• ed

    Mi się spodobało jak Sapkowski obliczył że płyta audio powinna kosztować 15zł. Czekam na dalsze wyceny kolejnych towarów. Do tego bym jeszcze dorzucił cennik maksymalnych dopuszczalnych wynagrodzeń wg branży. Zawsze się przyda gdyby się jednak okazało że powróci gospodarka centralnie planowana.

  • Zlikwidujmy monopol prawnoautorski i zobaczymy na ile rynek wyceni płyty z muzyką. Typuję, że dużo mniej niż 15 złociszy.

  • Dziękuje serdecznie.

  • whirlinurd

    a ponoć sztuka jest bezcenna 🙂 a niech wyceniają cyfrowe liczby na miliardy $ nic to jednak nie zmieni że kradzieżą jest zabranie materii a nie literek czy cyferek – myślę że bliżej definicji „piractwa” jest definicja „myślozbrodni” a nie „kradzieży” 😉 jeżeli rozpatrzyć to to pod względem „moralnym” być może słuszne i czcigodne jest wynagrodzenie twórcy tego i owego 🙂 ale nie w ramach zadośćuczynienia wydumanego fizycznego napadu a tylko ulotnej metafizyki 😉 kiedyś nawet JKM (ups) porównywał wartość sztuki do worka z ziemniakami hm wycofał się z tych zbyt liberalnych poglądów? nie mam pojęcia 🙂

  • ed

    > Zlikwidujmy monopol prawnoautorski i zobaczymy na ile rynek wyceni płyty z muzyką. Typuję, że dużo mniej niż 15 złociszy

    Wyceni na tyle na ile gracze wycenili ostatnio World of Goo. Mieli możliwość płacenia dowolnej kwoty więc płacili 1 cent.

    Zlikwidujmy też monopol serkotwórczy i zobaczmy na ile rynek wyceni cenę serka Danio. Teraz kosztuje zdecydowanie za dużo. Kosztuje wręcz cenę usprawiedliwiającą kradzież.

  • Taki krótki komentarz, a tyle nieścisłości (żeby nie powiedzieć inaczej).

    Wcale nie płacili 1 centa (znaczy byli tacy, którzy płacili, bo też było to zgodne z ideą akcji). Niemniej jednak średnia cena w zależności od kraju wahała się pomiędzy $0.15 a $5.37. To spora różnica od rzekomego centa, mimo braku przymusu. Ciekawe, no nie?

    http://2dboy.com/2009/10/26/pay-what-you-want-birthday-sale-wrap-up/

    Kopiowanie to nie jest kradzież. To jest przecież wręcz przeciwieństwo, bo od kopiowania przybywa. To naruszenie praw autorskich, a nie zabór mienia czy kradzież. I nie ma nic wspólnego z kradzieżą serka.

    http://www.miasik.net/archive/2009/03/the-copyright-song/

    Ja wiem, że monopoliści chcą zrobić z tego kradzież, ale to jest jedynie naruszenie ich monopolu.

  • shw

    a propos World of Goo – zauwazyliscie, ze eksperyment pokazal jeszcze jedna rzecz – dzialanie wolnego rynku. najwiecej zaplacili uzytkownicy linuxa, ktorzy maja najmniejszy dostep do gier, najmniej uzytkownicy windowsow, dla ktorych World of Goo to jedna z wielu, wielu innych gier.

  • ed

    Maciek, zdecydowanie nadużywasz (żeby nie powiedzieć inaczej) słowa monopol 🙂 Monopol jest wtedy gdy jesteś skazany na dany towar/usługę nie mając żadnej alternatywy. W przypadku utworów, masz ich szeroki wybór również wśród darmowych. Więc nie jesteś „skazany na krwiopijców sprzedający własny towar, drogo”. Zawsze możesz skorzystać z usług konkurencji zupełnie za darmo.

    Moje nawiązanie do serka dotyczyło właśnie słowa monopol, bo idąc twoim tokiem rozumowania, to ustalenie jego ceny na 2,99 jest działaniem monopolistycznym a jego cenę należałoby „uwolnić” aby ustalił ją rynek. I nie ważne że są dostępne inne serki, tańsze, może nawet i smaczniejsze. Ten jeden wytwórca, ma monopol i trzeba z nim walczyć. Nie ma prawa mówić nam co i za ile może sprzedać. Jak będę chciał to dam im 1gr. Zapłaciłem ? Tak. Jest wolny rynek ? Jest. Czyli wszystko w porządku, kradzieży nie ma.

