Cena sposobem na piractwo?

Trwa obecnie spór pomiędzy księgarnią Amazon.com, a wydawnictwem Macmillan o ceny książek tego wydawnictwa w wersji elektronicznej. Amazon chciał, aby cena książki elektronicznej nie przekraczała $9,99, bo zainteresowany jest rozwojem tego rynku dystrybucji: sprzedaje przecież swój czytnik, a i same książki w formie elektronicznej nie wymagają kosztownych magazynów i wysyłki. Wydawnictwo natomiast wciąż chce działać wedle schematów książek papierowych, czyli sprzedawać różne edycje po różnych cenach, rozpoczynając od ceny najwyższej – $15 (będącej odpowiednikiem wydania w twardej oprawie), a potem, z czasem, obniżając cenę (odpowiednik miękkiej oprawy). W efekcie sporu Amazon usunął ze swojego katalogu wszystkie książki wydawnictwa Macmillan, także tradycyjne. Oburzyli się autorzy oraz ci, którzy nie zwracają uwagę na cenę. Amazon się w końcu ugiął i ma przywrócić książki i przystać na politykę cenową wydawnictwa.

Szkoda, bo polityka cenowa przeniesiona z tradycyjnych książek w przypadków e-booków nie ma innego uzasadnienia niż chęć wydrenowania maksymalnej ilości pieniędzy od tych, na których cena nie robi większego wrażenia, po to, aby potem sprzedać książkę reszcie gawiedzi po cenie „masowej”. Oczywiście takie działanie miało jeszcze jakiś sens w świecie książek na drewnianej pulpie, gdzie wydawnictwo sterowało podażą i decydowało o tym, kiedy pojawiała się jaka edycja. W świecie cyfrowej dystrybucji nie sposób kontrolować podaż i tworzyć sztuczne niedobory – DRM trochę w tym pomaga, ale to rozwiązanie na krótką metę, bo przecież pirat czai się za każdym rogiem.

Klienci nie wiedzą dlaczego właściwie mają płacić ceny porównywalne z cenami książek tradycyjnych, skoro nie ma ani papieru, ani okładki, ani kosztów druku, transportu i składowania. W zasadzie cena powinna być odzwierciedleniem kosztów wytworzenia (zysk autora, redakcja, jakaś grafika na „okładkę”) i zysku dla wydawcy. Wiedząc, że wydawca nie ponosi tych wcześniej wymienionych kosztów, klienci spodziewają się znacząco niższej ceny, a gdy zaproponowana wydaje się im za wysoka, zaczynają się rozglądać za alternatywą, co w tym wypadku nie oznacza przecież, że muszą kupić wagon papieru i wybudować sobie drukarnię. Wystarczy zostać piratem.

Przy obecnych cenach czytników książek elektronicznych, gdy sam czytnik kosztuje równowartość 25-30 książek, ceny samych książek w formie elektronicznej mają, moim zdaniem, spory wpływ na szybkość adopcji tych urządzeń i nowego sposobu dystrybucji. 30 tradycyjnych książek do dla mnie kilka lat czytania, a za kilka lat czytniki i mechanizmy dystrybucji będą sporo różnić się od obecnych. To wielu zniechęca, o DRM nawet nie wspominając.

Pozostaje pytaniem, czy autorzy powinni stać po stronie wydawnictw i ich przestarzałych polityk cenowych, bo przecież to wydawnictwa płacą im pieniądze, czy jednak postulować dość radykalne zmiany. Jeden z pisarzy, który sprzedaje książki poprzez kanały cyfrowej dystrybucji, postanowił podzielić się cenną wiedzą na temat faktycznych wpływów, które otrzymuje.

