IP a rozwój gospodarczy

Instytut Misesa opublikował tłumaczenie artykułu Stephana Kinselli „Jak spowolnić rozwój gospodarczy?” poświęcony ocenie wpływu własności intelektualnej (głównie patentów) na rozwój gospodarczy.

Każdy, kto uważa, że patenty przynoszą zysk netto, powinien oszacować łączne koszty (wliczając w to wynalazki, które nie powstaną z powodu tej legislacji) oraz wartość wszystkich innowacji powstałych dzięki patentom. Zwolennicy własności intelektualnej nigdy jednak nie dostarczają takich szacunków. Nie jestem empirykiem — moja niechęć do własności intelektualnej jest oparta na zasadach sprawiedliwości i praw własności — ale zwolennicy własności intelektualnej twierdzą, że system patentów czyni nas bogatszymi. Mówią, że mamy więcej innowacji przy niższej cenie. Jednak na dobrą sprawę, wszystkie badania empiryczne dotyczące tego problemu, jakie widziałem, nie są rozstrzygające, albo wręcz dowodzą, że patenty wiążą się kosztami netto i ograniczeniem innowacji.

Warto poczytać i przyłączyć się do dyskusji pod tekstem.

4 myśli na temat “IP a rozwój gospodarczy”

  1. Dyskusji? Ze stachem to nie dyskusja, a pojedynek na przepychanki.
    Tekst całkiem ok, ale moim zdaniem Carson podchodzi do tego ciekawiej na mniej więcej takiej samej przestrzeni tekstu.
    No i trzeba w końcu przeczytać Boldrina i Levina, bo podobno całkiem fajnie piszą.

  2. Tekst przeczytałem, ale za dużo tam krzykaczy żeby się wypowiadać.. najbardziej smutne jest to, że patenty jako pojęcie, koncepcja, że tym, na czym czym się w RZECZYWISTOŚCI zarabia, NIE SĄ innowacje, idee, ich realizacja czy wykonanie – tylko po prostu „nowość”, owczy pęd, jak zwał tak zwał. Zarobek w większym stopniu pochodzi stąd, że wszyscy się na coś „rzucają”, niezależnie od tego dana rzecz jest tego warta, czy nie – a w mniejszym od rzeczywistej wartości tej rzeczy. Dlatego, z punktu widzenia sprzedawców, realizacja jakiegoś tam pomysłu wymaga „ochrony”. Parafrazując – jeżeli „prawda broni się sama”, wielki wynalazek również. „Wynalazki” dla których sens ma tego rodzaju „ochrona”, z definicji nie są tym, czym wydają się być – bo gdyby były tym, czym wydają się być – nie potrzebowałyby takiej ochrony. Hipotetycznie – ktoś, kto wymyśli powiedzmy samochód na wodę, zarobi na tym wystarczająco bez ochrony patentowej, natomiast ktoś, kto wymyśli samochód na wodę na zasadzie ruskiej maszyny do obierania ziemniaków z Iwanem w środku – niewątpliwie bez „patentu” się nie obejdzie..

  3. Dziwię się Krzysiek, że Ci się ten tekst podoba, biorąc pod uwagę np. tę ‚mistrzowską’ odpowiedź Kinselli w zestawieniu z Twoim tekstem o monopolu u Rothbarda czy np. uwagę D. Friedmana o możliwości istnienia prawa WI w społeczeństwie bezpaństwowym:

    „Interesujące, że wielu obrońców WI — jak prawnicy patentowi, a nawet niektórzy libertarianie — oburzają się, gdy nazwie się patent lub prawo autorskie monopolem. „To nie monopol, tylko prawo własności” — mówią. „Jeśli to jest monopol, to używanie przez ciebie twojego samochodu też nim jest”. Jednak patenty stanowią monopol zapewniany przez państwo.”

    A na koniec artykułu empiryczny claim niepodparty dowodami.

    Ja wiem, że to tekst popowy i że nie może stanowić systematycznej analizy prawnej, jaką uczynił Kinsella w swej fundamentalnej pracy, czy zawierać jakieś badanie empiryczne, ale te dwa słabe punkty to woda na młyn dla patenciarzy.

Możliwość komentowania jest wyłączona.