Bo dzieci trzeba chronić

Wiadomo, internet to siedlisko zła, przed którym trzeba chronić przede wszystkim dzieci (choć nasz rząd chce chronić także dorosłych). A dzieci trzeba chronić za wszelką cenę.

Czyhają w internecie na dzieci pedofilie, pornografia, narkotyki, hazard i całe to zło. Najlepiej więc będzie, gdy z jednej strony tych, którzy głoszą poglądy, które można uznać za „złe” (np. „propagujące” poglądy pedofilskie – to chyba wciąż projekt) odpowiednio się potraktuje, czyli jakoś przykładnie ukarze, z drugiej jak się odpowiednio internet ocenzuruje, aby zakneblować tych, których nie może łatwo dosięgnąć ręka sprawiedliwości. Już nie trzeba popełniać czynów, które mogą budzić wątpliwości nawet dość libertyńskich osobników, wystarczy, że coś tam będzie na rzeczy – jak przypadku „propagowania zachowań pedofilskich”, czy posiadaniu rysunków, które przedstawiają osoby wyglądające na małoletnie i poddające się czynnościom seksualnym.

Wiadomo, cenzura jest łatwiejsza, bo można, po wdrożeniu odpowiednich mechanizmów, nie ruszać się zza biurka i paroma kliknięciami „robić porządek”. Nic dziwnego, że koncepcja ta co rusz powraca w jakiejś nowej odsłonie, z nową tematyką wymagającą właśnie takich działań.

Powiększa się też lista tematów, które można uznać za niebezpiecznie dla dzieci, a więc będącymi dobrymi kandydatami zarówno do ocenzurowania, jak i przykładnego karania tych, którzy o takich tematach mówią. Najnowsze tematy niebezpieczne to Ana i Mia, czyli anoreksja i bulimia. Bo, jak się okazuje, to jakiś problem, z którym trzeba walczyć, najlepiej ograniczając wolność słowa, cenzurując internet i wsadzając do więzień za głoszone poglądy. Francja na czele postępu, gdzie już można zostać ukaranym za propagowanie chudości. Brawo Francja – wydawało mi się, że nie potrzebuję więcej powodów by pałać szczerą nienawiścią to tego narodu, ale patrzcie, Francuzi nie ustają w wysiłkach, abym ich nie polubił.

Jak napisałem w jednym z komentarzy: nie ma takiej tyranii, której by się nie dało jakoś uzasadnić troską o dzieci. Kiedyś cenzura broniła ustroju, teraz ma bronić dzieci – totalniactwo takie samo.

5 myśli na temat “Bo dzieci trzeba chronić”

  1. Karalność propagowania „zachowań o charakterze pedofilskim” to już nie projekt – zostało to już uchwalone, podpisane przez prezydenta, opublikowane w Dzienniku Ustaw i wchodzi w życie za 9 dni – 8 czerwca 2010 r.
    Dokładnie wchodzą w życie następujące artykuły:
    Art. 200a.
    § 1. Kto w celu popełnienia przestępstwa określonego w art. 197 § 3 pkt 2 lub art. 200, jak również produkowania lub utrwalania treści pornograficznych, za pośrednictwem systemu teleinformatycznego lub sieci telekomunikacyjnej
    nawiązuje kontakt z małoletnim poniżej lat 15, zmierzając, za pomocą wprowadzenia go w błąd, wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania sytuacji albo przy użyciu groźby bezprawnej, do spotkania z nim, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
    § 2. Kto za pośrednictwem systemu teleinformatycznego lub sieci telekomunikacyjnej małoletniemu poniżej lat 15 składa propozycję obcowania płciowego, poddania się lub wykonania innej czynności seksualnej lub udziału w produkowaniu lub utrwalaniu treści pornograficznych, i zmierza do jej
    realizacji, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
    Art. 200b.
    Kto publicznie propaguje lub pochwala zachowania o charakterze pedofilskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
    http://isap.sejm.gov.pl/Download?id=WDU19970880553&type=3

  2. Dzieci chronić trzeba!

    Nawet za cenę wolności – ich rodziców.

