Artyści powinni być wynagradzani za swą pracę

Bardzo dobry tekst ze strony QuestionCopyright.org

Następujące zdanie pojawia się w wielu dyskusjach dotyczących praw autorskich: „Artyści powinni być wynagradzani za swą Sztukę”. Zakłada się, że a) Artyści posiadają przyrodzone prawo do pieniężnego wynagrodzenia z swoją Sztukę, oraz że b) prawa autorskie zapewniają to wynagrodzenie.

Kwestionuję oba te założenia.

Oczywiście, ludzie zazwyczaj mówią: „Artyści powinni być wynagradzani za swą Pracę”. Poniżej postaram się wykazać różnicę pomiędzy Sztuką, a Pracą, bo mylenie jednego z drugim jest głównym problemem.

Zgadzam się, że artystom należy się zapłata ZA ICH PRACĘ.

Praca to wykonywanie czynności za pieniądze. Pracodawca i pracownik negocjują stawkę, praca zostaje wykonana i pracownik otrzymuje zapłatę. Wielu artystów jest pracownikami: są kelnerami, kierowcami, sprzedawcami. Powinni otrzymywać zapłatę za swą pracę i otrzymują ją, gdyż właśnie dlatego pracują. Niektórzy artyści wykonują za pieniądze pracę zgodną ze swoimi kwalifikacjami. Taki rodzaj wstępnie negocjowanej pracy nazywa się pracą na zlecenie. Zlecona praca zostaje wykonana i artysta otrzymuje wynagrodzenie, gdyż właśnie dlatego podejmuje się pracy na zlecenie.

Ale artyści nie mają przyrodzonego prawa do pieniężnego wynagrodzenia ZA ICH SZUKĘ.

Sztuka to dar. Artysta tworzy Sztukę (nie należy tego mylić z pracą zgodną z kwalifikacjami) z własnej inicjatywy. Artysta „pracuje”, aby służyć swojej wizji, swojej Muzie, Sztuce samej w sobie. To Muza jest dla Artysty pracodawcą. Dyskusyjną kwestią jest, czy Artysta może negocjować z Muzą przed podjęciem się zadania – ja często próbuję – ale warunki, jak w przypadku większości prac, raczej wynikają z konieczności. Tak jak ekonomiczna konieczność zmusza wielu pracowników do ciężkiej pracy za marne wynagrodzenie na warunkach pracodawcy, tak cierpienie zmusza Artystów do pracy na warunkach Muzy. Ale w przeciwieństwie korporacji czy ludzkich pracodawców, Muza ma zawsze na względzie najlepsze interesy artysty. Zawsze wolę służyć Muzie niż pracodawcy, ale Muza nie ustala pieniężnej zapłaty. Pieniężne wynagrodzenie nigdy nie jest częścią tego układu.

Muza „płaci” mi Życiem. Mówi „Zrób to, a będziesz Żyć. Odrzuć ofertę, a co najwyżej będziesz wegetować”. Mam wybór: mogę tworzyć Sztukę lub nie. Przyjmuję warunki Muzy. Wykonuję pracę i otrzymuję „zapłatę”: Życie.

SZTUKĘ negocjuje się z MUZĄ. „Zapłatą” jest ŻYCIE.
PRACĘ negocjuje się z PRACODAWCĄ. Zapłatą są PIENIĄDZE.

Jeśli artyści chcą być wynagradzani pieniędzmi, to powinni wynegegocjować wynagrodzenie zanim podejmą się wykonania pracy. To jest właściwy warunek otrzymania zapłaty. Albo mogą stworzyć dzieło bez wcześniejszego ustalenia zapłaty, jednocześnie nie żądając jej po fakcie. To też jest w porządku. Domaganie się zapłaty po dobrowolnym wykonaniu pracy na własnych warunkach – to już jest wymuszenie.

Popatrzmy na człowieka myjącego szyby samochodom na skrzyżowaniu. Nieproszony przeciera szyby, a potem domaga się zapłaty. Wykonał pracę, więc czy nie „należy mu się wynagrodzenie”? Większość z nas stwierdziłaby, że nie – bo jeśli chcielibyśmy mieć umyte szyby, to najpierw wynegocjowaliśmy warunki tej usługi.

Jeśli decyduję się siedzieć za biurkiem, odbierać telefony, wymyślać pokrętne plany biznesowe i kłamać, czy ZASŁUGUJĘ, aby wynagradzano mnie jak prezesów banków? Nie. Praca prezesa banku jest wcześnie negocjowana. Dostaje miliony wynagrodzenia i premii, bo taka była umowa ZANIM zasiadł za biurkiem i wykonał swą robotę.

