Tusku, opodatkuj blogerów

Miłościwie nam panujący i rosnący wszerz rząd, zamiast szukać oszczędności, postanowił pójść łatwiejszą drogą i podnosi podatki. Plany w tym zakresie ma z pewnością szerokie, bo w dziedzinie ograbiania obywateli urzędnikom nigdy pomysłów nie brakuje, ale ja chciałbym zasugerować kolejny sposób na zdobycie pieniędzy.

Można przecież skorzystać z pomysłu władz miasta Filadelfia (w USA), które właśnie wpadło na pomysł, aby opodatkować wszystkich blogerów. Postanowiono tam potraktować każdy blog jako potencjalne źródło dochodu – wszakże wiele z nich wyświetla jakieś reklamy, często poprzez platformę blogową, z której korzystają – i nałożyć na takie „przedsiębiorstwa” gamę podatków, od licencji za przywilej prowadzenia biznesu począwszy. Licencja ta, w niebagatelnej kwocie $300, to płatna z góry opłata za przywilej blogowania, przepraszam, za przywilej prowadzenia biznesu, i ewentualnego czerpania zysków z tego hobby. W wysokości niezależnej od faktycznych przychodów, czy dochodów z prowadzenia bloga.

Nie znam preferencji politycznych polskiej blogosfery, ale jeśli jest zbliżona do preferencji politycznych reszty społeczeństwa, to wydaje mi się, że taka inicjatywa spotka się z entuzjastycznym przyjęciem. Z pewnością nie zabraknie głosów nawołujących do jak najszybszego uchwalenia stosownego podatku, które swoją intensywnością przyćmią obywatelskie oburzenie w kwestii osławionego krzyża. Skoro w modzie jest nawoływanie do opodatkowania innych (np. kościoła), to czemu nie blogerów? Możne nawet ktoś na Facebooku założy stosowną grupę i zwoła jakąś nocną spontaniczną manifestację poparcia?

10 myśli na temat “Tusku, opodatkuj blogerów”

  1. Nareszcie! Opodatkowaniem blogerów władza powinna się zająć już dawno temu, nie wiem, czemu tyle zwlekali. Powodów widzę kilka:

    1. Blogi to zagrożenie dla demokracji oraz wolności słowa, a także konkurencja dla koncesjonowanej i opodatkowanej prasy papierowej;
    2. Porządek musi być.

  2. Nie śmiejcie się, ja sam mam w rodzinie parę osób, które tęsknią za komuną „bo porządek był”.
    Uważają, że silne państwo musi być, bo nie może być anarchii i „róbta co chceta”.
    Że podatki muszą być, bo z czego by się państwo utrzymało, a przecież wiadomo, że państwo musi być.
    Że każdy chłop to powinien swoje w woju odsłużyć, najlepiej dwa lata, bo co to za chłop co nie odsłuży.
    Że policjant to powinien umieć pałą przyper…, ach jak się za komuny milicji bali, jak było dobrze.
    Że socjalizm musi być, państwowe zakłady pracy muszą być, bo teraz to ludzie po śmietnikach grzebią a kiedyś nie grzebali?
    Broń tylko dla wojska i policji, a sklepy z dopalaczami powinni zlikwidować!

    To nie są jakieś jednostki, takie poglądy ma BARDZO wielu ludzi i myślę, że blogerów za bardzo bronić nie będą.
    Ja się czasami zastanawiam czy postawa większości to wynik prania mózgów od dziecka czy jakaś wrodzona mentalność niewolnicza (może niektórzy ludzie po prostu muszą czuć bata nad sobą, bo inaczej nie potrafią normalnie funkcjonować), obawiam się, że to drugie.

  3. właśnie przeczytałem podlinkowany tekst o biurokracji i kosztach jej utrzymania.

    to jest kurwa do cha pana wafla SZOK.

    tzn. nie tak duży szok – wyliczenia uwzględniają tylko zarobki i koszty ubezpieczenia pasożytów, nie uwzględniają natomiast kosztów innych. wszak laptopy i ich użytkowanie to także x złotych, mam racje?

    mam.

    czasami sobie myślę, ze fajnie by było powrócić do starych dobrych ciemnogrodzkich czasów i zastanowić się nad pewnymi radykalnymi środkami. topienie „naukowców” też można by przy okazji rozważyć:) zwłaszcza tych „unijnych”, co dostają „pomoc” oraz inne „dofinansowanie badań” za umieszczenie w nazwie referatu słów „zmiany klimatyczne” (bo „globalne ocieplenie” już nie przejdzie tak łatwo jak kiedyś).

