300 lat kopyrajtów

Dziś mija 300 lat od wejście w życie prawa, które dało początek całego prawodawstwa dotyczącego praw autorskich. 300 lat wydaje się długo, ale gdy spojrzymy na to przez pryzmat znacznie dłuższego czasu, w którym ludzkość tworzyła dzieła obecnie uznawanie za przedmioty „własności intelektualnej”, to argument o niezbędności praw autorskich dla tworzenia nowych dzieł nie wydaje się taki znów mocny.

Oczywiście, przez te ostanie 300 lat rozwój dzieł był znacząco większy niż w całej poprzedniej historii ludzkości, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że korelacja nie oznacza przyczynowości. Miliardy stworzonych przez użytkowników dzieł, z którymi możemy obcować w tysiącach serwisów, nie powstało dlatego, że mamy wyjątkowo mocne i zachęcające do tworzenia prawa autorskie, ale raczej wbrew nim. Oraz głównie dzięki nowym technologiom, których rozwój byłby jeszcze lepszy, gdyby nie ograniczenia praw autorskich i patentowych.

7 myśli na temat “300 lat kopyrajtów”

  1. Skoro mowa o historii, polecam ciekawy artykuł na innym znakomitym blogu – “Archeowieściach”. Tym razem nie libertarianie ale archeolodzy dowodzą nam, że na ogólną szybkość cywilizacyjnego rozwoju decydujący wpływ miała łatwość z jaką poszczególne jednostki mogły kopiować cudze pomysły. Zwolennicy patentów, kopyrajtu i innych współczesnych barier na drodze wymiany informacji – czytajcie i uczcie się!
    http://archeowiesci.wordpress.com/2009/06/06/o-postepie/

  2. kazdy osobnik z niewielka iloscia sprawnych komorek mozgowych potrafi sam wymyslec ze tak wlasnie bylo. to przerazajace ze trzeba to argumentowac! Zaiste propaganda robi ludziom wode z mozgow.

  3. @Rafał: jak Maciek zauważył, powstawanie dzieł i szerzenie się informacji odbywało się wbrew copyrightowi oraz dzięki rozwojowi technologii. Copyright nie stanął również na drodze w powstawaniu tysięcy serwisów i „miliardów” dzieł.

    Copyright nie blokuje rozwoju ani go wspiera. Nie wiem jak wygląda twoja definicja rozwoju, ale wg mojej, rozwój polega na ulepszaniu cudzych pomysłów a nie ich kopiowaniu 🙂 Jeżeli chcesz się rozwijać, to weź czyjś pomysł i go ulepsz. Prawo patentowe ci na to pozwala.

    Wszystko się rozbija o pytanie czym jest copyright. Jak widać po Statue of Anne, od samego początku miał chronić autora przed zarządzaniem jego własnością.
    To autor ma pełne prawo decydować o tym co się dzieje z jego dziełem.
    Jeżeli chcesz słuchać muzyki rządnego kasy autora, to płać. Jeśli nie chcesz płacić, to słuchaj muzyki kogoś kto ją tworzy za darmo (lub taniej).

    To zupełnie naturalne że są tysiące autorów którzy mówią „czytajcie i kopiujcie do woli”. Mają pełne prawo tak powiedzieć.
    Tak samo ludzie którzy mówią „płaćcie słono za to co napisałem”, również powinni mieć pełne do tego prawo. Copyright mówi właśnie o tym prawie decydowania o tym co ktoś stworzył.

    Na tym chyba polega wolność o którą liberałowie walczą ? Na swobodnym decydowaniu o tym co sami tworzymy a nie na decydowaniu o czyichś utworach i co się komu za co należy ?

  4. „Przez około stulecie i trzecią część następnego ten partnerski układ funkcjonował dobrze z punktu widzenia rządu i sprzedawców. Zrzeszenie czerpało korzyści z monopolu, a rząd dzięki niemu sprawował kontrolę nad rozprzestrzenianiem się informacji. Jednak pod koniec XVII wieku dzięki postępującym zmianom politycznym rząd rozluźnił więzy cenzury i pozwolił wygasnąć monopolowi sprzedawców. To oznaczało, że drukarstwo mogło wrócić do swojego pierwotnego stanu anarchii, co oczywiście stało się bezpośrednim zagrożeniem ekonomicznym dla członków Zrzeszenia Sprzedawców. Zlikwidowanie monopolu mogło być dobrą nowiną dla długo podporządkowanych autorów i niezależnych drukarzy, ale też wróżyło klęskę Sprzedawcom, którzy prędko uknuli strategię zachowania swojej pozycji w nowym, liberalnym klimacie politycznym.

    Sprzedawcy oparli swój pomysł na kluczowym spostrzeżeniu, na którym od tego czasu bazują wraz z wielkim firmami wydawniczymi: autorzy nie mają środków, by rozpowszechniać własne prace. Pisanie książki wymaga tylko pióra, papieru i czasu, zaś do jej rozpowszechnienia potrzebne są maszyny drukarskie, sieć transportowa, inwestycje w materiały i zestawy typograficzne. Sprzedawcy zatem wyciągnęli wnioski, że ludzie, którzy piszą, zawsze będą potrzebowali współpracy wydawców, by uczynić swoją pracę ogólnie dostępną. Ich strategia wykorzystała ten fakt dla osiągnięcia maksymalnych zysków. Wystąpili przed parlamentem i zaprezentowali nowatorski wówczas pogląd, że autorzy posiadają naturalne i przyrodzone prawo własności tego, co piszą, a takie prawo może być przekazywane innym stronom w drodze umowy, tak samo jak inne formy własności.

    Ich argument zdołał przekonać parlament. Sprzedawcom udało się uniknąć odium cenzorów, jako że nowe prawa autorskie przypisane zostały twórcy. Wiedzieli oni jednak, iż autorzy nie mają innego wyboru niż oddanie ich wydawcy na potrzeby dystrybucji. Doszło do pewnych sporów prawnych i politycznych dotyczących szczegółów, ostatecznie jednak argumenty Sprzedawców nie zostały zasadniczo podważone, stając się tym samym częścią angielskiego prawa ustawowego. Pierwsze prawo autorskie, które można uznać za nowoczesne, Statut Anny, wydane zostało w roku 1710.”

    http://www.kto.org.pl/zapowiedz-swiata-post-copyright/

  5. “Na tym chyba polega wolność o którą liberałowie walczą ? Na swobodnym decydowaniu o tym co sami tworzymy”

    A czy ja nie mam prawa sobie pomarzyć o latających, różowych słoniach? No pewnie, że mam! Tak samo jak mają prawo do swoich mrzonek autorzy. Prawdziwy problem byłby dopiero wtedy, kiedy przekupieni przeze mnie politycy, mocą ustawy nakazaliby przemalować wszystkie słonie na różowo a potem strącać w przepaść by nauczyły się latać.

Możliwość komentowania jest wyłączona.