Antynikotynowi fanatycy – dyskusja

Poprzedni, krótki wpis-cytat wywołał intensywną dyskusję, w której główne skrzypce grał jeden dyskutant, PM. Niestety, nie mogłem uczestniczyć w niej na bieżąco, to trochę mi się dostało, przeważnie niemerytorycznie, więc postanowiłem zebrać swoje odpowiedzi w osobny wpis, aby nie dodawać tam więcej długich komentarzy.

Na początek trochę o stylu dyskusji i “argumentacji”. Fajnie jednak byłoby zacząć od argumentów, a nie personalnych ocen dyskutantów czy subiektywnych ocen ich poglądów. Nazwanie kogoś głupkiem na wstęp nie jest mocnym argumentem, ani też nie wystawia dyskutantowi najlepszej oceny. PM jednak nie stroni o takich wybiegów.

To było tak żałośnie nieprzystające do problematyki dyskusji ze nawet nie bede tego komentował.

Żałosne to jest twoje ocenianie i wartościowanie poglądów i argumentów, które padły, albo nawet i nie padły w tej dyskusji. Starałeś się wielokrotnie podnieść rangę swojej wypowiedzi oceniając i wartościując negatywnie wypowiedzi i osoby innych, bez podawania kontrargumentów, tym samym ustawiając się pozytywnie na tle swoich negatywnych ocen. Nie oceniaj, tylko argumentuj. Aby nie było, że się czepiam tylko tej wypowiedzi, parę przykładów:

Ale pieprzysz głupoty Maćku.

Co za głupek, wiadomo – tylko PM pisze z sensem.

Zresztą autor szybko zaprzestał komentarzy po wrzuceniu kilku bezmyślnych frazesów co jest poniekąd smutne.

Umiem tylko produkować bezmyślne frazesy. Smutne. W ogóle szkoda nawet dyskutować ze mną. PM to co innego, to kopalnia przemyśleń i mądrości – nie można w to powątpiewać, no nie? Jego argumenty są automatycznie słuszne.

Bycie zwolennikiem jakiejś filozofii oznacza ze rozumie się jej fundamenty.

Przecież nie mogę rozumieć fundamentów filozofii, której jestem zwolennikiem, to niemożliwe. Przyszedł człowiek, ocenił i już wie. Podzielił się tą tajemną widzą z innymi, bo mnie udawało się ich jakoś oszukiwać do tej pory. Poza tym, tego typu wiedza dostępna jest tylko oświeconym iluminatom, do których pewnie PM się zalicza.

W myśl ze IP złe póki musisz płacić a dobre kiedy tobie płacą?

Wiadomo, żem głupi czarnuch, jak ten Kali, nie? Musi tak być, skoro zarabiam na grach, a jednocześnie krytykuję IP, no nie? Nieważne, com tam naprawdę w tej kwestii napisał, bo może  nie pasuje to do kreowanego wizerunku głupka.

Ale dajmy sobie spokój na moment bo nie chodzi mi o obrzucanie cię błotem. Potrafię zrozumieć konieczność działania w takich a nie innych realiach. Ale taka pseudoargumentacja w obronie palenia świadczy strasznie na twoja niekorzyść.

No niby nie chodzi o obrzucanie, ale tak trochę poobrzucamy, a potem się powie, że wcale nie. A że jakieś tam błoto zostało, to trudno. I koniecznie trzeba użyć słowa “pseudoargumentacja”, aby się czytelnikom utrwaliło.

Dobra, tyle kwestii personalno-stylistycznych, przejdźmy do dyskusji.

Ale pieprzysz glupoty Macku. To takie na sile stawanie na glowie zeby zrobic na zlosc panstwu. Jak wogole mozna byc „politycznym palaczem” w konflikcie palacy vs niepalacy???

Tak, można stawać na głowie, aby zrobić na złość państwu, a nawet trzeba. Nazywa się to, może nieco górnolotnie, walką o wolność, ponieważ jedynym celem państwa jest odbieranie nam wolności i czynienie nas niewolnikami.

Palący narusza zdrowie i komfort niepalacego a wiec prawo do zycia i wolnosci, podczas gdy zakaz narusza jego wolnosc do palenia. To tak samo jak z uzywaniem gazu pieprzowego.

Jak może mogłeś zauważyć, w moich wypowiedziach na temat palenia zawsze poruszam kwestię wolności palenia tam, gdzie palący nie naruszają zdrowia innych (komfort ignoruję, bo mój komfort narusza pieprzenie przeciwników palenia, ale to jeszcze nie powód, aby ich zagarniać do obozów). Nie ma mowy o zamachu na zdrowie na otwartym powietrzu, ani też nie ma mowy o zamachu na terenie prywatnej własności, gdy jasne jest, że wchodząc na taki teren mamy świadomość, że mogą tam być palacze. Zasadę “Volenti non fit iniuria” wymyślono już dawno, bo ma sens i fakt, że teraz próbuje się o niej zapomnieć czy jej zaprzeczyć, nie oznacza, że powinna przestać obowiązywać.

Mozesz go uzyc na sobie bo masz do tego prawo, ale na osobie drugiej juz nie. Bo do tego prawa nie masz. I tlumaczenie ze gdyby byly lokale prywatne w pelni to wlasciciel bla bla bla….. owszem.. jakby lokale byly prywatne w pelni to wlasciciel moglby sobie napisac na szyldzie „wszystkie kobiety w tym budynku beda gwalcone”. I faktycznie w mysl anarchistycznej logiki kazdy kto by wchodzil godzilby sie na ten gwalt.

Cieszę się, że dopuszczasz możliwość, że właściciel może decydować. To bardzo wolnościowe. Mnie chodzi wyłącznie o lokale w pełni prywatne, a jakże. Dodatkowo chciałbym, aby lokali nie “w pełni” prywatnych było jak najmniej, najlepiej wcale.

Ale problem nie dotyczy restauracji, pociagow czy innych tego typu miejsc. Problem dotyczy ogolnie palenia wsrod ludzi, zwlaszcza w przestrzeni publicznej. Bronilbys prawa ludzi do zaczepiania przechodniow na ulicy, oblewania ich woda, budzenia ludzi w srodku nocy nadmiernym halasem etc etc? Nie sadze… I tak samo trzeba traktowac palaczy – ktorzy w dodatku sa dosc obrzydliwa grupa bo arogancka, wpieprzajaca sie ze swoim obrzydliwym nalogiem absolutnie wszedzie gdzie moga.

To jest przykład typowej dla antynikotynowych fanatyków argumentacji, polegającej głównie na emocjach, wyolbrzymionych analogiach i zwyczajnych insynuacjach i kłamstwach.

Przestrzeń publiczna to, rzeczywiście, problem, ale głównie dlatego, że jest “publiczna”, a faktycznie państwowa. Jeśli zostałaby sprywatyzowana, to właściciele ustaliliby normy i byłoby jak chcą. Rynek wypracowałby jakieś optymalne układy. A tak, to musimy uznać, że właściciel-uzurpator przestrzeni publicznej decyduje. A, że to demokratyczny dyktator, to raz przywali palaczom, a raz jakimś innym faszystom, a czasem nawet żydom (tak, pamiętamy takie czasy).

