12 myśli na temat “Piosenki nie można mieć na własność”

  1. Hoho, wolnościowcy się rozprzestrzeniają narzucając innym coraz bardziej swoją wolę 🙂

    Ponieważ tekst w wyborczej jest wtórny, to również się powtórzę 🙂

    „właściciel praw autorskich, aby móc je w pełni wyegzekwować, musi mieć (…) wgląd do prywatnych komputerów” to ma być niby argument przeciwko prawom autorskim. Innymi słowy „jak cię nie złapią za rękę, to nie kradniesz”. Jak buchniesz komuś portfel w tramwaju i doniesiesz do domu to też „trzeba mieć wgląd do twoje prywatnego mieszkania” aby móc „egzekwować prawo”. Jakby co możesz się zapierać że to twój po dziadku.
    Argument cienki jak d.. węża.

    „ściągając nielegalnie piosenkę z internetu, nie zabieramy jej twórcy”. I to też ma być argument przeciw. Jeśli zaoram pole sąsiada i zasieje tam ziemniaki, zbiorę plon, znowu zaoram pole.. itd… To czy ja ukradłem mu ziemie ? Przecież jest nadal jego. Ja „tylko ograbiłem go z potencjalnych zysków”. Przecież to nic złego.

    A utwory ? Idee ? To tylko kolejna sprywatyzowana rzecz. Praw autorskich nie ma tylko w socjalizmie.

  2. Adam, zdajesz się nie widzieć _podstawowej_ różnicy pomiędzy stwierdzeniem, że ktoś Ci ukradł portfel, a „ukradł” piosenkę.

    Nie ma innej możliwości stwierdzenia, czy ktoś „ukradł” piosenkę jak poprzez przeglądnięcie potencjalnych miejsc, na których kopia tej piosenki może się znaleźć.

    Bo piosenka skopiowana nijak się nie różni od tej nie skopiowanej. A jak ktoś ukradnie portfel, to różnica jest znacząca – nie ma go.

  3. W ukradzionym samochodzie też można przebić numery silnika czy podwozia. Też będzie nie odróżnialny od „legalnego” samochodu.
    Jeśli czegoś się nie da wykryć to znaczy że nie ma przestępstwa ?
    Kopiowanie utworów pozwala na zrobienie kopii nie odróżnialnej. To samo można zrobić z książką, filmem. Można zrobić idealne kopie. Znakomicie. Ale nadal są efektem czyjejś pracy. Ktoś poświęcił na to swój czas, swoje pieniądze. Ktoś wykonał usługę.
    A ktoś nie chce za tą usługę zapłacić. Fajnie, dokonał przestępstwa doskonałego, bo nie uda się tego udowodnić. Czy to znaczy że w takim razie zakładamy klapki na oczy i udajemy że nic się nie stało ?

  4. Ale ja nie o tym, panie Wrocławie… Tu nie chodzi o to, że kopie są nierozróżnialne, ale o to, że „posiadacz” dzieła nie ma jak dowiedzieć, się, ze został „okradziony”, bo mu nic nie ubyło. Aby dowiedzieć się o „stracie” musi nam zajrzeć w komputery i inne bajery. Albo podejrzeć transmisję w soeco. Nie ma innej metody.

    Ba, nawet jakby się jutro ludziska zmówiły i przestały „kraść” artystom ich dzieła, to ci nie mieliby innej możliwości tego sprawdzić, jak oskarżyć wszystkich na wszelki wypadek o „kradzież” i sprawdzić, czy tak było rzeczywiście.

    Stworzenie utworu nie daje nikomu jeszcze prawa do żądania zapłaty. Ba, nawet konsumpcja nie daje takiego prawa – bo jak skorzystam z takiej „usługi” i mi się nie spodoba, to będę coś winien twórcy za jego pracę?

    Wykonanie pracy nie jest wartością samą w sobie, podobnie jak stworzenie jakiegoś dzieła – wartość jest zawsze w oczach innych. Jak ktoś chce za pracę/dzieło zapłacić, to jest ono coś warte.

