Neil Gaiman o piractwie

Znany autor, Neil Gaiman opowiada o swoich doświadczeniach związanych z piraceniem swoich książek:

Okazało się, że powszechny dostęp do jego dzieł skutkował wzrostem sprzedaży książek. Tak, nie ma nic gorszego dla autora, jak pozostawanie nieznanym.

  • O łał… nagle się okazało, że piractwo to tak naprawdę generuje zyski… hehehehe…

  • ed

    O łał… nagle okazało się że zrobienie czegoś wyjątkowego, czegoś czego inni nie robią to znakomity chwyt marketingowy… szokujące

    Gdyby wszyscy autorzy tak robili, to nagle rynek sprzedaży wszystkich książek by wzrósł o 300% ! Zresztą co tam książek… filmy ! muzyka ! gry komputerowe ! Ludzie by wydawali na rozrywkę 300% więcej niż teraz !
    To piractwo jest takie cudowne… if only more people knew…

  • Autorzy nie muszą nic robić – książki, filmy i muzyka jest dostępna swobodnie. Właściwie jednak, to powinni coś zrobić – wykorzystać ten fakt, tak jak Gaiman.

    Wiesz, trudno stwierdzić, ile wydawaliby ludzi na rozrywkę, gdyby spełnił się mokry sen IP-gestapowców i okazało się, że bitów jednak kopiować się nie da.

  • @ed, wzrosły by na pewno zyski autorów ponieważ pozbylibyśmy się całej masy „pośredników”.

  • ed

    Maciek, dokładnie. Nie wiadomo ile ludzie wydawali by na rozrywkę. Dlatego nie powinien to być również argument za tym że „piractwo zwiększa sprzedaż”. To co zadziałało w przypadku Gaimana, to zwykły Viral Marketing. Jest on skuteczny (tak jak i inne formy marketingu) gdy jest oryginalny. Gdy staje się powszechny przestaje spełniać swoją rolę. Co więcej, jak wynika z doświadczeń, postępuje degradacja wartości produktu. Ludzie mają zwiększone oczekiwania za niższą cenę.

    Dzisiaj to najlepiej widać np. na rynku gier na iPhone. Ludzie są przyzwyczajeni do gier po $1 tak bardzo, że nikt nie wyobraża sobie kupowania gier full price np. po $50.

    Gdyby ten sam efekt zadziałał na rynku książek, to Gaiman by w takiej sytuacji nie zarobił pewnie nawet 10% tego co zarobił teraz, bo nie byłby jedynym który stawia na darmowe wydania. Nie zadziałał by Viral Marketing „Gaiman daje ściągnąć książki za darmo”, bo niczym by się nie wyróżniał wśród innych, a rynek (czyt. internet) byłby zalany ogromną ilością towaru dostępnego za darmo do ściągnięcia z tysięcy serwisów.
    I cieszę się że to IP-gestapowcy regulują rynek. Chęć uregulowania rynku przez piractwo (zastosowanie reguł w nim panujących) jest tym samym co demokracja, czyli oddanie głosu debilom dla których liczy się tylko chwilowa przyjemność bez wnikania w długofalowe skutki decyzji. I cieszę się, że cały rynek nie poszedł w darmowe/warte $1 produkty a Gaiman to tylko wyjątek od reguły.

  • Jak rozumiem, wolałbyś wydawać na aplikacje iPhone po $50 zamiast po $1. Gratuluję zmysłu konsumenckiego.

    Oczywiście, że rynek iPhone jest rynkiem konsumentów, ale to znakomicie. Bo to typowy efekt działania wolnego rynku (choć w ramach zamkniętej platformy) – spadek cen. Dzięki temu konsumenci mają lepiej.

    I bardzo dobrze, że artyści mają teraz tani i skuteczny marketing. Problem w tym, że część z nich chciała by zjeść ciasteczko (czyli mieć tani marketing) i mieć ciasteczko (czyli niekopiowalne rzeczy). Ale tak się nie da.

  • ed

    > Jak rozumiem, wolałbyś wydawać na aplikacje iPhone po $50 zamiast po $1. Gratuluję zmysłu konsumenckiego.

    Właśnie o tym mówię. To nie jest ważne co ja chcę tylko co jest realne. Ja bym chciał żeby mi płacili za to że ściągam gry. Wyszedłbym na tym znakomicie. Co z tego że nie jest to realne. Jestem pewien że większość „konsumentów” by tak chciało.

    > Dzięki temu konsumenci mają lepiej.

    I też o takim myśleniu wspomniałem. Gdyby cały rynek gier (nie tylko iPhone) opierał się o gry za $1, to nie wyszlibyśmy po za Angry Birds, bez szansy na gry wielkości GTAIV. Na szczęście duże firmy stać na robienie GTAIV dzięki rynkowi PC/konsol który sprzedaje gry po $50, a nie dlatego że „klienci na iPhone mają fajnie bo płacą $1”.

