Błędne założenia własności intelektualnej

Na stronie Instytutu Ludwika von Misesa – Mises.org – pojawił się ciekawy tekst „The Fallacy of Intellectual Property„. Polecam lekturę, a na zachętę przetłumaczony fragmencik:

Wspierany przez doktrynę własności intelektualnej, każdy popularny autor, czy też wynalazca użytecznej rzeczy, roszczą sobie prawa do imperium, na którym słońce nigdy nie zachodzi. W warunkach wolnego rynku taka doktryna nie przetrwałaby zbyt długo, gdyż twórcy musieliby ponosić koszty patrolowania tego imperium, ale gdy państwo staje po ich stronie, autorzy chcą trzymać się praw własności intelektualnej rozciągniętych do ich logicznych ekstremów.

Gdy na wolnym rynku koszty ochrony własności są tak samo istotne jak cokolwiek innego w podejmowaniu decyzji o posiadaniu jej, doktryna własności intelektualnej, wspierana przez ekstrawagancki monopol siły państwa, zachęca ludzi do zagarniania rzeczy, które z zasady nie dają się chronić.

2 myśli na temat “Błędne założenia własności intelektualnej”

  1. e tam… żaden argument… równie dobrze można napisać:

    „Dzisiaj bandyci mogą ci splądrować mieszkanie, potem je spalić, żonę ci zgwałcić, a tobie dać w twarz i uciec ze śmiechem. No i przy tym patologicznym prawie jakie mamy, państwo jest zobligowane do szukania złoczyńców na jego koszt. A gdyby był wolny rynek to wtedy musiałbyś sam zapłacić za ich odszukanie. I wtedy byłoby zajebiście.”

    W tym tekście jest wałkowany bez końca ten sam słaby argument „skoro nie można udowodnić czyja jest dana własność to nie da się jej chronić”. Czyli jak ci buchną rower a ty nie udowodnisz że sąsiad jedzie na twoim rowerze to nie ma w ogóle po co chronić prawnie przedmiotów.
    Co gorsza będziesz musiał naruszyć jego wolność (nasłać na niego policję albo sam przyjść z dwoma kuzynami) żeby udowodnić że to twój rower.

  2. nie ed – to cos zupelnie innego. juz predzej mozna to porownac do absurdu posylania policji po domach, aby sprawdzala np. „legalnosc” lodowki. wszelka przerobka tejze lodowki (np. naprawa przez majstra, a nie renomowany serwis bioracy za to krocie w wyniku braku dzialania praw wolnego rynku), powodowalaby zabor owego sprzetu, bo a noz lodowka jest „piracka”.
    druga sprawa – zauwaz jak dziala egzekwowanie prawa autorskiego. ktos gdzies sciagnal plik o nazwie Wolverine Origins – to juz jest wystarczajacy dowod do wyslania do jego domu policji i zaboru wszelkiego sprzetu elektronicznego. to tak samo jakby aresztowac kazdego szukajacego informacji o bombach za terroryzm – bo a noz jest terrorysta, w przeciwnym razie po co mu te informacje. zauwaz tez, ze w przypadku normalnej kradziezy musisz miec niezbite dowody, dodatkowo samemu nie lamiac prawa. w przypadku wlasnosci intelektualnej na porzadku dziennym jest inwigilacja, lamanie prywatnosci korespondencji i podszywanie sie pod uzytkownikow sieci wymiany plikow, wlamywanie sie do sieci. i jest to przez panstwo powszechnie akceptowalne.
    gdybys to samo przeniosl na czesc rynku nie polegajaca na wlasnosci intelektualnej – oznaczaloby to wykorzystywania podsluchow, przegladanie korespondencji, klonowanie kart sim, wlamania do mieszkan, mozliwe tez ze kradziez z mieszkania „dowodow”, na koncu bycie czlonkiem owej grupy o watpliwej legalnosci (i tym samym lamianie tego samego prawa) – tak wiec sad najpierw wsadzilby taka osobe do wiezienia, a dopiero potem zajalby sie rozwazaniem wszczecia postepowania przeciwko danej osobie potencjalnie lamiacej prawo.

    dla mnie ciekawa jest jednak jeszcze jedna rzecz, ktorej nie ma w polskim prawie, ale funkcjonuje w USA, czyli niedopuszczanie dowodow jako „owocow zatrutego drzewa”. jezeli nastepuje jakies uchybienie proceduralne, przeslanki do tego iz dowod zostal zdobyty nielegalnie, sad nie dopuszcza takiego dowodu. w przypadku wlasnosci intelektualnej organizacje moga sie wlamywac, inwigilowac, podsluchiwac uzytkownikow i sady nie maja nic przeciwko takim dowodom. to pokazuje sile copyright’owego lobby na prawo w danym kraju.

Możliwość komentowania jest wyłączona.