Empikowe piractwo

Dziś w Wyborczej pojawił się dość osobliwy tekst na temat „empikowego piractwa” – obyczaju czytania komiksów (i nie tylko) w sklepie bez zapłaty. Tekst oparty głównie o wypowiedzi Tomasza Kołodziejczaka, kiedyś niezłego autora ciekawej fantastyki, z którym miałem przyjemność kiedyś współpracować. Ciekawy to trend, gdy producent atakuje swoich faktycznych i potencjalnych klientów, nazywając ich piratami i złodziejami.

Poniżej komentarz jednego z moich czytelników (Ahk4iePaiv8u).

„Czy czytanie komiksu w empiku to to samo co ściąganie po piracku piosenek z internetu? – Nie widzę specjalnej różnicy – mówi Tomasz Kołodziejczak z wydawnictwa Egmont.”

Panom z Egmontu już dziękujemy. Autorzy komiksów obudzili się z ręką w nocniku, że są tylko dodatkiem hipotetycznego ściągania kasy z potencjalnych klientów.. pomieszanie z poplątaniem. Korporacje twierdzą, że mało płacą wydawcom, ponieważ ludzie kupują w większości tylko kolejne wydania Tolkiena i Harry Pottera, zatem wydawcy, którzy się na to nabierają, podnoszą krzyk, że czytanie komiksów w empiku to piractwo, przerzucając w ten sposób koszt (czyli wymuszając niskie ceny) na autorach.

W rzeczywistości wydawcy mają zakulisowe umowy z empikami.

Na czytaniu, powiedzmy, komiksów w empiku straty kształtują się następująco:

1) Korporacja nie traci, bo klient ktory przyszedl przeczytać komiks za darmo kupi choćby kawę, albo znęci go okazja na COKOLWIEK, w ten sposob wyda COKOLWIEK a gdyby nie przyszedł – nie wydałby NIC.

2) Wydawca nie traci, poniewaz i tak ma umowę z empikami – empik płaci za te komiksy (lub gry ?) z wyprzedzeniem, ten co krzyczy że to piractwo dawno swoją należność dostał. W efekcie empik przerzuca koszt na wydawcę, wiedząc o tym, że wydawca powie autorowi „to nie ja, to ten wstrętny empik-korporacja”. Ale dostawy od wydawcy i tak korporacja ma zagwarantowane, niezależnie od tego jak głośno wydawca na empiki narzeka, ponieważ

3) Traci WYŁĄCZNIE autor. Ponieważ to autorowi wydawca powie „mogę panu zapłacić 10% tego co pan chce dostać, ponieważ empik promuje piractwo i nie chce mi dużo płacić, więc z czego mam zapłacić”.

Czytanie za darmo jest korzystne dla empiku, promowanie „piractwa” jest korzystne dla wydawcy. Ciekawe którego dnia w empikach pojawią się stoiska na ktorych można
„wypróbować” grę komputerową.

Trik polega na sugerowaniu autorom, że to nie oni robią „przysługę” wydawcom i sprzedawcom, lecz że wydawcy i sprzedawcy robią „przysługę” TWÓRCOM. Że wydawcy i
sprzedawcy bez TWÓRCÓW sobie poradzą, a twórcy bez egmontu i empiku – nie.

Pytanie co z tym można zrobić? Proponowałbym AUTOROM publikowanie gier, filmów, komiksów w postaci o irytująco niskiej, choć czytelnej – jakości, ale CAŁYCH. Za SMS lub po prostu bezpłatne. Tyle że takiego autora wydawcy i empiki natychmiast zaczną unikać jak trędowatego.. hmm… shareware
raczej nie zdał egzaminu, na korzyść opensource zresztą…. ech.

Ja do tekstu mam jedną uwagę – niestety, koszty niszczenia książek faktycznie ponoszą wydawcy, bo z tego co wiem, empik płaci jedynie za sprzedane egzemplarze. Niemniej jednak, to nie jest wina klientów. Korzystanie z usług empiku nie jest obowiązkiem, ale życzę powodzenia wydawcy, który zrezygnuje z empików. Znając obyczaje tej firmy, warto jednak wziąć w biznesplanach pod uwagę fakt, że część nakładu ulegnie zniszczeniu, a nie wylewać pretensji w kierunku swoich klientów, że korzystają ze swojego prawa – ostatecznie czytanie książek w księgarniach jest dozwolone, jeśli tylko księgarz nie ma nic przeciw. Nie wiem, czy nadzór autorski rozciąga się też na to, czy wolno autorowi decydować kto, jak i kiedy czyta jego książkę…

Cóż, dni narzekających wydawców są już naprawdę policzone. Wyginą, jak dinozaury. Autorzy, lepiej weźcie sprawy w swoje ręce – kto pierwszy, ten lepszy.

  • moa

    komentarz beznadziejny. nie dość, że jak sam zauważyłeś koszty zniszczonych egzemplarzy ponoszą wydawcy (i nie jest to jakiś margines przy nakładach kilkaset-małetysiące sztuk), to jeszcze punkt 2 łagodnie mówiąc mija się z prawdą.

    wniosek też jest bzdurny, autor komentarza nie ma pojęcia kim jest kołodziejczak i egmont, oraz jakie są koszta wydania „własnoręcznie” czegokolwiek.

  • A gdzie kontrargumenty, bo jakoś nie zauważyłem?

    A serio, to Egmont wie, że robiąc interesy z empikiem trzeba liczyć się z takimi kosztami. Robi te interesy dobrowolnie, ostatecznie, więc jak mu się nie podoba, to niech nie robi.

  • A koszty wydania własnoręcznego są niezbyt duże. Istnieje coś takiego, jak e-booki. Nie trzeba zabijać na nie drzew.

  • Ahk4iePaiv8u

    Dokładny opis tego co wyprawiają wydawcy i sprzedawcy, na niekorzyść autorów i czytelników, można znaleźć w książkach niejakiego Balzaka, „Cierpienia wynalazcy” ( o wynalazcy ekonomicznego papieru ), oraz drugiej części „Stracone złudzenia” ( opisującej m.in. funkcjonowanie paryskiego rynku wydawniczego ). Od ponad wieku nic się nie zmieniło, chyba że na gorsze. Obydwie książki dostępne w tłumaczeniu „Boya” Żeleńskiego , tutaj

    http://www.pbi.edu.pl/book_reader.php?p=1707&s=1
    http://www.pbi.edu.pl/book_reader.php?p=2145&s=1

