wolnego rynku, innowacyjności i konsumentów. Bezpośrednie, finansowe subwencje o charakterze „kryzysowym” to tylko niewielki wycinek całokształtu państwowej pomocy i przywilejów, oferowanym „rynkom finansowym”. Państwowa ochrona „podejrzanej” własności ziemskiej, cła, embarga, koncesje, podatki, reżim własności intelektualnej, monopol pieniądza, różne regulacje jakościowe, sanitarne itp. – wszystko to, zdaniem „Austriaków”, skutkuje kartelizacją gospodarki, a więc akumulowaniem kapitału w rękach relatywnie (w porównaniu do reszty społeczeństwa) nielicznej grupy ludzi. A więc nie jest tak, że państwo przychodzi biznesowi z odsieczą tylko w sytuacjach kryzysowych – państwo musi nieustannie interweniować, tworzyć odpowiednie ramy prawne dla działalności gospodarczej korporacyjnego kalibru, aby zysk „Sorosów” był w ogóle możliwy.

  • Dobra teoria spiskowa nie jest zła (chodzi mi w tym przypadku o „Oburzonych”). O ile dobrze pamiętam to w Polsce protesty były organizowane przez uczniów prywatnego liceum, których rodzice opłacają drogie czesne i nie tylko to. Się po prostu we łbach poprzewracało niektórym. Prawdziwie potrzebujących było tam mało bo… pewnie siedzieli w pracy starając się zarobić na kolejną ratę kredytu, czynsz czy też po prostu „na życie”.

    Drugi film jest bezcenny.

  • Wszystko fajnie ale kapitalizm to własność prywatna środków produkcji. Oburzeni zdaje się zupełnie tego nie rozumieją. Bardzo często nie rozumieją czym jest wolny rynek.
    Tymczasem welfare state upada.

  • kawador

    Ja dodam jeszcze, że ani trochę nie jest mi żal tych „oburzonych”. Są wśród nich niewątpliwe różni ludzie, ale jest to specyficzna różnorodność, którą da się sprowadzić do wspólnego mianownika. Tym wspólnym mianownikiem jest to, że są to ludzie, którzy nagle się obudzili i się zdziwili. A sami głosują na peło, sld, psl, pis, aws, republikanów, demokratów i tym podobne ugrupowania na całym świecie. Więc śmieszą mnie w dużej mierze ci ludzie i nie jest mi ich żal.

  • Mam pytanie,czemu na reklamach dostępu do broni po lewej stronie występują wyłącznie kobiety?

  • Ja tam widzę jednego kolesia z wąsami, a innego z brodą.

  • Spytałbyś raczej dlaczego one są ubrane XD

  • Faktycznie,nie zauważyłem,że wszystkie dotyczą broni,a nie tylko ostatnie.Nie spodziewałem się takiej monotematyczności.Gdzie inna tematyka?

  • kawador
  • Konrad Tkaczyk

    O ile postulaty większości ludzi tam protestujących to paranoja, o tyle nie można nie zauważyć symbiozy banksterki i obecnych państw. To że bankowe korporacje rozrosły się do absurdalnych rozmiarów nie jest chyba niedostrzegalne? Oczywiście rozrosły się poprzez regulacje państwowe. Banksterka testuje teraz prywatyzowanie zysków i uspołecznianie strat. Strefa ojro ogłosiła że banki poniosą 50% straty, a w zdaniu następnym że to podatnicy „dokapitalizują” banki. Jak można to inaczej skomentować jak nie soczystą kurwą?

  • Piotr „Peterus” Ługowski

    „Zadziwiające, że celem protestujących nie są politycy ani też państwo, które jest głównym sprawcą gospodarczych problemów.”

    IMO Losy świata potoczą się zależnie od tego jaką odpowiedź przyjmie mainstream na pytanie – skąd ten kryzys? Jeżeli to będzie niedostateczna regulacja banków, to możemy mieć w wielu krajach głęboki socjalizm. Wbudowana wada globalizacji – to ryzykujem nowy nacjonalizm i zamknięcie się w swoich zagrodach. Jedno i drugie doprowadziłoby do ogromnego załamania poziomu życia… ale takie systemy w przeciwnieństwie do tego co mamy teraz, to załamanie przez jakiś czas mogłyby ponieść. Żeby wolność dostała w tym rozdaniu szansę – ludzie muszą zrozumieć jaki wpływ na sytuację miała symbioza banków z państwem.

