To stary problem

Kwestie zasadności autorskiego i wynalazczego monopolu nie są wcale współczesnym problemem, uwypuklonym przez powszechną cyfryzację wytworów ludzkiego intelektu, a tym samy łatwość i prostotę przełamywania narzuconych przez ten monopol ograniczeń. Dzięki Instytutowi Misesa mogłem przeczytać bardzo ciekawy tekst Wendy McElroy „Prawa autorskie i patentowe w periodyku Benjamina Tuckera” dotyczący dyskusji na tematy „własności” intelektualnej toczących się ponad wiek temu.

Jak widać, już wtedy zasadność istnienia praw autorskich i patentowych budziła sporo zastrzeżeń i argumentacja, której używano, wcale nie odbiega od tego, co słyszy się obecnie. Co więcej, problemy „własności” intelektualnej były zauważane już wtedy, mimo że od powszechności naruszania praw autorskich, z którą mamy do czynienia obecnie, dzieliło dyskutantów ponad 100 lat. Dyskusja, siłą rzeczy, musiała obracać się wokół spraw podstawowych, czyli genezy własności i zasadności użycia tego terminu do idei, bez wchodzenia w technikalia dystrybucji czy naruszeń. Teraz o wiele łatwiej wspierać się argumentami praktycznymi, opartymi o nasze doświadczenia i obserwacje otaczającego świata, co jednak nie umniejsza wartości argumentacji opartej o podstawy. Dobra lektura, polecam.

  • ed

    Wydaje mi się że sporo uwagi Tucker poświęcił „niesprawiedliwości” jaką wprowadza prawo autorskie i prawo patentowe, argumentując że nie można karać/zabraniać tworzenia takiej samej idei dzień po tym jak powstała u kogoś innego.
    I to jest prawda. Jest to „niesprawiedliwość” ale takich niesprawiedliwości jest o wiele więcej. Nie oznacza to że przestaną istnieć jeśli użyjemy słów „wolność” czy „własność”. Te pojęcia nie istnieją w stricte czystym ich znaczeniu. Wszystko jest kwestią umowną, a umawiają się do nich z reguły inni a my rzadziej mamy nad tym kontrolę.

    Prawo autorskie/patentowe reguluje „jedynie” zasady tych niesprawiedliwości. Tak samo jak inne prawa regulują zasady innych niesprawiedliwości. Np. prawo własności ziemi. Czy nie jest niesprawiedliwym płacenie za własność jakiegoś kawałka ziemi, tylko dlatego że ktoś miał go wcześniej ? Dlaczego ktoś sobie uzurpuje prawo do ziemi ? Podobnego argumentu użył Tucker do idei twierdzą że „nie można rościć prawa do idei tylko dlatego że ktoś miał ją wcześniej”.

    Kontynuując, jeśli ktoś kupił mieszkanie, to czego jest właścicielem ? Ziemi ? Przestrzeni która jest zawarta w mieszkaniu ? A może ja bym chciał wybudować jedno gigantyczne mieszkanie na cały świat. I nie mogę tego zrobić, bo już ktoś zrobił to wcześniej. Ten argument akurat mnie bawi, ale jest często używany przez przeciwników własności intelektualnej, którzy płyną marzeniami do nieistniejących światów „a co by było gdyby krzesła się same kopiowały, a jabłko pojawiało się samo w naszej dłoni” 🙂 Problem właśnie w tym że taki świat nie istnieje a my tworzymy „normy” do których się stosujemy.

    Tak samo, jak ktoś nie powinien być właścicielem ziemi (bo to niesprawiedliwe), tak samo, nie powinien być właścicielem np. krzesła. Krzesło to po prostu las przetworzony w kształt krzesła. Czy można być właścicielem lasu ? Samochód, to jedynie ruda żelaza/aluminium leżąca od milionów lat gdzieś w ziemi, a ktoś niesprawiedliwie uznał się za jej właściciela. Można by tak ciągnąć.

    Podsumowując „własność” jest pojęciem umownym. To uregulowane prawne wielu niesprawiedliwości. Podstawową miarą/jednostką tych regulacji prawnych jest opłata za wykonaną pracę. Płacąc za samochód, nie płacimy za żelazo, a jedynie za proces jego przetworzenia w samochód. To również dotyczy utworów literackich, muzycznych itd. Nie płacimy za ich własność, czy jakąś fizyczną formę, a jedynie za proces ich wytworzenia. I to właśnie reguluje prawo autorskie/patentowe.

