Mit Dzikiego Zachodu

Bardzo często proponując bardzo wolnościowe rozwiązania spotykam się z zarzutem, że wtedy to będzie tak, jak było na Dzikim Zachodzie. W domyśle, strasznie, o wiele gorzej niż jest obecnie, więc cokolwiek, co proponuję, nie ma sensu, bo przecież Dzikiego Zachodu nie chcemy, prawda?

Dziki Zachód, jakim go potocznie się postrzega, głównie przez pryzmat filmów, to mit. Myślę, że w porównaniu do wielu aspektów współczesnego życia, Dziki Zachód wydawałby się nam oazą spokoju i szczęśliwego życia. Tak przynajmniej mogę wywnioskować z materiałów, które mi się udało wyszperać w internecie.

Zacznijmy od mitycznych bandytów, wśród których najbardziej znany jest Billy Kid. Jego mit przypisywał mu ponad 20 ofiar, a hollywoodzkie ekranizacje zgodnie z wymogami rozrywki, jeszcze więcej. Niemniej jednak, ten najbardziej znany przestępca z czasów Dzikiego Zachodu zabił „zaledwie” 4 osoby, a przyczynił się jeszcze do paru ofiar. Jego mit był efektem sprytnej propagandy, z której korzystał sam Billy, bo znacznie mu to ułatwiało bandyckie rzemiosło bez konieczności uciekania się od mordowania. Tak wygląda najsławniejszy bandyta tamtych czasów. To co powiedzieć o tych, którzy polecili strzelać do stoczniowców w 1970 roku, skoro już przy grudniowych rocznicach jesteśmy?

Skoro „gwiazdy” ówczesnej gangsterki nie były aż tak przerażające, to może po prostu ogólny poziom przemocy był na tyle wysoki, aby usprawiedliwić złą opinię Dzikiego Zachodu. Przecież oglądając westerny widzimy, że praktycznie co chwila ktoś do kogoś strzela, co zapewne miało być efektem powszechnego posiadania broni.

Otóż w miastach: Abilene, Ellsworth, Wichita, Dodge City, and Caldwell, czyli największych miastach kowbojskich tamtych czasów, w latach 1870 do 1875 miało miejsce zaledwie 45 zabójstw, czyli 1,5 zabójstwa w sezonie. W Abilene, które uchodziło za najdziksze z tych miast, nikt nie zginął w latach 1869 i 1870. W najgorszym roku w miejscowości Tombstone, tam gdzie miała miejsca strzelanina O.K. Corral, zginęło 5 osób. Sława strzelaniny O.K. Corral to mit stworzony przez mieszkańców w celu przyciągnięcia nowych mieszkańców i turystów.

Przytoczone liczby oznaczają współczynnik zabójstw wynoszący około 1 w przeliczeniu na 100 tysięcy mieszkańców. Dla porównania, dane obecne: USA – 5,0, Polska – 1,28, Finlandia – 2,17, Szwajcaria – 1.01, Europa – 5,4, Świat – 7,6 (a tu interaktywna mapka).

No dobra, może bandyci nie mordowali zbyt często, ale mając na uwadze inny powszechny wizerunek Dzikiego Zachodu, to pewnie napadali i rabowali banki. Otóż i to okazuje się być mitem. Do roku 1900 nie było napadów na banki w żadnym z większych miast stanów Colorado, Wyoming, Montana, obu stanach Dakota, Kansas, Nebraska, Oregon, Washington, Idaho, Nevada, Utah, New Mexico, a jedynie kilka napadów w stanach California i Arizona. W ciągu czterech dekad 1859-1900 w 15 stanach miało miejsce w ogóle zaledwie kilka napadów na banki. Dziś rocznie w Polsce ma miejsce więcej napadów na banki niż na Dziki Zachodzie przez całe dekady.

Jeśli zwiększenie zakresu wolności osobistej oraz pozwolenie uczciwym obywatelom na posiadanie broni ma przybliżyć nas do czasów Dzikiego Zachodu, co prorokują przeciwnicy wolności, to powinniśmy zrobić to czym prędzej. Oczywiście nie dlatego, że występuje korelacja (bo to nie musi być przyczyna), ale dlatego, że to po prostu słuszne.

Źródła:

37 myśli na temat “Mit Dzikiego Zachodu”

  1. Budowa nowego lepszego świata wymaga mitów. Inaczej nie byłoby sensu budować nowego człowieka, który bezwzględnie wierzy swojemu władcy. Tych mitów krąży po świecie bardzo dużo. Myślę, że orwelowskie ministerstwo prawdy działa już od dawna w najlepsze.
    Podzieliłbym te mity na kilka kategorii
    – historyczne (np mit rewolucji francuskiej jako wyzwolenia człowieka z kajdanów monarchii, mit strasznej inkwizycji, mit Marszałka na kasztance)
    – mity ekonomiczne (np mit pieniądza papierowego, mit banku centralnego)
    – mity społeczne (np mit demokracji)
    Cieszę się, gdy ktoś wskazuje mi inne mity! Czasami aż boję się pomyśleć w ile mitów jeszcze wierzę!!!