  • Łukasz

    Prawdziwe pytanie brzmi do czego te protesty zostaną użyte.

    To że protestujący są generalnie „clueless” nie ulega wątpliwości. Natomiast są tam ludzie z bardzo konkretnym „interesem” – od związków zawodowych po „czerwonych” (łże) anarchistów. No i Sorosowe „adbusters”, oraz Kolesie z OTPOR!, najpierw szkolący studenciaków na columbia university, a potem nawet przemawiajacy na „wiecu”.

    To że obecny system „kumplowskiego wspomagania” wysiada, widać jak na dłoni – więc dla obecnych elit problem jest taki, jak przejść z tego co mamy teraz, do „przyszłości”, tracąc jak najmniej przywilejów i władzy, a najlepiej tak by je zwiększyć.

    Najprościej to zrobić organizując sobie kontrolowaną rewolucję.

    Patrz 1989. Ciemny lud wszystko kupi co mu w telewizji powiedzą, polecą jakieś głowy, pojawi się jakiś Wałęsa, ale status quo pozostanie. Ba- będzie jeździł lepszymi samochodami.

  • Anarchista

    Co do hipsteryzmu protestujących, pozornie wyglądającego jak hipokryzja. Otóż ruch Oburzonych, zdaniem niektórych komentatorów, jest przede wszystkim echem zdegenerowania nowomiejskiej klasy średniej, więc atrybuty dobrostanu nie są dziwne. Niemniej, ludzie ci, którzy poczuli oddech kryzysu na własnej skórze, występują w obronie także najgorzej uposażonych, którzy zajęci walką o przetrwanie, nie protestują już w ogóle. Tymczasem problem głodu na świecie, także bieda i egzystencja poniżej progu biologicznego przetrwania jest obecna również na sytym Zachodzie. To skutek kapitalizmu (utowarowienia większości dóbr, implikującego, że kogoś nie będzie na nie stać) — czy to kwestia powiązań między regulatorami a bankami, czy przeciwnie: deregulacji i zaistnienia baniek spekulacyjnych, jest rzeczą wtórną. Neoliberalizm zrodził choroby nieznane w innych ustrojach. Na to otworzyły się ludziom oczy.
    Uwaga, że korporacje stworzyły Internet i sieci społecznościowe, jest niezgodna z prawdą historyczną.

  • master_craftsman

    w tym wypadku korporacje i państwo to jedno, protestując przeciwko korporacjom protestują także przeciwko państwu (chociaż o tym nie wiedzą, bo amerykanie są…no, naiwni są czasem jak dzieci).

    oś kapitalizm-socjalizm to chyba złe określenie, przestarzałe.
    nie pasuje tu.

    System jaki mamy to jakaś hybryda – ni to feudalizm, ni to plutokracja, widoczny powszechny klientelizm i paralele do początków schyłku Imperium Rzymskiego, stosunki kapitałowe nie grają tu pierwszych skrzypiec, w Chinach też jest kapitalizm, ale system społeczny całkowicie go wypacza.

    Nie można oddzielać stosunków rynkowych od społecznych, dlatego kapitalizm kapitalizmowi nierówny.

    Nawiązując do Platona – który stawiał monarchię ponad demokrację – każdy system ma wady, i w każdym gorszy pieniądz wypiera lepszy. Lepsza monarchia z inteligentną warstwą rządzącą, niż demokracja skorumpowanych świń.
    I vice-versa. Problem jest taki, że nigdy nie zapanuje żadna utopia, wolnościowa także, zawsze mamy jakiś system będący uśrednieniem elementów demokratycznych, autokratycznych i kolektywistycznych, ważne w którą stronę zmierza wskaźnik i jaka jest „jakość” warstwy rządzącej
    (a tam pieniądz gorszy wypiera lepszy)

  • as

    Tu chodzi o chore systemy bankowe, a nie kapitalizm! Tylko ze zostalo to rozmyte przez rozne nieswiaodmoe osoby ktore

    a) tak jak autor bloga zakladaja, ze to ruch lewakow ktorzy chca by im panstwo kase dawalo
    b) samych lewakow ktorzy majac czas tez sie do tej okupacji dolaczyli, rozmywajac jej znaczenie.