    Porządek musi być!

  3. Co do nowych przepisów antypedofilskich: wydaje mi się, że art. 200a zakazuje zachowań będących swego rodzaju odległym usiłowaniem popełnienia takich przestępstw, jak zgwałcenie osoby w wieku poniżej 15 lat, uprawianie seksu (lub dopuszczenie się „innej czynności seksualnej”) z taką osobą, albo produkowanie bądź utrwalanie pornografii z jej udziałem. Można tu mówić o usiłowaniu odległym z tego względu, że jakkolwiek do naruszenia któregoś z dwóch paragrafów art. 200a potrzeba spełnienia dwóch wymogów, które składają się na usiłowanie popełniania przestępstwa: zamiaru dokonania czynu zabronionego prawem karnym i podjęcia działania zmierzającego do urzeczywistnienia takiego zamiaru (które ostatecznie okazuje się nieskuteczne – w przeciwnym razie mielibyśmy do czynienia z pełnym popełnieniem przestępstwa), to nie występuje tu trzeci warunek, bez spełnienia którego o usiłowaniu popełnienia przestępstwa nie może być mowy: wymóg, by działanie mające na celu dokonanie czynu prawnie zakazanego zmierzało do dokonania tego czynu w sposób bezpośredni, a nie po prostu jakikolwiek (zob. art. 13 par. 1 kodeksu karnego: odpowiada za usiłowanie, kto w zamiarze dokonania czynu zabronionego zmierza swym zachowaniem bezpośrednio do jego dokonania, które jednak nie następuje). O przykładowym „Wojtku” ze znanej reklamy telewizyjnej – który będąc czterdziesto lub więcej letnim facetem nawiązuje kontakt via Internet z 12 letnią Anią i pisze do niej „Cześć, jestem Wojtek i też mam 12 lat” chcąc w ten sposób doprowadzić do jej wykorzystania – można byłoby powiedzieć, że zmierza on swym zachowaniem do popełnienia przestępstwa określonego w art. 200 k.k. – trudno byłoby jednak stwierdzić, że zmierza on do popełnienia takiego przestępstwa w sposób bezpośredni: droga od nawiązania kontaktu z osobą w wieku poniżej 15 lat za pomocą – dajmy na to – „Naszej Klasy” – do rzeczywistego wykorzystania seksualnego takiej osoby siłą rzeczy musi przebiegać przez szereg etapów, z których najważniejszym jest oczywiście bezpośrednie spotkanie z taką osobą i może zostać przerwana (przez którąkolwiek z obu kontaktujących się osób) na długo przed tym, zanim do faktycznego wykorzystania dojdzie.

    Od tradycyjnego usiłowania przestępstwo określone w nowym art. 200a k.k. różni – poza brakiem wymogu bezpośredniego zmierzania do popełnienia któregoś z przestępstw, do których przepis ten się odnosi – jeszcze jedna ważna rzecz: zgodnie z art. 15 par.1 k.k. nie podlega karze za usiłowanie, (ten) kto dobrowolnie odstąpił od dokonania lub zapobiegł skutkowi stanowiącemu znamię czynu zabronionego. Z treści żadnego z paragrafów art. 200a nie wynika natomiast, że ktoś, kto mając zamiar doprowadzić do np. współżycia z osobą w wieku poniżej 15 lat nawiązał za pomocą systemu teleinformatycznego kontakt z taką osobą, wprowadził ją w błąd co do np. swojego wieku, bądź użył w stosunku do takiej osoby tego, co kodeks karny określa jako groźbę bezprawną – albo, do czego odnosi się art. 200a par. 2 – wyłożył jej swoje intencje kawa na ławę – ale ze zrealizowania swego zamiaru dobrowolnie zrezygnował – czy to nie przychodząc na umówione spotkanie, czy tym bardziej np. likwidując konto internetowe, za pomocą którego kontaktował się z taką osobą – nie może zostać skazany za przestępstwo określone w tym przepisie. Wprawdzie art. 200a par. 2 sugeruje, że złożenie osobie w wieku poniżej 15 lat propozycji np. uprawiania seksu jest karalne tylko wówczas, jeśli idzie za nim jakieś zmierzanie do jej realizacji (z czego wynikałoby, że samo tylko napisanie do takiej osoby tekstu w stylu „chciałbym się z Tobą kochać” nie stanowiłoby przestępstwa), to nie ma w nim mowy o tym, by dobrowolne odstąpienie od realizacji takiej propozycji chroniło sprawcę przed odpowiedzialnością karną. A zmierzaniem do realizacji może być tu choćby próba umówienia się z osobą, której propozycja taka została złożona – nawet wówczas, jeśli osoba taka propozycję taką zignorowała bądź odrzuciła.