  2. Mimo, że mamy w miarę zbliżony zbiór aksjomatów i celów, ten rodzaj argumentacji jaki Pan prezentuje w tym wpisie raczej odrzucam.. Nie oszukujmy się – informacje jakie Pan podaje są w większości nieweryfikowalne. Oczywiście tzw. „Dziki” Zachód został zmitologizowany, jak to rzekł Makuszyński – im dalej od lat dziecinnych tym bardzoej one błękitnieją w naszych oczach. Ale odwołując się do realiów..
    1) Zabójstw nie było? Statystyka ma się raczej nijak do rzeczywistości, liczbę „zabójstw” na podstawie ówczesnych (!) statystyk sądowych, to możemy sobie schować. Przede wszystkim ówczesne statystyki, jakie by nie były, liczono np. na takiej zasadzie, że jakiś tam Billy Kid zabił „aż pięciu ludzi”, w domyśle „bez Indian, Murzynów i Chińczyków”. Po drugie jak jeden pacan drugiego zastrzelił na środku tysiąckilometrowej łąki, szansa na to że uwzględniono by to w jakichś zestawieniach „z epoki” jest raczej znikoma. Po trzecie przypuszczalnie jako „zabójstwo” traktowano śmierć w wyniku postrzelenia, o ile ofiara nie była uzbrojona – jeżeli dwóch Panów u podnóża Gór Skalistych zdecydowało wymierzyć do siebie z dwururki i wypalić, przypuszczalnie nie było to traktowane jak „zabójstwo” w takim sensie w jakim rozumiemy to dziś. Nie wierzę w to że udało się w jakikolwiek sposób „policzyć” zabójstwa dokonywane przez tubylców wewnątrz wspólnot, albo że wzięto pod uwagę morderstwa i napady dokonywane przez niedobitków kolejnych bitew i potyczek. Przecież wie Pan, że wojna unijno-konfederacyjna nie była jedyną w tamtych czasach. Czy śmiertelne pobicie niewolnika w 1850 lub 1840 traktowano jak zabójstwo?
    Nadto „dziki zachód” to jest określenie które zasadniczo tyczy się terenów pozamiejskich, ewentualnie typowych ledwo co utworzonych „miast” zbudowanych z paru metrów „ulicy” przy której postawiono kilka domów – jeżeli bierze Pan pod uwagę największe miasta o liczebności większej niż parę tysięcy mieszkańców, sens nazywania ich „dzikim zachodem” znika.
    Napadów nie było? Pewnie, że nie było, bo nie było szczególnie czego rabować. Za grudkę złota nie warto było napadać na „bank”, a paru kilo raczej nie było jak wozić ze sobą, złoto jako środek płatniczy jest ciężkie i niewygodne w transporcie, użyciu i trudne do zabezpieczenia w pojedynkę czy w skali 3-4 osobowej rodziny. Zresztą co za złoto można tam było kupić? Konia, wóz, ewentualnie jedzenie, alkohol, broń i amunicję, a to były dobra dostępne w wyniku napadu. Jaki sens był kraść złoto z banku, żeby kupić konia, pieczeń wołową i skrzynkę wódki, skoro można było napaść samotną farmę albo Indianina w środku lasu i mu go zabrać, albo napaść na sklep i zrabować sklepikarzowi, a wołu zastrzelić i upiec w ognisku nie pytając nikogo o zdanie? Ziemię, przynajmniej na początku, rozdawano w „wyścigach” na działki, za groszowe kwoty, albo wręcz darmo na podstawie ustawy „osiedleńczej”. Posiadania worka złota o wadze 5kg który trzeba było ze sobą taszczyć nie mogąc go zjeść ani wypić szczególnie nie ułatwiało wejścia w posiadanie jakieś megailości ziemi, większy problem był z ogrodzeniem i zaznaczeniem „własności” niż jej „nabyciem” czy „zdobyciem”. Ogólnie rzecz biorąc dóbr potrzebnych do życia i przeżycia było więcej niż chętnych do ich zainkasowania, przynajmniej początkowo, stąd nic dziwnego że napadów było stosunkowo niewiele. Wyobraża Pan sobie że jest Pan „właścicielem” 500 hektarów w Arizonie i przejeżdżający, uzbrojony bandyta zabija Pana i przejmuje na własność te 500 ha ? Po co, skoro mógł sobie ogrodzić 500 ha kawałek dalej, o przynajmniej porównywalnej wartości. Oczywiście, może na Pańskim kawałku było więcej trawy i strumyk, a na tym obok więcej skał, ale nie oszukujmy się, w większości przypadków różnice nie były aż tak duże, żeby warto było zabijać się nawzajem i „przejmować” czyjąś ziemię. Kto normalny napadał na farmę żeby sobie pojeść, skoro mógł rzeczony obiad uzyskać tytułem zwykłej gościnności czy za niewielką przysługę w rodzaju narąbania drewna albo przerzucenia góry siana? Poza tym ziemię miało się po to, żeby na niej pracować, czy to z pracownikami, czy z rodziną. Bandyci i nieroby nastawieni na zdobywanie dóbr siłą raczej nie zdobywali w ten sposób „ziemi”, ludzie nie zabijali się nawzajem po to, żeby z dziką rozkoszą przejąć wołu czy dwa, plus pług, bronę, i szansę na wyżycie z tego co się wyhoduje.
    Dajmy sobie spokój z odmitologizowywaniem „prawa do posiadania broni” na Dzikim Zachodzie, kwestia „posiadania broni” w ogóle nie była brana pod uwagę w sensie „wolności”, broń miał każdy albo prawie każdy, ponieważ oprócz zboża czy marchewki jaką sobie mógł wyhodować na polu od czasu do czasu miał chęć zjeść ptaka, jelenia, szopa, czy jakiegoś innego zwierzaka jaki tam po tych łąkach i przestworzach hasał, Skojarzenie kwestii posiadania broni z „wolnością” to jest efekt rosnących skupisk ludzkich i wprowadzania praw stanowionych. W przeciwieństwie do farmy na odludziu czy koczowania na periach, broń w mieście nie jest potrzebna do niczego szczególnego, oprócz agresji i przemocy. Teoretycznie w warunkach miejskich mogła być potrzebna do „obrony”, ale, jako sie rzekło, szczególnie niebezpieczne w dzisiejszym sensie to te miasta nie były. W większych miastach nie było „niebezpiecznych okolic” w których grasowały gangi narkotykowe lub rabunkowe, takie „okolice” to dopiero powstawały na wschodnim wybrzeżu, np. w NY jak słynne „Hell’s Kitchen” czy w bostońskich dokach.
    Natomiast dziś mamy