Antynikotynowi fanatycy to taka współczesna odmiana polujących na czarownice. Jak w Monty Pythonie – nie ma z nimi racjonalnej dyskusji. Bo palacze to “obrzydliwa, arogancka, wpieprzające się wszędzie grupa”. To ciekawe, bo znam wielu palaczy i naprawdę nie pasują do tego wzorca. Na przykład moja żona – nie narzucała się z nałogiem nikomu, nawet we własnym domu szanowała gości, którzy nie palili i starała się palić gdzie indziej. To jak to się ma do tego rzekomego wizerunku?

Nieważne, palacze to takie współczesne czarownice – nie podobają się nam, to na stos z nimi! Na stos! Od razu lepiej się poczujemy.

I wcale nie chodzi o to, aby palacze mogli palić wszędzie. Chodzi o to, aby mogli palić w swoim domu, swoim ogrodzie, a także w swojej firmie, czy w lokalu, którego są właścicielem. I aby mogli ustalać reguły dotyczące palenia w tych miejscach dla innych, który się tam dobrowolnie znajdą.

Ja bym preferowal aby kazdego palacza ktory nie uslucha wezwania do zaprzestania palenia lub nie oddali sie gdzies gdzie nie ma niepalacych traktowac jako napatnika i zwyczajnie zastrzelic, spalowac etc.

A ja bym chciał odstrzeliwać każdego niepalącego, który wchodząc na prywatny teren, gdzie są palacze, krzyczy, że dzieje mu się krzywda. Wtedy miałby naprawdę powód do skargi.

Macku – proba sprowadzenia tej dyskusji do tej jak najbardziej poprawnej analogii (a nie alternatywy) nie uda sie tylko dlatego ze na swoim blogu lubisz wystepowac w roli tego sprawiedliwego ale tym razem argumentujesz ze masz racje bo masz racje.

Masz rację, to analogia, ale analogia celowo wyolbrzymiona, aby zagrać na emocjach, a nie dyskutować racjonalnie.

Ale faktycznie, ja rzeczywiście chcę, aby właściciele lokalu mogli ustalać takie reguły, które wielu z nas mogą wydać się przesadzone i zbyt radykalne. Aby można było jasno powiedzieć, że wchodząc do tego lokalu dostaniesz po gębie (bo to lokal typu “Fight Club”, gdzie przy pierwszej wizycie musisz się bić), albo zostaniesz zgwałcony (klub BDSM dla lubiących naprawdę mocne wrażenia), albo nawet zginiesz (pub pod dr Kevorkianem). Byle było to jasne dla każdego, kto tam wchodzi. Bo chcącemu nie dzieje się krzywda. Bo to jest właśnie wolność.

Bycie zwolennikiem jakiejs filozofii oznacza ze rozumie sie jej fundamenty. Bycie konsekwentnym wobec niej oznacza ze sie akceptuje jej ‘jasne’ jak i ‘ciemne’ strony w kazdym przypadku.

Tak, właśnie robię i doskonale rozumiem jej fundamenty.

I nie jest trudnym wykazanie argumentow – czyz nie pracowales nad grami bedacymi elementem systemu IP ktory tak zaciekle krytykujesz? W mysl ze IP zle poki musisz placic a dobre kiedy tobie placa?

Gdybyś poczytał moją krytykę IP, to byś wiedział, że nigdy nie usprawiedliwiałem IP, choć jestem potencjalnie beneficjentem tego systemu. Nie uważam, że IP jest dobre, bo z niego korzystam (a tak serio, to korzystam z niego bardzo mało, przeważnie dostaję jednorazowe wynagrodzenie za wykonaną pracę, jak każdy robotnik w fabryce). A więc pudło..

Ale taka pseudoargumentacja w obronie palenia swiadczy strasznie na twoja niekorzysc. Po pierwsze zgodze sie ze porownanie biernego palenia do gwaltu lub pobicia jest przesadnym wyolbrzymieniem ale tylko wyolbrzymieniem.

No to się zgadzamy.

W mysl twojej ‘logiki’ jesli ktos podaje rakotworcza substancje przez 20 lat w sladowych dawkach i powoduje w koncu raka to robi zupelnie cos innego niz osoba ktora aplikuje kancerogenna dawke promieniowania delikwentowi w jednym strzale!

Chodzi właśnie o racjonalną, wolną od emocjonalnych wyolbrzymień dyskusję. A w szczególności o to, czy mamy do czynienia z dobrowolnym poddaniem się działaniom, które uznajemy za szkodliwe. Na przykładzie palenia – nie mam nic przeciw poddawaniu się działaniu rakotwórczej substancji pochodzącej z papierosów palonych przez najbliższą mi osobę. Nie uważam, że jej działanie to jedynie osłabiona i rozciągnięta w czasie wersja strzału w łeb.

Chyba ze teraz mi zasuniesz ze bierne palenie jest nieszkodliwe (bo o tym ze jest zwyczajnie uciazliwe to raczej i tym sam wiesz) ale wowczas nasza dyskusja zjedzie na poziom pseudointelektualnej pseudodebaty ktorym nie mam ochoty sobie glowy zawracac.

Serio, powątpiewam w szczególną szkodliwość biernego palenia, ale nawet jeśli przyjmę do wiadomości fakt, że jest w jakiś tam sposób szkodliwe, to nijak nie zmienia mojej postawy w kwestii ingerencji państwa w regulację palenia na terenie prywatnym. Ludzie mają prawo sobie szkodzić, nie tylko poprzez bierne palenie, ale na wiele innych sposobów. To jest właśnie wolność.

Problem jest na przestrzeni publicznej do ktorej zarowno palacy jak i niepalacy maja jednakowe prawo. I gdzie problem sprowadza sie do prostego – czy niepalacy ma obowiazek znosic szkodliwy i nieprzyjemny nalog palacza. Tego tematu nie poruszyles…. ciekawe dlaczego? Bo chyba nie mowisz o tym akapicie o komentarzach.

Tego tematu nie poruszam, bo w przestrzeni publicznej rzeczywiście rządzi jej “właściciel” czyli państwo. Ja sam jestem zwolennikiem ograniczania i likwidacji przestrzeni publicznej, bo same z nią problemy.

Ale moje wypowiedzi na temat ostatnio wprowadzanego zakazu dotyczą jego wychodzenia poza przestrzeń publiczną, w sferę prywatną. Jak wiemy, zapędy były znacznie szersze, ale na razie tylko sięgnięto po lokale gastronomiczne. Mogę się domyślać, a właściwie jestem pewien, że to jedynie początek dalszych ingerencji. Dalszego ograniczania wolności. Mogę, oczywiście poczekać z reakcją, ale nie muszę. Ja się palaczy nie brzydzę i nie uważam ich za podludzi.

Na koniec uwaga o niedozywianiu dzieci. Tak- w czystej teorii oczywiscie, bo praktyka to zupelnie inny temat – uwazam ze dzieci powinny miec prawo pozywac rodzicow za ewidentne zaniedbania ktore negatywnie wplywaja na stan zdrowia czy sytuacje zyciowa. Rodzic nie jest wlascicielem dziecka, jest jego opiekunem ktory ma obowiazek zapewnic mu pewien okreslony poziom opieki i dostatku w miare swoich mozliwosci w interesie dziecka. Nie widze w tym nic dziwnego. To prosta konsewkencja prawa wlasnosci do dysponowania wlasnym cialem.