    Załączam fragment
    „- mój drogi, w literaturze sekret powodzenia jest nie w tym aby pracować; chodzi o to, aby wyzyskiwać gracę cudzą. Właściciele dzienników to/przedsiębiorcy, my jesteśmy murarze. Toteż, im człowiek bardziej mierny, tym szybciej dochodzi; taki wszystko strawi, pogodzi się ze wszystkim, potrafi schlebiać podłostkom sułtanów literackich, jak ten świeżo przybyły z Limo-ges, Hektor Merlin, który już robi politykę w dzienniku prawego centrum, a zarazem pracuje w naszym świstku: widziałem go jak podnosił kapelusz upuszczony przez naczelnego redaktora. Nie zrażając sobie nikogo, chłopak ten przejdzie pośród rywalizujących ambicyj, podczas gdy będą się biły z sobą. Ot, żal mi ciebie. Widzę cię tym czym byłem niegdyś, a jestem pewien, że, za rok lub dwa, ty będziesz tym czym ja dzisiaj. Będziesz przypuszczał jakąś ukrytą radośćjakiś osobisty interes w tych gorzkich radach; dyktuje je po prostu rozpacz potępieńca, który nie może już porzucić piekła. Nikt nie śmie powiedzieć tego, co ja tu krzyczę z bólem człowieka ugodzonego w serce i podobnego biblijnemu Hiobowi na śmietniku: „Oto moje wrzody!”
    – Na tym polu czy gdzie indziej, wszędzie trzeba walczyć, – rzekł Lucjan.
    – Wiedz tedy! – odparł Lousteau, – ta walka będzie bez wytchnienia jeżeli masz talent? najlepiej bowiem dla ciebie byłoby go nie mieć. Sumienie twoje, dziś nieskalane, ugnie się przed tymi w których rękach ujrzysz swoje powodzenie i którzy, jednym słowem mogąc ci dać życie, nie zechcą wymówić tego słowa: bo, wierzaj mi, pisarz w modzie pyszniejszy jest, twardszy dla nowych przybyszów niż najbrutalniejszy księgarz. Jam gdzie księgarz widzi tylko stratę, autor obawia się rywala: jeden wyprowadza cię w pole, drugi cię miażdży Aby dawać piękne dzieła, moje biedne dziecko, będziesz czerpał w sercu pełnymi strugami atramentu czułość, sok, energię, i będziesz je przelewał w namiętności, uczucia, kadencje! Tak, będziesz pisał miast działać, śpiewał miast walczyć, będziesz kochał, nienawidził, żył w swoich książkach; ale, kiedy zachowasz wszystkie bogactwa dla swego stylu, złoto, purpurę dla swoich postaci, kiedy będziesz deptał w łachmanach ulice Paryża, dumny iż wydałeś na świat, rywalizując z. samym Stwórcą, żywe istoty zwane Adolfem, Korynną, Klaryssą, Renę lub Manon, kiedy zrujnujesz własne życie i żołądek aby dać istnienie swej kreacji, ujrzysz ją spotwarzoną, zdradzoną, sprzedaną, rzuconą w otchłań zapomnienia przez dziennikarzy, pogrzebaną przez najlepszych przyjaciół. Czy potrafisz, czekać na dzień, w którym dziecko twego ducha wzbije się przebudzone, przez kogo, kiedy, jak? Istnieje wspaniała książka, pianto niewiary, Obermann, książka która pleśnieje samotnie w pustkowiach magazynów i którą księgarze nazywają ironicznie marynatą: kiedy przyjdzie dla niej dzień? Nikt nie wie! Przede wszystkim, spróbuj znaleźć księgarza dość odważnego aby wydrukować Strokrocie. Nie chodzi o to aby zapłacić, ale tylko wydrukować. Ujrzysz ciekawe sceny!
    Tyrada ta, wyrzucona całą gamą namiętnych tonów, spadła niby lawina w serce Lucjana i przejęła je lodoStał chwilę nieruchomy i milczący Wreszcie, serce jego, jak gdyby podsycone straszliwą poezją walki, wybuchło. Ścisnął rękę Stefana i wykrzyknął:
    — Zwyciężę!
    — Dobryś! — rzekł dziennikarz, — jeszcze jeden chrześcijanin wstępuje w arenę bestiom na pożarcie. — Mój drogi, jest dziś premiera w Panorama-Dramatiąue, zacznie się aż o ósmej, jest szósta, idź włożyć co masz najlepszego, słowem staraj się wyglądać przyzwoicie..”

  • Poza tym skala tego „piractwa” nie jest chyba aż tak zastraszająca? Sam czytałem wielokrotnie komiksy i na tej podstawie często już kupowałem dany tytuł a kolejną część cyklu w ciemno bo wiedziałem, że mi będzie pasować. A z Empikiem i tak każdy wydawca MUSI handlować bo gówno sprzeda w tym kraju. Pierdolenie.

  • Ahk4iePaiv8u

    Konkludując, wydawcy ( „drukarze” ), i sprzedawcy ( „księgarze” ) zarabiają w rzeczywistości więcej na unikaniu kosztów i przerzucaniu ich na autorów i czytelników, namawiając ich na robienie tego samego – tj autorów na plucie na „piratujących” czytelników, a czytelników na „żarłocznych” autorów.
    Nie ma większego znaczenia za którą konkretnie operację w ciągu płaci wydawca, a za którą sprzedawca – obydwaj działają w ten sposób, aby osiągnąć zysk naciągając autorów i twórców. Jak każdy pośrednik zresztą. Być może i w tym nie ma nic złego – za wyjątkiem POWOŁYWANIA SIĘ fałszywie na pożytek autorów i twórców różnymi zamotanymi „argumentami”! Nie ma również nic złego w tym, że wydawca ponosi koszt niszczenia wydrukowanych książek, kto do licha miałby go ponieść jak nie ten kto je wydrukował? Natomiast narzekanie na to że się ponosi koszta niszczenia w sytuacji kiedy DOBROWOLNIE podjęło się ryzyko wydrukowania – i przerzucanie tego ryzyka na księgarzy czy autorów – to już jest draństwo. Co to za tekst w wykonaniu wydawcy, że empik paskudny i wymusza na mnie koszty niszczenia mojego produktu? Co to za tekst w wykonaniu sprzedawcy, że wydawca to chciwy żarłok i naciąga autorów więc niech się odczepi od darmowego czytania w księgarni?
    Wydawca chętnie przerzuciłby swoje ryzyko na autorów lub sprzedawców, tylko że sprzedawca dokładnie tym samym mechanizmem obniża swoje ryzyko, dążąc do stworzenia „perpetuum mobile”, maszynki do robienia pieniędzy jak najmniejszym wysiłkiem. Ale nie poprzez przyjęcie na klatę swojej części ryzyka, tylko uniknięcie go CZYIMKOLWIEK kosztem. Efektem jest postępująca stagnacja.
    To nie pieniądze są źródłem zła, lecz osoby wykorzystujące w ten sposób aby zebrać ich jak najwięcej nie dając w zamian NIC, albo prawie NIC. Różnica pomiędzy złodziejstwem a zarabianiem polega na WKŁADZIE wysiłku w utworzenie czegokolwiek i udziału w ponoszeniu ciężaru odpowiedzialności. Złodziej wynosząc coś z czyjegoś domu ponosi zerowy nakład wysiłkowy, i dokonuje po prostu próby zrzucenia z siebie odpowiedzialności za ryzyko związane z wprowadzeniem produktu na rynek. Jeżeli mu się to uda i akurat nie zostanie złapany, jego ryzyko związane ze stworzeniem i ZAROBIENIEM na tak uzyskanych dobrach wynosi post factum ZERO. Dlatego najbardziej „opłacalną” formą kradzieży nie jest dla bandziora wyniesienie czegoś z czyjegoś domu, tylko kradzież czegoś co jest niestrzeżone.
    Wbrew pozorom najgorzej mają elementy BRZEGOWE tj czytelnicy oskarżani o „piractwo” i twórcy oskarżani o „chciwość”, podczas kiedy praktyki stosowane przez pośredników na różnym etapie są na szkodę zarówno twórców jak i autorów, w stopniu nieuzasadniającym narzekanie na dobrowolne skądinąd podejmowanie się wydania czy sprzedaży publikacji..