    1) brak środowiska w którym broń mogłaby służyć innym naturalnym celom niż agresja

    2) istnienie „okolic” typu harlem w których broń i jej użycie wyłącznie jako narzędzia przemocy jest naturalne

    oraz najważniejsze – w dzisiejszych czasach istnieje

    3) pewna niematerialność posiadanych dóbr. Nie zabija się kogoś po to, ani nie napada się na bank, żeby przejąć w posiadanie dwa drewniane wozy i dwa woły, bo mój wóz jedzie krzywo, a wóz sąsiada jedzie prosto. Albo żeby zdobyć „władzę” nad pięciuset hektarami łąki, ponieważ natura takiej „władzy” jest ściśle związana z tym jaką ilość pracy jestem w stanie wykonać, albo jaki kawałek ziemi upilnować. Natomiast zabija się po to, żeby przejąć w posiadanie zawartość stosunkowo małej walizki w której mieści się pół miliona dolarów. Albo, powiedzmy, dlatego, że mój samochód jest wart sto dolarów, a samochód przejeżdżającego krezusa jest wart pół miliona dolarów, bo ma złote klamki, wbudowany 50-calowy TV i mały basen na dachu przyczepy.
    Czy też jest wypasionym najnowszym modelem sportowego Shelby, a nie zardzewiałym gruchotem.

    Pewna „wolność” panująca na dzikim zachodzie nie była kompletnie związana z prawem do posiadania czy zakazem posiadania broni, tylko z tym że wolność NIE BYŁA towarem deficytowym. Nie dlatego na dzikim zachodzie nie było napadów na banki, bo ludzie byli wolni i szczęśliwi bez zakazu posiadania broni. Tylko dlatego, że z banków nie dało się ukraść tyle, żeby napad miał sens. A informacja o większości przypadków w których teoretycznie miał sens, i tak nie zachowała się do naszych czasów. Napady na banki pojawiły się wraz z wiekiem XX, czasami, w których ilość możliwych do zrabowania dóbr pieniężnych i ich bezpośrednie przełożenie na jakość życia zyskały nieporównywalnie korzystniejszą relację do ryzyka..

    Polecam przemyślenie tych argumentów, zamiast odwoływania się do statystyk z drugiej połowy XIX wieku 🙂

  3. Krótko mówiąc, ze względów czysto praktycznych, królowała kultura pracy, a nie kultura konsumpcji. I to nie dlatego, że ludzie byli z natury lepsi, a ich wolności nie ograniczał zakaz posiadania broni, tylko dlatego, że praktycznie nie istniał „złoty cielec” czyli szansa na osiągnięcie statusu zapewniającego gwarancję dochodów przy zerowej pracy.. c.b.d.u.

  4. Żeby nie było, że zamykam oczy na fakty – jakieś tam przypadki ewidentnych pasożytów i bandziorów nastawiających się na zjedzenie tego co zrabują, wyżycie z tego co ukradną, i „w zawodzie kowboja najbardziej ceniących sobie gwałcenie” oczywiście były, i oczywiście zostały mniej lub bardziej zmitologizowane, ale ich „mitologizacja” objawia się nie tylko skali czy motywacji, ale również w zaniknięciu świadomości, że ich sens był wątpliwy, o ile w ogóle jakiś. Nawiasem mówiąc, koń ma tę wyższość nad samochodem czy motocyklem, że można nim poruszać się w praktycznie dowolnym terenie ( górskim, pustynnym, łąkowym), a „tankowanie” zwierzaka było utrudnione wyłącznie w jakichś szczególnie trudnych warunkach, w których nie ma wody ani roślinności. Dobrze traktując zwierzę można było praktycznie bez kosztów utrzymania ciągnąć z niego korzyści przez wiele lat. A dziś czas użytkowania pojazdu jest taki sam lub znacznie krótszy, i wymaga niemożliwych do uniknięcia, rosnących z czasem kosztów utrzymania i użytkowania..