  • Carry
  • o wypowiedzi Sapkowskiego usłyszałem od rodziny która raczej na co dzień nie żyje kwestią praw autorskich więc najwyraźniej odbija się echem :]

  • shw

    @ed: prosze – nie mieszajmy fizycznych produktow z produktami opartymi o prawa autorskie. jestem swiadom, iz lata prania mozgow przez przerozne firmy i organizacje, dosc skutecznie to utrudniaja, ale produkty cyfrowe takie jak muzyka czy filmy, nigdy nie byly, nie sa i nie beda rowne produktom „fizycznym” takim jak serek danio. tym samym kopiowanie czy dzielenie sie tymze produktem nigdy nie bylo, nie jest i nie bedzie kradzieza, bo ta oparta jest nie tyle na wejsciu w posiadania produktu przez osobe, ktora za produkt nie zaplacila, a sprawieniem, iz osoba pierwotnie posiadajaca produkt, owego produktu – w wyniku dokonania kradziezy – nie ma.

    a monopol to de facto nie jest brak jakiejkolwiek alternatywy, a posiadanie na tyle znaczacej pozycji na danym rynku, iz dana firma (organizacja, podmiot) decyduje o tym co na danym rynku sie dzieje. zauwaz, ze przez lata TP miala jakichstam rywali, konkurencje – nie przeszkadzalo to jednak jej przegrywac spraw o wykorzystywanie pozycji monopolisty. podobnie bylo i jest w przypadku microsoftu (posiadajacego jakze darmowe „alternatywy”) i tak samo mozna mowic o rynku praw autorskich.
    tutaj jednak panuje rzeczywisty monopol, bo nie ma konkurencji dla praw autorskich jako takich. co bardziej absurdalne – prawa autorskie sa przymuszane – nie jestes w stanie z nich calkowicie zrezygnowac, a rezygnacja z pewnych przymuszanych rozwiazan (np. odnosnie muzyki) moze cie kosztowac wiele czasu i zachodu (np. rezygnacja z „ochrony” organizacji zbiorowego zarzadzania prawami autorskimi [gdzie za sprawa rzadu rowniez monopol – nie mozesz ot tak sobie zalozyc organizacji konkurencyjnej (i np. tanszej) do ZAiKSu] czy prosba, aby nie pobierali dla ciebie na przyszlosc oplat).

    ja rozumiem, ze po tych wszystkich latach trudno w to uwierzyc, ale nawet (relatywnie) zupelnie niedawno nie bylo czegos takiego jak prawa autorskie (a tymbardziej w terazniejszym ich rozumieniu) i ludzie zyli, tworzyli i zarabiali na zycie.

    ludzie wierzacy w idealnosc i zasadnosc praw autorskich przypominaja mi coraz bardziej wypranych z logicznego, trzezwego myslenia i wlasnych pogladow, mieszkancow krajow komunistycznych – wierzacych mniej lub bardziej, ze komunizm to najlepszy, idealny i jedyny wlasciwy ustroj istniejacy na swiecie. a jezeli sie zastanowic, to podobienstwa miedzy prawem autorskich i komunizmem widoczne juz na 1 rzut oka..

    i teraz tacy ludzie jak ja czy maciek zyjemy sobie „w podziemiu” praw autorskich, widzac ich prawdziwe oblicze oraz wady – probujac pokazac to innym i majac nadzieje, ze podobnie jak komunizm i prawa autorskie w koncu padna. a upadna – to jest pewne – pytanie tylko jak szybko.

  • ed

    @shw: kapitaliści twierdzą że sprzedać można wszystko za dowolnie wygórowaną cenę, nie tylko rzecz materialną, ale również czyjąś pracę lub czyjś czas. Natomiast Karol Marks twierdził że prawdziwą wartość mają tylko fizyczne produkty, jak również twierdził że kapitaliści wykorzystują swoją pozycję (monopol) w celach uzyskania własnych korzyści od ludu pracującego.

    Podobieństwa twoich poglądów i poglądów KM są „widoczne juz na 1 rzut oka”, więc sam nie dostrzegasz u siebie komunistycznych poglądów ale chętnie je przypisujesz innym. Freud to nazwał projekcją podobieństwa, ktora jest częstym mechanizmem obronnym u osób posiadających lekką lub silną paranoję 🙂

    ZAIKS to słaba organizacja, zgadzam się, ale to nie przekreśla praw autorskich jako takich. Jeżeli chcesz, to możesz walczyć o wolność dla artystów. Żeby nie byli zmuszanie do płacenia ZAIKS’owi. Żeby udostępniali swoje utwory na takich prawach jakie sobie zażyczą. I ja cię w tym poprę 🙂
    Ale nie stawiaj znaku równości z twierdzeniem że „autorzy powinni mieć wolność dysponowania swoimi utworów pod warunkiem że odbiorcy mogą mówić artystom co mają robić, za ile mogą to robić a w razie skopiowania mogą im g… zrobić”.

  • V-2

    @Ed – odróżniaj pojęcia metaforyczne od dosłownych, bo zrobi się bajzel.

    Kapitaliści nie uważają że można „sprzedać czas”. To jest skrótowe (metonimiczne) ujęcie sprawy, wygodne w potocznej komunikacji i tyle.

    W przypadku umowy o pracę nie ma przeniesienia tytułu własności do czegokolwiek – to zwyczajna transakcja wiązana. Ty będziesz robił jedno (np. kopał w ziemi od 8 do 17), a ja zrobię drugie (np. dam ci 2 i pół złotego).

    Z tego powodu to, co znamy jako prawo autorskie, mogłoby się utrzymać także w sytuacji, gdybyśmy nie uznawali „własności intelektualnej” – na drodze umów licencyjnych po prostu.