Czy prezes banku zasługuje na takie wynagrodzenie? Cóż, wielu ludzi zaczyna to ostatnio kwestionować. Aż dziw bierze, że trzeba było do tego wielkiego krachu finansowego, ale przynajmniej ludzie zaczynają się zastanawiać.

Mamy olbrzymi kryzys artystyczny od dziesięcioleci, więc może ludzie już przestali zastanawiać się, czy topowe 0,5% artystów zasługuje na swoje wynagrodzenia. Czy jeśli zaśpiewam i poskaczę po scenie, to należy mi się 110 milionów dolarów rocznie? A to jest to samo, co robi Madonna, i tyle właśnie za to dostaje. Ale Madonna załatwiła sobie to wynagrodzenie z góry, zanim zaśpiewała i poskakała, i wykonała to jako pracę.

Jeśli artyści zasługują na wynagrodzenie, to na ile dokładnie zasługują? Czyż sztuka nie jest bezcenna? Jak ustala się, co ile jest warte?

Moglibyśmy pozwolić ustalić to rynkowi. To mogłoby zadziałać, GDYBYŚMY POZBYLI SIĘ MONOPOLI. Wolny Rynek działa jedynie w przypadku braku monopoli. Monopol informacyjny praw autorskich niszczy taki system. Jestem za tym, aby zadziałał Wolny Rynek, ale może on działać jedynie bez praw autorskich.

Tak naprawdę, Madonna nie jest wynagradzana jako artystka, czerpie zyski ze swego informacyjnego monopolu, czyli praw autorskich, które ograniczają jej Sztukę. Jeśli Madonna jest dla ciebie modelem, to nie popierasz artystów, a popierasz monopolistów. Jeśli twój mechanizm „wynagradzania” artystów wymaga, aby zostali monopolistami, a potem, jak to monopoliści, rozrastali się i rozbudowywali swoje monopole, to jesteś orędownikiem monopoli, a nie Sztuki.

Sztuka to nie towar, to jest dar. Jeśli chcesz produkować towary, negocjuj ich cenę z góry. Sztuka tworzona jest z inicjatywy artysty. W przeciwnym razie, to jedynie praca zlecona, która w oczywisty sposób i tak wynagradza pracownika. Ale zazwyczaj zleceniodawca to korporacja albo grupa inwestycyjna, która spodziewa się monopolistycznych przychodów ze swej inwestycji. Dlatego też popieranie praw autorskich to przysługa na rzecz utrzymania oligarchii, której elity są jednocześnie głównymi patronami współczesnej sztuki. To jak wspieranie monarchii, bo królowe i królowie są patronami artystów.

Może trudno to zaakceptować, ale wielu artystów, którzy twierdzą, że chcą jedynie jeść i mieć gdzie mieszkać, kłamie (być może okłamują i siebie). Większość artystów nie chce jedynie zarobić na życie – chcą wygrać na loterii. Zasugeruj większości filmowców czy muzyków, że „sukces” to jakieś 75 tysięcy dolarów rocznie, a od razu zaczną kręcić nosem. To nazywasz wygraną? Przecież im chodzi wyłącznie o grube miliony, kochanie. Jeśli oznacza to, że muszą pracować w innym zawodzie i pozostawać nieznanymi, to niech tak będzie. Miliony muszą klepać biedę, aby jeden został bogaty. Godzą się na spędzenie pewnego czasu jako biedacy, aby jednego dnia zostać bogaczami na koszt innych. Myślą, że nadejdzie ich czas.

Radzę im zagrać w kompletnie inną grę, gdyż loteria to podatek od tych, którzy są słabi w liczeniu. Ale ten rodzaj artystów woli bardziej grać na loterii niż sprawić, aby ich sztuka dotarła do ludzi.

Nie chcę tu sugerować, że wszyscy artyści mają takie podejście. Są także tacy, którzy zadowolą się jedynie zarobkiem na życie, co jest dobre, gdyż jest rozsądnym oczekiwaniem nawet w przypadku bardzo utalentowanego artysty. Problem w tym, że dyskusja o prawach autorskich zdominowana jest przez podejście loteryjne, co oznacza, że gdy ludzie mówią „Artyści powinni być wynagradzani za swą pracę”, to naprawdę oznacza to, że „Sztuka powinna być objęta monopolem, aby niektórzy Artyści mieli malutką szanse na zostanie kiedyś bogaczami”.