  5. Ale ja nigdy nie argumentuję statystycznie, bo to słaba argumentacja.

    Mamy 2 możliwości. Albo wtedy ludzie masowo się zabijali i napadali (jak w filmach i potocznej świadomości), albo było całkiem spokojnie.

    Ja przytoczyłem trochę danych popierających drugi pogląd. Wypada przytoczyć trochę danych popierających pierwszy, jeśli miałoby być inaczej.

    „Tylko dlatego, że z banków nie dało się ukraść tyle, żeby napad miał sens.”

    Dobra jakieś były, bo ludzie jednak przechowywali je w bankach. Te banki nie stały puste.

    „Napady na banki pojawiły się wraz z wiekiem XX, czasami, w których ilość możliwych do zrabowania dóbr pieniężnych i ich bezpośrednie przełożenie na jakość życia zyskały nieporównywalnie korzystniejszą relację do ryzyka..”

    Tak, zmniejszyło się ryzyko. Mniej uzbrojonych ludzi (państwo zaczęło monopolizować kwestie bezpieczeństwa), łatwiejsza ucieczka (samochód).

  6. Tak sobie myślę, że ktoś kto w tamtych czasach miał bardzo dużo pieniędzy niewiadomego pochodzenia ( tzn. pochodzenia w oczywisty sposób nie związanego z pracą ) wzbudzał raczej niepokój niż fascynację. Wartościową osobą w odbiorze przeciętnego człowieka był ktoś kto dobrze robił i w związku z tym dużo miał. Widoczne zdolności żeby „zarobić a się nie narobić” świadczyła o kimś raczej na minus, był potencjalnym oszustem w towarzystwie którego można było stracić, a nie „mądralą” który umie zarobić miliony nie robiąc nic, i do którego opłaca się „lepić” ze względu na mniej lub bardziej wyimaginowane szanse że „i mnie przy okazji coś skapnie”..

  7. Co do kwestii ciężarowych. Uncja złota (31,1g) to obecnie około 14 banknotów 100$, czyli około 14g w banknotach. Rzeczywiście lżej, choć uncja złota w monecie jest znacznie mniejsza i łatwiejsza do ukrycia niż 14 banknotów. Milion dolarów w banknotach to około 10kg, w złocie około 22kg. Milion w banknotach to spora walizka, ale 10 kg to jeszcze w miarę łatwo operować. Nie wiem jak wygląda 22kg złota.

  8. siłą rzeczy filmów, w których ludzie się nie zabijają, nie kradną, nie cudzołożą, tylko po prostu sobie żyją szczęśliwi – jest bardzo mało, albo wręcz nie ma 🙂 Tematem filmów jest proces uzyskiwania „szczęścia” lub proces jego utraty, szczęśliwe życie z punktu widzenia odbiorcy filmu jest raczej nudne 🙂 Polecam filmy „Jeremiah Johnson” z ’72 lub np. „Conagher” z ’91, jako trochę mniej obciążone piętnem „capture the flag” niż klasyczne strzelaniny 🙂

  9. @Ahk4iePaiv8u

    „Nie zabija się kogoś po to, ani nie napada się na bank, żeby przejąć w posiadanie dwa drewniane wozy i dwa woły, bo mój wóz jedzie krzywo, a wóz sąsiada jedzie prosto.”

    zabija się dla znacznie mniej wartościowych rzeczy. np. dla 10 PLN na wodke.

    „Albo żeby zdobyć „władzę” nad pięciuset hektarami łąki, ponieważ natura takiej „władzy” jest ściśle związana z tym jaką ilość pracy jestem w stanie wykonać, albo jaki kawałek ziemi upilnować. Natomiast zabija się po to, żeby przejąć w posiadanie zawartość stosunkowo małej walizki w której mieści się pół miliona dolarów.”

    w XIX wieku 500 hektarów ziemi czy wóz miały olbrzymią wartość dla posiadacza. to, że dzisiaj dla ciebie mają wartość znikomą, bo ty masz pod ręką supermarket i 3 wypasione plazmy, ma się nijak do tego faktu.

