Szalony świat własności intelektualnej

Aprobata dla systemu prawa autorskiego i patentów nie jest wcale sprawą oczywistą, co więcej – coraz bardziej rosną w siłę ruchy, które można zbiorczo określić mianem „infoanarchistycznych”, a które negują zasadność panujących regulacji. Poniżej opiszę w bardzo krótki sposób zjawisko walki z reżymem „własności intelektualnej”, zainteresowanych odsyłam do materiałów internetowych, których adresy pozwolę sobie zamieścić na końcu.

Koncepcję „prawa autorskiego” i w ogólności tzw. własności intelektualnej krytykuje się na wiele sposobów – robią to zarówno zwolennicy wolnego rynku, jak i np. lewicowcy (socjaliści, anarchiści). Stosowane są argumenty ekonomiczne, prawnicze, etyczne, wreszcie – praktyczne, odnoszące się do wygody konsumentów i trudności z egzekwowaniem praw w epoce, w której wszelkie dane mogą być de facto cyframi.

Całość tutaj. Pada moje nazwisko ze 2 razy, łał. Dobrze, dobrze, niech właściwa treść trafia pod najróżniejsze strzechy.

3 myśli na temat “Szalony świat własności intelektualnej”

  1. Być może wyjaśnienie znajduje się gdzieś na Twoim blogu tylko nie doczytałem (jeśli tak to przepraszam za trucie), ale nadal nie rozumiem Twojej krucjaty przeciwko prawom autorskim. Czy to wynika z jakichś osobistych doświadczeń? Z większością tematów bloga w zupełności zgadzam się, ale z tym nie. Skąd to przekonanie o słuszności w tej sprawie?

    Nie mówię przy tym przecież o patentach ani o głupotach takich jak sądzenie się o jedno zdanie z piosenki, kształt tatuażu czy okna, ale o dzieła o faktycznie charakterze twórczym. Jeśli napiszę książkę o grubości 1000 stron, to do cholery, nikt nie jest w stanie wmówić mi, że nie jest to oryginalne dzieło mojego umysłu ani wmówić, że ktoś inny mógłby wpaść dokładnie na to samo. 1000 stron może zawierać więcej sensownych zdań w dowolnym języku niż jest atomów we wszechświecie.
    Sprawa wg mnie wygląda tak, że mam prawo do dysponowania owocami mojej pracy, zarówno fizycznej jak i intelektualnej. Jeśli piszę na mojej książce, że nie pozwalam na jej kopiowanie, to nie pozwalam podobnie jak nie pozwalam na pożyczanie sobie mojej kosiarki. Powinieneś to zaakceptować, albo zostawić moją książkę w spokoju. Negując własność intelektualną powodujesz, że niemożliwa do rozsądnej obrony staje się jakakolwiek własność prywatna. Nie można uzasadniać istnienia własności prywatnej jeśli uznaje się ją tylko do obiektów zrobionych z drewna, metalu czy plastiku, a z bitów już nie. Ja wiem, że naruszenie tego nie jest de facto kradzieżą, używanie tego słowa to spore nieporozumienie, ale już naruszeniem moich praw własności – tak. Jednym z praw własności jest swoboda w dysponowaniu, więc jeśli mówię „nie wchodź na moją posesję” – to nie masz prawa na nią wejść nawet jeśli nie kradniesz mi jej wchodząc na nią. Naruszenie prawa własności można porównać więc do nieuprawnionego przebywania osób na twojej działce i wykonywania z nią różnych czynów. Czy negujesz prawo człowieka do posiadania ziemi?
    Negując prawa autorskie stajesz niestety ramię w ramię z anarchokomuchami którzy negują pojęcie własności prywatnej. Dlatego właśnie proszę (bo poglądy masz prawo mieć jakie chcesz) abyś nigdy i nigdzie nie pisał, że jest to ogólne stanowisko libertarian. Bo nie jest. A publika gdy dostanie taki tekst, to będzie myśleć, że libertarianie są zgodnie przeciwko autorom. To nie jest aż takie proste.

  2. A propos idei p. Kota – trafił on sedno problemu:
    „Jeśli napiszę książkę o grubości 1000 stron, to …, nikt nie jest w stanie wmówić mi, że nie jest to oryginalne dzieło mojego umysłu ani wmówić, że ktoś inny mógłby wpaść dokładnie na to samo.”

    Oczywiście info-anarchiści nie twierdzą, że dzieło p Kota nie należy do niego, jest ono ściśle związane z p.Kotem w umysłach ew. czytelników jako pewien zestaw memów, podobnie jak inne asocjacje typu „Państwo”-Platon, „Żarówka”-Edison „Mein Kampf”-Hilter itp.

    W walce z „własnością” intelektualną chodzi o problem domagania się nieusprawiedliwionej zapłaty za dzieło, nie każda bowiem praca może i powinna być opłacana, a problem darmowych użytkowników (free riders) jest tylko pozorny.