  • Ahk4iePaiv8u

    Moim celem jest próba rozwiązania tego problemu na korzyść MNIE jako czytelnika i MNIE jako autora – czyli siłą rzeczy na niekorzyść wydawcy i księgarza – na ich niekorzyść poprzez eliminowanie korzyści wynikających z rożnych paskudnych praktyk, a nie korzyści wynikających z uczciwej pracy. Ale, oczywiście, księgarzom i drukarzom OPŁACA SIĘ oskarżać mnie o próby pozbawienia ich OGOLNIE zarobku, ukrywając fakt, że w OGOLNYM zarobku większa część jest zdobywana paskudnymi metodami. No bo przecież jak zabrzmiałby protest przeciwko czerpaniu korzyści z obleśnego źródła? 🙂

    A poprzez ukrywanie jaka część w rzeczywistości pochodzi z zatrutego źródła (mniejsza o to jak jest w danym przypadku, w danym momencie i w danym zestawie zmiennych autor/wydawca/sprzedawca/czytelnik ) – SYSTEM ewoluuje w kierunku JAK NAJWIĘKSZEJ części z tego właśnie paskudztwa. Ktoś, komu udało się ukryć nieuczciwe dochody w całości uzyskanych dochodów – będzie oczywiście dążył do tego, żeby ta część ukryta była jak największa – każdą metodą jaka przyjdzie mu do głowy.

  • Ahk4iePaiv8u

    Prawdziwy RYNEK składa się z autorów i odbiorców – to pomiędzy nimi w rzeczywistości odbywa się WYMIANA produktow na dobra. A pośrednikom wszelakiej maści przypominam, że są DODATKIEM do rynku, i doradzam pokorę, szczególnie w czasach internetu. Praktyki stosowane przez pośredników w praktyce nie są niczym innym niż wersją zwykłego szantażu, opartego – jak każdy szantaż – na pewnym oszustwie wobec beneficjentów, zarówno tych wyżej i tych niżej. W hipotetycznym przypadku klasyczny szantażysta zwykle próbuje naciągnąć OBYDWIE osoby na hipotetycznym zdjęciu – grożąc w zależności od obiektu szantażu ujawnieniem bądź nieujawnieniem treści, i manipulując zwiększa poziom kompromitacji najbardziej jak mu się uda. Dokładnie tak samo to działa w opluwaniu autorów i czytelników, tylko obiekt szantażu jest inny.

  • Ahk4iePaiv8u

    Szczytem wszystkiego jest zakazywanie autorom publikacji, wymuszanie monopolu publikacyjnego – pod groźbą przerzucenia ciężaru dobrowolnie podejmowanego ryzyka ( np. w postaci kar umownych ). Kara umowna oznacza gwarancję utrzymania obecnego status quo szantażysty, to trochę tak jakby ten od zdjęcia gwarantował sobie „prawami własności intelektualnej”, że jeżeli osoba na zdjęciu zdecyduje się pozbawić go zysków publikując je samodzielnie – będzie mu winna „karę” za wymykanie się haraczom.. tej analogii do kar umownych można oczywiście coś tam w szczegółach zarzucić, no ale to tylko analogia, może niezbyt udana, odn. rzeczywistego problemu.

  • Ahk4iePaiv8u

    Zamykając temat z mojej strony – apeluję jeszcze raz do autorów i czytelników, żeby nie dawali się nabierać i nie stawali po stronie pośredników, na ile to możliwe. Bez nich autorzy robiliby jeszcze lepsze komiksy, pisali jeszcze lepsze książki, w zamian za zyski pozbawione haraczu – okazałoby się, że autora stać byłoby na zaoferowanie niższej ceny i nadal by zarobił, a czytelnik zyskałby za tę samą lub nawet niższą cenę – znacznie wyższą wartość o jaką mu chodzi – czyli treść produktu/utworu..
    Najchętniej, kiedy tylko mogę, kupuję w sklepach, których właścicielem jest TWÓRCA publikacji.

  • Ahk4iePaiv8u

    Czy wymuszenie na autorze „dobrowolnej” zgody na MASOWY wydruk i gwarantowanie sobie zysków ze sprzedaży BARDZO DUŻEJ (omalże nielimitowanej) ilości (!) egzemplarzy nie jest gorszym rodzajem piractwa niż to, co nazywa się „piractwem” w oskarżaniu autorów i odbiorców? Znaczy, jak się coś robi bez czyjejś implicite zgody jednorazowo, to jest piractwo, a jak się wymusi na kimś „dobrowolną” zgodę na ograbianie tego kogoś, to wszystko jest już legalne i piractwa nie ma ? Czy ja piratuję swoją łazienkę i naruszam prawa producenta sedesu korzystając z niej wielokrotnie, a wręcz, o zgrozo, zgadzając się na korzystanie z mojej toalety przez moich gości, którzy nie odprowadzili haraczu za korzystanie z sedesu?

  • Wydawca

    Zarówno ten artykuł jak i ten w wyborczej nie są do końca trafione. Jednak problem jest taki, że w tu pojawiają się stwierdzenia delikatnie mówiąc „wymijające się z prawdą”, pokazując że autorzy tekstów i komentarzy mają bardzo mgliste pojęcie o branży.
    1. Wydawca dostaje pieniądze na samym końcu (czasami później dostaje jedynie autor, ale to już zależy od umowy – „duże nazwiska” dostają część z góry)! Pieniądze z Empików wydawcy dostają po kilku miesiącach od sprzedaży danego egzemplarza.
    2. Wydawca dostaje pieniądze jedynie za sprzedane tytuły, a musi zapłacić za każdą książkę dostarczoną do Empiku – składa się na to koszt produkcji, dystrybucji i uwaga… opłata od Empiku za każdy przyjęty egzemplarz (sprzedany czy nie)!
    3. Wydawca to nie drukarz, bo w Polsce jest tylko kilka wydawnictw z własnymi drukarniami.
    4. Wydawca komiksów to nie pośrednik – trzeba przygotować tłumaczenie, przerobić elementy grafiki, zaprojektować pewne elementy, nawet przy polskich komiksach również jest sporo pracy. 80% wydawnictw komiksowych w Polsce to firmy „rodzinne”, gdzie wydawcy również pracują nad finalną wersją dzieła.

