CD Projekt rusza na wojnę

Mój były pracodawca, CD Projekt, postanowił wyruszyć na wojnę z piratami, a właściwie zapowiedział taki zamiar. Trochę mnie to dziwi, bo przecież przejawiają dość rozsądną postawę w kwestii zabezpieczeń DRM – tego anty-konsumenckiego rozwiązania, które praktycznie nie wpływa na ograniczenie piractwa, a jedynie utrudnia życie tym, którzy nabyli legalną kopię gry i chcą z niej wygodnie korzystać. Przykładem tej postawy było przekonanie wydawcy Wiedźmina, czyli Atari, że Edycja Rozszerzona gry może się już objeść bez DRM, albo serwis GOG.COM, gdzie można zakupić starsze, ale dobre gry, zupełnie pozbawione zabezpieczeń.

Niestety, to rozsądne podejście w kwestii zabezpieczeń nie idzie w parze z rozsądnym podejście do kwestii piractwa. Oficjalnie szefowie CDP ogłosili, że zamierzają pójść śladem koncernów medialnych oraz organizacji antypirackich i dorzucić do interesu odrobinę przychodów z wymuszeń. Oczywiście, całkiem legalnych w świetle prawa, ale jednak niespecjalnie różniących się od mafijnych haraczy.

Idea jest prosta. Wynajęta firma, w sobie tylko znany sposób, który najczęściej niewiele ma wspólnego z gromadzeniem jakichkolwiek znaczących kryminalnych dowodów, gromadzi adresy IP użytkowników, których podejrzewa o naruszenie praw autorskich polegających na dystrybucji objętych tymi prawami dzieł (filmów, muzyki, gier). Dane te przekazuje się następnie firmie prawniczej, która identyfikuje poprzez dostawców internetu kogoś, komu można przypisać taki adres IP, a następnie wysyła do niego list z pogróżką. W liście tym jest ostrzeżenie przed wszczęciem procedury sądowej (kijek), chyba że delikwent zawrze (marchewka) „ugodę”, czyli podda się swoistej karze, polegające na zapłacie określonej kwoty, co ma go uchronić przed dalszymi krokami.

Kwestia słuszności zarzutu i doboru właściwego „przestępcy” jest drugorzędna – niezależnie czy oskarżony jest faktycznie winny, czy też nie, staje on przed nieciekawym wyborem: albo zapłaci i będzie miał spokój, albo czeka go długa i, co najważniejsze, kosztowna walka przed sądami. Pechowcy, którzy złapani zostali w taką sieć najczęściej wybierają opcję „ugody”, czyli pewniejsze i znacznie tańsze rozwiązanie. Potem takim łatwym przychodem dzielą się prawnicy, organizacje antypirackie i producenci. Cały proces można niejako zautomatyzować, więc wysiłek niewielki, a potencjalne możliwości zarobku ogromne. Nic dziwnego, że ilość wysłanych listów idzie w tysiące.

Nawet zakładając, że intencje są szczere, to cały ten proceder pełen jest wątpliwości. Sposób zbierania adresów IP nie jest poddawany analizie, ot po prostu ktoś podłącza się do jakiegoś roju użytkowników choćby określonego pliku torrent, a następnie rejestruje adresy IP wszystkich komputerów, które są w roju. Czy zachodzi faktyczna dystrybucja, nie ma znaczenia – ważne są adresy IP. Potem ktoś te adresy IP zamienia na dane osobowe, także w sposób, nad którym nie ma żadnej kontroli. Kolejny problem w tym, że adres IP nie identyfikuje osoby. Identyfikuje jedynie podłączone do sieci urządzenie, a jeśli jest do router, to przecież pod jednym adresem może kryć się cała sieć lokalna – kilkanaście lub kilkadziesiąt komputerów. Poza tym, adres IP to jedynie identyfikacja podłączonego komputera, a nie konkretnej osoby, która komputera w danym momencie używała i dokonała aktu piractwa. Przecież powszechnie korzysta się z punktów dostępowych sieci bezprzewodowych, z których korzysta swobodnie wiele osób, często w sposób niejawny dla właściciela takiego punktu: dostęp nie jest zabezpieczony hasłem, czy też wiele osób korzysta z różnych punktów dostępowych, do których ma dostęp (ja sam mam wpisane hasła wielu znajomych i często korzystam z ich sieci), albo też ktoś jest ofiarą hackera, który złamał hasło dostępowe, co wcale nie jest takie trudne. Same metody gromadzenia adresów IP są błędne i zawodne – na listach zebranych adresów znajdują się urządzenia, które nie mogły służyć piractwu (np. drukarki). Jak widać, posiadanie adresu IP nie czyni jeszcze nikogo piratem.