  10. „zabija się dla znacznie mniej wartościowych rzeczy. np. dla 10 PLN na wodke.”
    To nie jest prawda – w tym sensie, że jeżeli, jak sądzę, bandyta na dzikim zachodzie miał wybór zastrzelić kogoś żeby obrabować go z pięciu dolarów na flaszkę, albo zastrzelić kogoś żeby po prostu odebrać mu flaszkę, oczywiście wybierał to drugie rozwiązanie. Naturalnie można wziąć dowolny powód i znaleźć i przytoczyć udokumentowany przypadek zabicia kogoś z tego powodu. Ale to, że w historii ludzkości miał miejsce przypadek zabicia kogoś z dowolnie głupiego powodu jaki można sobie wyobrazić, to jeszcze nie dowodzi, że ludzie „zabijają się z powodu 10 zł”. W XIX wieku posiadanie poprzez sam fakt posiadania nie przynosiło dochodu. Dochód przynosiło uprawienie tej ziemi, albo wykopanie złota z kopalni, albo wypasanie bydła na pastwisku. Rzeczywista WARTOŚĆ 500ha dla posiadacza była taka, jaką był w stanie z niej wyciągnąć. Jeżeli był sam, nie miał, bo ja wiem, rodziny ani niewolników, posiadanie większej ilości ziemi niż był w stanie osobiście zaorać i zebrać – nic szczególnego mu nie dawało, poza koniecznością objeżdżania jej dookoła przez cały dzień i wyganiania siłą każdego przejeżdżającego kto chciał nakarmić konia. Ergo, był bardziej zainteresowany posiadaniem 5 czy 10ciu hektarów które był w stanie uprawić i wykorzystać, niż miliona hektarów, których nie był w stanie upilnować ani w sensowny sposób wykorzystać. Olbrzymia wartość o której mówisz występowała np. w Irlandii, w której cała ziemia była już dawno rozdzielona, ale nie na Dzikim Zachodzie , gdzie bardzo długo było jej więcej niż chętnych. I z tego samego powodu dziś ziemia np. tutaj ma dla mnie większą wartość, niż miałaby gdybym żył w Płn. Ameryce w II połowie XIX wieku. A poza tym nie mam w pobliżu supermarketu. Telewizora też nie mam, ani plazmy, ani w ogóle żadnego 😛

  11. ‚To nie jest prawda – w tym sensie, że jeżeli, jak sądzę, bandyta na dzikim zachodzie miał wybór zastrzelić kogoś żeby obrabować go z pięciu dolarów na flaszkę, albo zastrzelić kogoś żeby po prostu odebrać mu flaszkę, oczywiście wybierał to drugie rozwiązanie. Naturalnie można wziąć dowolny powód i znaleźć i przytoczyć udokumentowany przypadek zabicia kogoś z tego powodu. Ale to, że w historii ludzkości miał miejsce przypadek zabicia kogoś z dowolnie głupiego powodu jaki można sobie wyobrazić, to jeszcze nie dowodzi, że ludzie „zabijają się z powodu 10 zł”.’

    nie rozumiem powyższego.

    ludzie zabijają się z powodu krzywego ryja albo 3 złotych i 50 gr.

  12. Zgadza się, jak mówiłem – są przypadki zabijania się nawzajem z powodu w rodzaju „co się głupio patrzysz”, albo po prostu bez powodu. Tylko że tego rodzaju akty przemocy ilościowo są raczej znikome. Przeważająca większość zabójstw na tle rabunkowym dotyczy mienia o wartości w skali, jaka w XIX była z powodów czysto praktycznych nie do pomyślenia. Nie istniały rzeczy o tak dużej wartości bezwzględnej, żeby opłacało się ekonomicznie dokonywać zabójstwa aby je przejąć na własność w wyniku śmierci właściciela. Sądzę, że odsetek zabójstw o przysłowiowe 10 zł był mniej więcej taki sam jak dziś – natomiast zwiększył się nieporówywalnie odsetek zabójstw mających na celu zrabowanie dóbr o gigantycznej wartości, rzędu np. pracy 500 osób przez 3 lata – czyli dóbr jakie w praktycznym wymiarze wtedy po prostu nie istniały.

  13. Sądzę, że wywoływanie u ludzi pewnego rodzaju psychozy dotyczącej ilości zabójstw z błahych powodów, jest elementem gry politycznej przeciwko np. dostępowi do broni. Polityk, czy inna szuja, w której interesie jest formalne zakazanie posiadania broni, będzie dowodził, że ludzie z bronią będą się masowo mordować dla 5 zł albo z powodu krzywego ryja, kompletnie ignorując rzeczywiste ( z ekonomicznego punktu widzenia ) przyczyny i statystyki dot. zabójstw na tle rabunkowym.

  14. ok, ja jeszcze chciałbym doprecyzować to:

    „Olbrzymia wartość o której mówisz występowała np. w Irlandii, w której cała ziemia była już dawno rozdzielona, ale nie na Dzikim Zachodzie , gdzie bardzo długo było jej więcej niż chętnych.”

    ale jest różnica między leżącym odłogiem kawałkiem czarnoziemu, w dodatku leżącym w pobliżu wodospadu i w bezpośredniej bliskości jakiegoś traktu z miasta do miasta a stepowiejącym kawałkiem ziemi leżącym w w głębokiej dupie obok szkieletu kojota.

    ziemia ziemi nierówna.