Autor publikuje swoje książki na platformie cyfrowej dystrybucji firmy Amazon.com za pośrednictwem wydawnictwa stosującego dość tradycyjną politykę cenową w stosunku to wersji elektronicznych – ceny wahają się od $3,96 do $7,99. Z 5 tytułów sprzedawanych tym sposobem w ciągu 6 miesięcy sprzedało się 1237 kopii. Autor sprzedaje też 4 tytuły samodzielnie (jest ich wydawcą) także poprzez Amazon.com, oferując je w bardzo przystępnej cenie – $1,99. Te książki sprzedały się w tym samym czasie w ilości 9800 kopii. Oznacza to, że średnia sprzedaż książek tego autora w cenie $8 to 342 sztuki rocznie, a w przypadku ceny $2 jest to 4900 sztuk – 4 razy taniej skutkuje 14 razy większą sprzedażą! Przy atrakcyjnej cenie piractwo przestaje być problemem – dla większości potencjalnych klientów niska cena i łatwość dostępu do dzieła jest wystarczającym powodem, aby zakupić go od autora i nie uciekać się do innych, bardziej kłopotliwych i często nielegalnych metod.

To dość dobry przykład na to, że trzymanie się starych metod prowadzenia biznesu w dobie zmian technologicznych nie ma sensu. Próba zatrzymania zegara historii skazana jest na porażkę i pozostaje cieszyć się, że wygrają na tym ci, którzy szybko zauważą ten fakt i odpowiednio się dostosują.

  • shw

    To naprawde przemawia – wystarczajaco duza grupa testowa zeby zauwazyc prawdziwe dzialanie rynku (w przypadku 2 ksiazek mozna powiedziec, ze ta jedna jest lepsza/popularniejsza, ale w przypadku 10 ksiazek juz trudno nie zauwazyc prawidlowosci).
    Szkoda tylko, ze autor chyba postanowil albo dorobic troche bardziej albo przeniewierzyc sie swojemu odkryciu albo jeszcze dodatkowo je zweryfikowac – podnoszac cene ksiazek do $4.59

  • Malutki

    Farmazony Waść piszesz 🙂
    Są książki, które sprzedadzą się w niewielkim nakładzie – bez względu na cenę. To są na przykład publikacje naukowe w jakichś hermetycznych dziedzinach. Obniżenie ceny z powiedzmy 50$ do 5$, w żaden sposób nie zwiększy ich sprzedaży, a jedynie postawi pytanie o sens całego przedsięwzięcia.
    Model biznesowy Amazona nie przystaje do tego przypadku.
    Mcmillan wydaje właśnie sporo pozycji naukowych.
    A Amazon próbuje sprzedawać książki jak marchewkę…

  • Podałem konkretne cyfry. Jaki jest Twój argument, bo nie zauważyłem?

  • ed

    To co Malutki pokazuje to że sprzedaż powinna być (i z reguły jest) regulowana jakością a nie ceną. Dobra i popularna książka się sprzeda mimo wysokiej ceny (patrz Harry Potter) a kiepska lub mało popularna pozycja się słabo sprzeda bez względu na cenę. Niskie ceny promują jedynie małych i nieznanych (i najczęściej miernej jakości).

    Patrzył bym więc z dużą rozwagą na przykłady cudownych sprzedaży kilku tytułów po obniżonej cenie bo jest to broń obosieczna 🙂 To właśnie odstępstwo od reguły stanowi o ich wyjątkowości oraz odmienności i tworzy zainteresowanie daną pozycją. Gdy wyjątek staje się regułą to powszednieje i wszystko wraca do poprzedniego stanu.

    Jeśli cena dzisiaj jest tym motorem piractwa to dlaczego ma nim nie być gdy będzie połowa niższa ? Kto określił że cena $20 za „dowolną książkę” to potwornie drogo a $10 to już full wypas i pełnia szczęścia ? To co dzisiaj jest drogie za $20, będzie jutro nadal drogie przy cenie $5.
    Jako side note dodam że koszt wydrukowania książki to najczęściej $1 a większość ceny idzie na wydawnictwo i dystrybucję więc obniżanie ceny z $20 do $5 nie jest w żaden sposób uzasadnione ekonomicznie.

    Ludzie będą piracić nawet jeśli wszystko będzie kosztować $0.5 a jedynym lekarstwem na piractwo jest wygoda. Dlatego cyfrowa dystrybucja powinna mocno ograniczyć piractwo. Problem jedynie będzie taki, że Amazon będzie tworzyć niebezpieczny monopol (taki sam jaki ma teraz Apple z AppStore, Microsoft z Xbox360, Sony z PS3 itd).