    Obrona IP przy pomocy teorii włożonego wysiłku nie trzyma się kupy.

  5. Pod tekstem B.Ciszewskiego jest komentarz, który nawiązuje do niedawnego wyroku szwedzkiego sądu w sprawie „The Pirate Bay”. Komentarz ten jest zapewne pochodną informacji z:
    http://www.theregister.co.uk/2009/04/23/pirate_bay_judge_accused_of_bias/

    … co z kolei ja – że powiem nieskromnie – przewidziałem ok. tydzień wcześniej (bo 18.04), komentując tutaj ów wyrok dla właścicieli TPB. I jak tu nie wierzyć w swoje proroctwa… 😉

  6. kompletnie nie jestem w stanie zrozumiec czemu niektorych tak latwo przekonac do tego, ze pirat to zlodziej, tylko dlatego ze mowi tak ktos komu interes nie idzie tak jakby chcial, a tak trudno im zrozumiec, ze jest odwrotnie, kiedy podaje sie konkretne, logiczne argumenty.
    i jeszcze te proby poparcia przykladami zupelnie nie zwiazanymi z rzeczywistoscia.

    raz na zawsze (niestety to tylko moje pobozne zyczenia..) – kradziez to zabor mienia – kiedy zlodziej jej dokonuje, to w wyniku jego dzialania osoba poszkodowana nie ma juz tej rzeczy w posiadaniu. wynik jest wazny. kiedy „kradniemy” piosenke tworca jej nie traci – ma jej tyle samo co jej mial wczesniej. kiedy kradniemy samochod – jego wlasciciel ma o jeden samochod mniej – taka jest roznica.

    uzywajac kolejnego z twoich argumentow ed – jak wejdziesz na ziemie sasiada i ja zaorzesz, to mozesz zniszczyc jego wlasnosc, jezeli posadzisz tam ziemniaki, to sasiad nie bedzie mogl posiac tam nic innego. twoj argument jest cienki jak dupa weza i nie ma nic wspolnego z tzw. wlasnoscia intelektualna. jezeli chcesz trzymac sie tych metafor – prawu autorskiemu blizej jest sytuacji, kiedy sasiad zasiewa ziemniaki i zaczyna je sprzedawac, ty „kradniesz” mu pomysl i sadzisz je na swojej ziemii. wtedy sasiad przychodzi z policja i kaze zabrac ci ziemie, zeby sprawdzic czy to nie jego ziemiaki (i ziemii juz w polskiej rzeczywistosci nie odzyskujesz) i oskarza cie o kilka milionow jego _potencjalnych_ strat. co ciekawsze – niewazne czy ziemiaki posadziles dla siebie czy aby rowniez je sprzedawac. aby bylo jeszcze bardziej realistycznie – pan sasiad stwierdza, ze jego ziemiaki nie sprzedaja sie wystarczajaco dobrze, a ty z jakiegos powodu ich nie kupujesz, ale podobno ktos w okolicy (analogia z adresem IP) byl widziany z czyms co przypominalo ziemiaki – wiec sasiad przychodzi na twoja dzialke, przeszukuje ja, przeszukuje caly dom.

    jezeli do oskarzenia o kradziez wystarczy _przekonanie_ jednej osoby o mniejszych niz spodziewane zyskach, to piractwem oraz kradzieza jest rowniez konkurencja. z taka roznica, ze w tym wypadku utrata zyskow jest mierzalna i mozliwa do udowodnienia – przychodem konkurencji.