  15. Tylko że mówimy o dzikim zachodzie, tak? Tzn o miejscu, w którym w zasadzie nie było „traktów do miasta” ponieważ miast było w ogóle niewiele. Oczywiście, jak pisałem, istnieje różnica pomiędzy lepszym czy gorszym kawałkiem ziemi, ale nie oszukujmy się – ziemia jako całość nie składa się z pustyń i leżących odłogiem czarnoziemów w pobliżu wodospadu. W przeważającej większości, za wyjątkiem nielicznych ekstremów na skali wartościowania – dany kawałek ziemi uprawnej w porównaniu z innym kawałkiem ziemi uprawnej o tej samej powierzchni ma wartość porównywalną – porównywalną w takim sensie, żeby nie opłacało się zabijać sąsiada, aby przejąć jego kawałek a opuścić własny.

  16. Należy zadać sobie pytanie ( pomijając zjawisko pozytywnej czy negatywnej mitologizacji tamtych czasów ) – jakiemu rodzajowi ludzi, o jakim charakterze, na rękę jest demonizowanie WW pod kątem pełnej krwawych mordów anarchii?

    Innymi słowy, jakiego rodzaju człowiek sądzi, że w środowisku w którym każdy mógł z grubsza robić to co miał ochotę robić, stawiać dom takiej wielkości jakiej mu się podobało, albo powiedzmy ściąć czy posadzić drzewo w zależności tam gdzie uznał to za stosowne – jest „gorzej niż obecnie”?

    Bo tak mi sie cos zdaje, ze tylko człowiek wyjątkowo naiwny, albo zwykły pasożyt, jest zdania, że w świecie w którym:

    – we własnym cholernym ogródku nie możesz ściąć drzewa żeby ci policjant nie przyszedł, albo wykopać dołka lub usypać górki

    – do własnego domu albo stodoły nie możesz dobudować piętra albo garażu, bez zezwolenia „specjalisty” od „zabudowy publicznej”, czy jak to sie tam nazywa

    i tak dalej, i tak dalej. Dziki zachód miał swoje wady, można było teoretycznie np. stracić skalp, ewentualnie zginąć przy palu męczarni, albo też stracić zdrowie czy życie bo akurat było się Irlandczykiem, a mieszkało w strefie inwazji wojsk przybyłych z Quebecu ( lub odwrotnie, było się emigrantem francuskim a akurat trwała inwazja jankesów w stronę zatoki Hudson. Ale mimo wszystko chyba nie było aż tak źle jak dziś, kiedy wprawdzie mam ciepło i spożywczak o rzut kamieniem, ale za to osobnicy wątpliwego sortu mają nade mną władzę pozbawienia mnie wszystkiego w dowolnej chwili, na podstawie dowolnego rodzaju oskarżeń..

  17. Przynajmniej, kurde, jak wyhodowałem ziemniaki albo marchewkę, mogłem ją sprzedać komu uważałem za stosowne, za cenę jaką z nim uzgodniłem. A dziś co? Nie można NAWET MIEĆ ziemi, domu, samochodu, czy wręcz, do cholery, potomstwa, żeby nie zostać czyimś ( nie wiadomo dokładnie czyim ) dłużnikiem – na arbitralnie ustalaną w dowolnym momencie kwotę, podlegającą egzekucji dowolnymi w praktyce metodami które uda się złodziejom przeforsować jako „obowiązujące przepisy”..

  18. a ja polecam wszystkim genialny serial Deadwood produkcji HBO. oto jak na temat serialu wypowiadali się kapłani „państwa opiekuńczego”:

    „Deadwood is the Libertarian’s ideal city. No laws. No regulations. Everything’s legal including gambling, prostitution, and drugs. Oh, one more thing, there’s a murder every day.”

    http://www.democraticunderground.com/discuss/duboard.php?az=view_all&address=104×1304895

    takich wypowiedzi jest więcej. oczywiście wszystkie są kłamliwe – przez 3 sezony trwania serialu miasteczko kwitnie, nieustannie pojawiają się nowi ludzie, nowi inwestorzy, budowane są kasyna, sklepy itp. słowem, miasteczko się rozrasta.

    stacja AMC również szykuje mistrzowsko zapowiadający się western – Hell on Wheels. opowieść o żołnierzu konfederacji, który powodowany chęcią zemsty wyrusza na poszukiwanie żołnierza Unii – mordercy jego żony. po drodze trafia na ziemie należące do firmy Union Pacific, która na polecenie rządu kładzie tory kolejowe na zachód od Omahy.

    http://en.wikipedia.org/wiki/Hell_on_Wheels

    coś czuje, że serial wymiecie.

  19. Ech. A po papierosach hamburgery.. Pan ich nie docenia, Panie Maćku 🙂

    http://bit.ly/gCy8qo

    „Samorząd Lekarzy Weterynarii szykuje się do protestu, który dla mięsożerców może okazać się wyjątkowo bolesny. – Za kilka tygodni w sklepach może zabraknąć mięsa – ostrzega Krzysztof Matras, prezes Łódzkiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Weterynarze poczuli się dotknięci rozporządzeniem ministra rolnictwa Marka Sawickiego. Chce on, żeby rolnicy płacili o kilka złotych mniej za badanie zwierząt przed wysłaniem ich do rzeźni.”