    Nie zgodzę się, że czytanie w Empikach jest w 100% złe. Ale od tego są biblioteki – one muszą kupić ten egzemplarz lub ktoś musi im je podarować. Dla wydawcy taniej byłoby nawet dać egzemplarz do biblioteki.

  • Ahk4iePaiv8u

    Panie wydawco, korzystając z okazji – mógłbym poprosić o przykładowy, orientacyjny zestaw ekstremów dla dwóch książek o podobnej objętości, z konkretnymi liczbami, książki bardzo poczytnej np. kolejnego tomu pewnej sagi, oraz książki nieznanego autora wprowadzanej na rynek?

    Żeby mieć pełny obraz trzeba by to samo pytanie zadać megasprzedawcom, no i samodzielnym autorom. Chodzi oczywiście o przypadek w którym wydawca nie jest autorem, a sprzedawca nie jest wydawcą.

    Koszta tj ceny książek od strony użytkowników końcowych znamy – każdy mniej więcej wie ile kosztuje najnowszy tom sagi w megaksięgarni, oraz ile kosztuje, powiedzmy, pierwsza powieść SF nieznanego dotąd autora..

    ? 🙂

  • Ahk4iePaiv8u

    Obstawiam, że odpowiedź od każdego z zapytanych – megasprzedawcy, megawydawcy oraz drukarza ewentualnie autora, w odniesieniu do tych samych książek, zawierałaby inne liczby, dowodzące że dany odpowiadający ma najgorzej ze wszystkich. No ale spróbujmy, zawsze lepiej mieć przynajmniej opinię wydawcy, niż żadną.

  • @Wydawca

    Ale czego ma w ogóle dowodzić opowieść o kosztach, które ponosi wydawca? Czy problemach z płatnościami? Podatki też płaci, ale to też nie jest wina klientów, prawda?

    Wydawca może nie handlować z empikiem, jeśli mu się to nie podoba. Wie, jakie metody stosuje empik, aby przyciągnąć klientów. Wie, że za miejsce na półce trzeba zapłacić – ostatecznie miejsca mało, chętnych dużo. Wie też, że produkt na półkę trzeba przygotować – przetłumaczyć, obrobić, wydrukować. To czemu jest zdziwiony, że to kosztuje i ktoś to musi zapłacić?

    Te warunki biznesowe są mu znane z góry. Było przywyknąć.

  • Ahk4iePaiv8u

    W internecie można znaleźć bardzo dużo ofert pt. „wydaj własną książkę”. Ale szczerze mówiąc, sądzę, że ich oferta wygląda mniej więcej tak samo jak genialne rady globalnych manipulatorów giełdowych, a oferowane w ten sposob warunki są najgorsze z możliwych – najgorsze nie w sensie takim, że autor ponosi faktyczny koszt takiego wydania, tylko w takim, że ceny są maksymalnie zawyżone, żeby zgodnie z zasadą przerzucania ryzyka – zarobić a się nie narobić. Kto wie, być może fasady oferentów tego rodzaju usług to wyłącznie pośrednictwo? Pod pozorem „sprawiedliwego” obciążania kosztami i ryzykiem autora ( co byłoby skądinąd sprawiedliwe, rzeczywiście ), koszta są w sposób ukryty zawyżane, tak sądzę. No ale nie sprawdzałem, ktoś sprawdzał?

  • Ahk4iePaiv8u

    Prawdziwy twardziel, hardkorowiec, rzeczywiście przekonany o wyjątkowej wartości publikacji jaką chciałby sprzedać – nie będzie współpracował z megasprzedawcą i wyśmieje ich szantaże. Najlepiej publicznie. Pójdzie do małej firmy, w której wedle jego oceny szansa na oszukanie go będzie najmniejsza. Skoro książka faktycznie, jak twierdzi, jest aż tak dobra – megasprzedawca sam do niego przyjdzie, błagając o monopol na sprzedaż 🙂
    Ja jestem zawodowo freelancerem, informatykiem, i w branży IT ( sądzę że w całym MŚRP ) funkcjonuje zasada „małych, jednoosobowych i rodzinnych firemek nie stać na to, żeby oszukiwać, muszą oferować przyzwoitą jakość, bo inaczej by poszli z torbami”. Oczywiście zdarzają się odstępstwa i wyjątki, oszust zawsze sie trafi, ale w większości przypadków ta zasada się sprawdza.

  • Ahk4iePaiv8u

    Moje kryteria np. obejmują wybieranie firm w których jest podane nazwisko właściela. Ponieważ nazwisko, przynajmniej teoretycznie, jest bardzo trudno zmienić, nikt o zdrowych zmysłach nie zrobi z własnego nazwiska symbolu oszustwa. Staram się nie robić interesów z firmami – de facto i tak zawsze interesy robi się z konkretną osobą, a nie z „bytem prawnym”. „Osobowości” prawne, jakieś projekcje astralne, niezależnie od tego co ktokolwiek twierdzi, nie sprzedają niczego – osoby, właściciele, albo przynajmniej pracownicy – sprzedają, kupują, rozmawiają, dochodzą do porozumienia itd.

  • Flint

    Miasik – nazywasz faktycznym klientem wydawnictwa kogos, kto przeczyta w empiku caly komiks, niszczac go przy okazji, odlozy go na polke i wyjdzie nie placac? To nie mam wiecej pytan.

  • Ahk4iePaiv8u

    A tym dzisiejszym, masowo produkowanym komiksom, gdzież do funky kovala, czy „zagłady wielkiej wyspy”, produkcji panów Parowskiego, Rodka, Polcha, Wróblewskiego, Christy.. ech 🙂 Tego ostatniego thorgala jeszcze nie czytałem ani nie kupiłem, ale żeby był tak dobry jak te pierwsze sprzed lat to się nie spodziewam, co nie zmienia faktu że parę groszy pewnie na niego w końcu wysupłam 🙂

  • Ahk4iePaiv8u
  • @Flint

    Jak zauważył Ahk4iePaiv8u, człowiek, który nie przychodzi do empiku nie będzie klientem, natomiast ten, który tam wpada, by czasem coś za darmochę poczytać, ma duże szanse nim zostać. I tak często faktycznie jest.

    Empik z jakiegoś powodu na to pozwala. Podobnie robi wiele księgarni na całym świecie. Bo troszczę się o klientów właśnie. W tych, którzy czytają najwyraźniej ich widzą.