  • shw

    bzdury piszesz (nie po raz pierwszy z reszta) kolego edzie. co decyduje? ludzie decyduja. przy cenie wysokiej nielicznych stac na dane dobro, wiec dobro jest dobrem luksusowym. obnizajac cene zwiekszamy dostepnosc produktu dla wiekszej ilosci ludzi. im wiecej ludzi kupi produkt, tym wieksze i pewniejsze/stabilniejsze zyski. twoim sposobem rozumowania zawsze lepiej jest sprzedac produkt po najwyzszej cenie najmniejszej liczbie osob (idealnie – jednej za okragla sumke). nie trzeba siedziec w danym biznesie, aby okreslic czy cos jest dla mnie drogie czy tez nie. kalkuluje – ile mam pieniedzy, ile moge wydac, jaka korzysc bede mial z kupna i probuje zmaksymalizowac swoj „zysk” z danego kupna. ceny spadaja i spadac powinny, ale prosze – nie wmowisz mi, ze cos co kupuje dzisiaj za $10 dolarow bede uwazal za tak samo drogi zakup gdyby kosztowalo $5 – toc to szczyt absurdu. tak samo jak nie widze biegajacych ludzi zabijajacych sie po ulicach legalnie dostepnymi nozami, tak samo nie widze ludzi narzekajacych nieustannie na cene chleba czy masla, bo ich cena radykalnie nie spada. po prostu w mniemaniu ludzi chleb jest wart tyle i tyle i sa sklonni za niego tyle zaplacic. tak samo dla ludzi cena $2 za ksiazke na kindle’a jest cena odpowiednia i atrakcyjna, ale $8 juz nie. tak samo jak kupisz chleb za 2 zl, ale w przypadku 8 zl juz bys sie mocno zastanowil (chociaz kto cie tam wie).
    z jednym masz racje – wygoda to bardzo wazny aspekt wygranej z piractwem, ktory jest pomijany, ignorowany i niezauwazany przez wielu dystrybutorow tresci wszelakich. i to wygoda rozumiana bardzo szeroko – z jednej strony dostepem do owych tresci w „odleglosci” 1 kliku, z drugiej strony np. „reklamami” i obostrzeniami anty-pirackimi serwowanymi absurdalnie – jedynie tzw. „uczciwym” klientom. jednak niewiadomo jaka wygoda nadal nie nakloni cie do kupowania chleba za 10zl, jezeli ten nie jest tyle wart (i mozesz zdobyc go w inny sposob – np. upiec go sobie samemu – chociaz swiat cyfrowy daje o wiele wiecej sposobow). tak samo z samej karoserii nie zrobimy dobrego samochodu, jezeli silnik bedzie do niczego – dopiero polaczenie jakosci, wygody i ceny, jest w stanie spowodowac, ze piraci nie beda mieli pracy.
    i owszem – ludzie beda piracic nawet jezeli cos bedzie kosztowac $0.5 – ale to margines. tak samo jak ludzie zawsze beda krasc, mordowac i gwalcic. wiekszosc, nie wazne jak bardzo nienawidzisz ludzi i widzisz w nich tylko najciemniejsza strone, nie zawracalaby sobie gitary z szukaniem i piraceniem, jezeli mogliby miec produkt po przystepnej cenie. ludzie to naprawde nie zlodzieje i rozumieja, ze wszystko kosztuje – ba – nawet bardzo chca placic za rzeczy i uslugi, nawet jezeli nie musza. to taki naturalny mechanizm psychologiczny wbudowany we (wzglednie) kazdego czlowieka.

    swoja droga naprawde nie widze monopolu Amazon’a – ze niby co? opanuja rynek publikacji elektronicznych i nie bedzie konkurencji? jakos tego nie widze. podobnie ciezko jest mowic o monopolu microsoftu w xboxem 360, aby za sekunde podac drugi przyklad monopolu firmy konkurencyjnej do tej pierwszej – co z zasady monopolowi przeczy.

  • ed

    Aha, aha… Amerykanie mówią w takiej sytuacji „Big picture here !”. Nie po raz kolejny udowadniasz że nie widzisz całości a jedynie poszczególne elementy.