Akurat z tym mógłby się częściowo zgodzić, pod jednym warunkiem – muszą dowieść faktycznego uszczerbku na zdrowiu. Nie potencjalnego, ale faktycznego. I muszą dowieść, że powstał on właśnie w wyniku działań rodziców. Jeśli kwestię rozstrzygałby wolnorynkowy sąd, to nie miałbym nic na przeciw. W zasadzie to każdemu wolno procesować z każdym, nawet dzieciom z rodzicami.

Dzisiejsza walka z tytoniem ma podtekst bardzo materialistyczny i sprowadza sie do dwoch czynnikow – wladzy i pieniedzy. Pietysci mieli oba te elementy gleboko gdzies… chodzilo im o to aby wyplenic grzech w ich rozumieniu. To sa dwa rozne problemy.Nie jest nowoscia jakkolwiek uzywanie argumentacji niemajacej nic wsplnego z problemem do poparcia wlasnego stanowiska – swiadomie lub nie. Twoj wybor czy chcesz robic to samo…

Ech, przecież to cytat z Gabisia, albo nawet głębie, bo chybaj z L. Neila Smitha. Wylej swe  pretensje jemu, że brak mu wiedzy historycznej. Mnie najbardziej zainteresowało sformułowanie dotyczące “palacza politycznego”, autorstwa współczesnego pisarza. A zacytowałem cały akapit, żeby było ładnie. No i niezależnie, co tam miał na myśli Mencken, to dalej świetny cytat i pasuje jak ulał do obecnych czasów.

Ja sie przede wszystkim zzymam nad bezmyslnym postrzeganiem palaczy jako ciezmiezonych antybohaterow politycznych przez autora bloga i uzywaniem w tym celu luk w wiedzy historycznej i improwizowanego rozumienia doktryny samoposiadania – lub moze jakiejs innej.

Chciałbym się dowiedzieć, w jaki sposób cytat z artykułu innego autora mówi cokolwiek na temat mojej wiedzy historycznej, czy “improwizowanego” rozumienia doktryny samoposiadania? Serio.

Tak, palacze w tym konkretnym momencie to ciemiężeni ludzie, ale moje wpisy na te temat starają się spojrzeć na temat w znacznie szerszym kontekście – kontekście erozji wolności, prawa własności i rosnącego totalitaryzmu państwa. Palacze to tylko bieżący przykład. Takie czarownice obecnie na topie. Zaraz znajdzie się jakaś inna grupa, która znów wejdzie na celownik różnych zamordystycznych naprawiaczy świata.

To co mnie irytuje to bezmyslnosc po teoretycznie ‘slusznej’ stronie.

To jest słuszna strona. To jest strona właścicieli. Palacze to tylko indykator problemu.

Bezmyslnosc ktora powoduje ze libertarianizm jest byl i bedzie ruchem rozczlonkowanym, slabym i bez reprezentacji okolopolitycznej.

Nie przeceniałbym mojego wpływu na stan całego ruchu libertariańskiego. Naprawdę to, co piszę na swoim prywatnym blogu nie bardzo ma wpływ na spójność ruchu i jego polityczną siłę. Poza tym, wolnościowcy to indywidualiści, z natury rzeczy trudni do scalenia. Na dodatek klasyczna aktywność polityczna wśród polskich wolnościowców nie jest mile widziana. Nie zamierza budować Partii Libertariańskiej, ani też stawać na jej czele. Nie zamierzam scalać polskiego ruchu wolnościowego i będę pisał, co tam sobie zechcę. Wolno mi (jeszcze).

Jak na to jak obrzydliwa grupa spoleczna sa palacze wszedobylscy, aroganccy i smierdzacy niech sobie beda nawet piec razy bardziej uciemiezeni. Oni jak ich panstwo nie scigalo mieli gdzies to ze ja musialem ich chamstwo znosic.Teraz niech sie mecza. Dobrze im tak

Wiadomo. Żydzi też sobie zasłużyli, no nie? Tyle ludzi musiało ich chamstwo znosić.

Ale serio – twój prywatny problem z palaczami (mógłbym powiedzieć, prywatna paranoja) nie jest usprawiedliwieniem popierania ingerencji państwa we własność prywatną. Ja mogę palaczy lubić lub nie, ale to nie chodzi o nich, chodzi o właścicieli.

Prezentujesz typowe Schadenfreude, mało szlachetną postawę, ale masz do niej prawo. Ale pamiętaj, że któregoś dnia sam możesz znaleźć się w nielubianej grupie, którą państwo postanowi “naprostować”. I ktoś będzie z radością zacierał ręce ciesząc się, że państwo ci „pokazało”. Zaiste godna postawa.

Prawda jest taka ze palacze zwyczajnie zamiast rzucic swoj ohydny szkodliwy dla otoczenia nalog placza ze ich po kieszeni bije. Niech bije. Skoro nie mozna dostac od nich odszkodowania uczciwie, to niech placa tak.

Ale dlaczego mają rzucać swój nałóg? Jeśli palą na swoim terenie, wśród ludzi, którym to nie przeszkadza, to co ci do tego? Dlaczego miałbyś dostawać jakiekolwiek odszkodowanie?

I zupełnie nie rozumiem, co lepszego dla ciebie, rzekomo poszkodowanego, w tym, że państwo złupi palaczy? Co z tego będziesz miał, poza właśnie Schadenfreude?

Przesladowani przez panstwo sa tez pedofile, mordercy, bandyci, zlodzieje, mezowie bijacy zony, wandale… moze ich tez zacznijmy bronic bo w koncu kogo przesladuje panstwo ten jest nasz bohater. Co kogo tam obchodzi ze calkiem przypadkiem ludzie ci naruszaja prawa innych. Przeciez nie to jest istotne.

Chcącemu nie dzieje się krzywda. Naprawdę, jeśli ktoś wchodzi do lokalu dla palących, a nie lubi dymu, albo boi się biernego palenia, to nie jest ofiarą. Nie ma potrzeby ingerencji państwa, bo nikomu nie dzieje się krzywda.

Bronienie palaczy, nie oznacza obrony ludzi, którzy naprawdę krzywdzą innych. I nie jest to uprawniona analogia – broniąc praw palaczy nie bronimy morderców i właścicieli. Nie popadaj w histerię, bo robisz się śmieszny.

[Rynek] Nie jest obiektywnie najlepszy w kreowaniu jakosci, nie jest obiektywnie najlepszy w utrzymywaniu standardow sprawiedliwosci, nie zapewnia rownych szans etc etc.

To, co prawda, nie ma temat, ale jeśli rynek nie jest najlepszy w kreowaniu jakości, to najwyraźniej obiektywnie istnieje najlepsza metoda kreowania jakości. Co to takiego, ciekaw jestem?

Jesli beda sale dla palacych i niepalacych to musi byc np mozliwosc pozwania wlasciciela klubu jesli smrod z sali dla palaczy przenika.W koncu obiecuje wydzielenie grup prawda? Nie wydzielil niech buli…I nie mozna mowic „niech nie przychodza” bo to jest alternatywa dla „niech nie pala”.Albo „jak nie chcesz byc napadniety to nie chodz tam”. To jest pomieszanie faktow.

Nie bardzo rozumiem dlaczego właściciele lokali, którzy nie lubią palaczy muszą palaczy przyjmować? Skąd taki przymus integracji? Wolność to także wolność od przymusu obsługiwania tych, których się nie lubi. Szczególnie już takich, co grożą procesem. To nie jest pomieszanie faktów, to jest po prostu prawo właściciela biznesu.