No, ale nie chodzi tu o ukrócenie piractwa, czy złapanie i ukaranie tych, którzy dopuszczają się tego procederu. Chodzi o łatwe i szybkie zarabianie dodatkowych pieniędzy. A ponieważ o pirata nie jest specjalnie trudno, nawet strzelanie na oślep sprawi, że trafi się na takiego, co tam coś jednak ma na sumieniu. A nawet jeśli będzie niewinny, to i tak będzie wolał zapewnić sobie spokój i pójdzie na ugodę, zamiast dochodzić tej swojej niewinności przed sądem. Jedna z prawniczych firm trudniących się tym procederem oskarżyła nawet przed sądem adwokata, który przygotował szablony dokumentów, pozwalające utrudniać życie wymuszającym kasę prawnikom – bo naraził ich on na koszty! Tak, ludzie, którzy jednak próbują się bronić, narażają ten interes na dodatkowe koszty, dlatego też zagrożono im podwojeniem kosztów ugody, jeśli użyją przygotowanych wedle szablonu dokumentów.

Nie wiem, może to tylko ja (no nie tylko ja, TorrentFreak też krytykuje ten pomysł), ale chyba CD Projektowi nie jest potrzebny taki wątpliwy PR. Ja rozumiem, bycie spółką giełdową zobowiązuje, ale nie trzeba od razu czerpać wzorców z najgorszych, niezależnie jak dobrze zarabiają. To trochę tak, jakby dresy zbierały siłą od uczniów z podstawówki na Owsiaka. Niby cel szczytny, ale jakoś niesmak pozostaje. Nie lepiej skoncentrują się na robieniu dobrych gier, szczególnie na konsole.

  • Ahk4iePaiv8u

    „niezależnie czy oskarżony jest faktycznie winny, czy też nie, staje on przed nieciekawym wyborem”
    Czyli, powiedzmy sobie szczerze, chodzi jak zwykle o „zjeść ciastko i mieć ciastko”, w wykonaniu firmy oczywiście. Na jakiej podstawie zatem zakłada Pan że „intencje są szczere”? Bo o ile nie ma podstaw do zakładania nieszczerych intencji, to w moim rozumieniu są, w tym przypadku, żeby zakładać nieszczere. I wydaje się Pan, w swoim rozumowaniu, ze mną zgadzać.
    Wniosek z tego wszystkiego taki ( wracając do dalszego ciągu Pana rozumowania ), że człowiek przewidujący, prócz powstrzymywania się od kradzieży aby zachować czyste sumienie, również zabezpiecza się przed takimi jak opisane zakusami, na tyle na ile to możliwe, aby nie wpadać z tego powodu w paranoję. Sądzę, że zainstalowanie i używanie wyłącznie systemów bezpłatnych, oraz posiadanie legalnych kopii systemów komercyjnych jest dobrym zabezpieczeniem – dowiem się jak dobrym, jak strzelając na oślep trafią w końcu na mnie. Czego sobie nie życzę, bo nie mam ochoty się wikłać w udowadnianie swojej niewinności pod rygorem uznania mnie za winnego, czego sobie życzę bo miałbym okazję do wykazania słuszności swoich poglądów, czego życzę producentom bo może kogoś spośród nich udałoby mi się przekonać, i czego nie życzę producentom, bo ja zasadniczo odradzam podmiotom praktykującym takie działania styczność ze mną – dla ich własnego dobra.
    🙂

  • Ahk4iePaiv8u

    A sama metoda zresztą, tzn gromadzenia adresów IP, dowodzi głupoty, i liczenia na ignorancje sędziów, czy adwokatów, co nie jest dziwne, bo osoby promujące sprzeczności mają tendencję do uzasadniania sprzeczności innymi sprzecznościami, i kręcenia i mataczenia. Charakter dążeń do „zjeść ciastko i mieć ciastko”, że współgra z zachowaniami typu liczenia na ignorancję, stąd nie jest to przypadek.
    Za to adres IP, jak wiadomo, rzecz nabyta, i jego użytkownik może ulec zmianie, zresztą również wbrew swojej woli, co łatwo jest udowodnić. Ech, pokusiłbym się jeszcze o wskazanie kilku innych sprzeczności, w rodzaju „gdybym rzeczywiście kradł gry, nie byłbym naiwny do tego stopnia, żeby wykorzystywać własne IP”. Ale analizowanie zbyt głęboko łańcucha sprzeczności w kierunku „w głąb” zamiast w kierunku „do podstaw”, jak sądzę, jest stratą czasu, zatem nie będę ciągnął dalej tego wątku 🙂