    > nie wmowisz mi $10 dolarow bede uwazal za tak samo drogi zakup gdyby kosztowalo $5 – toc to szczyt absurdu

    Ponowię pytanie. Kto powiedział że $10 za książkę to dużo ? Nie neguję tego że jak coś jest tańsze to będę się cieszył że jest tańsze. Stwierdzam jedynie że $10 to jest cena potwornie śmieszna i nie zauważalna. I że za chwilę się odezwie ktoś kto powie że $10 to jest majątek a przy $5 już może kupi. I czy to właśnie usprawiedliwia go że przy $10 ściągnie pirata a przy $5 już nie ? A gdzie jest koszt wytworzenia ? (jak już Maciek cytował TANSTAAFL).
    Twierdzenie że ma się „cudowną receptę na wysoką sprzedaż i teraz to na pewno piractwo zniknie” jest właśnie absurdem. Przecież to takie proste. Obniżyć cenę 20x i magicznie sprzedaje się 20x lepiej. Zawsze. Bez wyjątków. Tyle ludzi czeka żeby kupić moją książkę „Życie i śmierć ameby w badaniach statystycznych naukowców z Kambodży”. Ale blokuje ich cena $13.99.

    Czy cena usprawiedliwia piractwo ? „$1 to bym ci dał, ale za $50 to mam cię w dupie, ale nie na tyle żeby cię olać i twoją książkę. Bo mi się podoba. Ale jej nie kupię. Po prostu wezmę sobie to co sprzedajesz. I nie rycz tak, bo przecież cię nie okradam. A jak jutro przyjdę to masz mieć nową książkę. Którą sobie też przeczytam. I żeby mi k.. była ciekawa ! ”

    > tak samo jak kupisz chleb za 2 zl, ale w przypadku 8 zl juz bys sie mocno zastanowil
    Nie. Jeżeli chleb by tyle kosztował od 2tyś lat albo gdybym mieszkał w Niemczech to 8zł to będzie całkowicie normalna cena. Ale płacę 2zł bo się przyzwyczaiłem.

    Amazon tworzy sobie monopol taki jak ma MS i Sony. Są konkurencją między sobą. Lecz ich działania są bardzo dalekie od wolnego rynku (czyli coś co jest anty monopolistyczne). Wolny rynek byłby gdybym mógł napisać sobie grę na X360 lub PS3 i ją wydać po za oficjalną siecią dystrybucji. Ale teraz te firmy mi zabraniają tak zrobić. Mówią mi jaką mogę grę zrobić a jakiej nie mogą. Mówią mi też za ile mam ją sprzedawać. I jeszcze mi zabiorą część kasy tylko za to że mi na coś pozwolili.
    Wyobraź sobie co by było gdyby takie same zasady były stosowane w innych dziedzinach. Kupujesz samochód dostawczy Toyota i chciałbyś przewozić nim towar. W tym celu udajesz się do firmy Toyota po stosowne pozwolenie co możesz przewozić a co nie. Na nic tłumaczenie że to twój samochód. Tak naprawdę to jest „ich samochód” i mogą ci mówić co masz w nim wozić a co nie i gdzie masz tankować.
    Once again. „Big picture here”.

  • shw

    hehehehehe. a te cytaty z angielska to z jakiejs ksiazki dla akwizytorow?
    z jednej strony kazesz mi placic 50 dolcow za ksiazke, kiedy osobisicie uwazam to za cene za wysoka, a za chwila zalisz sie, ze MS chce od ciebie kase za licencje na tworzenie na ich konsoli – TANSTAAFL kolego – MS tez musi na czyms zarabiac. na konsolach nie zarabia, bo jego model biznesowy jest taki, zeby konsole opchnac po kosztach, a nawet pozniej, a odbic sobie dlugofalowo na produktach na konsole. a ty beszczelnie przychodzisz i mowisz – hej – microsoft – chce se wydac gre – dajcie mi narzedzia i mozliwosc dystrybucji za darmo, $1 to bym zaplacil, ale $20 od sprzedanej kopii to za duzo i mam was w dupie. pojde i napisze, zesta monopolisci i smierdzicie. i nie ryczcie, bo gdyby nie ja to byscie mieli konsole bez gier i nikt by jej nie kupowal, wiec to wy powinniscie mi placic (i to duzo, bo mam zamiar kupowac ksiazki za 50 baksow!). i zeby mi sie k.. dobrze pisalo, bo nie chce sie meczyc 2 lata nad jednym tytulem, tylko tak – machnac raz dwa i zarobic miliony.