Wydaje mi sie to bardzo logiczne. Wolnosc twojej piesci jest ograniczona dlugoscia mojego nosa.I czy na posesji palacza czy niepalacego czy posrodku te reguly obowiazywac musza bo sa nadrzedne.

Nadrzędne są przede wszystkim prawa właściciela. To on ustala reguły. On także może, jeśli będzie miało to dla niego sens, ustalić, że wkraczając na jego teren godzisz się na to, że dostaniesz w nos. Chcącemu nie dzieje się krzywda.

Ludziom nie rozumiejacym regul opartych na prawie wlasnosci czesto sie wydaje ze wlasciciel na swojej posesji to udzielny pan i wladca. A tak nie jest.On ma tylko prawo usunac ze swojej posesji kogos nie stosujacego sie do ustalonych regul – nie ma prawa naruszac jego praw. […] Jesli jestem na twojej posesji do ktorej masz prawo wlasnosci i ja robie cos co ci sie nie podoba masz prawo mnie usunac. Jesli wchodze na twoja posesje a tam pisze – kazdy musi sciagnac buty – a ja nie sciagne to nie znaczy ze masz prawo mi sila sciagnac buty. To znaczy ze masz prawo mnie wyprosic lub wyrzucic z posesji jesli nie wyjde.

No toż przecież o tym dyskusja jest od początku. Właściciel musi mieć możliwość usunięcia tego, kto nie stosuje się do jego reguł. Na przykład niepalących, którzy napastują palących. I tak to ma działać. Chyba, że charakter lokalu będzie inny, jak podałem wcześniej w przykładach i samo wejście może wiązać się z naruszeniem nietykalności. Wtedy to próżny żal. Trzeba uważać i tyle.

Nikt nie postuluje natychmiastowego odstrzeliwania wszystkich, którzy naruszą własność i reguły właściciela (choć w nocy, na pustkowiu, odstrzelenie może być opcją). Szczególnie nie będą chętni do odstrzeliwania potencjalnych klientów właściciele biznesów. Chodzi jednak o to, aby oni ustalali czy wolno u nich palić, czy jest wentylacja, czy sale mają izolację czy nie. Klient może co najwyżej nie robić z nimi interesu. Ma z resztą potężną broń – portfel – i nie musi posiłkować się państwowym, niewolnościowym przymusem.

Sojusz z wrogami wolności nigdy nikomu na dobre nie wyjdzie.

21 myśli na temat “Antynikotynowi fanatycy – dyskusja”

  1. Państwo usprawiedliwia akt agresji na prywatną własność twierdząc, że bary, kawiarnie i restauracje są częścią przestrzeni publicznej, a więc ustawodawca ma prawo w nie ingerować dla dobra ludzi w nich przebywających… I tutaj niestety rodzi się mały problem logiczny, ponieważ uznając takie przybytki za miejsca publiczne, należałoby zamknąć też bary ze striptizem i gay cluby z dark roomami (obraza moralności publicznej), dyskoteki (zakłócanie ciszy nocnej) etc.

  2. traktowanie własności prywatnej w kategoriach publicznej to konsekwencja „demokratyzacji” prawa. coraz więcej „obszarów prywatnych” podciąganych jest pod pojęcie „własności publicznej”. publiczna znaczy wspólna. komunizm. Majka Jeżowska – zapewne w dobrej wierze – śpiewała przecież „wszystkie dzieci NASZE są, Borys, Wojtek, Marysia, Tom, niech małe sny spełnią się dziś, wyśpiewaj marzenia, a świat będzie nasz!” Lenin dla przedszkolaków.

    stopniowy zanik własności prywatnej i wypieranie jej przez własność publiczną to już niestety fakt dokonany. dotyczy to także jak najbardziej prywatnej „instytucji” rodziny – dzisiejsze przepisy prawne jawnie dążą do zmniejszenia wpływu rodziny na własność za pomocą opodatkowania lub redystrybucji. Bertrand de Jouvenel w książce „On Power: The Natural History of its Growth” zauważył, co następuje:

    „Możliwość ingerowania w wewnętrzne sprawy rodziny zawsze była postrzegana przez rządzących za zwieńczenie ich wysiłków i absolutny szczyt władzy. Wykorzystywać animozje rasowe, plemienne, religijne czy klasowe dla własnych celów, podjudzać jedne grupy przeciwko drugim – to jedno. Ale posłużyć się biedą dla rozbicia całego systemu autonomicznych rodzin, wykorzeniając ludzi z ich środowiska, odizolowując ich i atomizując dla zwiększenia zakresu władzy nad nimi, uzależniając ich od państwowych ulg, rent i zasiłków – to już coś zupełnie innego.”

  3. Nie oberwalo ci sie „niemerytorycznie” Macku. Zwyczajnie drazylem w mrowisku bo wiem odwiedzajac twojego bloga juz od jakiegos czasu ze lubisz uciekac od dyskusji ktore sie wywiazuja czasami pod wpisami. Zwlaszcza jak ciezko sie bronic.A temat dla mnie byl kontrowersyjny wiec uznalem ze jak troche doleje oliwy do ognia nic sie nie stanie. A przynajmniej sprowokuje autora do odpowiedzi. No i sie doczekalem. Szkoda ze nie zadales sobie najwyrazniej trudu zrozumienia tego co wielokrotnie powtarzalem w swoich niemerytorycznych przeciez wpisach i zamiast odniesc sie do paru prostych punktow ktore ciagle walkowalem powyrywales moje wypowiedzi z kontekstu – a przeciez to byly odpowiedzi do roznych osob na rozne kwestie! – posklejales je i oprawiles komentarzem w iscie lewacko-propagandowym stylu.
    Bez jaj i klasy. Nie spodziewalem sie rewelacji – tu musze sie przyznac – ale to co zaserwowales to troche zenada. na pocieszenie dostalem caly wpis na blogu, zupelnie jak dr Teluk!

    Ale do rzeczy i szybko. Nie wiem czemu z uporem koncentrujesz sie na tym jak pisalem a nie co pisalem. Wiem ze tak latwiej cokolwiek „udowodnic” ale to troche zalatuje slabizna.Gula ci skacze ze ktos ci mowi ze pieprzysz glupoty wiec od razu urzadzasz blogosferyczna wendete? To takie dziecinne.I swiadczy jak ciezko znosisz krytyke. Obrywa mi sie za to ze niewiadomo co pisze i wartosciuje osady wg kryteriow z dupy. Tak? Szkoda ze pominales – celowo chyba bo inaczej by nie pasowalo do wendetki – akapit w ktorym wprost pisze dlaczego uwazam ze cos „nie przystaje”, jest „pseudoargumentem” etc etc. Otoz bierze sie to z tego ze odpowiadasz na cos czego nie pisalem. Ja pisze A a ty odpowiadasz mi ze wcale nie B tylko costam costam. To jest wlasnie pseudoargumentacja. Odpowiadanie na wyimaginowane argumenty zeby postawic sie po slusznej stronie. Podobnie paru innych rozmowcow odnioslo sie zupelnie nie do tego co poruszalem. To niewygodne malenstwo nie znalazlo sie jakos w twojej recenzji. Ciekawe dlaczego.
    No ale coz… nie mozna oczekiwac wszystkiego.

    Ale zeby nie bylo ze jestem tu po to zeby sie blotem obrzucac. Do meritum.