    Znaczy, żeby ubić zwierzaka, trzeba zezwolenie. A jak nie ma zezwolenia, albo nie chcemy płacić za zabicie własnej świni albo krowy, no cóż, zostaje marchewka. Dopóki można ją wyrwać z własnego pola bez zezwolenia i stosownej opłaty,
    zapewniającej bezpieczną i zdrową żywność.
    Ręce opadają.

  20. a dla porównania..
    http://blogue.blox.pl/2010/12/Euro-bez-ojca.html

    „Euro bez ojca

    Tommaso Padoa Schioppa, włoski ekonomista i polityk, jeden z twórców koncepcji wspólnej waluty unijnej, zmarł w sobotę w Rzymie. Miał 70 lat. [..] Choć ostatnie tygodnie nie mogły być przyjemne dla kogoś, kto tak mocno zaangażował się w tworzenie euro, akurat ta chwila zaskoczyła go w okolicznościach, których sam bym sobie życzył: jadł wystawną kolację z dużą grupą przyjaciół, w jednym z rzymskich pałaców. Jak poinformowali lekarze – cytowani przez włoską agencję ANSA – Schioppa zmarł na zawał serca.

    Unia straciła kolenego polityka, który głęboko w nią wierzył.”

  21. Gęstość złota to 19.3 kg/dm3. Więc 22 kg zajmuje 1.14 dm3 😉

  22. Nie bardzo wiem, kto by chciał porównywać wolność dostępu do broni z dzikim zachodem. Stwierdzanie że nastąpi powrót do czegoś tam co było 200-300 lat temu, jest bardzo wątpliwym argumentem w każdej dziedzinie. Dotyczy to obydwu stron sporu. Jest wiele różnych czynników które trzeba rozpatrywać, a koncentrując się na jednej lub dwóch zależnościach można udowodnić dowolną tezę.

    Co do dzikiego zachodu, to jednym z mitów, jest powszechne posiadanie broni przez każdego czego dowodem był np. sprzeciw kilku stanów południowych przeciwko podatkom rządowym. W tym powstaniu, ok. 13tysięcy właściwie farmerów, ruszyło przeciw rządowemu wojsku, jak się okazało zupełnie bez broni więc byli na szybciora dozbrajani przez kilku bogaczy którzy byli głównymi przeciwnikami podatków.

    Można by więc wywnioskować, że na „dzikim zachodzie” nie było przestępstw bo ludzie nie byli uzbrojeni, a może po prostu dlatego że na obszarze 10mln km2 żyło tyle ludzi co dzisiaj w Pułtusku.

  23. Ależ przecież nikt niczego nie tutaj nie dowodzi, poza może tym, że Dziki Zachód nie był miejscem ciągłej przemocy i zabójstwo związanych z powszechnością posiadania broni i kowbojską kulturą.

    Chodzi o obalenie mitu, jakoby posiadanie broni oznaczało Dziki Zachód, a nawet jeśli tak, to co to dokładnie znaczy.

  24. http://bit.ly/gl1k2N

    polski dziki zachód –
    „Patrole spenetrowały górskie okolice Bielska-Białej: rejon Koziej Góry i Cygańskiego Lasu, a także Doliny Wapienicy – Mandatami za nieuprawniony wjazd do lasu ukarane zostały cztery osoby. Dwie inne zapłaciły mandat za puszczanie wolno psów bez kagańca w miejscu publicznym – poinformowała bielska policja.”

    witamy 🙂

  25. ratunku, wymiękam, nie mam już siły 😀

    http://bit.ly/fO09Hf

    „Nikotynowy dym przenika przez ściany, korytarze i wspólne systemy wentylacyjne domów wielorodzinnych. Wskazują na to badania krwi u mieszkających tam dzieci. A naczelny chirurg USA ostrzega: już jeden papieros może zabić”

    :)))))))

  26. W uzupelnieniu dodam, ze w XIX wiecznych bankach na Dzikim Zachodzie znajdowaly sie fortuny wieksze niz majatek niejednego europejskiego arystokraty, wiec ilosc napadow na banki nie miala zwiazku z iloscia przechowywanych pieniedzy, tylko ryzykiem stracenia zycia w napadzie oraz typem mieszkancow Dzikiego Zachodu.
    Posiadanie broni przez ludzi to nie kwestia Dzikiego Zachodu ani miast czy wielkosci ludzkich skupisk. Bron narzedzie dwojakiego zastosowania. Ale przeznaczenie broni nie ma tu nic do rzeczy- wszak nikt nie zabrania posiadania koni w miescie? Wladcy- przyznajac sobie prawo do stosowania przemocy- zabraniaja jej posiadania ludziom, to oczywiste. I nie ma to zwiazku w DZ, wszak prawa zakazujace noszenia broni wydawane byly przez roznych wladcow od wiekow. Wladcy (rzady) ulatwiaja sobie w ten sposob kontrole, reszta to demagogia.
    Posrod innych argumentow przytaczanych tu a wyjasniajacych dlaczego przestepczosc na DZ byla niska (a byla, jak slusznie zauwazyl Pan Maciej) brakuje tego, ze w owym czasie zachod kontynentu zsiedlalany byl przez okreslony typ bialych ludzi- z reguly uczciwych, gdzies (na wschodzie lub w Europie) wykorzystywanych, ktorzy szukali dobrobytu poprzez wlasna prace. Tacy ludzie nie zabijali sie miedzy soba. Choc zaloze sie, ze w skupiskach Szkotow zabojstw bylo wiecej 😉