    Do przemyślenia: czy to znaczy, że spór o „własność intelektualną” jest czysto akademicki?

    Np. instalujesz program X – musisz na wstępie zawrzeć umowę, że nie będziesz robił jego kopii. Jeśli nie, do widzenia.

    Jeśli złamiesz umowę, jest to karalne, ale nie jako „kradzież” tylko po prostu złamanie warunków.

    Podobnie jak istnieją kontrakty o pracę, które zastrzegają że np. nie wolno podjąć pracy u konkurencji przez określony czas… albo nie wolno tego czy tamtego wypaplać itd.

    To nie jest „sprzedawanie życiorysu” czy „sprzedawanie języka”, tylko po prostu taka a nie inna umowa 🙂 a pacta sund servanda.

    Oczywiście, ten system ma swoje nieszczelności. Bo jeśli ja nigdy nie podpisałem umowy licencyjnej programu X, to jeśli dostanę go od Zenka, można wprawdzie ukarać Zenka, że się sprzeniewierzył własnym zobowiązaniom – ale ja nigdy nikomu nic nie obiecywałem, więc nie da się do mnie mieć pretensji, nawet jeśli powieliłem aplikację w milionie kopii.

    Jednak te nieszczelności łatwo byłoby uzupełnić – np. wraz ze sprzedażą aplikacji X, zobowiązywalibyśmy się do nierozpowszechniania ŻADNEJ APLIKACJI autorstwa tej samej firmy… a w następnym etapie, kupując oprogramowanie kompanii Y, zobowiązywalibyśmy się do tego samego w odniesieniu do całego konglomeratu firm (Y, Z, A, B, C)

    I w ten sposób, praktycznie rzecz biorąc, zobowiązania licencyjne objęłyby w zasadzie całość populacji

  • @ed

    Wcale nie naużywam – nazywam rzecz po imieniu. To jest gwarantowane przez państwo wyłączne prawo do czegoś. W przypadku patentu sprawa jest oczywista, w przypadku praw autorskich niby jest trochę inaczej, ale tak naprawdę to nie.

    Państwo gwarantuje autorom i wynalazcom wyłączność do czerpanie korzyści z „przypisanych” im idei. Czy to w formie pomysłu (patent), czy w formie utrwalonej kopi (prawo autorskie).

    I jak przystało na monopol, gwarantuje on monopolistom zysk monopolistyczny, który nie byłby możliwy, gdyby nie ten monopol.

  • ed

    @V-2: odróżniam 🙂 czasami po prostu z premedytacją używam poziomu logiki interlokutora aby wytknąć mu wady w jego rozumowaniu 🙂

    Co do „nieszczelności”: Pierwszy i najważniejszy punkt wymieniony w prawie autorskim „twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia za korzystanie z utworu”.
    Nie jest to wynagrodzenie za posiadanie, kopiowanie, przywłaszczenie, zabór, kradzież itd, tylko za korzystanie.

    Dużo więcej nieszczelności można znaleźć w prawie dotyczącym przedmiotów fizycznych.
    Jeśli Zenek ukradł Ci samochód, a ja go kupiłem od Zenka, to czy jestem złodziejem ? I czy masz prawo żądać ode mnie zwrotu tego samochodu ?
    Czy jeśli pójdę do twojej firmy, wezmę wieszak z ubraniami i go postawię w sąsiednim budynku, to czy a) ukradłem twój płaszcz ? b) czy ukradłem wieszak ? c) czy też może po prostu „przemeblowałem” ? Nawet gdy wezmę twój płaszcz do ręki żeby powiesić swój, a twój powieszę w innym miejscu, to już podpadam pod „nieuprawnione posiadanie czyli kradzież/przywłaszczenie/zabór”. To są dopiero „nieszczelności”. Państwo chroni każdego w każdym z tych przypadków i czy to też jest monopol ? Twój czy państwa ?

    Prawo autorskie jest bardzo przejrzyste: korzystasz-płacisz. Prawo karne dot. przedmiotów fizycznych jest bardzo mętne. Zlikwidujmy je. Więcej problemów niż pożytku.

  • jell

    ed: jeśli kupujesz od złodzieja – nie stajesz się złodziejem – a paserem. jeśli pozbawiłeś właścicieli ich ubrań bez ich pozwolenia – ukradłeś (to, że dokonałeś przemeblowania to inna sprawa – zupełnie niezależna od pozbawienia własności).

    nie o to chodzi by przeregulowywać prawo by obejmowało każdą możliwość osobnie – to nie są „nieszczelności”.

    prawo autorskie mówi o korzystaniu – płacisz nie za korzystanie, a za „nabycie kopii”, tak więc proszę o nie mylenie pojęć.

    generalnie większość polaków (a właściwie nie tylko) myli dobra materialne (samochód, serek, ubranie) z niematerialnymi (sztuka – utwór muzyczny, obraz, film; ludzka praca; „fale eteru”). chodzi o to – że transakcje sprzedaży możliwe są tylko w tym pierwszym przypadku (sprzedaż – to przekazanie własności, ktoś oddaje, ktoś przyjmuje) – o czego nie można uzyskać w drugim przypadku…