  4. Przyznaje sie bez bicia ze pisalem nieco agresywniej wlasnie po to zeby wymusic odpowiedz bo twoja pierwsza byla nie na temat co wykazuje twoje lekcewazenie mnie jako rozmowcy. Moje „pieprzysz glupoty” nie jest w zadnym stopniu uzasadnieniem do tego zeby momentalnie moc usprawiedliwiac nieodpowiadanie jako metode argumentacji.Potem zamilkles i traz wywaliles post na pol kilometra w ktorym powyrywales moje wypowiedzi z kontekstu, poustawiales je jak ci pasuje i okrasiles swoim odpowiednio „slusznym” komentarzem. PONOWNIE koncentrujac sie na problematyce ktora pominalem tlumaczac dlaczego. Otoz nie bede rozpisywal sie o tym co powiniem moc wlasciciel na swojej posesji robic ani jak idiotyczne jest to prawo bo uznaje je za oczywiste! Niemniej jednak marnujesz literki pouczajac mnie o tym i o tamtym. Na sile usilujesz ze mnie zrobic kogos kim nie jestem.W dodatku w sytuacji kiedy w dyskusji wczesniej raz po raz powtarzam ze czegos nie popieram ty wydajesz sie sugerowac swoim wpisem ze wrecz przeciwnie – popieram. Powiem wprost – zalosne i tanie.Krytykujesz mnie za malo kulturalny i cywilizowany styl? A sam co robisz? Mojego krytykanctwa bylo niewiele Moze jeszcze troche arogancji w ocenie wypowiedzi innych – z tym ze czesto byly one zwyczajnie uzasadnione.Wystarczy przeczytac.A styl jak pisalem powyzej – celowy. Natomiast ty dopuszczasz sie i lekcewazenia rozmowcy, i manipulacji. Kto jest gorszy prosze pana?

    Praktycznie jedyny twoj komentarz jaki ma jakakolwiek merytoryczna wartosc w swietle tego co pisalem to uwaga o pozywaniu rodzicow przez dzieci. I o dziwo zgodziles sie bo ciezko sie nie zgodzic jesli reprezentuje sie stanowisko wolnosciowe. Sa prawa wlanosci, sa ich naruszenia – bedzie arbitrarz.Proste.

    Natomiast to do czego caly czas ja pije to fakt ze sytuacja w ktorej palacze nikomu nie wadzac pala sobie w knajpach dla palacych albo pod drzewkiem na swiezym powietrzu zwyczajnie nie jest istota problemu. Bo nawet przy obecnym calkowitym zakazie nikt nie bedzie uganial sie za petem pod chmurka! No chyba ze akurat przejedzie patrol wtedy – latwa kasa (po to zreszta to prawo) Problem bierze sie wlasnie z tego ze kiedy nie bylo represji palacze niepalacych terroryzowali.Nie jestes mlodzikiem Macku siegnij pamiecia bo chyba ci nie sluzy. Ja pamietam jak ja dorastalem w wszechobecnym dymie.I na codzien widze jak czesto przechodze obok palaczy ktorzy za nic maja innych ludzi dopoki im sie nie zwroci uwagi. Jak chce sie baka puscic odchodza na bok predzej juz.

    I co mnie obchodzi ze nie wierzysz w szkodliwosc biernego palenia. Mozesz sobie nie wierzyc w grawitacje i teorie heliocentryczna tez… choc to mniej wiecej ten sam kaliber. Wystarczy zobaczyc co wdychasz z dymem papierosowym… To ze nie jest to strzal w glowe…to twoje zdanie. Dla mnie jest i ja mam prawo domagac sie respektowania mojej nienaruszalnosci. Wiec w czym jest problem… w tym ze ty momentalnie uciekasz sie do jakichs abstrakcyjnych rozwazan co by bylo gdyby bylo.. a ja mowie o dniu dzisiejszym. Wlasnie dlatego dalem komentarz o twojej rzekomej hipokryzji w kwestii IP. Nie wiem czemu znow na opak to czytales – celowo? Znam twoje stanowisko i dlatego wlasnie o tym napisalem. Ze mozna sie sprzeciwiac i byc zmuszonym dzialac w systemie. Ja tez sie sprzeciwiam panstwu ale musze dzialac w systemie. I wazniejsze niz obalanie panstwa poprzez pomaganie palaczom jest dla mnie dbanie o wlasne zdrowie. Chocby dlatego ze pansttwo to nie tylko grupka ludzi ale niemal cale spoleczenstwo ktore zawsze czegos chce, czegos sie boi i cos sie mu nie podoba.
    Wiec panstwo bylo, jest i bedzie jeszcze bardzo dlugo. A moje zdrowie nie. Stad hierarchia.Stad tez moje uwagi ze jak bede mogl pozywac palaczy to wtedy bede optowal za oddaniem im praw. Bo jak wiemy historia magistra vitae i skoro palacze potrafili wczesniej ciemiezyc niepalacych (i zasiadac po stronie panstwa!) to czemu mialoby byc inaczej…

    I ta ostatnia mysl jest kwintesencja mojej krytyki.Miedzy nieplacacym podatkow, nieubezpieczonym w ZUS czy niezapinajacym pasow a palacym jest fundamentalna roznica.Ktos kto unika placenia podatkow sprzeciwia sie grabiezy przez panstwo. Ktos kto nie chce byc ubezpieczony w ZUS nie chce byc czescia socjalistycznego systemu, ktos kto nie zapina pasow chce moc sie zabic w wypadku jesli taka jest jego wola.

    Palacy chce po prostu kopcic wszedzie gdzie mu sie podoba bez wzgledu na to co chcieliby niepalacy. Chocby dlatego ze wiekszosc palacych to nie sa szanujacy innych libertarianie ale ludzie ktorzy wierza w panstwo, w narod, w spoleczenstow, dobro ogolu i reguly spoleczne wysysane z tylka.

    Doskonale wiem jak to jest miec palaca zone (choc zonaty nie bylem ale sporo lat z palaczka spedzilem) i wiem jak myslenie sie zmienia, zwlaszcza jesli akurat (co czeste u kobiet na szczescie) jest ona kulturalna palaczka. Niemniej jednak musisz pamietac ze jest ona mniejszoscia, ktora bedzie dorabiala statystyke rozpanoszonemu chamstwu palacej wiekszosci.

    To powiedziawszy nie mam absolutnie zludzen ze predzej odczytasz to jak tobie pasuje (co pokazales ze lubisz robic), zeby zagrac wolnosciowca (tez)i albo zignorujesz (typowe) albo walniesz dlugiego polkilometrowca. Efekt.
    Zaden. Poza zmarnowanym czasem. Bo nic konstruktywnego z tego nie wyniklo.

  5. Ja mam nadzieję, że uda mi się kiedyś przekonać/wytłumaczyć że „wolność” na której się libertarianie tak często koncentrują, nie istnieje i nie będzie istnieć. Ta złudna „wolność” to tylko możliwość wyboru spośród istniejących już dogmatów wykreowanych przez innych (w tym państwo). Te możliwości się zmieniają wraz ze zmianami obyczajów, wprowadzaniem zakazów/nakazów, zmianą otoczenia itd.
    Zakaz palenia odbiera możliwość wyboru właścicielom, ale przekazuje tą możliwość wyboru klientom i pracownikom.
    Żeby to zrozumieć, trzeba umieć myśleć abstrakcyjnie i rozumieć zależności przyczyna-skutek.