    I nie twierdzę, że „ponieważ istnieje copyright to gry typu GTAIV istnieją”. Twierdzę, że gdyby nie było copyrightów, to nie byłoby MENTALNEJ blokady wśród milionów klientów że MUSZĄ zapłacić $50. Byłoby przeświadczenie że powinni płacić $1. Że tyle się należy, skoro „90%” innych gier tyle kosztuje. I dopiero takie myślenie by spowodowało zaprzestanie produkcji takich gier jak GTAIV.

    Zresztą to nawet nie jest „gdybanie” jak w przypadku zwolenników copyleftów, którzy chcą przekonać że „gdyby był wolny rynek to byłoby lepiej”. Przecież rynek to już przerabiał. Załamanie rynku gier w latach 80. Firmy produkujące sprzęt, typu Atari czy Commodore nie kontrolowały rynku gier, który w pewnym momencie był zalany tanim chłamem robionym w garażu. Ludzie ich nie kupowali więc zaczęto obniżać ceny wszystkich gier bez wyjątku. Wyśmienicie prawda ? Dla konsumenta to przecież dobra wiadomość. Tylko że konsument przestał kupować nawet dobre i droższe gry, bo czekał na obniżkę ich cen będąc przekonany że KAŻDA gra powinna być tania. Wydawcy więc przestali robić duże tytuły i poszli na masowo produkowane chłamy. I na tym się skończyło. Atari i Commodore zbankrutowało, a wiele innych firm się wycofało z rynku.

    Kto wtedy przeżył ? Nintendo i Sega. Dwie firmy które w reakcji na ten problem, wprowadziły jako jedyne kontrolę rynku i wydawanie gier na licencji. Wprowadziły też pierwsze systemy DRM.

    Tak więc, można by „wysnuć teorię” że dzięki wolnemu rynkowi bez kontroli, kilka firm upadło, ludzie dostawali beznadziejne gry, a dzisiaj mamy rozkwit DRM.

    Czy to jest lepsze dla konsumentów ? Przecież to oczywiste że każdy będzie chciał mieć tańsze gry, nawet jeśli nie ma ku temu racjonalnych powodów. Kto by się przejmował efektami takich rozwiązań… Załamanie rynku w latach 80, kiepskie gry na iPhone za $1, dzisiaj. Potrzeba więcej dowodów ?

  • Po pierwsze, używasz swoim subiektywnych ocen jakości gier jako obiektywnych faktów. Prawdą jest, że dla jednego Angry Birds to znacznie lepsza rozrywka niż GTA IV. A fakt, że kosztują grosze, jeszcze zwiększa ich atrakcyjność. To nie jest argument, bo każdy ceni sobie coś innego i nie ma żadnych obiektywnych przesłanek, że gry typu GTA IV muszą powstawać. Ja w GTA IV nie grałem (owszem bawiłem się okazjonalnie), nie będę grał i zupełnie nie przejąłbym się, gdyby akurat ta gra nie powstała. Podobnie zresztą jak Angry Birds, która mi się nie podoba. Ale z faktu, że się jakieś gry mi podobają, nie wynika, że zadaniem prawa i rządu jest zapewnienie, że ktoś musi na nich zarabiać i je produkować.

    Po drugie, stosujesz wątpliwej jakości argument przez zastraszanie – jak nie będzie copyrightów, to nie będzie niczego, niczym za Kononowicza. A to nieprawda, co zresztą wielokrotnie na blogu wykazywałem.

    Poza tym, sam to zauważasz, producenci mają wiele sposobów na zarabianie. Gry MMO, które opierają się o to, że gra się na serwerach producenta. Serwis OnLive, który jeszcze niedawno wydawał się nam niemożliwą fikcją, jednak staje się faktem. Zabezpieczone systemy do gier (choć lepiej i mądrzej niż PS3). To jest wykorzystywanie technicznych środków, a nie gestapowskich.

    A na koniec, to rzeczywiście konsument słusznie uważa, że każda gra powinna być tania.

  • ed

    > nie wynika, że zadaniem prawa i rządu jest zapewnienie, że ktoś musi na nich zarabiać i je produkować.

    Nie wynika, ale zadaniem prawa jest zapewnienie uczciwych zasad dla obydwu stron. Copyright przekłada zasady uczciwości znane z rynku produktów „materialnych” na rynek dóbr niematerialnych.
    Piractwo jest całkowitym złamaniem tych zasad. W przypadku każdej innej branży, producent sprzedaje towar i podaje cenę którą sam ustalił. Klient się na nią zgadza bądź też nie. Nie ma jednak sytuacji w której klient bierze towar i całkowicie odmawia zapłaty lub płaci $1 twierdząc „masz tu $1 i ciesz się że ci zrobię reklamę u znajomych”. I nie chodzi o fakt powstania jakiejś tam rzekomej straty, bo przecież wytworzenie tego towaru mogło kosztować 1c. Chodzi o uczciwą zasadę handlu którą przestrzegają obydwie strony. Jeżeli klientowi nie odpowiadają warunki sprzedaży lub cena, to nie korzysta z danego produktu.