    a wracajac z twojego poziomu dyskusji do bardziej merytorycznych rozwazan. ja powiedzialem, ze $10 to drogo jak za ebooka. a moje slowo jest (a przynajmniej w teorii – powinno byc) bardzo wazne, bom klient i beze mnie cala transakcja kupna/sprzedazy nie dojdzie do skutku. jak mowie, ze $10 to za wysoka cena, to logicznym krokiem jako wydawcy jest zastanowic sie czy czasem nie mam racji – bo ty sobie mozesz wystawic ksiazke za $10 i ta ksiazka bedzie tak lezec i czekac, bo ja jej nie kupie – troche to bezproduktywne, ale jak sobie chcesz. jak ktos madry to usiadzie, przemysli, podliczy koszta, prowizje, zrobi sobie symulacje i sprobuje nizszej ceny. i ja np. za taka nizsza cene juz moge kupic. a wraz ze mna 1000 innych osob, ktorym nie pasowalo 10 dolarow, ale np. 6 juz pasuje. co lepsze – zostanie mi z takiego zakupu 4 dolarow niewykorzystanych i z drugiego mi zostanie 4 – to sobie kupie kolejna ksiazke za 6 dolarow i bede zadowolony bo mam ich 3 i jeszcze 2 dolary w kieszeni. no ale moglem nie kupic, albo kupic drogo, a mniej – i nie stac sie molem ksiazkowym. big picture, jak to hamerykanie ponoc mowia – glupi jestes jezeli liczysz na jeden, atrakcyjny zakup z mojej strony. nie trzeba byc geniuszem, zeby wiedziec jak wartosciowe jest przywiazanie klienta i ze lepiej sprzedac klientowi taniej, ale 10 razy, niz jednorazowo, a drogo. z reszta hamerykanie, „once again” powiedzenie na okazje – „customer is always right”. CBDU.

  • ed

    No proszę, proszę. Więc jednak udało mi się ciebie sprytnie zmanipulować 🙂 Kiedyś to było potocznie określane jako „adwokat diabła” czyli sam zaczynasz używać argumentów drugiej strony tak by dowieść że są dziurawe jak ser szwajcarski. W dzisiejszych czasach nazywa się to „reverse psychology” 🙂

    Udało mi się cię przekonać abyś bronił autora (Microsoft) jakiegoś wytworu (konsoli). Czyli jeśli cię dobrze zrozumiałem to twórca jakiejś rzeczy (w tym wypadku konsoli), ma prawo decydować o swoim produkcie. Może sam ustanawiać cenę oraz kto na danym produkcie zarobi i w jaki sposób. Może również wpływać na cenę oferowaną klientowi końcowemu. Czyli podsumowując, autor ma prawo decydowania o swoim produkcie. Right ? 🙂
    Lecz… chwila… coś mi się nie zgadza. Przecież jestem klientem Microsoftu. Czyż nie jest tak że „customer is always right” ? Jeśli kupiłem konsolę to mogę z nią zrobić co mi się żywnie podoba (np. uruchomić na niej dowolny program) ?

    A teraz, zabawna część. Uważam, że to co robi Microsoft jest jak najbardziej słuszne. To się nazywa kontrola rynku. Coś czego nie zrobili np. Atari i Commodore w latach 80. Nie kontrolowali rynku co spowodowało zalew sklepów tandetą tworzoną bez ich udziału. W efekcie przesycenie rynku oraz pogorszenie wizerunku doprowadziło ich do poważnych kłopotów finansowych. To co robi Microsoft jest więc bardzo dobre z ich punktu widzenia. To co robi Amazon również jest bardzo dobre z ich punktu widzenia. I to co robi Macmillan jest również bardzo dobre z ich punktu widzenia.

    Różnica między mną a Tobą jest taka, że ja szanuję autorów. Tylko oni mają prawo do decydowania o tym co stworzyli. Jeśli ktoś stworzy konsolę, to ma prawo kontrolować rynek dla niej (i wszystko co się z tym wiąże). Jeśli ktoś napisał książkę, to ma prawo decydować kto, za ile i gdzie ją będzie sprzedawać. Nawet jeśli wyjdzie im to bokiem.