Najlepszy sposobem, aby sztuka „konkurowała” na „wolnym rynku” jest swobodny jej przepływ. Internet sprawia, że artysta może bardzo łatwo przedstawić swoje prace publiczności. Sprawia także, że publiczność może łatwo odwdzięczyć się za ten dar. Dawanie jest całkiem odmienne od płacenia czy ulegania wymuszeniu. Pieniądze ofiarowane różnią się od pieniędzy wymuszonych. To jest dobrowolna, swobodna transakcja.

Nie każdemu spodoba się każde dzieło sztuki. Nie chcę, aby ludzie, którym dzieło się nie spodobało, byli zobligowani do zapłaty za nie. Pewne dzieła, które mnie urażają, wzbudzają odrazę, czy nudzą, nie zachęcają mnie do wynagradzanie ich twórców. Ale dzieła, które mnie poruszają i inspirują, jednocześnie zachęcają mnie do wspierania ich autorów. Jestem poruszona przez uczucia Artysty i chcę zaoferować coś w zamian. Pieniądze to rozwiązanie oczywiste: Artysta może z pewnością z nich skorzystać. Ale nie zawsze jest to właściwy wybór. Wiele utworów Beatlesów mnie porusza, ale nie zachęca mnie to wysłania czeku Paulowi McCartneyowi. Nie potrzeba mu pieniędzy (nie wspominając, że jest prominentnym monopolistą). Jednak pieniądze są prawie zawsze właściwym darem dla nie-bogatego (czytaj: typowego) artysty. Zostaną docenione, a jednocześnie nie są zbyt osobiste, aby były krępujące czy stresujące.

Internet sprawia, że fanom jest łatwo wysyłać artystom pieniądze.

To naprawdę proste. Sztuka konkuruje ze sztuką jedynie na podstawie jakości. Internet pozwala na rozprzestrzenianie jej, docieranie to tylu odbiorców ilu to możliwe. Ci, którym się spodoba, mają do dyspozycji prosty mechanizm odwdzięczenia się Artyście, jeśli poczują potrzebę. Nie każdy poczuje potrzebę, ani nie każdy musi. Nie każdemu musi się wszystko podobać. Nie wszystko może nas poruszyć.

Podsumowując:

Artyści NIE posiadają przyrodzonego prawo do pieniężnego wynagrodzenia z swoją Sztukę. Choć my, jako społeczeństwo, możemy zadecydować, że chcemy wspierać Sztukę. Problem w tym, że 95% Sztuki jest do kitu. Większość z nas nie chce wspierać artystów, którzy są do kitu, ani nie chce pozwalać rządowym komisjom decydować, co jest warte wspierania, a co nie. Nie przyznany mi grant NYSCA i towarzyszące temu komentarze nauczyły mnie, aby już nigdy nie ufać rządowym agencjom do spraw sztuki. Chętnie przyjmę od nich pieniądze, ale dobrze zdaję sobie sprawę, że nie są oni dostatecznie kompetentni, aby oddzielać ziarno od plew.

Najlepszy sposobem, w jaki społeczeństwo może wspierać Sztukę, jest pozwolenie, aby Sztuka swobodnie się rozprzestrzeniała, oraz zachęcanie, aby przekazywać pieniądze bezpośrednio artystom. Co i tak wydaje się najbardziej naturalnym sposobem dla wielu ludzi, a dodatkowo nie narusza wolności innych.

Autorka powyższego tekstu – Nina Paley – już wstąpiła raz na moim blogu.

  • ed

    Nie za bardzo zrozumiałem przesłanie tego artykułu 🙂 Bo w sumie to prawda, artyści powinni dostawać kasę tylko za pracę a nie za sztukę (o ile jest coś co można w prosty zdefiniować jako sztukę) ale to chyba nie jest głos „za legalnym kopiowaniem płyt”. Jeśli tak, to jest to chyba głos nie trafiony. Ktoś kto sprzedaje płytę, sprzedaje swoją pracę. Nie sztukę. Artysta wykonał pracę wokalno-muzyczno-nagraniową i za nią domaga się wynagrodzenia. Kwota jest często wysoka więc ją rozbija na wiele mniejszych dzięki czemu płyty kosztują $20 a nie $70,000. Następnie artysta wykonuje kolejne prace wokalno-muzyczno-nagraniowe (koncerty) i też je rozbija na mniejsze kwoty (bilety).
    Swoboda „negocjacji” ceny za pracę nie jest tutaj w żaden sposób ograniczona. Każdy ma prawo do negocjacji ceny biletu na koncert czy ceny płyty. Inna sprawa że skończy się to najczęściej spojrzeniem pełnym politowania i stwierdzeniem „płaci albo zwalnia kolejkę!” 🙂