  • Premislaus

    Czy przypadkiem w CD-Projekcie nie zmienił się właściciel, prezes, rada nadzorcza, etc.? Czy co tam mają… Wydaje mi się, że kiedyś czytałem takiego newsa. To by wszystko tłumaczyło. Przez lata miałem szacunek do tej firmy, chyba niedługo go stracę. To strzał we własną stopę.

    Maćku wygodniej gra Ci się na PieCu, czy na konsoli? Ja tam wolę PeCeta.

  • Nie, firmą wciąż kierują ci sami ludzie. Oczywiście nie mogę wykluczyć, że tego typu decyzje zapadły pod wpływem nacisków jakichś pozostałych akcjonariuszy, albo też mają charakter PRowy nastawiony na jakąś reakcję giełdy. Niemniej jednak, nie podobają mi się.

    Co do grania, wciąż wolę zagrać w FPSa na PC, ale pozostałe typy gier to zdecydowanie konsola. Choć na przykład Borderlands skończyłem na PC, a następnie dwukrotnie przeszedłem na konsoli, co świadczy, że i FPSy tam są całkiem grywalne.

    Uważam, że MS popełnił wielki błąd nie wymuszając/wylansowując konieczności posiadania kontrolera (pada) na PC. O ile kombinacja mysz/klawiature doskonale się sprawdza w FPSach, jest to rozwiązanie fatalne w wielu innych typach gier.

  • PM

    Widziałem kiedyś ten program do przechwytywania IP i „te firmy” nie kryją jak to robią. Nie robią niczego, co ja i Ty ze swojego kompa legalnie.

  • shw

    @Ahk4iePaiv8u
    To wszystko zalezy od posiadanego sprzetu, wolnego czasu i checi postawienia na swoim (i nie rozni sie specjalnieod jakiegokolwiek wymuszenia, zwlaszcza jezeli bierze w nim udzial instytucja panstwowa – np. straszenie urzedem skarbowym, ktorego nawet najuczciwszy przedsiebiorca nie chce miec na glowie). Zakladajac nawet, ze jestes krysztalowo czysty, nigdy niczego nie sciagales i jestes pewien, ze nikt inny tego nie robil na twoim sprzecie i z twojej sieci. I tak, ze wzgledu na to, ze nie groza zadne realne kary za falszywe zgloszenie przestepstwa – kancelaria czy ktokolwiek po drodze zglaszaja policji, ze jestes piratem (bo oczywiscie nie chciales zaplacic). Policja jest posluszna w takich wypadkach i wpada do ciebie do domu jak do terrorysty (przy okazji czasami lamiac prawo, ale kto by sie przejmowal) i zabieraja Ci caly sprzet – jak masz szczescie, to zostawia ci zegarek elektroniczy, bo wszystko co ma jakakolwiek pamiec beda chcieli zabrac, chociazby „just in case”. I teraz jak pisalem – w zaleznosci od ilosci i wartosci sprzetu – jestes kazdego dnia stratny. Teoretycznie mozesz isc i grzecznie prosic i przegranie danych na dysk (kupiony nowy, bo wszystkie ci zabrali), ale jezeli bedziesz mial dostep na haslo lub szyfrowany dysk to moze byc problem, a nawet jezeli nie, to i tak sobie poczekasz az szpec policyjny znajdzie czas, zeby oczywiscie bardzo starannie przegrac ci te dane, ktore mu podasz z pamieci. Policja ma niewielu bieglych, wiec ze sprzetem mozesz sie pozegnac – bedzie lezal w policyjnym depozycie latami, bo nie bedzie mial kto go zbadac, a nad toba beda wysialy sady, moze jakis nadzor policyjny, a jak donosiciel byl wplywowy to moze i w areszcie chwile posiedzisz i oczekiwanie kiedy to pojdziesz do sadu i bedziesz mogl udowodnic swoja niewinnosc. Kiedy juz nadejdzie ten czas, a ty znajdziesz sobie dobrze platnego prawnika, sedzia juz moze nie byc tak dobry (albo akurat strajkowac) i moze niespecjalnie Ci uwierzyc, moze uznac, ze moze skasowales dane – bo przeciez jakos te IP ktos zdobyl (a on niespecjalnie sie zna co to IP, ale co tam). I taki proces moze ciagnac sie latami, wyrok moze byc kazdy, bo nikt realnie nie odpowiada za twoje bezpodstawne oskarzenie i wyrok. Nawet jak wygrasz proces, to mozesz juz nie zobaczec swojego sprzetu (bo zginie – i co zrobisz policji, jak nie wiedza kto ukradl? [caly czas podaje przyklady z rzeczywistych spraw m.in. o piractwo!]), a nawet jezeli bedziesz mial szczescie i odzyskasz, to bedzie to zapewne po kilku latach, wiec bedzie sie nadawal na zlom. Poza tym koszty adwokata, niezwykle cenny stracony przez Ciebie czas, ograniczona swoboda, czasami niemoznosc wykonywania swojej pracy (lub jej utrata).
    Po tym wszystkim – zastanawiasz sie – dostalem list, w ktorym za rzekome sciagniecie wiedzmina, firma prawnicza chciala powiedzmy 5000. Gdybym zaplacil, spalbym spokojnie, mialbym moj wart o wiele wiecej sprzet, nie marnowalbym czasu i srodkow na dochodzenie swoich praw.. Moze lepiej bylo zaplacic?
    Zauwaz, ze nawet w USA (gdzie system jest prostrzy i szybszy ze wzgledu chociazby na prawo precedensowe) wiekszosc tych, ktorzy ida do sada wygrywaja sprawy z organizacjami. Nie zmienia to jednak faktu, ze rowniez wiekszosc placi – winni czy niewinni, zeby miec swiety spokoj.