  • Ahk4iePaiv8u

    Nie rozumiem jak to jest, że ogólnie filmy, komiksy, książki – traktujące o tym co ktoś zrobił, jak zdecydował, czego dokonał, jak niebezpieczne dla zdrowia i życia rzeczy robił i mu się udało, szczególnie te starsze, pozbawione piętna masówki typu DetectiveComics – są powszechnie uznawane za najlepsze. Oglądając i czytając je widzowie identyfikują się z bohaterami, bohaterkami itp. natomiast dokładnie odwrotnie jest w życiu – człowiek który próbuje COŚ zrobić, i to sam, jest unikany jak trędowaty, a wszelakie „niebezpieczeństwo” i próby podejmowania się go są tępione zakazami, przepisami itp.
    Z jakiegoś powodu nikt nie robi komiksów i nie pisze bestsellerów o premierach walczących o zabezpieczenie młodzieży przed dopalaczami, o pracownikach hipermarketów zbiorowo i bohatersko walczących o prawa pracy itp. Za komuny to było parę takich komiksów o kolektywie, np. „Rok 1917 jak to było”, ale nawet wtedy, w bagnie kolektywu, większość produkcji ( żbiki, klossy, tajemnicze maczety itp. ) była o bohaterskich JEDNOSTKACH. Piewcy kolektywizmu muszą odwołać się do „bohaterstwa” jednostki, jeżeli chcą dowodzić że dobro społeczne ma sens.. ciekawe, prawda? 🙂

  • Flint

    @Ahk – czyli skoro komiksy nie sa tak dobre jak kiedys, to nie trzeba za nie placic?
    @Miasik – jasne. Ale czym innym jest jednak siadanie na wieczor pod polka i czytanie 10 komiksow ciurkiem za darmo, zgodzisz sie chyba? A empikowi to akurat wisi, bo nie sprzedane egzemplarzenic go nie kosztuja. Ba, dostaje kase od wydawcow za to, ze je wyklada na polki.
    Doskonale rozumiem rozgoryczenie Tomka. Nikt nie lubi, jak sie zeruje na jego pracy.

  • Ahk4iePaiv8u

    Najpopularniejsze komiksy, jak choćby thorgal, funky koval, kajko i kokosz – bazują na historiach w których ktoś robił coś dla swojego dobra, ewentualnie dobra bliskiego przyjaciela, a nie dla dobra kraju, młodzieży, niepełnosprawnych, czy bo ja wiem kogo.. nawet taki kloss, chociaż teoretycznie działał ( jak to komuna wymagała ) dla dobra związku radzieckiego i socjalizmu ludowego, przeciwko niedobremu socjalizmowi hitlerowskiemu (sic!), w praktyce ratował rannego w szpitalu, hrabiego złapanego przez gestapo, polskiego agenta ruchu oporu, i tak dalej i tak dalej.. kajko z kokoszem, asteriks z obeliksem itp. zawsze działali na potrzeby konkretnych ludzi – mirmiła, lubawy, tego tam druida który wpadl w tarapaty, bronili swojej wioski, rodziny, przyjaciół i krewnych, thorgal co walczył o święty spokój na swojej wyspie – a nie o dobro bezdomnych, uzdrowienie światowych chorych, powstrzymanie globalnego ocieplenia itd.
    Nie ma ucieczki przed prawdą. Nawet propagandowe kreskówki w rodzaju „Kapitan planeta” itp. zawsze UOSABIAJĄ jednostkowo DOBRO i ZŁO, a walka toczy się pomiędzy JEDNOSTKAMI.

  • Ahk4iePaiv8u

    @Flint hehe, pańskim tokiem rozumowania – waszmość chciałbyś, żebym płacił, najlepiej do końca życia, i to coraz więcej, niezależnie od tego czy są dobre czy lepsze czy gorsze? Znaczy, pan nic takiego nie powiedziałeś, tak? A ja powiedziałem coś takiego, co pan zacytowałeś? :>
    Niewątpliwie faktem jest, że za coraz lepsze rzeczy warto płacić coraz więcej, a za coraz gorsze – coraz mniej, zaprzeczy Pan?

  • Ahk4iePaiv8u

    Piękny klimat zapamiętałem z komiksu bodaj o Yansie, bodaj „Gladiatorzy” – była tam scena o „grze kolektywnej” w przyszłości, która polegała na koncentrowaniu się tłumu w celu wywołania fizycznej eksplozji mózgu jednostki 🙂 I ten dzielny yans czy inny, co to siłą woli pokonał sugestię kolektywną trybun tysięcy stłoczonej gawiedzi.. 🙂 genialne 😀

  • Ahk4iePaiv8u

    Nieprawdopodobna ironia i sprawiedliwość natury polega na tym, że aby dowodzić rzekomej racji mas czy masy – niezbędne i konieczne jest odwołanie się do „przykładowych” JEDNOSTEK i niebezpieczeństw na jakie one się narażają. Ewentualne próby odwołania się poprzez masę wychodzą nędznie, sprzedają się słabo i zapadają w pamięć jako dość żałosna propaganda..

  • Ahk4iePaiv8u

    ..a na to odkrycie, którego dokonałem już jakiś czas temu, nie zarejestrowałem patentu 😛 Sorry za to ciurkanie tymi postami, ja tak mam niestety, że myślę powoli i stale się poprawiam i uzupełniam, błagam wszędzie o pluginy i rozszerzenia łączenia następujących po sobie komentarzy tego samego autora – w jeden 🙂

  • Flint

    @Ahk – wielkie mecyje, szczypta erystyki i od razu takie oburzenie =)

    A serio – naprawde uwazasz ze czytanie za frajer jest ok? Zanim spytasz – tak, jumam filmy. Ale mam dosc jaj zeby sie przed samym soba przyznac, ze je jumam, a nie smetnie pieprzyc, ze ogladam za frajer, bo mnie na wszystkie nie stac.

  • Czytanie za darmo jest okay. Przeczytałem setki książek za darmo – jest taka instytucja, która zwie się biblioteką.

    Nie ma nic złego w czytaniu za darmo. O ile właściciel na to pozwala (albo jego przedstawiciel, w tym wypadku empik).

  • Ahk4iePaiv8u

    Z artykułu: „- To, co mnie irytuje, to czytanie w sklepie komiksu od deski do deski, czyli konsumowanie czegoś, za co się nie zapłaciło – złości się Kołodziejczak. ”

    To nie ludzie konsumują to za co nie zapłacili, to megasprzedawca rozdaje za darmo to za co panu w rzeczywistości nie zapłacił – albo zapłacił grosze, panie Kołodziejczak, pan sie od naiwnych czytelników odczepi, bo oni z kolei, sądząc, że konsumują za darmo to za co nie zapłacili – przynoszą dochód megasprzedawcy PAŃSKIM kosztem. Czyli nakłaniają go, żeby jeszcze bardziej obniżył Pańskie ceny.. na postawienie się empikowi to panu brakuje jaj, tak? A anomimowemu studenciakowi czy gimnazjaliście co go pan widział w empiku to można spokojnie nawrzucać, on pana do sądu nie pozwie, i nie zaszantażuje że jak nie będzie za darmo, to nie będzie czytał..