    A powod byl sluszny…

  • Rafał

    „Tymczasem problem głodu na świecie, także bieda i egzystencja poniżej progu biologicznego przetrwania jest obecna również na sytym Zachodzie. To skutek kapitalizmu (utowarowienia większości dóbr, implikującego, że kogoś nie będzie na nie stać)”

    Świat bez biedy = grabienie wartościowych jednostek i sponsorowanie nierobów. Jeśli o mnie chodzi, to różne lenie, ćpuny i beztrosko zaciągające długi głupki mogą sobie zdychać pod płotem. Przeszkadzanie im w dokonywaniu na sobie naturalnej autoselekcji szkodzi całemu ludzkiemu gatunkowi.

  • master_craftsman

    @ up, Rafał

    powiedz to klasie tzw. „working poor”, coraz powszechniejszej w USA.

    ludzie zasuwają na 2-3 etaty, a i tak mają poważne problemy aby związać koniec z końcem.

    pryszczaty teoretyk „liberał”, powiedział by – niech odejdą z pracy, jeśli podaż zmaleje, biznes będzie musiał urealnić pensje.
    niestety nieprawda – „working poor” muszą zasuwać, bo na ich miejsce czeka cała rzesza latynoskich niewolników, gotowych pracować za jeszcze mniej, poza tym, „working poor” nie najedzą się kamieniami, ich dzieci też nie.

    czy więc praca fizyczna jest zbędna, i świat dąży do dystopii a`la „Limes Inferior” Zajdla, gdzie z powodu nadmiaru podaży prostych pracowników, zapewnia się im darmo podstawowe potrzeby? także nie!

    właściwe pytanie brzmi, czy praca np. ogrodnika jest faktycznie tak mało warta w porównaniu z np. pracą członka zarządu, czy rady nadzorczej ?
    ogrodnik ponosi bezpośrednio koszty źle wykonanej pracy – nie dostaje kasy.
    a czy „upper class”, zwłaszcza z sektora finansowego ponosi konsekwencje błędnych decyzji ? nie! niezależnie od decyzji dobrych czy złych, dostają premie, a nawet jak ich zwolnią, nie mają problemu z zatrudnieniem.

    ergo, sukces życiowy zależy w znacznym stopniu od przynależności klasowej, od rodziny, kręgów znajomych, w hierarchii „koryta” automatycznie formują się stosunki feudalne, ci, którzy chcą się piąć wyżej, muszą oczywiście pracować, jednakże muszą mieć także odpowiednich protektorów.
    Przykład mafijnego klientelizmu u władzy to Włochy „Papi” Berlusconiego.

  • Rafał

    Dobrze wykonana praca członka zarządu jest oczywiście więcej warta, niż ogrodnika. Wymaga bardzo wysokich i rzadko spotykanych kwalifikacji. Cały szkopuł w tym, że źle zarządzane kartele zamiast zgodnie z liberalnymi prawidłami zbankrutować i zrobić miejsce lepszym, są bez końca reanimowane za pieniądze przeciętnego ogrodnika, który w ten sposób staje się coraz uboższy. Patologia obecnego systemu polega na tym, że osiągnięte w czasie hossy zyski są pakowane do prywatnych kieszeni oligarchów, natomiast powstałe w czasie kryzysu straty są brane na siebie przez budżet państwa. Tymczasem protestujące osiołki zamiast przeforsowania prawdziwie liberalnych reform, domagają się wprowadzenia państwa opiekuńczego, czyli tego samego, które właśnie przywiodło Eurosojuz na skraj katastrofy. Ciemną masą łatwo sterować a służby przecież nie śpią. Ruch oburzonych to jest ogólnie kupa śmiechu. Pewnie się już dawno tam roi od potencjalnych kandydatów na “Bolka”.

  • A.