    Swoja droga przypomina mi sie niedawna sprawa niejako z drugiej strony barykady – kiedy to duza firma „okradla” jednego uzytkownika ze zdjecia. Sciagneli, zaczeli drukowac na czymstam, sprzedawac, zarabiac na tym pieniadze – on im wyslal zawiadomienie i propozycje ugody, to niedosc, ze stwierdzili, ze moga mu zaplacic smieszne 50zl za zdjecie, to jak bedzie robil problemy to go oskarza o szantarz, gdzie dowodem ma byc ten list – de facto nie rozniacy sie niczym od tego co wysylaja takie kancelarie. I teraz – prawo jawnie zlamane, dowody jak na dloni – nie zaden IP zdobyty niewiadomo jak, ale wizycznie istniejace tysiace produktow – ale jakos sytuacja nie ta sama – roznica sa srodki i ilosc prawnikow po kazdej ze stron.

  • Ahk4iePaiv8u

    A ja to jakoś się nie wkręciłem w te nowoczesne gry, może dlatego żem leworeczny i mam jakieś resztki skłonności do unikania myszki znajdującej się zwykle po prawej stronie. Można ją oczywiście przełożyć na lewą, ale, jak to wypraktykowałem, niczemu to nie służy, bo potem gdziekolwiek się pójdzie, to się ma tylko trudniej. Poprzestaję w tej sytuacji na starych grach z ośmiobitowców, i starych pecetowych, sterowanych bez problemu za pomocą klawiatury.
    Fabuła tych nowych jest jakaś taka denna, nieliczne wyjątki które mógłbym przytoczyć i tak są raczej na windows. Zatrzymałem się w rozwoju ( o ile można tu mówić o rozwoju ) mniej więcej na etapie „wC4” i „Descent 3” ( for linux )
    Chociaż mnie kusi żeby w Bioshocka spróbować.. pocieszam się wstawkami audio i wideo na youtube z tych gier, w które nie gram. Wychodzi mi to zresztą na zdrowie, bo i czasu, i pieniędzy zaoszczędzam 🙂

  • Ahk4iePaiv8u

    @shw – a z tym zdjęciem to chodziło m.in. o ubrania reserved, jakieś zdjęcia na koszulkach itp – wielkie koncerny robią tak stale, po prostu nadużywają swojej siły, ponieważ dźwignia siły i statystyki w tym przypadku działa na ich korzyść, podobnie jak w opisanym zdarzeniu dot. producenta gier. Zwykła nieuczciwość.