  • Ahk4iePaiv8u

    „Pewien mężczyzna zobaczył mędrca jedzącego to, co spadło z jarzyn do wody. Powiedział do niego: Jeślibyś służył władcy, nie musiałbyś jadać takich rzeczy. Odpowiedział mędrzec: A jeślibyś zadowolił się tym, nie potrzebowałbyś służebnictwa u władcy.”
    .. 🙂

  • Ahk4iePaiv8u

    Ech, jakieś chore to wszystko. Państwo może założyć bibliotekę i książki, które kupi – pożyczać za darmo pożyczającym. A ja nie mogę, nawet jakbym chciał pożyczać fizyczne egzemplarze do zwrotu, a nie wystawiać zdigitalizowane wersje, nie mówiąc o wystawianiu – zaraz by mi się ktoś przyczepił, że nie mam „licencji” na pożyczanie. Znaczy, państwo płaci moimi podatkami za tę licencję na „pożyczanie”, w dodatku pewnie obniżoną „preferencyjnymi” warunkami „dobrowolnie” oferowanymi państwu przez wydawców, producentów, itp. a ja musiałbym zapłacić znacznie wyższą, nawet jeżeli zamierzam pożyczać za darmo NIE ZARABIAJĄC NA TYM – fizyczne egzemplarze, nie mówiąc o cyfrowych kopiach bo za to już od razu kryminał, czapa, komornik i dożywotnie spłacanie „strat” wygenerowanych przeze mnie moją „ZBRODNICZĄ” działalnością?

  • Ahk4iePaiv8u

    Tyle się, kurna, mówi, o tych studentach co to głównie piją browary ze sklepów dyskontowych, wódkę, awanturują się i gżą sie po akademikach bezustannie. Albo, kurna, przychodzą do empiku, bezczelni, i kradną oczami te komiksy, jako ten janko Muzykant co u sienkiewicza skrzypce oglądał.. Wszędzie ich pełno, piją, palą, dupczą, i okradają wzrokowo empiki. Musi przymierzają się, co by chyłkiem te wyczytane komiksy wynieść, dlatego tak masowo czytają, wie pan, student to przeczyta sto książek a jedną schowa pod majtki, i musowo wyniesie, tak, oni się tak tego, maskują, złośliwie czytają całymi tonami.

    Sami sobie szkodzą nabijając empikom kabzę i przepijając zdrowie. Ponieważ studia się kiedyś skończą, i wtedy – w wyniku własnej praktyki i Pańskich, mr kołodziejczyk, twierdzeń – nie będzie ich stać na książkę. Żeby nie było że ja jestem przeciwko biznesowi – ja po prostu twierdzę, że żeby sprzedawać książki, komiksy itp. wystarczyłoby tysiące małych księgarń i małych sklepów internetowych, a nie kilkadziesiąt megaksięgarni.

    Ale nieno, tylko megasprzedawca to samo dobro – wielki sprzedawca – wielkie dobro dla ludu, wydawców, twórców. Normalnie wszyscy żyją dzięki megasprzedawcy – dzięki niemu twórca może pisać bo sprzeda, wydawca ma gdzie sprzedać, biedak może za darmo poczytać, normalnie SAMO DOBRO. Im większy megasprzedawca, tym więcej wspólnego dobra. Zróbmy z całej Polski jedną wielką księgarnię, pod jednym wielkim szyldem „DOBRO DLA WYDAWCÓW, DOBRO DLA AUTORÓW, DOBRO DLA CZYTELNIKÓW, DOBRO DLA LUDU CZYTAJĄCEGO!”. Dzięki temu przecież książki będą najtaniej, tak? I dzięki temu chińskie trampki też są najtaniej.
    echh.

  • Przem

    „Czytanie za darmo jest korzystne dla empiku, promowanie „piractwa” jest korzystne dla wydawcy. Ciekawe którego dnia w empikach pojawią się stoiska na ktorych można
    „wypróbować” grę komputerową.”

    Ja już takie stoiska widziałem dawno temu.
    Podobnie z muzyką. Stoiska w których można posłuchać muzyki to norma.
    Więc o co chodzi?

  • Wydawca

    Błędne założenia, drodzy Państwo!

    Empik nie płaci ani z wyprzedzeniem, ani po sprzedaży, ani w terminie.

    Autor nie ma nic do powiedzenia, bo podpisując umowę wydawniczą, przekazał dysponowanie prawami do niej wydawcy.

    A przez takie zdanie:
    „życzę powodzenia wydawcy, który zrezygnuje z empików”,
    sytuacja wygląda, jak wygląda. Drodzy Państwo – naprawdę istnieje życie poza Empikiem!

  • Ahk4iePaiv8u

    @Przem 🙂 jak któregoś dnia w szkołach pojawią się minifilie megaksięgarni „Wielki Brat”, a potem minifilie burdelu, w których zaoferuje się panu wypróbowanie kandydatki na żonę, ( czy „sprężysta”, o ile w ogóle będą jeszcze wtedy żony, u jednego Huxleya, Aldousa, w „Nowy wspaniały świat” ich np. nie ma, sprężynowanie za darmo dla ogólnego pokoju i bezpieczeństwa ) – to wtedy pan zrozumiesz, o co chodzi.. ale wtedy już będzie za późno..

  • Ahk4iePaiv8u

    „Autor nie ma nic do powiedzenia, bo podpisując umowę wydawniczą, przekazał dysponowanie prawami do niej wydawcy.”

    Jakbyś pan, monsieur wydawca, czytał to co pisałem wyżej, to byś wyczytał, że pisałem, że wymuszanie przekazywania „dysponowania prawami” to jest skandal, i dlaczego.. ale pewnie nie masz pan tyle czasu żeby to czytać, bo skoro nie płacą z wyprzedzeniem a pan musisz z czegos zyc, no to musisz więcej tego co wydasz do wielkich braci zanosić.. mandelsztama podobno wydają.. ale waszmość pewnie wiesz, że mandelsztam już dawno wydany ( z kaczmarskiego ) : )

    http://www.youtube.com/watch?v=apBG38Qtr7A
    http://www.poema.art.pl/site/itm_48459_zmartwychwstanie_mandelsztama.html

    lepiej niech pan nie czyta i nie słucha, bo pan jeszcze okiem i uchem sam siebie okradnie.. już się jakiś sekretarz znajdzie co panu wytłumaczy nowy ciężar słowa 🙂

  • tia.f.

    tak tak..
    a empik za nic nie płaci
    nawet za czyszczenie powierzchni płaskich i za prąd.
    powierzchnie wyczyszca ci ktorzy na niej siedzi
    a ze przychodzą ze swieczkami to nie trzeba im pradu.
    na szczescie tez nie ma potrzeby zatrudniac ludzi co by ukladli komiksy na polkach,owtierali empiki itp.
    tak tak:) biedny egemont. nikt wiecej nie traci na złodziejstwie i piractwie tylko on. poglaskac i przytulić.

    i tylko w empiku biedaczystka moga czytac, bo taffik nie ma produktow, dom ksiązki tez nic ma, ani nawet czuły barbarzynca.

    niech egemont nie narzeka tylko bierze sie sam za handel nikt mu wtedy nie będzie niczego uszkodzonego zwracal.
    do roboty panowie i panie. plakac mozna bylo w przedszkolu. a nie tutaj. eh.