    „Jeśli o mnie chodzi, to różne lenie, ćpuny i beztrosko zaciągające długi głupki mogą sobie zdychać pod płotem. Przeszkadzanie im w dokonywaniu na sobie naturalnej autoselekcji szkodzi całemu ludzkiemu gatunkowi.”
    Jeśli o mnie chodzi, to różni elitaryści, gardzący motłochem aż po obojętność na fizyczną eliminację tegoż mogą sobie zdychać zadźgani nożem w zaułku albo we własnym mieszkaniu w trakcie rabunku. Spróbuj opłacić policję, która cię przed tym uchroni 24/7/365.
    W teorii rzecz wygląda mi tak, że podział między anarchizmem a libertarianizmem przebiega tam, gdzie ci ostatni godzą się na działania mechanizmów ewolucji (co też jest pewnym uproszczeniem, bo rzeka genów wchłania nie tylko najbardziej konkurencyjne [agresywne] jednostki) która, jak wiadomo, nie planuje. Jeżeli chcemy w przyszłości tworzyć cywilizacje kosmiczne, to ewolucyjna eliminacja nieprzystosowanych jest ślepą drogą. To nie inżynieria społeczna, to nawet nie higiena — to zamordyzm i proszenie się o kłopoty.

  • Rafał

    Czyli dochodzimy do tego, że pomoc społeczna jest rodzajem haraczu jaki państwo z pieniędzy ukradzionych pracującym obywatelom wypłaca przestępcom, w nadziei że ci ostatni ograniczą nieco swoją zachłanność. 😀 😀 😀 Oświadczam, że w takim razie przybył mi kolejny powód aby nie być socjalistą. 🙂 Co więcej dochodzę do wniosku, że demokracja jest bardzo kiepskim ustrojem. Czy ktoś, kto ma taką naturę, że trzęsie portkami ze strachu na widok byle menela byłby w ogóle w stanie podjąć świadomą decyzję? Nie sądzę. A w demokracji wszystkie głosy ważą jednakowo niestety.

  • master_craftsman

    @Rafał :
    „Dobrze wykonana praca członka zarządu jest oczywiście więcej warta, niż ogrodnika. Wymaga bardzo wysokich i rzadko spotykanych kwalifikacji.”

    szczerze mówiąc – nieraz miałem do czynienia z takimi pacanami w zarządach, że nabrałem przekonania, że całą tę „robotę” zarządu mógłby wykonać komputer.
    zarząd wcale nie musi posiadać jakichś specjalnych umiejętności – do analiz i opinii ma odpowiednie osoby lub działy w firmie lub zamawia je z zewnątrz. działania zarządu obsługują asystenci.
    cała ta „praca” zarządu sprowadza się właśnie do kwestii odpowiedzialności.
    w zarządach, podobnie jak w dużych firmach, korporacjach, etc, aż roi się od osób posiadających minimum wiedzy i umiejętności, za to mnóstwo tupetu i talentu aktorskiego.
    doświadczenie – cóż, jeśli nie są imbecylami, to po kilku miesiącach będą w stanie dobrze udawać fachowców.

    to są najprostsze zasady – im większa struktura, hierarchia, tym więcej „darmozjadów” się do niej przysysa.
    i NIE MA ZNACZENIA, czy jest to struktura państwowa, czy prywatna.
    w prywatnych dużych spółkach pasożyty są nawet bardziej spasione niż w państwowych, bo każda duża struktura generuje pewien stopień marnotrawstwa.

    „Cały szkopuł w tym, że źle zarządzane kartele zamiast zgodnie z liberalnymi prawidłami zbankrutować i zrobić miejsce lepszym, są bez końca reanimowane za pieniądze przeciętnego ogrodnika, który w ten sposób staje się coraz uboższy. Patologia obecnego systemu polega na tym, że osiągnięte w czasie hossy zyski są pakowane do prywatnych kieszeni oligarchów,”

    no więc właśnie – czy w takim wypadku ta praca ogrodnika jest więcej warta od tego zarządu, czy nie ? ;>

    w obecnej sytuacji poziomu etycznego ludzkości trzeba przyjąć, że każdy „duży” będzie w pewnym momencie chciał przymusić i ograniczyć wolność „małych”
    duży = KAŻDA duża struktura, państwowa na równi z prywatną!