    Nie mniej stwierdzenia że „nie zapłacę bo on jest i tak bogaty”, „artysta chce być bogaty podczas gdy inni głodują”, „to nie sprawiedliwe że Madonna za skakanie na scenie dostaje więcej niż ja za moje skakanie”, albo „precz z MONOPOLEM” trąci socjalizmem.

    Do tego: „prezes banku ma negocjowane wynagrodzenie ZANIM zacznie pracować” połączone z tekstem „Nie chcę, aby ludzie, którym dzieło się nie spodobało, byli zobligowani do zapłaty za nie.”. Przecież prezesowi za ch.. wykonaną pracę i tak zapłacą, kwotę wcześniej negocjowaną. Więc co ma piernik do wiatraka 🙂

    Jak zwykle osoba przeciw copyrightowi nie ma sensownych argumentów więc się gubi w zeznaniach, sama sobie zaprzecza i najczęściej przedstawia socjalistyczne poglądy pod przykrywką „wolnego rynku”.

  • Słusznie – jak myślę – ‚ed’ przyznaje, iż nie zrozumiał przesłania tego artykułu… I niesłusznie ‚dokłada’ Autorce najłatwiejszym do użycia epitetem o ‚socjalistycznych poglądach’.
    Sedna sprawy dotykają te dwa zdania: „Najlepszy sposobem, aby sztuka ‚konkurowała’ na ‚wolnym rynku’ jest swobodny jej przepływ. Internet sprawia, że artysta może bardzo łatwo przedstawić swoje prace publiczności.”

    W większości zapalczywych dyskusji ‚za i przeciw copyrightowi’ zapomina się o fakcie zdominowania naszego życia przez internet. Czy chcemy, czy nie – globalna sieć zmienia wszystko. Radykalnie, skutecznie, choć czasem powoli. Zniknie tradycyjna papierowa prasa wraz z wejściem w dorosłość nowego pokolenia (którego już nie rajcuje zapach farby drukarskiej i szelest gazety przy śniadaniu :). Anachroniczne już płyty CD i odtwarzacze do nich przestaną wkrótce być potrzebne, skoro mogą być zastąpione plikami mp3 – przy czym owczy pęd do pobierania darmo z Sieci owych „95% Sztuki która jest do kitu” szybko minie. Nie trzeba robić rabanu… ludzie będą płacić – ale za naprawdę dobrą muzykę i to za pojedyńcze utwory a nie ‚zestawy’ z jednym hitem…

    Owi pożal się Boże ‚artyści’ (jak oni łatwo nazywają siebie artystami!) powinni tylko dziękować losowi, że ktoś ściąga tę ich muzykę, że za darmo mają odfajkowaną reklamę. I przecież tę ich nieproporcjonalnie wysoką pozycję w społeczeństwie uzyskują jedynie dzięki tym ‚masowym’ odbiorcom.

    Wszystko się unormuje, a tzw. wybitni artyści i tak sobie poradzą, znajdą sposób na zarobienie przyzwoitej kasy – bo ów internet im sprzyja, mimo wszystko.

    Piszę ‚tak zwani’, bo tak naprawdę to nieuprawnione, nie uzasadnione niczym jest wynoszenie pod niebiosa ‚twórców sztuki masowej’ i nazywanie ich wybitnymi artystami, przy jednoczesnym kompletnym niedocenianiu przez społeczeństwo i władze prawdziwych artystów – którzy nigdy nie znajdą masowego odbiorcy a i tak przejdą do historii (zresztą często żyjąc w niedostatku; tak bywało i tak bywa).

    I nikt nie mówi w tych dyskusjach np. o tym, ile geniuszu i pracy muszą włożyć naukowcy i wynalazcy w stworzone przez siebie projekty, i jak trudno ochronić ich prawa autorskie… bo przecież muszą płacić za ochronę patentową grube pieniądze a i tak wystarczy zmienić bodajże 15% aby ominąć patent.

    Apeluję do obrońców copyrightu o umiarkowanie. No i o próbę zrozumienia, że jest czas intensywnych – i miejmy nadzieję, że pozytywnych – przemian.