    Celem wprowadzenia do kodeksu karnego nowego art. 200a jest więc umożliwienie ścigania i karania pedofilów, usiłujących uwodzić dzieci przez Internet na długo przed tym, zanim zrobią oni coś konkretnie złego. Karane mogą być na jego podstawie takie osoby, które wprawdzie miały zamiar popełnienia przestępstwa (co samo w sobie nie jest oczywiście karalne: prawo nie karze za same jedynie myśli) i podjęły jakieś kroki w kierunku jego popełnienia, ale ze zrealizowania takiego zamiaru dobrowolnie zrezygnowały.
    W umyśle osoby, dla której wolność osobista jednostki jest naczelną wartością, jaką powinien respektować system prawny art. 200a musi więc budzić wątpliwości. Niemniej jednak, wydaje mi się, że przepis ten uderza w osoby chcące wykorzystywać seksualnie dzieci i posługujące się Internetem do takich celów w sposób w miarę bezpośredni – choć pytanie, czy nie za szeroki: moim zdaniem dobrowolne odstąpienie od dokonania któregoś z przestępstw, o których w przepisie tym jest mowa (np. obcowania płciowego z osobą w wieku poniżej 15 lat) powinno chronić sprawcę przed odpowiedzialnością karną na takiej samej zasadzie, na jakiej przed odpowiedzialnością karną za usiłowanie chroni dobrowolne odstąpienie od ostatecznego dokonania przestępstwa. Karanie pedofila, który nawiązał przez Internet kontakt z osobą w wieku poniżej 15 lat z zamiarem doprowadzenia do stosunku czy innych czynności seksualnych, lecz z realizacji takiego zamiaru dobrowolnie się wycofał jest praktycznie równoznaczne z karaniem go po prostu za to, że jest pedofilem – nie za to, że podejmuje działanie zmierzające do wyrządzenia komuś krzywdy. Jak ma się to do znanej maksymy, że same myśli czy skłonności nie mogą być tratowane jako przestępstwa?

    Mimo wszystko jednak, art. 200a wydaje mi się czymś możliwym do przyjęcia – choć nie bez pewnych wątpliwości. Inaczej jest z art. 200b, który zakazuje publicznego propagowania lub pochwalania zachowań o charakterze pedofilskim. Wprowadzenie tego akurat przepisu można uzasadniać w oparciu o teorię, że propagowanie bądź pochwalanie takich zachowań może w jakiś pośredni sposób – poprzez kształtowanie lub podtrzymywanie pewnych przekonań albo wywoływanie bądź podsycanie emocji – prowadzić do takich zachowań – jasne jest jednak, że teoria taka, jako podstawa zakazu karnego – jest nader wątpliwa. Oczywiste jest, że skłonności pedofilskie – w odróżnieniu od, chciałbym zauważyć, pewnych innych punktów widzenia, które bywają czasem podłożem przestępczych zachowań – takich, jak przekonanie o zbrodniczości aborcji czy zgubności eksperymentów genetycznych bądź globalnego ocieplenia – nie są wynikiem wpływu jakiejkolwiek propagandy, choć oczywiście nie da się wykluczyć tego, że wpływ pewnych treści może w jakiś sposób przyczyniać się do realizacji takich skłonności. Nie jest jednak powiedziane, że muszą to być – lub choćby z największym prawdopodobieństwem są – treści, które można byłoby określić mianem propagowania lub pochwalania zachowań pedofilskich. O pedofilach (przynajmniej niektórych) wiadomo, że podniecają się oni kolekcjami bielizny dziecięcej i zwykłymi, nie mającymi nic wspólnego z pornografią (i oczywiście, propagowaniem zachowań pedofilskich) obrazami dzieci w fotografiach i w filmach – i co więcej, jak niektórzy znawcy problemu twierdzą, dla jakiejś części z nich, im bardziej przedstawiany obraz dziecka jest „niewinny” tym bardziej jest on podniecający. Można więc przypuszczać, że wpływ, jaki na pedofilów mogą mieć takie treści, jak katalogi bielizny dziecięcej lub zwykłe filmy może się niekiedy przyczyniać do popełniania przez nich konkretnych przestępstw – ale czy jest to powód, by rozpowszechniania takich treści zakazać? Pytanie to wydaje się retoryczne.