  6. ed, twój wpis tradycyjnie podpada pod głupio-mądry bełkot.

    klienci mają wybór – NIE WCHODZĄ DO KNAJPY, w której się pali.

    nie istnieje coś takiego jak PRAWO DO JEDZENIA OBIADÓW W RESTAURACJI.

  7. No dobra. Koniec wsadzania kija w mrowisko. Autor chyba sie poddal bo nie spodziewam sie czegos konstruktywnego bez focha.

    Natomiast w temacie – Po pierwsze jesli juz to beda lokale z wydzielonymi salami dla palacych i niepalacych. Lokale tylko dla palacych beda nieliczne bo tak naprawde bardzo waska grupa lokali korzysta na palaczach – jakies knajpy, bary etc.

    Prawie wszyscy tak zwani „libertarianie” maja dziwna irracjonalna fiksacje na punkcie obrony palaczy w oparciu o fundamentalne abstrakcje typu „prawa wlasnosci” i podobnie jak autor bloga a pomijaja calkowicie zyciowe realia problemu.Z tego wychodza wlasnie pozniej nieporozumienia bo latwiej sie przekonac przecietnej osobie ze libertarianin broni palacza i palenia niz wolnosci. Dlaczego? A dlatego ze nastepuja dlugie tyrady na temat co palacz bedzie mogl robic w swoim domu, wlasciciel w swojej knajpie etc etc.
    To takie rozwazania z cyklu – „co bedzie jak anarchia zapanuje na ziemi”. Kompletne bajdurzenie! Do takich sytuacji zanim dojdzie pojawi sie milion i sto sytuacji w warunkach polowicznej deregulacji, potem milion i sto sytuacji w warunkach dostosowywania sie rynku i potem – jesli ludzie w spolecznym zrywie nie przywroca zakazu – milion i sto sytuacji w warunkach rynkowych jakie sie wytworzyly w trakcie ewolucji. Rynek nie pojawi sie znikad w stanie doskonalym – bedzie naznaczony ewolucja i byc moze do tego idealnego stanu nigdy nie dotrze bo rynek to nic innego jak ludzie. A ludzie jak wiemy sa w 99% idiotami. Ten jeden procent po prostu sie gdzies zawsze zawieruszy – zasnie, zapije – i dlatego sie go nie liczy.

    Poza tym zabawne jest to jak bardzo ludzie nie rozumieja kolejnosci wprowadzania wielu rozwiazan.Zapytajcie sie dookola ludzi co mysla o zakazie. Palacze sie oburzaja. Niepalacy mowia ze jest absurdalny jesli zstanowia sie na moment. Prawnik powie o dziurach w prawie. Ale wiekszosc powie ze to DOBRZE ze taki zakaz powstanie.Zanim ktos przywroci wolnosc palenia ludzie beda sklonni zlikwidowac duzo wiecej elementow panstwa ale tych wlasnie nie. Podobnie bedzie z epidemia – wielokrotnie ludzie z ktorymi rozmawialem byli sklonni zlikwidowac armie ale bali sie epidemii i zakazen. I czesto okazuje sie ze ludzie sklonni sa rezygnowac z publicznej sluzby zdrowia, zusu, ‚darmowej’edukacji a nie potrafia przejsc do porzadku dziennego nad prywatnymi drogami czy brakiem policji. Choc tak naprawde nie ma przeciez w tym nic nadzwyczajnego – teoretycznie.

    Reasumujac wydaje mi sie ze wlasnie tu lezy jedna slabosc ideologii wolnosciowej. Bicie piany dla bicia piany zamiast konkretnych rozwiazan. Biciem piany nie da sie zlikwidowac drugiej slabosci – uzaleznienia od panstwa i braku wyobrazni ludzi ktorym demokracja uderzyla do glowy.
    I ta przeszla dyskusja jet tego swietnym zobrazowaniem.
    Ustawa mowi o miejscach publicznych. Od razu pojawia sie temat lokali – tylko ze malo osob wie ze jesli ktos tylko te ustawe poprawi o pare szczegolow to palacze zaczna byc naprawde TEPIENI na ulicach, w parkach, na przystankach, przed budynkami. Jesli panstwo teraz tego nie zauwazylo
    to zauwazy jak tylko sie budzet skurczy. I tak jak we wloszech – kraju slonecznym – za brak jazdy na swiatlach placi sie 150 euro tak u nas beda latac dziury palaczami.
    Lokale beda malo istotne…a potem wejda do domow.A potem bedzie juz za pozno.

    Ale dlaczego tak sie stanie? Czy dlatego ze panstwo jest tak wszechpotezne? Nie…dlatego ze jest ogromna masa ludzi ktorzy uzyja panstwa zeby sobie ulatwic zycie – niepalacy. Z braku srodkow pozapanstwowych – tych samych nad ktorymi tak wielu z wwas sie tu zzymalo -uzyja rezimu i przyklasna.
    Tak wiec libertarianie tacy jak Maciek Miasik w rezultacie nie zauwazajac ze z czegos sie ten opor niepalacych bierze (nie z fanatyzmu jak on sam w przedziwnym samouwielbieniu stwierdza).Ja sam jestem niepalacy ale nie bronie palic. Ja po prostu nie chce wdychac wiecej dymu niz nawdycham sie na ulicy, a to nie jest trudne przy odrobinie wysilku ze strony palacza – obie strony sa happy. Ale ten wysilek nie pojawil sie nigdy poki nie dostali po lapach. Ludzie nie sa mili dla siebie bo tak czuja, sa mili bo boja sie nie byc mili (i stracic klienta, prace, zlecenie, dostac pozew, dostac kosza od kolezanki tej osoby) i dlatego wlasnie tak dlugo jak libertarianie beda bili piane w temacie praw wlasnosci i sprywatyzowanie wszystkiego (co sie nie stanie NIGDY nawet w nieosiagalnej anarchii!!!!) a nie porusza tematu naruszania przez palacza praw niepalacego to te dwie grupy nie dojda do masowego porozumienia i panstwo zawsze beidze wygrywac jednych przeciw drugim. Ale wiekszosc libertarian uwaza ze ich fanaberie sa istotniejsze niz chocby cien szansy na edukacje ludzi … i stad u nas nie pojawi sie nigdy Ron Paul ale bedziemy meczyc sie z Korwinem.

    I stad moje komentarze. Jesli ktos czul sie obrazony przepraszam – teraz uczciwie. Nie taki mialem zamiar i mimo iz nie bylo to latwe mam nadzieje ze udalo mi sie zachowac balans miedzy bybciem zlosliwym w wypowiedzi dla prowokacji a nieobrazaniem wprost. Taki zabieg stylistyczny – nic osobistego. No chyba ze ktos jak autor bierze do siebie „pieprzysz glupoty Macku”.Ale to chyba jakies kompleksy i na to nic juz sie nie poradzi.Po prostu wiekszosc libertarianow oferuje dosc cienki potencjal do rozwazan ktore nie zyja w krolestwie fantazji. A ja tego zwyczajnie juz nie trawie….

    tak wiec pozdrawiam wszystkich i mam nadzieje ze wykazecie wieksza chec do czytania tego co ludzie pisza bo nie potrafie zrozumiec czemu tak uparcie odpowiadaliscie zupelnie nie na temat.

  8. No dobra. Koniec wsadzania kija w mrowisko. Autor chyba sie poddal bo nie spodziewam sie czegos konstruktywnego bez focha.