  • ed

    I to jest właśnie socjalistyczne podejście. Mówienie artystom czy są artystami czy nie i czy należy im się za to pieniądze czy nie.
    Artysta wybitny czy nie ma prawo zrobić ze swoją pracą co mu się żywnie podoba. Jeżeli chce iść na wojnę z internetem robiąc sobie antyreklamę, to niech sobie idzie. Ale to niech artysta decyduje o tym.
    Na nagranie płyty, artysta poświęca swój czas (niekiedy kilka miesięcy), poświęca prąd, opłaca lokal, opłaca ludzi którzy mu pomagają. Opłaca reklamy. Jeśli chce może potem rozdawać płyty za darmo, za 1gr, albo za 10tyś USD od sztuki. Nawet jeśli jest to najgorsza rzecz jaką kiedykolwiek ktokolwiek zrobił. Na tym polega kapitalizm.

    Co do technologi, to już raz o tym pisałem 🙂 Dzisiaj technologia jest łatwą wymówką do tego żeby ściągać za darmo. Ale niedługo powstaną takie technologie które w prosty sposób ułatwią ściąganie za pieniądze (bez prawa do negocjacji) i „darmowe ściąganie” umrze śmiercią naturalną.

  • Ależ nikt nie broni artystom produkować sztukę i utrwalać ją na płytach i sprzedawać nawet po $1000 od sztuki. To jest bardzo wolnorynkowe. Problem w tym, że każdy „artysta”, cokolwiek nie stworzy i jakoś utrwali (na dowolnym nośniku), natychmiast domaga się od państwa, aby ruszyło na krucjatę z „piratami”. A konkretnie zaczęło podsłuchiwać transmisje internetowe, sprawdzać dyski komputerów, odtwarzacze muzyczne, telefony komórkowe, czy aby gdzieś tam ktoś nie trzyma kopii jego „dzieł”, wszakże „wszelkie prawa zastrzeżone”.

    Albo mamy uznanego artystę, który zarobił już miliony, a wciąż domaga się karania grzywnami i zamykania fanów, którzy wymieniali się w sieci jego muzyką (tak, Metallico, o tobie mowa). I niech się państwo zajmie utrzymaniem ich monopolu, bo to przecież takie anty-socjalistyczne, prawda?

    To jest właśnie ten monopol, który nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem. O tym właśnie jest ten tekst. Samo napocenie się nad czymś, wydanie kasy, itd., nie oznacza, że jesteśmy automatycznie autorowi coś winni, że mu coś się należy. Nawet jak jego dzieło znajdzie się na naszym komputerze i może go kilka razy przesłuchamy.

  • Dariusz Moskała

    „Bo w sumie to prawda, artyści powinni dostawać kasę tylko za pracę a nie za sztukę (o ile jest coś co można w prosty zdefiniować jako sztukę)”
    Ok, ‚ed’ a dlaczego uważasz, że powinni?!? a jeśli powinni to od kogo?
    „Ktoś kto sprzedaje płytę, sprzedaje swoją pracę. Nie sztukę. Artysta wykonał pracę wokalno-muzyczno-nagraniową i za nią domaga się wynagrodzenia.”
    Ok, ‚ed’ a dlaczego ‚domaga się’ ?!? ustalał to wynagrodzenie z kimkolwiek żeby domagać się? Właśnie o tym filozoficznie,czy też na pograniczu filozofii, traktuje artykuł. Niewiele z niego jak widać zrozumiałeś. Nie mieszaj do tego również socjalistycznych jej zapędów, z tekstu jasno wynika iż autorka będąc przeciwnikiem copyrajtu nie podejmuje krucjaty, wskazuje drogę, zaprzeczając jednym tezom, dowodząc innym,proste prawda?!?

  • nvm

    ”Nie każdy poczuje potrzebę, ani nie każdy musi. Nie każdemu musi się wszystko podobać. ”

    W takim razie, moge nie placic za gazetę ktora mi sie nie spodoba?

  • ed

    > Ok, ‘ed’ a dlaczego uważasz, że powinni?!? a jeśli powinni to od kogo?
    Od każdego zainteresowanego artystą i tym co robi. Jeśli nie jesteś zainteresowany to nikt cię nie zmusza do płacenia. Ale jeśli ściągasz utwór to wykazałeś zainteresowanie. I nie musisz ściągać w ciemno. Są dostępne darmowe fragmenty. Coś jak jazda próbna samochodem. Jak ci się nie spodoba, bo muzyka za bardzo piskliwa (albo siedzenia za twarde) to nie kupujesz.