  • Stenaj

    Mówienie, że rynek to wyłącznie twórca i odbiorca jest tak samo mądre jak oczekiwanie, że chłop przywiezie wam do domu ziemniaki i kiełbasę, zamiast pójść po nie do sklepu.
    Wydawca jest tak samo potrzebny (obu stronom), jak dojrzewalnia bananów w Polsce. Krytykując jedną, oczywistą, głupotę nie podpierajcie się inną, bo traci na tym dyskusja. Skoro wydawcy istnieli od zawsze, niezależnie od istnienia praw autorskich, to będą istnieli jeszcze bardzo długo, i żaden internet tego nie zmieni, to czysta fikcja- nawet jeśli zniesione zostanie prawo autorskie w całości.

  • Ahk4iePaiv8u

    A po grzyba nam dojrzewalnia bananów? Problem nie polega na tym, mr Stenaj, że wydawca jest potrzebny obu stronom ( mniejsza o to komu bardziej ). Problem polega na tym, że z faktu, że się obu stronom przydaje, wydawca wnioskuje fałszywie i tym pogladem próbuje indoktrynować obie strony – że bez niego nie dadzą rady. Pewnie, że wygodniej mi iść do sklepu niż jechać na wieś do chłopa po ziemniaki. Ale chłop , nawiasem mówiąc, mi te ziemniaki i tak czasem przywozi, i chodzi po domach pytając czy bym worka nie kupił ( „ZIEMNOOOOOOKII!” ), bez podatku. Mimo, że do sklepu mi wygodniej, niż czekać aż znowu przyjedzie, to ja nie mam złudzeń, że sklep to jest moje wygodnictwo, proteza, dodatek do mnie i do tego chłopa. A nie coś, co umożliwia chłopu produkowanie ziemniaków, a mnie ich kupienie i jedzenie, i bez czego ani ja ani chłop byśmy się nigdy nie dogadali..
    Nawiasem mówiąc, to do chłopa bym częściej jeździł niż do sklepu, gdyby nie podatki od auta, obowiązkowe ubezpieczenia, akcyza na paliwo, „niemanie” świateł, „a gdyby to była wasza matka”, i takie tam. A książki kupowałbym w internecie od autorów, nie od merlina, gdyby autor zainwestował we własny sklep internetowy, zamiast je oddawać do amazona i płakać że małą działkę od amazona dostaje..

  • Ahk4iePaiv8u

    „Skoro wydawcy istnieli od zawsze, niezależnie od istnienia praw autorskich, to będą istnieli jeszcze bardzo długo, i żaden internet tego nie zmieni, to czysta fikcja- nawet jeśli zniesione zostanie prawo autorskie w całości.”

    Pan przeczyta tego balzaka, co ja tam wyżej wklejałem, to się pan dowie paru rzeczy o „wydawcach” i marynatach 🙂 Wydawcy to nie wiosna/lato/jesień/zima żeby „zawsze byli” i „internet tego nie zmienił”. Zresztą nie chodzi o to, żeby wyeliminować wydawców, jako się rzekło, czasem sie przydają.. lecz aby wyeliminować ich paskudne, ukrywane, zdecydowanie nierynkowe praktyki. Internet, proszę mi wierzyć, zmienił już wiele rzeczy, o których mówiono że były i przed internetem, i nadejście internetu ich nie zmieni.. nie chodzi też o to, żeby wyeliminować spożywczaki. Tylko o to, żeby wyeliminować przekonanie spożywczaków, że jakby nie spożywczak, to ja bym z głodu, a rolnik z braku dochodów – zdechł.

  • Ahk4iePaiv8u

    @Stenaj – i powiem panu jeszcze, że tylko wydawca który na paskudnych trikach zarabia wiecej niż na uczciwej pracy, będzie przeciwko mnie. Bo ten uczciwy, co się uczciwie narobi, i skasuje w miarę uczciwą prowizję za swoją pracę ( taka, której nie będzie musiał ukrywać, bo go nikt naciągaczem nie nazwie jeżeli ją ujawni ) – taki wydawca zgodzi się ze mną. A cwaniak, mrugając porozumiewawczo do megasprzedawcy, głośno zaprotestuje przeciwko złodziejom, chciwym megasprzedawcom, i „krzykaczom” co chcą go pozbawić zysku. Którym to mianem moją osobę określa..

  • Ahk4iePaiv8u

    PS. Staram się nie wskazywać konkretnie na żadnego konkretnego megasprzedawcę czy wydawcę, chociaż oryginalny artykuł mówił o Egmoncie i Empiku. Ale mam na myśli ogólnie rzecz biorąc wszystkie firmy stosujące takie praktyki – żeby nie było że ja tu wysuwam empika na najgorsze, jedyne i największe zło na tej ziemi.
    Czy to nie ciekawe, że ci sami giganci co zmieniają własną markę bez szczególnego powodu i wydają ogromne sumy na zamiany czerwonego znaczka na zielony albo pasiastego na kraciasty – najwięcej wrzeszczą i procesują się o „naruszenie” dobra swojej marki? Firmy które zmieniaja swoją nazwę co 2-3 lata bez konkretnego powodu najbardziej marudzą na „psucie reputacji” i szarganie dobrego imienia.
    Słyszał kto kiedy, żeby firma Złomex Kowalski Jan zmieniła nazwę na „Złomiks Kowalska Janina”, i procesowała się z kimkolwiek o obrzucanie „marki” błotem? Ciekawe, co?

  • Parasit

    Ja tylko czekam aż ktoś się skutecznie przyczepi że w bibliotekach można za darmo czytać. Choć mi się gdzieś po dziurawej pamięci kołacze, że już któryś z „Panów Autorów” już próbował. Tyle że na szczęście mu nie wyszło.

  • Bartłomiej

    Problem leży w przedmiotowym traktowaniu klienta. Niech naiwniak wydaje forsę w ciemno. Gwarantuję że jakby komiksy/książki były zamknięte w szklanej gablocie bez możliwości przejrzenia to nikt by ich nie kupił.

    A żeby krytyka była pełna to trzeba jeszcze zeszmacić wydawców. Drukują na papierze toaletowym i żądają za to potwornych pieniędzy. A jak już ukaże się coś w twardej oprawie to jeden odcinek na trzy lata (vide Sandman).