    Natomiast w temacie – Po pierwsze jesli juz to beda lokale z wydzielonymi salami dla palacych i niepalacych. Lokale tylko dla palacych beda nieliczne bo tak naprawde bardzo waska grupa lokali korzysta na palaczach – jakies knajpy, bary etc.

    Prawie wszyscy tak zwani „libertarianie” maja dziwna irracjonalna fiksacje na punkcie obrony palaczy w oparciu o fundamentalne abstrakcje typu „prawa wlasnosci” i podobnie jak autor bloga a pomijaja calkowicie zyciowe realia problemu.Z tego wychodza wlasnie pozniej nieporozumienia bo latwiej sie przekonac przecietnej osobie ze libertarianin broni palacza i palenia niz wolnosci. Dlaczego? A dlatego ze nastepuja dlugie tyrady na temat co palacz bedzie mogl robic w swoim domu, wlasciciel w swojej knajpie etc etc.
    To takie rozwazania z cyklu – „co bedzie jak anarchia zapanuje na ziemi”. Kompletne bajdurzenie! Do takich sytuacji zanim dojdzie pojawi sie milion i sto sytuacji w warunkach polowicznej deregulacji, potem milion i sto sytuacji w warunkach dostosowywania sie rynku i potem – jesli ludzie w spolecznym zrywie nie przywroca zakazu – milion i sto sytuacji w warunkach rynkowych jakie sie wytworzyly w trakcie ewolucji. Rynek nie pojawi sie znikad w stanie doskonalym – bedzie naznaczony ewolucja i byc moze do tego idealnego stanu nigdy nie dotrze bo rynek to nic innego jak ludzie. A ludzie jak wiemy sa w 99% idiotami. Ten jeden procent po prostu sie gdzies zawsze zawieruszy – zasnie, zapije – i dlatego sie go nie liczy.

    Poza tym zabawne jest to jak bardzo ludzie nie rozumieja kolejnosci wprowadzania wielu rozwiazan.Zapytajcie sie dookola ludzi co mysla o zakazie. Palacze sie oburzaja. Niepalacy mowia ze jest absurdalny jesli zstanowia sie na moment. Prawnik powie o dziurach w prawie. Ale wiekszosc powie ze to DOBRZE ze taki zakaz powstanie.Zanim ktos przywroci wolnosc palenia ludzie beda sklonni zlikwidowac duzo wiecej elementow panstwa ale tych wlasnie nie. Podobnie bedzie z epidemia – wielokrotnie ludzie z ktorymi rozmawialem byli sklonni zlikwidowac armie ale bali sie epidemii i zakazen. I czesto okazuje sie ze ludzie sklonni sa rezygnowac z publicznej sluzby zdrowia, zusu, ‚darmowej’edukacji a nie potrafia przejsc do porzadku dziennego nad prywatnymi drogami czy brakiem policji. Choc tak naprawde nie ma przeciez w tym nic nadzwyczajnego – teoretycznie.

    Reasumujac wydaje mi sie ze wlasnie tu lezy jedna slabosc ideologii wolnosciowej. Bicie piany dla bicia piany zamiast konkretnych rozwiazan. Biciem piany nie da sie zlikwidowac drugiej slabosci – uzaleznienia od panstwa i braku wyobrazni ludzi ktorym demokracja uderzyla do glowy.
    I ta przeszla dyskusja jet tego swietnym zobrazowaniem.
    Ustawa mowi o miejscach publicznych. Od razu pojawia sie temat lokali – tylko ze malo osob wie ze jesli ktos tylko te ustawe poprawi o pare szczegolow to palacze zaczna byc naprawde TEPIENI na ulicach, w parkach, na przystankach, przed budynkami. Jesli panstwo teraz tego nie zauwazylo
    to zauwazy jak tylko sie budzet skurczy. I tak jak we wloszech – kraju slonecznym – za brak jazdy na swiatlach placi sie 150 euro tak u nas beda latac dziury palaczami.
    Lokale beda malo istotne…a potem wejda do domow.A potem bedzie juz za pozno.

    Ale dlaczego tak sie stanie? Czy dlatego ze panstwo jest tak wszechpotezne? Nie…dlatego ze jest ogromna masa ludzi ktorzy uzyja panstwa zeby sobie ulatwic zycie – niepalacy. Z braku srodkow pozapanstwowych – tych samych nad ktorymi tak wielu z wwas sie tu zzymalo -uzyja rezimu i przyklasna.
    Tak wiec libertarianie tacy jak Maciek Miasik w rezultacie nie zauwazajac ze z czegos sie ten opor niepalacych bierze (nie z fanatyzmu jak on sam w przedziwnym samouwielbieniu stwierdza).Ja sam jestem niepalacy ale nie bronie palic. Ja po prostu nie chce wdychac wiecej dymu niz nawdycham sie na ulicy, a to nie jest trudne przy odrobinie wysilku ze strony palacza – obie strony sa happy. Ale ten wysilek nie pojawil sie nigdy poki nie dostali po lapach. Ludzie nie sa mili dla siebie bo tak czuja, sa mili bo boja sie nie byc mili (i stracic klienta, prace, zlecenie, dostac pozew, dostac kosza od kolezanki tej osoby) i dlatego wlasnie tak dlugo jak libertarianie beda bili piane w temacie praw wlasnosci i sprywatyzowanie wszystkiego (co sie nie stanie NIGDY nawet w nieosiagalnej anarchii!!!!) a nie porusza tematu naruszania przez palacza praw niepalacego to te dwie grupy nie dojda do masowego porozumienia i panstwo zawsze beidze wygrywac jednych przeciw drugim. Ale wiekszosc libertarian uwaza ze ich fanaberie sa istotniejsze niz chocby cien szansy na edukacje ludzi … i stad u nas nie pojawi sie nigdy Ron Paul ale bedziemy meczyc sie z Korwinem.

    I stad moje komentarze. Jesli ktos czul sie obrazony przepraszam – teraz uczciwie. Nie taki mialem zamiar i mimo iz nie bylo to latwe mam nadzieje ze udalo mi sie zachowac balans miedzy bybciem zlosliwym w wypowiedzi dla prowokacji a nieobrazaniem wprost. Taki zabieg stylistyczny – nic osobistego. No chyba ze ktos jak autor bierze do siebie „pieprzysz glupoty Macku”.Ale to chyba jakies kompleksy i na to nic juz sie nie poradzi.Po prostu wiekszosc libertarianow oferuje dosc cienki potencjal do rozwazan ktore nie zyja w krolestwie fantazji. A ja tego zwyczajnie juz nie trawie….

    tak wiec pozdrawiam wszystkich i mam nadzieje ze wykazecie wieksza chec do czytania tego co ludzie pisza bo nie potrafie zrozumiec czemu tak uparcie odpowiadaliscie zupelnie nie na temat.

  9. Uprzejmie uprasza sie autora bloga o skasowanie dubla. Nie mam pojecia czemu tak sie skryptologia skiepscila.Wczoraj moglem dodaj komentarz kliknac 5 razy i sie jeden wpis ladowal.I ten tez prosze wywalic.

  10. @PM

    Maciej Miąsik odpowiedział ci jednym krótkim zdaniem: WŁAŚCICIEL LOKALU DECYDUJE, CZY WOLNO U NIEGO PALIĆ.

    koniec – kropka. proste jak drut w spirali grzejnej. żadnej listy wyjątków, żadnych odnośników do wcześniejszych ustaw, żadnych „lub czasopisma”. pole do interpretacji zerowe.

    ty natomiast napłodziłeś monstrualne wpisy, z których 2/3 to puste gadanie, a 1/3 – łopatologia stosowana. mogłyby one zostać włączone do liczącej 1231 stron ustawy regulującej proces produkcji pietruszki.