  4. @Piter Ciekaw jestem czy próbujesz rozmawiać ze swoimi bliskimi o wadach i zaletach byłej i obecnej okupacji. U mnie w rodzinie jest niemal identycznie z tym, że ja dawno się poddałem i nie ciągnę tematu mając na uwadze własne zdrowie psychiczne.

  5. Oczywiście się nie poddaję i próbuję rozmawiać z rodziną i znajomymi, bo co mam innego robić. Są różne reakcje.

    Niektórzy nie chcą słuchać, bo to niedojrzałe i dziecinne, inni nawet przyznają, że to co mówię ma sens, ale to jest niemożliwe do zrealizowania, za duży idealista ze mnie, pewna jest tylko śmierć i podatki itp.

    No ale cóż, jak wszyscy będziemy rezygnowali z propagowania wolnego rynku i libertarianizmu, to już nikt nie będzie tego robił. Trzeba ludzi inspirować, tyle, że dzisiaj to coraz trudniejsze, po przeczytaniu nowego wpisu u Jacka Sierpińskiego naprawdę można się załamać.

  6. Ludzka zawiść to potężna siła. Zręcznie rozbudzana może się stać najlepszą bronią przeciwko socjalistom i etatystom. Przeciętnemu, nie mającemu polityczno-ekonomicznej wiedzy człowiekowi trzeba przede wszystkim konsekwentnie uświadamiać, że urzędasy i korzystające z socjalu lumpy to pasożyty żyjące na _jego_ koszt. W dyskusji z przygłupami wzdychającymi za PRL-em w żadnym wypadku nie krytykować tamtego ustroju. Lepiej jest przedstawić współczesnych postkomunistów jako zdrajców dawnych PRL-owskich idei, powiązanych z wielkim biznesem bogaczy, którzy zamiast naprawdę bronić pracującego ludu, kłamią i nabijają sobie kabzy jego kosztem. Przy odrobinie zdolności można sprawić, że entuzjasta PRL zagłosuje na Korwina. Sprawdzone! 😀

  7. @Rafał

    czy to nie tzw. paradoks?

    żeby współczesny prol zagłosował na liberała, trzeba wychwalać ustrój sprzed 89 i obrzydzać ustrój po 89 – no pięknie:) stwierdzam uczenie, że to jest jakieś kompletne popierdolenie z poplątaniem świadczące o spektakularnej zapaści mentalno-moralno-intelektualnej plebsu w III RP.

    ta zapaść już chyba dawno przekroczyła fazę odwracalności.

    podstawowy problem w przekonywaniu innych do idei wolności, którą tak pięknie onegdaj wychwalali Étienne de La Boétie, Frederic Bastiat czy Alexis de Tocqueville, sprowadza się zawsze do tego samego: wychowany w komunizmie i – o zgrozo – w demokratycznym socjalizmie obywatel, który przeczytał w życiu może pół książki, żerujący od zawsze na innych i żyjący z zasiłków, nigdy nie zagłosuje na liberała z tej prozaicznej przyczyny, że w ogóle nie zrozumie, co ten człowiek mówi i gdzie mianowicie tkwi dobro głoszonego przezeń programu. podobnie i „środek” nie zechce oddać głosu na takiego polityka – raz, że również nie bardzo jest w stanie zrozumieć, że o wiele lepszym wyjściem dla niego samego jest to, że nie będzie dostawał dodatku na ogrzewanie i zasiłku na dziecko, a dwa – właśnie z powodu tego niezrozumienia zagłosuje na kogoś, kto mu te zasiłki „zagwarantuje”.

    brutalna prawda jest taka, że dla przeciętnego człowieka moralność w ekonomii czy ogólnie w życiu mierzona jest nie sprawiedliwością i faktycznie panującą w kraju wolnością, ale wysokością wynagrodzenia, i co gorsza – poziomem „pomocy”, jakiej udziela państwo ludziom potrzebującym, zdzierając z reszty pod przymusem składki.

    tego zaś, że to właśnie państwo w takim kształcie odpowiedzialne jest w ogóle za istnienie większości ludzi potrzebujących wsparcia socjalnego, znajduje się poza zdolnością percepcji gminu.