  • Ej tam, nie rozumiem, o co tyle krzyku…

    Kto ile zarabia i dla kogo istnieje – to sprawa między nimi. Nic mnie tam do tego, ile i jak zarabia empik, ile wydawca, a ile autor. To ich problem. Zupełnie nie rozumiem, po co dywagacje o tym, kto ile zarabia. Ich sprawa. Szkoda bić pianę…

    Pan Kołodziejczyk, jak mu się praktyka empiku nie podoba, to niech sobie negocjuje/rezygnuje* z empikiem. Jak nie chce/może* zrezygnować, to niech się odp… stosunkuje od klientów/czytaczy* empiku.

    Dla mnie temat jest prosty. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Autora do tworzenia, wydawcę do wydawania, sprzedawcy do sprzedawania. Po części byłem każdym z nich (niekoniecznie chodzi o słowo pisane, ale zasada jest ta sama) i wiem doskonale, że tylko ode mnie na każdym etapie zależy, co będę robił. Jak mi się nie opłacało, to nie tworzyłem, jak mi się nie opłacało, to nie produkowałem, jak mi się nie opłacało, to nie sprzedawałem. Nikt nie mógł mnie zmusić. I nie jest rolą klienta/czytelnika* zmuszać kogokolwiek do czegokolwiek – to nie klient/czytelnik* ma wpływać na autora/wydawcę/sprzedawcę*. Jak jest popyt, to podaż ktoś zapewni, bo to żywy pieniądz. Więc jak p. Kołodziejczyk nie wyda, to autor pójdzie do kogoś innego, a empik weźmie towar od kogoś innego. Na zasadach, które im się będą podobały. A o wszystkim i tak zdecyduje klient/czytelnik*, który kupi, albo nie.

    * – niepotrzebne skreślić.

  • Ahk4iePaiv8u

    „Kto ile zarabia i dla kogo istnieje – to sprawa między nimi.”
    No właśnie. Między nimi. Za to baty należą się tym, co „piratują” czytając w empiku, to przeciez jasne 🙂
    Echh.

  • Ahk4iePaiv8u

    Uświadamiam panu, majstruk, ze cała konstrukcja ma służyć temu, żeby na autora i czytelnika wpływali wpływowi „biznesmeni”. Nikt nikogo do niczego nie zmusza, wszyscy wszystko robią dobrowolnie. Czytelnicy dobrowolnie czytają, a autorzy dobrowolnie wydają. A hipermarkety wydawnicze z producentami do spółki dobrowolnie na nich zarabiają. Proste? Proste 🙂

  • Ahk4iePaiv8u

    Z komentarzy do oryginalnego artykułu
    „Co do Empików to co za problem pozwać Empik? 🙂 Łatwa kasa, duży cel, Empik jawnie umożliwia piractwo, więc i wydobycie z niego kasy nie powinno być trudne.”
    🙂

  • Ahk4iePaiv8u

    Poszedłem do empiku i przejrzałem najnowszą część komiksu o thorgalu.. na stronie trzydziestej drugiej thorgal mówi (cytuję) „Ludzie są silniejsi w grupie. A bez przyjaźni trudno przeżyć na tym świecie”.
    Thorgal! „Bez przyjaźni trudno przeżyć na tym świecie” !!!!!! Smutny antonim opisanej wyżej sceny z Yansa.. porażka.. i pomyśleć, że kiedyś komiksom nadawano podtytuły „Sam przeciw wszystkim”.. tylko czekać aż w kolejnym odcinku Thorgal będzie popierał dotacje i unie.. 🙁

  • Ahk4iePaiv8u

    Dodam jeszcze, że gdyby jakieś wydawnictwo zdecydowało się wznowić np. komplet komiksów o Yansie, albo komplet komiksów Christy, albo Szninkla lub komplet tamtych historii o Ais na podstawie Danikena.. czy jakiś zbiór „Komiksy PRL” – Klossy, maczety, żbiki, itp., albo komplet Baranowskiego ( ten o „smoku diplodoku”, przygodach orient-mena, „profesorka nerwosolka” i jego sekretarki „Entomologii”, nie wspominając o przygodach „kudłaczka i bąbelka” (genialne zabawy językiem polskim!) albo komplet komiksów Szarloty Pawel o „Kleksie”.. Gdyby zostały wydane w jakichś dużych zeszytach – kupiłbym je, nawet gdyby cena była bardzo wysoka. I to w ciemno, nawet bez przeglądania, mimo że już je kiedyś czytałem, a ich cyfrowe wersje krążą mniej lub bardziej legalnie w internecie. Jakiś czas temu pojawił się zeszyt złożony z trzech części Funky Kovala, oczywiście kupiłem natychmiast 🙂
    Oto różnica pomiędzy dobrym komiksem, a słabym – na dobry wydam pieniądze, niezależnie od tego, czy go już kiedyś czytałem, czy nie, i zmienię stary, bardzo sfatygowany egzemplarz na nowiutki, wydany w twardej oprawie. Kupiłbym, niezależnie od tego czy ktoś je zeskanuje/zeskanował i wrzucił do internetu, czy nie.

    Pozdrawiam wydawców 🙂

  • Ahk4iePaiv8u

    http://www.astrouw.edu.pl/~soszynsk/obrazki/kudlacze.gif
    http://lambiek.net/artists/b/baranowski_tadeusz/baranowski.jpg

    wychodziły jakieś wznowienia, ale pojedyncze, po 1-2 szt.. pewnie, wydanie 1-2 częściowych zeszytów jest bardziej opłacalne, lepiej skasować klienta po 30-40 zł za pięć dwuczęściowych zeszytów ( 200 zł ), niż jeden dziesięcioczęściowy zawierający to samo, za 100-120 zł.. ot, ekonomia, opłacalność.. ech…

  • Ahk4iePaiv8u

    Hm a czy jak mam w piwnicy oryginalne wydanie, które kiedyś przecież KUPIŁEM, jakieś dwadzieścia lat temu, i ściągnę zeskanowane przez kogoś nowe, to też będę piratem? A jak sobie sam zeskanuję to stare, żeby przeglądać na komputerze, to też? Biegły sądowy z pewnością rozróżni czy te z komputera to są zeskanowane z piwnicy, czy „ukradzione” z internetu, i będzie sprawiedliwie, tak? PARANOJA.

  • Ahk4iePaiv8u

    No proszę, poklikałem.. baranowski sam sprzedaje swoje komiksy! Brawo!

    http://tbaranowski.com/3/robin3.jpg
    http://tbaranowski.com/

    🙂

  • Pingback:   Czytasz komiksy w Empiku? Jak możesz? by Bookhunters()

  • @Ahk4iePaiv8u
    Paranoją to jest to, że ludzie totalnie nie wiedzą co im wolno, a co nie w świetle prawa autorskiego. MOŻESZ sobie zeskanować stary komiks z piwnicy, możesz sobie ściągnąć go z internetu – to jest legalne (choć to drugie raczej nie mile widziane przez wydawców). Nie możesz sobie tego zeskanowanego albo ściągniętego komiksu dalej udostępniać.

  • Ahk4iePaiv8u