    I nie straszę że „niczego nie będzie” 🙂 Chcę jedynie pokazać, że pewne zmiany jak likwidacja copyrightu, doprowadzą do zwiększenia niezadowolenia klientów, jak np. zaprzestanie produkcji gier typu GTAIV.

    Skoro jako przykład podałeś serwis OnLive jako ten „nie gestapowski” to powiedz czy korzystanie z tego serwisu bez opłaty (łamiąc zabezpieczenia), będzie uczciwe czy zaliczy się do piractwa 🙂 No i czym się różni zapłata za skorzystanie z serwisu OnLive, od zapłaty za skorzystanie z serwisu Steam, skoro efekt ten sam czyli możliwość grania w grę po uiszczeniu opłaty.

  • kawador

    @ed

    „Copyright przekłada zasady uczciwości znane z rynku produktów „materialnych” na rynek dóbr niematerialnych.”

    Technologia wali naprzód. Co jeśli za x lat ktoś skonstruuje maszynę do kopiowania dóbr materialnych?

  • Kamil

    @kawador – Takie maszyny juz istnieja 😉
    Drukarki 3D sa juz na rynku i mozna je spokojnie kupic. Wprawdzie technologia jest dopiero na poczatkowym etapie rozwoju, ale dziala.

  • ed

    „Co jeśli za x lat ktoś skonstruuje maszynę do kopiowania dóbr materialnych?”
    No właśnie. Co wtedy ? Zlikwidujemy prawo zabraniające kradzieży ? Przecież „nie da się ukraść czegoś co można skopiować”. Nie będą istniały sklepy ? Albo będą istniały ale każdy będzie mógł wziąć dowolny towar bez płacenia. Czy będzie w ogóle istniało pojęcie prywatnej własności ? Jeżeli można wykonać dowolną kopię, to chyba nie ma wtedy czegoś takiego jak własność.
    Co proponujesz ?

  • kawador

    „Co proponujesz?”

    Wszystko prócz monopolu autorsko-patentowego i przywileju dożywotniej renty państwowej z tego tytułu.

    I w swoim rozumowaniu popełniasz fundamentalny błąd. Nie ukrywam, jest ono przekonujące, ale tylko do pewnego momentu. Cytuję:

    „Chcę jedynie pokazać, że pewne zmiany jak likwidacja copyrightu, doprowadzą do zwiększenia niezadowolenia klientów, jak np. zaprzestanie produkcji gier typu GTAIV.”

    Pomyśl. Jeżeli likwidacja copyrightu w teorii doprowadzi do zaprzestania produkcji takich hitów jak GTAIV, a co za tym idzie – do eskalacji niezadowolenia klientów (którzy będą mieli świadomość, że produkcji zaprzestano z powodu baku copyrightu), to rozwiązanie samo się nasuwa: klienci zaczną płacić 50$ (albo więcej) na gry typu GTAIV. Przez x lat będzie bryndza, kiła i mogiła i cofniemy się do epoki kamienia łupanego (Atari, Pegasus), by potem wrócić naturalnie do epoki GTAIV. Konsumenci „sami z siebie” tego zażądają – bo to w końcu oni będą niezadowoleni.

    No chyba że niezadowolonych będzie garstka. Pytanie, czy dla nich i dla parunastu wyjebistych korporacyjnych gigantów, warto uskuteczniać monopol autorsko-patentowy i dawać rządowi narzędzia (i pretekst) do permanentnej inwigilacji obywateli.

    Terroryzm nie wystarczy jako pretekst?

  • 🙂 Maćku może przećwiczymy te wszystkie wolnościowe rozważania w praktyce ? Niebawem będę kończył film. Chciałbym aby obejrzała go jak największa liczba ludzi. Pójdźmy w miliony. Tysiące obejrzeń mnie nie interesują. Chciałbym aby obejrzało go jak najwięcej przy jak najmniejszej mojej pracy włożonej w promocje. Co proponujesz 🙂 ? Nie chcę na marketing wydać nic.. Ciekawi mnie co byś zrobił 🙂 ?

    Okaże się że to nie jest wcale tak jak się wydaje. Książki Gaimana były piracone kiedy był już znany.Kiedy wydawał następną książkę ludzie poprostu ją kupowali bo np. Wygodniej albo akurat byli w księgarni. A co z kims nieznanym takim jak ja ? 🙂

    Dodatkowo okaże się pewnie że aby promować taki film na torentach czy gdzieś muszę wykonać pracę jak na etacie 🙂 Nie jest tak ? No chyba że jestem mało sprytny 🙂

    Z niecierpliwością czekam na rady 🙂

  • Zbadaj jak to zrobiła Nina Paley. Jest parę prezentacji, na których opowiada o promocji swojego filmu, oraz jak na nim zarabia. Z pewnością wszystko, co zrobiła jest w Twoim zasięgu.