    Poza tym, jeśli nawet ktoś uważa, że publiczne propagowanie lub pochwalanie zachowań o charakterze pedofilskim powinno być karalne i siłą rzeczy przyjmuje, że jedynie potencjalnie możliwy i raczej odległy związek przyczynowo skutkowy, jaki może zachodzić między propagowaniem lub pochwalaniem takich zachowań, a takimi zachowaniami jest dostatecznym powodem do tego, by propagowania lub pochwalania takich zachowań zakazać (choć radziłbym być ostrożny z tego rodzaju argumentacją: w oparciu o tego rodzaju rozumowanie można byłoby zakazać np. straszenia ludzi skutkami globalnego ocieplenia, ponieważ jak pokazało np. morderstwo i samobójstwo, do którego kilka miesięcy temu doszło w Argentynie wpływ propagandy przedstawiającej potencjalnie katastrofalne skutki tego zjawiska może w przypadku niektórych – prawdopodobnie niezrównoważonych psychicznie – osób prowadzić do popełniania brutalnych zbrodni – -pisałem o tym w swoim niedawnym tekście na temat zasadności tępienia na drodze prawnej innego, niż „propagowanie zachowań pedofilskich” kontrowersyjnego typu wypowiedzi, jakim jest tzw. „mowa nienawiści” – zob. http://bartlomiejkozlowski.eu.interii.pl/hatelogic.pdf ), to po przyjrzeniu się pewnym, dawno już istniejącym przepisom kodeksu karnego łatwo zapewne zauważy, że wprowadzenie nowego zakazu nie jest do tego niezbędne. Art. 255 par. 3 zakazuje publicznego pochwalania popełniania przestępstwa. Jak przyjmuje się w powszechnie akceptowanej doktrynie prawa karnego, pod pojęciem „pochwalanie popełnienia przestępstwa” należy rozumieć nie tylko pochwalanie konkretnego, dokonanego już czynu, ale także wygłoszenie bardziej ogólnikowego poglądu, że jakieś zachowanie zakazane przez prawo karne (np. współżycie seksualne z osobą poniżej 15 lat) jest czymś dobrym. Zachowania o charakterze pedofilskim – w niektórych przypadkach per se zupełnie niewinne – jak np. prywatne posiadanie rysunków przedstawiających osoby nieletnie uczestniczące w czynnościach seksualnych – są generalnie rzecz biorąc przestępstwami. W pojęciu „pochwalanie” mieści się, jak sądzę, pojęcie „propagowanie” – z propagowaniem czegoś (np. zachowań o charakterze pedofilskim) nieodłączne związane jest wyrażanie pozytywnego stosunku do tego czegoś – doprawdy trudno byłoby propagować jakiś rodzaj zachowań i jednocześnie zachowania te ganić. Publiczne propagowanie lub pochwalanie zachowań o charakterze pedofilskim mogłoby więc być ścigane i karane na podstawie art. 255 par. 3, który zakazuje publicznego pochwalania popełniania przestępstwa. Wprowadzenie jakiegoś specjalnego przepisu – takiego, jak nowy art. 200b k.k. – nie jest do tego niezbędne.