    I powtórzę też: głupi jesteś jeśli uważasz że posiadasz cudowną receptę na wysoką sprzedaż. Do tego dołożę: głupi jesteś jeśli uważasz że niską ceną zapewnisz sobie przywiązanie klienta (patrz way overpriced Apple). Mam nadzieję że dwa ostatnie zdania były wystarczająco merytoryczne 🙂

  • shw

    o cholera ed – to juz nawet doktorat z psychologii masz. ales mnie zmanipulowal – czuje sie taki oszukany i zdezorientowany. tylko problem w tym, ze wcale nie uwazam, ze MS ma prawo robic tak, a nie inaczej i ze mi sie to podoba – pokazalem tylko, ze z jednej strony narzekasz ze autor ma prawo zadac $50 za ksiazke (bo zapewne nie czytasz), ale MS nie ma prawa brac od ciebie kasy za dostep do SDK itd. bo to jest monopol (ale u autora monopol nie jest). roznica jest taka, ze ja nie mowilem: haha – alem cie zmanipulowal, to sie nazywa „psychological manipulation by being an asshole” – widzisz jakie znam madre slowa? znaczy, ze jestem madry!
    swoja droga – jasne, ze uwazam, ze jestes klient i mozesz uruchomic na swojej konsoli dowolny program – ba – nawet ja zmodyfikowac, jak chcesz. tylko problem w tym, ze to ma sie nijak do stworzenia oprogramowania na dany sprzet, wiec „your argument is invalid” (said morgan freeman holding cotton candy). przyklad z Applem (ktorego nie nazwalbym overpriced – chyba ze jestes osoba dla ktorej np. ekran to ekran i 15 cali to 15 cali, a juz nie wazne ze w np. acerze jest inny niz w macbooku) – mam iphone’a i jako ich klient moge zostac developerem i placic 100 baksow, albo uzyc jailbreak’a i SDK dostarczonego przez spolecznosc (chociaz i tego nie trzeba) – jestem klient i moge sobie robic ze swoim sprzetem co chce jezeli $99 to dla mnie za duza cena.

    z reszta nie wkladaj mi w usta stwierdzen, ktorych nie wypowiedzialem – jezeli masz problemy z czytaniem, to przeczytaj 5 razy – moze wtedy sie doczytasz. napisalem, ze sama wygoda (podana z kolei przez ciebie jako recepta na cudowna sprzedaz – vide – wedlug samego siebie jestes glupi) nie jest idealna recepta, bo nie zaplacisz np. za chleb 50 zl tylko po to, zeby sie nie ruszyc z fotela, tylko zamowic przez internet – recepta jest polaczenie dobrej ceny, jakosci i wygody – tak na poczatek.
    i wracajac do oryginalnego przykladu – wygode poniekad mam, jak mam kindle’a (chociaz nie tylko), jakosc moge ocenic – kazdy ma inny gust, ale z drugiej strony mam tez probke ksiazki i moge cos tam po niej powiedziec. problem wiec rozbija sie jedynie o cene. ty mowisz, ze 8 baksow jest ok i zgodzilo sie z toba 342 osoby, ja mowie ze jest zla i zgodzilo sie ze mna ponad 11000 klientow naszego przykladowego autora. do the math.
    do tego merytoryczna rozmowa powinna opierac sie na faktach – ja, maciek podajemy fakty, konkretne liczby – a ty siadasz z zalozonymi rekami, usmieszkiem typu „smartass” i mowisz – „a ja sie z wami nie zgadzam i mnie nie przekonacie! bo wcale ze tak nie jest, a wy wszyscy jestescie glupi! dowodow (po angielsku – evidence) nie podam, bo nie. bla bla bla”.
    mam nadzieje, ze ostatnia „scenka” byla wystarczajaco prosta, aby byla zrozumiala.

  • ed

    „Big picture”. Mogę to powtarzać bez końca. Ale ciężko ignorantowi wytłumaczyć że ziemia jest okrągła skoro on widzi tylko horyzont.
    Cały czas podajesz pojedyncze przykłady i albo nie wiesz albo udajesz że nie wiesz że jest wiele innych przykładów przeciw twojej tezie.