  • @PM

    Ja nie twierdzę, że robią coś nielegalnego. Ale program, który łączy się z trackerem i zbiera IP hostów powiązanych z jakimś torrentem, to umiem napisać i ja. Ale nie uważam, aby to było rzetelne oprogramowanie śledcze/kryminalne (forensic). Poza tym, ja naprawdę nie wiem jak te programy działają i mam prawo podejrzewać niedbałość i kombinowanie, bo to cechy całego tego procederu.

    Poza tym, nie problem w zdobywaniu „dowodów”, czyli adresów IP, ale w dalszym postępowaniu.

  • Ahk4iePaiv8u

    Z policją to różnie – przytoczę taką historię.
    Naprawiałem kiedyś klastry na jednej z warszawskich uczelni, pracował tam gość, ichni admin, który dorabiał sobie jako mniej lub bardziej biegły policyjny, w sprawach w rodzaju przeglądania dysków różnych, no, dostawał jakieś tam pieniądze za przejrzenie i ustatystycznienie że na dyskach tych a tych jest np. okolo 5000 zdjęć porno. Opowiadał, że musi się wspomagać wódką czy czymś jak to przegląda, i to na głodno, bo tam są takie ohydztwa, jakieś pedofilie, zoofilie, że tego sie przez pare godzin nie da oglądać na trzeźwo.
    No i wspominał, że policja to się wcale nie cieszy szczególnie jak ich wysyłają do ścigania piratów – mianowicie z punktu widzenia przynajmniej niektórych policjantów, to wygląda tak, że jeden pan adwokat z drugim panem sędzią i panem producentem gier, wszyscy z wielkimi brzuchami, siądą se nad scrabblem, zgadają się że robią łapanie piratów, i bogu ducha winnych policmajstrów jako piony do kręgli za empetrójkami wysyłają. Biedaki wsiadają w radiowóz, biorą jakieś ekwipunki, no i chodzą po mieszkaniach robiąc z ludzi idiotów, i „zgarniając” ludziom sprzęty za dwie empetrójki.
    Więc to wcale nie jest tak do końca, że policja to radośnie wpada i do gołego zegarka człowieka z entuzjazmem obrobi..

  • Ahk4iePaiv8u

    Ech, a poza tym, ja jestem w tej dobrej sytuacji, że mam dobre papiery i różne medale, uśmiechy prezesów odciśnięte w betonie, w naprawdę poważnych, ogólnokrajowych projektach, ponad piętnaście już lat praktyki. Kiedyś miałem nawet taką sytuację, że zawezwano mnie koleżeńsko do zaleczenia powłamaniowego do prywatnej firmy, byłem, zaleczyłem, następnego dnia wysłałem do nich CV i referencje, czy by może na stałą współpracę nie skusili. No i gostek oddzwonił, że jakoby to ja te swoje referencje to sfałszowałem, i do ich zapadłego kąta z routerem blokowym, mailem i dwudziestoma stronami www się chytrze włamałem, coby u nich pracę stałą dostać, no i te referencje lewe sprokurowałem, uważacie, bo to nie może być, żeby mieć takie papiery prawdziwe 😉
    Słowem, nie pasuję do wizerunku lewościągacza, na linuksa którego używam na jedynym kompie co by się do gier nadawał, gier nielegalnych, jako rzekłem, niewiele, więc myślę, że w połaczeniu z brakiem dowodów, jednak by sobie zęby na mnie połamali. Mam wprawdzie małego netbooka z legalnym windowsem i officem, no ale też na nim kontrabandy nie ma. Co do danych, to oczywiście zgoda, niewątpliwie w takim przypadku czas działa na moją niekorzyść, ale tu z kolei się zabezpieczam w ten sposób, że rzeczy które robię w 90%, jak to lubię mawiać, składają się z tego co mam w głowie, i z 10% z „danych”. Wszystko co ma sens oczywiście po serwerach zbackupowane, no i tak myślę, że mimo że czas, j.w., i tak dalej, to tak źle by ze mną nie było 🙂 Nowy komputer myślę że firma mi od ręki zorganizuje w razie czego, w końcu to w interesie moich klientów jest żebym robił a nie patrzył w sufit, powyżej pewnych kwot, i skali systemów, parę tysięcy na nowy komputer to naprawdę jest najmniejszy problem..