  • ikti

    Płaci się za odstąpienie własności ziemi, czyli za to, że aktualny właściciel już jej nie będzie miał.
    Jak ktoś skopiuje idee to poprzedni „właściciel” nadal ją ma.

    To, że świat fizyczny ma ograniczenia nie znaczy, że trzeba takie same stosować do świata idei, który owych ograniczeń nie ma.

    A stosując już uparcie analogię: jeśli płacimy za proces tworzenia, to może byśmy płacili raz, a nie z każdym użyciem utworu?

  • Prawo autorskie i patentowe nie reguluje wcale kwestii płacenia za proces wytworzenia utworu, ale kwestię płacenia za coś zupełnie innego. Jeżeli ktoś robi kopię np. programu komputerowego, to w tym procesie autor/producent oryginału (czy też właściciel praw autorskich) nie wytwarza utworu – co więcej, nie wykonuje przez to żadnej dodatkowej pracy. A jednak prawo autorskie tego zabrania bez zezwolenia właściciela praw autorskich lub każe mu za to zapłacić. Podobnie jest z odtwarzaniem np. piosenek z radia w sklepie – fakt ich odtwarzania nie oznacza, że właściciel praw autorskich wykonuje przez to jakąś dodatkową pracę czy wytwarza utwór. A jednak prawo autorskie nakazuje płacenie tantiem.
    Tym bardziej prawo patentowe – w tym przypadku właśnie człowiek, który chce podjąć się procesu wytworzenia produktu zawierającego opatentowane rozwiązanie musi zapłacić za to właścicielowi patentu, który nie tylko nie bierze w tym procesie udziału, ale nie musiał wcześniej nawet podjąć się podobnego procesu – wystarczy, że opisał samo rozwiązanie i zgłosił go do urzędu.
    Z drugiej strony, w przypadku tradycyjnej własności również nie płacimy za sam proces wytworzenia. Owszem, praca wkładana w wytworzenie czegoś jest jednym z czynników wpływających na ustalanie ceny tego czegoś (bo rzadko ktoś decyduje się coś sprzedać ze stratą), ale nabywca nie płaci za tę pracę, a za subiektywnie pojmowaną użyteczność. Jeśli ktoś znajdzie na plaży bursztyn wyrzucony przez morze, to może go sprzedać za określoną cenę i nabywca wcale nie płaci tu za proces jego wytworzenia.

  • Ahk4iePaiv8u

    Ech. Cała ta kwestia praw autorskich, patentowych, i własności intelektualnej mi trochę śmierdzi. Może trochę dlatego, że zgodnie z orwellowskimi regułami antyutopii różne instytucje tropiące rzekomych „złodziei własności intelektualnej” nazywają same siebie różnymi „ministerstwami ochrony własności intelektualnej”. Przez co powstaje bałagan i parcie żeby człowiek oddalił się od własnej świadomości kto jest kim w tej zabawie.
    Nie mam jakoś siły ani ochoty się rozpisywać dziś, i wgłębiać w zażarte dyskusje.. ale myślę sobie tak – jako autorowi jakiegoś pomysłu, to mi zupełnie nie zależy na tym, żeby ktoś go nie wziął i nie ulepszył. Zależy mi na tym, żeby na swoim pomyśle zarobić, najlepiej dużo. Ale wcale nie identyfikuję wysokości swoich dochodów ze swojego pomysłu, z tym że nikomu nie powiem na czym on tak naprawdę polega, wetknę komu mogę nieotwieralne czarne skrzynki różnego rodzaju, i będę potem wszystkich żyłował żerując na ich nieświadomości, którą sobie w ten sposób „zapewniłem”.
    Kwestia osiągania zysków z mojego pomysłu takiego czy innego nie łączy się w moim rozumieniu z działaniem „dla mojego dobra”, i przy (zwykle niejawnej) okazji własnego – różnych tam RIAA, FIAA, BIAA, eurourzędów patentowych czy jakkolwiek tego typu instytucji, która do całej kwestii uznała za stosowne dorzucić swoje trzy grosze.. bynajmniej nie w walucie..
    Szczęśliwego Nowego Roku! 🙂