    > Ok, ‘ed’ a dlaczego ‘domaga się’ ?!? ustalał to wynagrodzenie z kimkolwiek żeby domagać się?
    A po co ma cokolwiek ustalać ? Jeśli chce to może żądać 100 trylionów gazylionów bez żadnych negocjacji. Jeśli uważasz że należy ci się zniżka to ustal to z autorem. Gdy ściągasz mp3 z torenta to coś z kimś ustalałeś ? jakieś wynagrodzenie ? ustalałeś coś z autorem ? czy po prostu uznałeś ze ci się należy.

    O ile zrozumiałe są dla mnie obawy o „inwigilację”, to niezrozumiałe zupełnie jest uznanie artystów za niewolników którym się mówi co mają robić i czy w ogóle coś za to im się należy.
    Ale jeszcze bardziej nie zrozumiałe jest to że jeszcze 20-30 lat temu w ogóle nie było takich dyskusji. Artyści nagrywali płyty tak jak nagrywają dzisiaj. Jeździli na koncerty, tak jak jeżdżą dzisiaj. Prawo autorskie było takie jak jest dzisiaj. I nikomu nie przyszło do głowy że w ogóle coś jest nie halo. Potem ktoś wymyślił internet i nagle się okazuje że wszyscy artyści to złodzieje, państwo to bandyci a policja to gestapo.

  • He, he, można na to samo spojrzeć inaczej: dopóki nie było internetu, nikt nie miał za złe użytkownikom radia czy telewizji, iż nagrywają sobie na taśmę magnetofonową utwory muzyczne i kopiują te nagrania dla rodziny, przyjaciół i znajomych. Nie było mowy o tym, że wykonawca czy autor zbiednieje, bo ktoś nie kupił jego płyty. A przecież gdyby to funkcjonowało na większą skalę, to miałoby wpływ na dochody ‚artystów’. Ale prawo nie wtrącało się. No ale teraz właśnie, gdy technologia ułatwia zwiększenie skali tego ‚procederu’, bo internauci – jak się okazuje – mogą mieć setki a nawet tysiące znajomych i przyjaciół na całym świecie, zaczęło to ‚uwierać’ chronionych copyrightem twórców.

    Nawiasem mówiąc, skoro Bill Gates posługuje się lokalnymi służbami policyjnymi, aby ścigać na całym świecie użytkowników pirackich kopii oprogramowania (a podatnicy za to płacą :), to czemu np. Madonna nie mogłaby pokusić się o to samo? 🙂

    I mały cytat, apel do tzw. antypiratów: „Zwalczacie piratów, zwalczajcie również biblioteki”.

  • Rafi

    W dyskusji padło stwierdzenie, że płyty CD są anachronizmem. Ja się z tym nie zgadzam. Ludzie, którzy słuchają nieco ambitniejszych wykonawców niż jednosezonowe gwiazdki z gatunku pop disco (s)hits, bardzo często mają zwyczaj kupować płyty w celach kolekcjonerskich. Fakt, że wcześniej posiedli nielegalnie zdobyte pliki muzyczne wcale ich do tego nie zniechęca. Przypuszczam, że kolekcjonerstwo jest bardzo istotnym źródło zarobku dla artystów, którzy nie mają szansy zarabiać na tantiemach od jakiejś Vivy czy MTV. Prawnymi zakazami ściągania plików z internetu i tak się praktycznie nikt dziś nie przejmuje. Gdyby przestały istnieć nic by się nie zmieniło.

  • virago535

    ;ed; zauważam, że dyskusja z Tobą jest nieco pozbawiona płaszczyzny na której się zgadzamy i takiej na której nie. Nie chce przez to powiedzieć, że bezpodstawna ale możesz tak to odebrać, nie będę miał tego za złe.. Mówiąc krótko nie znoszę debilnej erystyki, pozostawiam Cię zatem z Twoim a siebie z własnym zdaniem…

  • Świetny tekst, dzięki!

    Łatwo sprawdzić komu chodzi o sztukę a komu także (lub w ogóle) o coś innego – porozmawiać z artystami na temat czasów mecenatu i późniejszych, gdy artyści o których dziś mówimy „wielcy” umierali w biedzie niezrozumiali przez ówczesnych. Awangardowa sztuka zawsze taka była i nic nie da się z tym zrobić.

  • Pingback: Wolna Kultura » Blog Archive » Artyści powinni być wynagradzani za swą pracę()