    >mam iphone’a i jako ich klient moge zostac developerem i placic 100 baksow, albo uzyc jailbreak’a i SDK
    Nie możesz. Jailbreak jest wbrew licencji, czyli Apple ci tego zakazuje. Jeśli będziesz chciał sprzedać lub nawet rozdać TWÓJ program, stworzony na TWOIM telefonie przy pomocy TWOJEGO SDK, ale po za oficjalną dystrybucją Apple (AppStore), to zobaczysz nakaz sądowy.

    > mowisz, ze 8 baksow jest ok i zgodzilo sie z toba 342 osoby, ja mowie ze jest zla i zgodzilo sie ze mna ponad 11000 klientow naszego przykladowego autora. do the math.

    Ulubiony przykład anty-copyrightowców czyli World of Goo sprzedawane jako „bóg zapłać”. 100tyś osób powiedziało że $1 jest świetną ceną. A to mój ulubiony przykład czyli Modern Warfare 2. 21mln osób powiedziało że $50 jest jeszcze lepszą ceną. Ba, jest nawet lepszy przykład związany z Modern Warfare 2. Wersji konsolowej sprzedano 20mln sztuk, spiracono 2mln. Wersji PC sprzedano 1mln sztuk, spiracono 5mln. Obydwie wersje w identycznej cenie. Obydwie wersje tej samej jakości i tej samej dostępności. Gdzie tu logika ?

    Czy obniżenie ceny spowoduje spadek piractwa ? Historia uczy że nie. Czy cena usprawiedliwia piractwo ? W żadnym wypadku.

    Takie są fakty.

  • shw

    chyba skoncze z toba „rozmawiac”, bo twoje podejscie „a wlasnie ze tak nie jest i jestes glupi” ponownie mnie juz nudzi.
    czyli chcesz powiedziec, ze spadek cen wiekszosci produtkow przez wszystkie lata na calym swiecie jest wynikiem..? dlaczego jeszcze kilka lat temu przecietna cena, podawanych przez ciebie cen gier, wynosila 150-200 zl, a teraz <100 to wynik dzialania zebowej wrozki? bo przeciez skoro cena byla ok, ludzie kupowali, spoleczenstwo sie wzbogacilo, to na cholere obnizac cene? chyba, ze jednak jest korelacja miedzy cena, a piractwem. ale to byloby szalone! szybko – daj znac producentom i dystrybutorom gier, ze popelnili blad!
    co do ceny – a gdzie ty widziales MW2 (czy jakakolwiek gre) sprzedawana po tej samej cene na PC i konsole? z reszta co chcesz tym pokazac i udowodnic? porownujesz indie developera i wielkiego producenta z budzetem kilki milionow dolarow. world of goo bylo tez dostepne w paczce MacHeist III, co oznacza, ze za kazda sprzedana kopie dostali prawdopodobnie nie wiecej niz owego dolara – widocznie sie im jednak oplaca, skoro ponownie postawili (teoretycznie) na niska cene. bardzo mi sie podoba w tobie rowniez to, ze potrafisz podac jakis przyklad, ale przemilczec niewygodna reszte (ktora jeszcze by nie daj boze pasowala do teorii oponenta!) – a wzrost sredniej "ceny" z kazdym dniem? a wzrost sprzedazy w innych kanalach? a wplaty przekraczajace znacznie "normalna" cene produktu? a fakt, ze pomimo, iz praktycznie nie musieli – wiekszosc zaplacila za gre? a fakt, ze sam developer przedluzyl promocje ze wzgledu na (cyt.!) "wielki sukces"? moze cos w tym jednak jest – hmm? moze jednak pozyskanie kilkudziesieciu tysiecy klientow w ciagu tygodnia dla 2-osobowego zespolu to "niezly" wynik? do tego ludzi, ktorzy najwyrazniej nie byli zainteresowani placeniem za gre do tej pory – czyli zespol zamiast zarobic 0 zarobil dobre kilkadziesiat tysiecy, na jednym prostym tytule, przez tydzien! dodatkowo podany przez ciebie przyklad pokazuje, ze to nie "chwilowa atrakcyjnosc" zwyciezyla (max. 22.1% kupujacych), a dostepnosc ceny (min. 22.7% + 7.8% piratow + 5.4% uznajacych swoja cene za wlasciwa + 11.6% ludzi ktorzy zaplacili 2x za ta sama gre)! cos malo obrazkowe bylo to twoje "big picture" skoro tego nie zauwazyles..
    co do apple'a – fajnie tak rzucac "niby-fakty" bez jakiejkolwiek wiedzy? nakaz sadowy czego? pozew to ja moge zobaczec – przyznam – bo pozwac mozna kogos za wszystko – bez podstawy prawnej, ale nakaz? druga sprawa – lamie licencje jako user przez co moge stracic support firmy – i tyle. nawet nie przychodzi mi do glowy za co mieliby mnie pozywac? uzywane SDK nie jest stworzone przez nich (nie kazdy o tym wie), nie lamie zadnej umowy, bo jako ze nie jestem czlonkiem apple developer program nie podpisywalem z apple zadnej umowy. przy calej wladzy i dziale prawniczym apple myslisz, ze gdyby byly podstawy apple nie zamknalby cydii juz dawno? a ta jeszcze wprowadzila mozliwosc zakupu aplikacji!
    swoja droga apple jest w ogole wdziecznym przykladem, bo moge zaplacic troche wiecej i miec w nosie co apple mysli i sprzedawac aplikacje poza ich kanalem dystrybucji uzywajac w pelni z dostarczonych przez nich narzedzi i supportu.
    co do spadku piractwa i korelacji ze spadkiem cen. kiedys trzeba sie bylo nachodzic, nakombinowac, zeby zdobyc pirata – teraz jest to 100 razy latwiejsze niz zdobycie oryginalu, a piractwo nie tylko nie rosnie, a jeszcze potrafi spadac (i to nawet biorac pod uwage mocno naciagane wyliczenia organizacji antypirackich)! niebywale – historia wbrew "historii", logika wbrew "logice". no i oczywiscie zapomnijmy, ze im bogatsze spoleczenstwo (i tym samym ceny relatywnie mniejsze i przystepniejsze), tym mniejszy stopien piractwa, bo nie pasuje do "faktow".