    Chciałbym też wreszcie zauważyć, że na internetowych stronach „pozytywnych pedofilów” – o których prasowe doniesienia wywołały oburzenie części opinii publicznej, co ostatecznie przyczyniło się do uchwalenia art. 200b k.k. – w gruncie rzecz trudno znaleźć jest treści, które bez większych wątpliwości można byłoby uznać za „propagowanie lub pochwalanie zachowań o charterze pedofilskim”. Nie ma tam zachęcania – nawet ogólnikowego – do seksualnego wykorzystywania dzieci. Wyrażany oczywiście bywa pogląd, że dzieci powinny mieć prawo do całkowicie dobrowolnych z ich strony kontaktów seksualnych (i rzecz jasna pogląd, że tego rodzaju kontakty są możliwe) – i co za tym idzie, przepisy prawne dotyczące relacji o charakterze seksualnym między dziećmi i dorosłymi powinny zostać zmienione – ale czy wyrażenie takiego poglądu jest propagowaniem lub pochwalaniem zachowań o charakterze pedofilskim w rozumieniu art. 200b k.k.? Propagowanie jakichś zachowań to przekonywanie do nich, wyrażanie opinii, że zachowania takie powinny być praktykowane, pochwalanie z kolei, to wyrażanie opinii, że zachowania takie są czymś dobrym lub tym bardziej chwalebnym – nawet bez przekonywania wprost, że zachowania takie powinny mieć miejsce. Na internetowych stronach „pozytywnych pedofili” – na ile miałem je okazję poznać – trudno było się zetknąć z poglądem, że dzieci jakoś koniecznie powinny wchodzić w relacje seksualne z dorosłymi, albo że seks jest dla dzieci czymś per se dobrym. Ewidentnym celem autorów wspomnianych stron – takich, jak strona boylovera Misiaczka czy „Lolitabu” – było zachęcanie do zmiany obowiązującego prawa – nie do jego łamania. Oczywiście – nie da się wykluczyć tego, że wpływ treści zawartych na takich stronach może w jakichś przypadkach przyczynić się do popełnienia przestępstwa – ale tak samo nie da się wykluczyć, że obejrzenie telewizyjnego kryminału może przyczynić się do popełniania przestępstwa podobnego do tego, jakie przedstawione zostało w filmie (przypadki przestępstw wynikających z naśladownictwa są czymś dobrze znanym nauce kryminologii), albo że podniecenie seksualne, jakie u pedofila może wywołać oglądanie np. zwykłych zdjęć dzieci, może skutkować wykorzystaniem rzeczywistego dziecka. Dla każdego, kto traktuje wolność słowa w sposób elementarnie poważny jasne jest chyba, że tego rodzaju potencjalne jedynie zagrożenia nie są dostatecznym powodem do zakazywania pewnych rodzajów ekspresji i traktowania ich jako przestępstw. Jeśli tego rodzaju zagrożenie nie jest wystarczającą przesłanką do wyjęcia spod prawa innych typów wypowiedzi – takich, jak relacje o zbrodniach, które przecież skłaniają czasem pewnych ludzi do naśladownictwa – nie powinny być one także uważne za przesłankę do zakazania tych wypowiedzi, które dałoby się określić mianem propagowania lub pochwalania zachowań o charakterze pedofilskim.

    P.S. O tym, co sądzę o zakazie, który ostatecznie znalazł swe miejsce w art. 200b k.k. pisałem jakiś czas temu w artykule „Propagowanie zachowań pedofilskich – niepotrzebne i niebezpieczne (dla wolności słowa) przestępstwo – zob. http://bartlomiejkozlowski.eu.interii.pl/pedo.pdf

  4. Idąc dalej tą ścieżką za 10 lat karani będą czytelnicy miesięcznika „Detektyw” oraz miłośnicy pitawali. Parafrazując artystę „Niech się boi ten co widzi, nie ten kto robi”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.