  • Ahk4iePaiv8u

    Konkludując, Panie i Panowie, nie wyróżniać się, nie pasować, odstawać, nie zgadzać się z opisem i oczekiwaniami – na plus, oczywiście. Świadomy indywidualizm i nonkonformizm ot co.
    pozdrawiam 🙂

  • Ahk4iePaiv8u

    A nade wszystko – nie ściągać, i z lewizn nie korzystać. Bo to warto, dla jakiegoś wiedźmina za dwie czy trzy stówki? Przeca i tak wiadomo, że ludziki takie same jako w innym quake’u skaczą, ino mieczami albo łukami zamiast łapskami wymachują, i czapki mają w różnych kolorach.. 🙂 Życie jest piękne 🙂

  • Ahk4iePaiv8u

    „Oczywiście nie mogę wykluczyć, że tego typu decyzje zapadły pod wpływem nacisków jakichś pozostałych akcjonariuszy, albo też mają charakter PRowy nastawiony na jakąś reakcję giełdy.”
    No excuse, no retreat, no mercy, no surrender, panie Maćku 😉
    Odpowiadamy za swoje działania, tak? Żądamy zachowania swoich praw, i przyjmujemy konsekwencje takiego zachowania.

  • gibon

    to mi przypomina akcję mojego byłego pracodawcy, tylko to akurat była kancelaria prawnicza, która ścigała takich ‚piratów’, cała akcja bardzo długo się ciągnęła, a wszystko skończyło się tym, że po nagonce mediów i internautów policja i prokuratura wypięły się na kancelarię (wszystko od samego początku było oczywiście załatwiane zgodnie z literą prawa..:), a najbardziej ucierpiała sama kancelaria – po wpisaniu w googlach jej nazwy ciężko przebrnąć przez tytuły takie jak: ‚(…) ściąga haracz od internautów, (…) to banda faszystów, sekta’ więc w sumie nie wiem nawet teraz jacy klienci tam trafiają i skąd… chyba z kosmosu…

  • shw

    „Nowy komputer myślę że firma mi od ręki zorganizuje w razie czego, w końcu to w interesie moich klientów jest żebym robił a nie patrzył w sufit”
    Oczywiscie z usmiechem na ustach zorganizuje Ci sprzet, bo kto by sie tam przejmowal utrata majatku i w ogole ludzie to sa (zwlaszcza w biznesie) zyczliwi i wyrozumiali. Zwlaszcza jezeli sprzet potrzebny do pracy nie kosztuje 1500zl w hipermarkecie.
    Oczywiscie wszystko zalezy od konkretnej sytuacji, ale przynajmniej rownie prawdopodobne byloby gdybys do konca tygodnia nie mial pracy ani klientow, bo tak samo jak rozejdzie sie info, ze ktos ma na glowie kontrole skarbowa, nagle kontrahenci sie wycofuja, przestaja oddzwaniac i cos kreca – bo nikt, nawet krysztalowo czysty nie chce miec na glowie urzednikow i nieprzyjemnosci. Kilka legalnych interesow tak upadlo – co sad przyznal, kiedy wlasciciele po kilku latach walki nie mieli juz firm, majatku i pracy.
    Z nadal pomijam juz, ze winny niewinny stracisz kupe czasu chociazby na latanie po sadach i innych instytucjach udowadniajac swoja niewinnosc – twoj czas dla urzednikow nie jest nic wart, a za swoj (niezaleznie od efektow i wydajnosci) dostaja pieniadze.

  • Takie rzeczy to tyko w Ameryce 🙂 Nikt, kto posiada elementarną wiedzę prawniczą nie wystraszy się takiej taniej zagrywki. U nas to nie przechodzi po prostu 🙂 Ale szkoda chłopaków, w końcu to też mój były chlebodawca, ehh..

  • Bogusław Maśliński

    Konfidencki urok korporacyjny jest znany od niepamiętnych czasów.
    Już z historii wiemy że żydzi chodzący po dworach nie tylko handlowali
    lecz głównie mówiąc po staropolsku podglądali co gdzie można skubnąć.
    Słabość, beznadzieja przestrzegania prawa w kraju nad Wisłą pozwala na takie praktyki.
    Przypominam jak z ręką w nocniku obudził się rząd w sprawie dopalaczy.
    Te dwa tematy są bardziej zbieżne niż nam się wydaje.