  • ed

    Większość gier tzw. full price, startuje z ceną od $40 do $60. Większość gier multiplatformowych startuje z taką samą ceną na wszystkich platformach. http://bit.ly/amW98p

    > co do apple’a – fajnie tak rzucac „niby-fakty” bez jakiejkolwiek wiedzy?
    Przykłady tego co ludzie robią ze SWOIM sprzętem i jak reaguje Apple:
    http://bit.ly/cKd80T
    http://bit.ly/buZVyI

    > bardzo mi sie podoba w tobie rowniez to, ze potrafisz podac jakis przyklad, ale przemilczec niewygodna reszte… a wzrost sredniej „ceny” z kazdym dniem? a wzrost sprzedazy w innych kanalach? a (…)
    Natomiast mi się bardzo podoba że w końcu zaczynasz dostrzegać szarości. W końcu podałeś wiele różnych czynników, które wpływają na sprzedaż danego produktu. Wystarczyło chwilę pomyśleć żeby wyjść z za zasłony ignorancji.

    > kiedys trzeba sie bylo nachodzic, nakombinowac, zeby zdobyc pirata – teraz jest to 100 razy latwiejsze niz zdobycie oryginalu
    To tutaj znowu cię naprowadzę na pewien trop. Dzisiaj jest już bardzo dobrze rozwinięta sieć dystrybucji cyfrowej oryginalnych gier. Dzisiaj żeby zaopatrzyć się w oryginał wystarczy wejść np. na stronę http://store.steampowered.com/ wybrać grę i wcisnąć Download (automatyczna płatność kartą załatwia formalności).
    Możesz też wejść na stronę pirate bay i tam wykonać taką samą czynność aby mieć taką samą grę.
    Teraz możesz sobie znowu policzyć różne %, narysować słupki, wziąć poprawkę na zasadę że „gdyby babcia miała wąsy to byłaby dziadkiem” i obliczyć na ile cyfrowa dystrybucja wpłynęła na spadek piractwa a ile to zależy od cen.