  11. Hm. Wprowadźmy teraz zakaz puszczania muzyki głośniejszej niż 90dB (bo uszkadza słuch), wpuszczania do jednego pomieszczenia ludzi różnych płci (bo może to prowadzić do wymiany płynów ustrojowych i przekazywania chorób takich jak HIV czy WZW), czy dodawania soli do potraw (bo powoduje nadciśnienie)

  12. @mental

    podobno ponad trzy czwarte spoleczenstwa to wtorni analfabeci nie potrafiacy przyswoic tresci pisanych. Stad preferencje do krotkich wymian bez skomplikowanej tresci. Widzac co odpowiadasz nie dziwie sie ze tak niektorzy twierdza.

    Ludzie ktorzy czytaja ze zrozumieniem potrafiliby zauwazyc ze stwierdzenie ‚wlasciciel decyduje’ nie bylo odpowiedzia na moje pytanie lub postawiony problem.Co zreszta sam parokrotnie zauwazylem. Smutnym jest fakt ze tzw myslacy ludzie za jakich sie maja libertarianie potafia tylko w kolko klepac frazesy i podciagaja ludzi o odmiennym zdaniu na sile pod jedna wyszlifowana do bolu grupe – przeciwnikow ich ideologii.

    Skoro jednak zbyt wiele tekstu meczy cie napisze prosto. Odpowiedzia na pytanie ile to jest dwa plus dwa nie jest „bialy”.

    @Zibi

    To bylo do mnie? Bo jesli tak to co niby mialby twoj post wniesc. Swiadczy on tylko o tym ze nawet kiedy pisze wprost o co mi chodzi nie potrafisz lub nie chcesz zrozumiec tego zrozumiec.

  13. No cóż zjawisko fanbojstwa jest bardzo szerokie i dotyczy nie tylko znanych marek (np Apple) http://applefobia.blox.pl/2010/06/Fanbojstwo-zarys-monografii.html
    ale jak widać także poglądów.
    Warto zwrócić uwagę na punkty wspólne. Przede wszystkim niesamowita zdolność do dokonywania głębokiej psychoanalizy dyskutanta. Wydaje się, że PM wie o autorze bloga właściwie wszystko nawet go nie znając! Imponujące. („Gula ci skacze ze ktos ci mowi ze pieprzysz glupoty wiec od razu urzadzasz blogosferyczna wendete?”) Cechą wspólną fanboi jest tutaj nawet brak polskich liter.
    Oczywiście nie można zapomnieć o używaniu tak istotnych intensyfikatorów wypowiedzi oraz form deprecjonujących.

    Na prawdę polecam w tym kontekście poczytać wyżej wspomniany tekst :] Pasuje jak ulał.

  14. @mental: „ed, twój wpis tradycyjnie podpada pod głupio-mądry bełkot.”
    Akurat nie spodziewam się po tobie żebyś to zrozumiał. Ale się nie poddawaj.

  15. @ed

    Ja mam nadzieję, że uda mi się kiedyś przekonać/wytłumaczyć że „wolność” na której się libertarianie tak często koncentrują, nie istnieje i nie będzie istnieć.

    Nie istnieje, bo za dużo mamy wrogów wolności oraz ludzi, którzy przyjęli postawę niewolniczą. To, ile wolności będziemy mieć zależy wyłącznie od nas. Tyle, ile jej sobie wywalczymy.

    Ta złudna „wolność” to tylko możliwość wyboru spośród istniejących już dogmatów wykreowanych przez innych (w tym państwo). Te możliwości się zmieniają wraz ze zmianami obyczajów, wprowadzaniem zakazów/nakazów, zmianą otoczenia itd.

    Może sobie swoje wiernopoddańcze niewolnicze stanowisko racjonalizować i usprawiedliwiać jak tam chcesz. Ja nie muszę.

    Zakaz palenia odbiera możliwość wyboru właścicielom, ale przekazuje tą możliwość wyboru klientom i pracownikom.
    Żeby to zrozumieć, trzeba umieć myśleć abstrakcyjnie i rozumieć zależności przyczyna-skutek.

    Klienci i pracownicy zawsze mogli wybierać, bo nie każdy pracodawca zmuszał do palenia i nie każdy właściciel lokalu pozwalał na palenie. Nie było przymusu.

    A co z wolnością palących klientów i pracowników? W jaki sposób odebranie wolności właścicielom polepszyło ich wolność?

    Rzeczywiście trudno mi zrozumieć orwellowskie myślenie:
    WOJNA TO POKÓJ
    WOLNOŚĆ TO NIEWOLA
    IGNORANCJA TO SIŁA

  16. Więcej takich edów i na pewno będzie wolnościowo.

    „Ja mam nadzieję, że uda mi się kiedyś przekonać/wytłumaczyć że „wolność” na której się libertarianie tak często koncentrują, nie istnieje i nie będzie istnieć.”

    Co Ty? W misjonarza się jakiegoś bawisz czy co?

  17. > Może sobie swoje wiernopoddańcze niewolnicze stanowisko racjonalizować i usprawiedliwiać jak tam chcesz.
    Kto mówi o „niewolnictwie” ? Podejmujesz decyzje na podstawie wiedzy którą posiadasz. Chyba że niczego się nigdy nie nauczyłeś. Rodzice, szkoła, środowisko… 40 lat zmarnowanego życia ? Twój „wolny wybór” to wypadkowa wpływu innych osób.
    Przeraża cię to ?

    > Co Ty? W misjonarza się jakiegoś bawisz czy co?
    A ty prezentujesz swoją opinię tylko po to żeby się wypłakać ?

  18. Pod wpisem o tytule: Jesteś swoją pierwszą linią obrony” niejaki xenu popełnił komentarz, którego konkluzja brzmi ni mniej ni więcej tak: „KOZIOŁEK JA PIERDOLE JAKI TY JESTEŚ GŁUPI”
    Poprzez prostą konstrukcję analogicznej wykładni paralelności wypowiedzi, twierdzę wprost: ed, PM JA PIERDOLE ….
    Ci dla których myślenie i analogie nie stanowią problemu dokończą sobie sami, pozostali nie muszą – przymus nie ustanowiony(jeszcze). :p

  19. A Panowie słyszeli o zasadzie „Nie karmić troli”?

    Pozdrawiam serdecznie

  20. Ja tam kupilem sobie elektroniczny „papieros” i mam dupie zakazy palenia. technicznie nie pale i duzo zdrowiej jest. Palilem prawie 20 lat i nic nie bylo w stanie mnie odzwyczaic, kupilem e-cig i koniec, od 3 miesiecy nie mialem regularnego papierosa w gebie.

    Dodatkowym plusem jest to ze moge tego uzwyac wszedzie (wydziela sie tylko para, nic sie nie pali) i nie place haraczu dla organizacji zajmujacych sie zdrowiem itd..

    Pewnie niedlugo zakaza a potem opodatkuja, ale wtedy to ja juz nie bede w ogole niczego uzywal.

  21. Z „antynikotynistami” nie ma co gadać. To tacy dokładnie ludzie jak na filmie:

Możliwość komentowania jest wyłączona.