    Np:
    • Pan Natalia napracowała się nad sukienką, z jej wysiłków korzystają (ciesząc się ładnym widokiem) wszyscy spacerowicze nic za to nie płacąc.
    • Pan Anatol dużym kosztem wyrył na swojej działce gigantyczny (widziany z kosmosu) portret papieża, no i patrzcie, nikt mu za to nie zapłacił.
    • JE. Premier D.Tusk raczył był (z dużym wysiłkiem) stworzyć popularny bon-mot, który jest powszechnie powtarzany – całkiem za darmo.
    • Georg Ohm wymyślił opór elektryczny i dzisiaj każdy go za darmo używa.
    • Ludwik Bechameil przeprowadzając kosztowne eksperymenty wymyślił popularny sos – robimy go mając przepis za darmo.
    • Pan Kowalski napisał grafomańskie (albo niegrafomańskie) dzieło życia na papierze lub ścianie swojego bloku – niektórzy (nie płacąc za lekturę) odchodzą ze wstrętem, inni są zachwyceni – czy ktoś tu ma za coś płacić?

    Niektóre z tych osób być może chciałby by otrzymać za swoją pracę zapłatę, i niektóre być może w wolnościowym społeczeństwie ją nawet otrzymają. Lecz taka zachcianka (tak , zachcianka) nie może być powodem wzywania na pomoc „ogromnych armii, policji tajnych i dwupłciowych” w owej zapłaty egzekucji.

    To właśnie próba rozwiązania przez totalitarne państwo (to pleonazm) problemu darmowych użytkowników za pomocą regulacji patentowych i praw autorskich de facto ten problem kreuje.

  3. “Sprawa wg mnie wygląda tak, że mam prawo do dysponowania owocami mojej pracy, zarówno fizycznej jak i intelektualnej.”

    Jep.

    “Jeśli piszę na mojej książce, że nie pozwalam na jej kopiowanie, to nie pozwalam podobnie jak nie pozwalam na pożyczanie sobie mojej kosiarki.”

    Widać w tym lekkie rozdwojenie jaźni, nie pozwalam, ale sam rozpowszechniam. Jeśli ja nie chcę swojej kosiarki dawać innym to jej pilnuję, nie daje każdemu do ręki, żeby swój ogródek przystrzygł.

    ”Powinieneś to zaakceptować, albo zostawić moją książkę w spokoju. Negując własność intelektualną powodujesz, że niemożliwa do rozsądnej obrony staje się jakakolwiek własność prywatna.”

    Wręcz przeciwnie. Własność intelektualna stoi w sprzeczności z własnością jako taką.

    “Nie można uzasadniać istnienia własności prywatnej jeśli uznaje się ją tylko do obiektów zrobionych z drewna, metalu czy plastiku, a z bitów już nie. Ja wiem, że naruszenie tego nie jest de facto kradzieżą, używanie tego słowa to spore nieporozumienie, ale już naruszeniem moich praw własności – tak. Jednym z praw własności jest swoboda w dysponowaniu, więc jeśli mówię „nie wchodź na moją posesję” – to nie masz prawa na nią wejść nawet jeśli nie kradniesz mi jej wchodząc na nią. Naruszenie prawa własności można porównać więc do nieuprawnionego przebywania osób na twojej działce i wykonywania z nią różnych czynów. Czy negujesz prawo człowieka do posiadania ziemi?”

    Nikt nie każe twórcy wydawać swoich piosenek. Jednak to robi, więc godzi się aby potem ta piosenka, ta książka, ten film… krążyła swoimi drogami. W sieciach P2P żadnym problemem nie jest ustalenie autorstwa pobieranej muzyki czy filmów. Ludzie pobierają filmy bo właśnie są Spielberga, Kubricka, Tarantino, bo grają w nich Willis, Gibson, Kidman, Jolie.
    Czy zatem mam prawo dowolnie dysponować swoją własnością (kupionym/pobranym filmem) czy jednak może to jedynie robić twórca/wydawca za mnie? Właśnie tutaj widać sprzeczność miedzy własnością intelektualną a własnością jako taką. Umiejętność udostępniania innym nie jest zasługą tego reżysera, scenarzysty, aktorów ani nikogo z ekipy. Jeśli mielibyśmy komuś płacić, to wynalazcy komputera, kaset magnetofonowych, płyt CD. Ale i tu niespodzianka, przecież płacimy. Płacimy za dostęp do internetu, za komputer, za płyty CD/DVD, dyski twarde… Również ktoś udostępniający materiał w sieci, najpierw kupuje go w sklepie. Wszyscy dostają swoje wynagrodzenie, a to, że to nie koniecznie jest tyle ktoś oczekuje…

    Ogółem polecam teksty “Wolnej Kultury” Lawrence Lessig – http://www.futrega.org/wk/
    “Zapowiedź Świata Post-Copyright” Karl Fogel – http://www.kto.org.pl/zapowiedz-swiata-post-copyright/
    “Przeciw własności intelektualnej” Stephan Kinsella – http://mises.pl/pliki/upload/kinsella-przeciwIP.pdf
    i inne artykuły z mises.pl jak:
    “Prawa autorskie i patentowe w periodyku Benjamina Tuckera” Wendy McElroy – http://mises.pl/blog/2010/12/28/mcelroy-prawa-autorskie-i-patentowe-w-periodyku-benjamina-tuckera/

Możliwość komentowania jest wyłączona.