  8. A tymczasem w TV reklama Gazety Wyborczej:

    „Zasiłki rodzinne, sprawdź ile można dostać”. 😛

    Jak wszędzie w mediach promuje się pasożytnictwo jako system normalny i pożądany to wszyscy też myślą, że to jest zupełnie normalne i naprawdę wierzą, że „im się należy”, tak po prostu.

  9. ja sobie ostatnio rozmyślam nad ustrojem, w którym żyjemy (demokracja) i dochodzę do wniosku, że nie ma szans na wprowadzenie wolności w takich warunkach. miał rację Tocqueville, kiedy pisał o rewolucji francuskiej, że „rewolucja przeprowadzona przez despotę mniej by nam może przeszkodziła stać się kiedyś wolnym narodem niż rewolucja dokonana w imię suwerenności ludu i przez lud.”

    krótko: dopóki istnieć będzie demokracja jako forma sprawowania rządów – nie będzie wolności. nie znaczy to z automatu, że w innych warunkach wolność da się zaprowadzić gładko. bynajmniej. tu jedynie chodzi o pewne potencjalne możliwości, jakie daje konkretny ustrój.

    bo spójrzcie:

    wdrażanie wolnorynkowych reform ZAWSZE wiąże się ze spadkiem praktycznie wszystkich wskaźników ekonomiczno-gospodarczych. dzieje się tak dlatego, że wskaźniki te były przez cały okres trwania socjalizmu sztucznie utrzymywane przez rządowych rachmistrzów na wysokim poziomie albo na poziomie gwarantującym jeśli nie wygranie wyborów, to przynajmniej wejście do parlamentu. efekty takiego stanu rzeczy są na ogół katastrofalne dla wszystkich: ludzie podejmują decyzje w oparciu nie o to, co realne i rzeczywiste, lecz o to, co stanowi zafałszowany i zmanipulowany obraz rzeczywistości.

    tymczasem z chwilą wprowadzenia wolności ekonomicznej rynek zacząłby się oczyszczać jak gospodarka zdrowego organizmu żywego po przebytej chorobie – bankrutowałyby kolejno wszystkie nierentowne przedsiębiorstwa i państwowe spółki: huty, kopalnie, stocznie, padałyby jak muchy rządowe monopole. wolny rynek wymusiłby zmiany albo doprowadził do plajty. wiele tzw. drapieżnych korporacji, będących dzisiaj chłopcem do bicia dla rozmaitych „naprawiaczy świata”, na wolnym rynku nie mogłoby działać z taką swobodą jak obecnie, gdyż schowane pod państwowym parasolem, który gwarantuje im bezpieczeństwo przychodów poprzez rozmaite regulacje utrudniające czy wręcz uniemożliwiające wejście na rynek konkurencji, mogą sobie pozwolić na dowolne praktyki, bo czują się bezkarne, wypasając się na łące państwowych regulacji.

    w ujęciu najbardziej ogólnym sprawa wygląda następująco: według klasycznej teorii ekonomii zmiany w gospodarce zachodzą natychmiast po bodźcu, który je powoduje. liberałowie w XIX wieku, wierzyli, że tak rzeczywiście jest. w XXI wieku już wiedzą, że tak nie jest – że efekty zmian w polityce rządu dopiero po kilku latach dotrą z Warszawy do Ustrzyk Dolnych, przy czym w odróżnieniu od socjalistów uważają, że to zupełnie nic nie szkodzi. bo dobry gospodarz jak mawiał Bastiat – patrzy nie na korzyści doraźne i chwilowe, lecz na skutki dalekosiężne i długofalowe.

    podsumowując: gdyby na mocy decyzji politycznych wprowadzić kapitalizm w takim kraju jak III RP, wskaźniki ekonomiczne spadłyby na łeb na szyję. wzrosłoby również bezrobocie. wszystko z powodu bankructwa nierentownych firm i państwowych molochów oraz wypieprzenia z posadek kilkuset tysięcy pasożytów. po okresie tąpnięcia wszystko zaczęłyby wracać do normy wraz z powstawaniem konkurencyjnych przedsiębiorstw dostosowanych do wymogów gospodarki wolnorynkowej.

    ALE TEGO LUD NIE ZROZUMIE.

    po 5 latach ponownie wybierze socjalistę.

    i znowu się zacznie rzeźbienie w gównie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.