  27. @Adam: ubawiłeś mnie przednie 🙂
    > zachod kontynentu zsiedlalany byl przez okreslony typ bialych ludzi- z reguly uczciwych (…) ktorzy szukali dobrobytu poprzez wlasna prace

    … i którzy indian wycinali w pień, a murzynów kupowali na kilogramy do pracy w polu. Właśnie dlatego że byli białymi uczciwymi ludźmi.

    > Tacy ludzie nie zabijali sie miedzy soba. Choc zaloze sie, ze w skupiskach Szkotow zabojstw bylo wiecej 😉

    jednym tchem „tacy się nie zabijają nawzajem… no chyba że się zabijają.” Bo to szkoci… no i ew. irlandczycy… No i te dzikusy z meksyku, potomkowie okrutnych hiszpańskich konkwistadorów.

    A wojna secesyjna wzięła się z miłości do bliźniego.

    @Maciek: też nie uważam, żeby powszechny dostęp do broni spowodował cofnięcie do „okresu dzikiego zachodu”. Też nie trafia do mnie ten argument, dlatego że wtedy panowały kompletnie inne warunki i nie ma co ich porównywać do dzisiejszych czasów. Nie można też zestawiać jakichś statystyk z dzisiejszymi. Zbyt wiele czynników należałoby uwzględnić wykraczających po za proste „było A, bo było B”. No i to jest zwykła fantastyka „co by było gdyby 200 lat temu…”.
    Wolę rozważania, co się stanie przy dzisiejszych warunkach i porównania z dzisiejszymi wydarzeniami.

  28. @ed

    „A wojna secesyjna wzięła się z miłości do bliźniego.”

    wojna secesyjna wzięła się ze chciwości psychopaty Lincolna, któremu nie podobało się, że straci wpływy i władzę na Południu.

  29. Polecam dokładniejsze zapoznanie sie z faktami przed wyciagnięciem wniosków. Zacytuje jeden z komentarzy z Pana linków:

    „The first item in the link about the west not being wild is quite misleading. It cites the max number of murders per year as evidence for a general lack of gun violence. What the author does not appear to understand is that, by customary western law of the time, murder is defined as the killing of an individual who was not unarmed or did not have a „fair break” (eg a chance to fight back)

    I very recently read the biography of Wyatt Earp which contained many sections quoted from interviews and text written by Federal Marshall Wyatt Earp and other surviving gunfighters. A cowtown might have a few hundred residents, most of the armed, and host a group of several thousand cowboys. According to multiple first person accounts, nearly everyone walked around town wearing 2 guns, each custom modified to fire extra quickly in a fight. Gun fights to the death was a common and legally recognized way of settling disputes. I’m not just talking about drunken cowboys either. Business owners would line up and shoot each other down to settle business disputes. From Wyatt’s very reliable account, all one needs to do to shoot someone without being accused of or arrested for murder is ensure they are armed and then shout „I’m going to kill you” a few seconds before drawing your gun. They could be sitting, drinking, gambling, whatever. That doesn’t matter. If the guy had a chance to draw his gun and knew you were coming, it’s a „fair break”, not murder. So while the number of people officially „murderd” may have been low, the number of deaths by gun violence was very very high. There were the Indian Nations killing settlers, cowboy turf wars, former confederate soldiers still bitter about their loss of the war, lots of bandits, and plenty of general „disputes” all around and certainly plenty of killing, just not a lot of „murders”. To claim that the west was not wild because there were very few officially recognized murders would be like claiming that summer and fall of 1944 in France was not violent because there were relatively few murders.

    This shows how dangerous it is for someone to draw conclusions about something which they know nearly nothing about just because they happen upon a single factoid.”

  30. Bardzo ciekawy komentarz, choć zupełnie nie podających faktów, czy liczb, poza „very, very high”. Nie wiemy więc, ile naprawdę ludzi ginęło, mimo tego, że każdy miał broń (albo 2 sztuki). Wiec niezależnie od tego, na ile to wiarygodne źródło (bo jedno), to wciąż nie wiadomo, jak to się ma do dzisiejszych czasów.

    Ja z kolei też przeczytałem, że w tych czasach broń palna była dość droga i nie każdy mógł lekką ręką wydać tyle pieniędzy na 2 rewolwery.

  31. Droga jest i dzisiaj.
    Nie każdy lekką ręką wyda jakieś 3 tysiące złotych, by mieć pozwolenie i prostą „klamkę”…

  32. Droga to jest u nas na regulowanym rynku. W USA broń do obrony osobistej kosztuje pomiędzy $300 a $600. To oczywiście wciąż nie byle co, ale wielu ludzi wydaje więcej na gadżety.

Możliwość komentowania jest wyłączona.