    Libertarianin musi więc wybrać – z punktu widzenia ideowego to trudny wybór.
    Albo wybieramy wolność jednostkową jako najwyższą wartość – wybór ten narzuca poważne ograniczenia dysponowania własnością – bo jeśli : niby dlaczego nie zabronić łączyć się podmiotom prywatnym w duży i silny podmiot (gospodarczy) – wystarczy może aby nowy, duży podmiot złożył uroczystą przysięgę, że jako duży i silny, nie będzie wykorzystywał swojej pozycji monopolisty, aby tłuc maluczkich, wciskać im reklamę podprogową, wykupywać i niszczyć drobną konkurencję metodami gangsterskimi (bardzo popularne przez całą epokę industrialną, i teraz też)..
    czy wystarczy taka przysięga ? oczywiście, że nie.
    jedyną ochroną indywidualności przed siłą wielkich struktur jest prawne zakazanie tworzenia takich struktur…
    ale to przecież godzi w część podstaw samego libertarianizmu, konsensus wymagałby wielu, wielu ustaleń prawnych, prawa – strażnika i egzekutora, a więc rządu…
    ot, kwadratura koła 😉

  • Rafał

    Wiem, wiem. Każdy burżuj to taki spasiony na krzywdzie klasy robotniczej wieprz w cylindrze, koniecznie z cygarem w gębie i obowiązkowo kompletnie zidiociały, bo jak wiadomo tylko kompletny idiota jest w stanie zarabiać dużo pieniędzy, a Lenin (jak Elvis) wiecznie żywy. 😀
    Powtarzam: każda firma bez względu na to czy jest ogromną korporacją czy też malutkim gospodarstwem bez wsparcia państwa na pewno zbankrutuje, jeżeli jest źle zarządzana.
    Jedyną ochroną przed siłą wielkich struktur byłby absolutny, wpisany w konstytucję zakaz wszelkiej redystrybucji, wspierania kogokolwiek przez rząd. W przeciwnym razie jest oczywistym, że dysponujące większymi możliwościami lobbingu korporacje będą za pośrednictwem państwa drenować kieszeń podatnika i jeszcze bardziej rosnąć w siłę. „No dobrze, popełniliśmy parę błędów ale nasza korporacja tworzy więcej miejsc pracy niż jakiś tam ogrodnik, dlatego państwo powinno właśnie nam pomóc przetrwać trudne chwile kryzysu. Taki jest interes społeczny!” Rozumiesz już o co chodzi?

  • master_craftsman

    naprawdę jesteś tak naiwny żeby nie ogarnąć umysłowo tego, że silny monopolista dla utrzymania pozycji będzie skłonny nawet do popełniania przestępstw, aby utrzymać własne korytko? czy państwo bierze w tym udział czy czy nie – nie ma tu nic do rzeczy.
    jeśli nie ma państwa, to monopolista ma wolną rękę, może też stworzyć kartel z innymi monopolistami i szlag trafia wolność jednostkową, bo mamy republikę bananową.

  • Rafał

    Tylko, że republika bananowa to jest właśnie państwo. Ponadto ja wcale nie twierdzę, że musi nie być państwa, gdyż jestem wrogiem socjalizmu a nie anarchistą. Monopole to najmniejszy problem, bo przy nieistnieniu koncesji, patentów, praw autorskich itp. ich utrzymywanie byłoby kompletnie nierealne. Gorsze jest to, że bez przywódcy nie sposób bronić się przed zewnętrznym wrogiem i to jest powód dla którego prawdziwa anarchia nigdzie nie występuje w praktyce.

  • master_craftsman

    @ Rafał – trochę późno, ale w odpowiedzi na głos o nie istnieniu nigdzie „prawdziwej anarchii”, polecam przestudiowanie przypadków demokracji plemiennej słowiańskiej, skandynawskiej i innych.

    jest to oczywiście system mniej efektywny w „podboju” od totalitaryzmów, niemniej chyba najbliższy ideałom libertariańskim.

    głębiej rozważam to w innym komentarzu.