Trent Reznor radzi

Trent Reznor, muzyk, który bardziej znany ze swej formacji Nine Inch Nails na własnym forum postanowił udzielić paru dobrych rad aspirującym wykonawcom, którzy stoją na początku muzycznej kariery. Ponieważ najgorszym przekleństwem dla artysty jest pozostanie nieznanym, to rady Reznora potwierdzają ten znany od dawna fakt.

Proponuje w zasadzie dwie drogi. Pierwsza, to sprzedaż się do jednej z czołowych wytwórni i skorzystanie z ich potencjału marketingowego, sprzedanie milionów płyt i zarobienie megakasiory. Świetny plan, ale praktycznie niedostępny, wymagający niesamowitego szczęścia.

Druga to wzięcie spraw w swoje ręce:

Przestań myśleć o tym, że zarobisz prawdziwe pieniądze na sprzedaży płyt. Wyprodukuj swą płytę tanio (ale dobrze) i ROZDAJ JĄ. Jako artysta chcesz, aby usłyszało ją jak najwięcej ludzi. Ustne rekomendacje to jedyny rodzaj marketingu, który się liczy.

Dalej artysta daje konkretne rady jakich metod dystrybucji używać, jakich nowoczesnych narzędzi marketingowych używać i jak zarabiać. Konkretnie i bez darcia szat – należy zaakceptować sytuację jaka jest, zaadaptować się i korzystać z tego, co oferuje internet.

Prawda jest taka: nikt nie wie, co teraz robić, łącznie ze mną. Muzyczny model biznesowy jest właśnie się zepsuł. To oznacza, że każdy etat w przemyśle muzycznym wymaga reedukacji, aby nauczyć się / odkryć / zaadaptować do nowej sytuacji. Zmiany mogą być bolesne, trudne i przerażające.

  • ed

    Nie mniej, jeśli uważnie czytałeś to zauważysz też taki fragment:
    „Pay-what-you-want model” czyli „Model sprzedaży płacisz-ile-chcesz”
    „Nie lubię tego konceptu. (…) To jest TWOJA sztuka! To jest TWOJE życie! To ma swoją WARTOŚĆ a ty jako artysta nie dawaj takiej ‚władzy’ publice”.
    To w wolnym tłumaczeniu… ale widać, że nawet NIN nie wierzy w coś takiego jak „muzyka całkowicie za darmo” i rozdawanie ją wszędzie za darmo jest złe.
    „Asking people what they think music is worth devalues music.”
    Dziwne… a ja ciągle słyszę że muzyka nie ma wartości – więc nie da się kogoś okraść z czegoś co nie posiada wartości.
    I to jeden ze słabych punktów w tym arcie. TR uważa że należy rozdawać muzykę za darmo, chwilę później twierdzi że należy ją sprzedawać gdzie się tylko da (amazon, iTunes, tunecore, własna strona…) i „co gorsza” za cenę jaką artysta uzna za stosowne.
    Jak zwykle IMO nie trzyma się to kupy.

  • Pisze, że rozdawnictwo jest najlepszą metodą, aby zostać rozpoznanym i znanym (jest lepsza?).

    Ale przecież nic nie szkodzi próbować sprzedawać jej tam, gdzie to możliwe. Ma na myśli edycje specjalne, wersje premium o lepszej jakości, a także iTunes, bo według niego jest grupa potencjalnych odbiorców, która swoją muzykę kupuje wyłącznie w iTunes i byłoby głupotą akurat ich sobie odpuścić. Dzięki temu poszerza się grono potencjalnych odbiorców i przy okazji zarabia – nic w tym złego.

    A co do wartości muzyki, to ma ona wartość jedynie u tych, którzy chcą za nią zapłacić. Muzyka nie ma jakiejś obiektywnej wartości. To jest czasem dla muzyka przykre, gdy okazuje się, że coś, co on subiektywnie ceni, w oczach innych nie jest wiele warte.

  • > TR uważa że należy rozdawać muzykę za darmo, chwilę później twierdzi że należy ją sprzedawać gdzie się tylko da (amazon, iTunes, tunecore, własna strona…) i “co gorsza” za cenę jaką artysta uzna za stosowne.
    Jak zwykle IMO nie trzyma się to kupy.

    To akurat się trzyma kupy, nie ma tu sprzeczności. No i oczywiście nawet jeżeli coś nie ma wartości to to nadal można ukraść. W przypadku „wartości intelektualnej” idzie o coś innego, o to że kopiowanie nie równia się kradzieży.