    co jeszcze ciekawsze – w przypadku praw autorskich jest jeszcze jeden problem – przyjmuja rozne wlasciwosci, w zaleznosci od sytuacji. z jednej strony zachowuja sie jak produkty materialne, bo chociazby podobno mozna je ukrasc, z drugiej strony traca te wlasciwosc, jak tylko je kupimy – bo nie mamy do nich praw wlasnosci – mamy z grubsza jakas licencje na ograniczone i czasowe uzytkowanie w okreslonych miejscach i warunkach. i tak artysta, wytwornia, producent, organizacja do zarzadzania prawami autorskimi, wlasciciel praw autorskich i czasami dystrybutor maja wieksza wladze nad nasza „wlasnoscia” ktora kupilismy, niz my sami. i tak moga ograniczyc liste urzadzen na ktorych mozemy odtwarzac nasz zakup, odebrac nam prawo do tego na jakimkolwiek urzadzeniu i stwierdzic, ze w taki i taki sposob nie mozemy wykorzystywac naszego zakupu.
    takiej oto wiertarki mozemy uzyc tak samo w domu, jak i na zleceniu u jakiegos klienta. a w przypadku takiej piosenki, w kazdym z wypadkow musimy zaplacic oddzielnie, czesto takze jeszcze przy kazdym konkretnym uzyciu.

    zastanawia mnie tez jeszcze jeden aspekt prawny – jezeli ktos ukradnie mi urzadzenie z dyskiem twardym i na dysku bede mial zapisana biblioteke plikow cyfrowych (czy to mp3 czy filmy itp). czy moja strata jest cena urzadzenia czy ta wlasnie cena oraz cena licencji na muzyke. w takim wypadku np. kradnac tani odtwarzacz mp3 od biedy mozemy zarowno podpasc pod znikoma szkodliwosc spoleczna (kradziez < 350 PLN bodajze), jak i powazna kradziez nawet kilkudziesieciu tysiecy zlotych np.
    druga sprawa czy w przypadku kradziezy trace prawa do tych utworow, ktorych „oryginaly” pozostaly na dysku skradzionego urzadzenia, czy tez np. moge poprosic znajomych posiadajacych te same utwory o przegranie mi ich „oryginalow” (coby nie lamac prawa przy ich zdobywaniu) i de facto utworow tych nie stracilem. tylko czy w takim przypadku zlodziej urzadzenia moze byc oskarzony rowniez o kradziez utworow?

    jak widac – te szczegolne _wlasnosci_ wlasnosci intelektualnej sprawiaja, iz w chociazby takich wypadkach wychodzi ich nielogicznosc i niekonsekwencja oraz sprawy na ogol dosc proste staja sie skomplikowane (czy nawet nierozwiazywalne)

  7. shw: tworzę gry komputerowe. Nie trzeba mnie przekonywać jakie są skutki piractwa. Jeżeli nie sprzedam ani jednej sztuki gry ale za to ściągnie ją z torrenta 6mln graczy to znaczy ze gra jest kiepska ?
    Skoro ktoś sciąga grę, film, książkę, muzykę, itd itp to znaczy ze jest mu potrzebna/chce ją mieć, lecz za to nie płaci.
    Płacimy za dziwne rzeczy: za wodę, ciepło, powietrze. Rzeczy powszechnie dostępne, nie policzalne i „nie ograniczone”.

    Przytoczyłeś sprawę kradzieży HD. Jeżeli na moim HD znajduje się gra którą tworzę przez np. 2 lata i ktoś mi go ukradnie, to ile stracę ? 100zł ?
    Wszystko jest kwestią umowną. Nie da się policzyć ile stracę/ile bym zarobił. Tak samo jak nie da się policzyć ile artyści tracą na piratach. Ale to nie znaczy że szkody nie ma i złodziej nie robi nic złego.

    Chcesz coś mieć ? Płać za to. Pierwsze i podstawowe prawo kapitalizmu. Nie podoba się to zapraszam do Chin albo na Kubę.
    Jeśli chcę to mogę sprzedawać płytę Audio z moim pierdzeniem. Jeżeli je chcesz, to kup. Nie chcesz płacić, zrób swoje.

    PS. Nie usłyszałem jeszcze ani razu logicznego argumentu za zniesieniem IP. Jedyne jakie są powtarzane to „bo ja tak chcę”, „bo policja jest zła” oraz „bo nic mi nie udowodnicie”.

  8. @ed
    > Nie podoba się to zapraszam do Chin albo na Kubę.
    Tak się dziwnie składa, że Chiny są obecnie jednym z najbardziej kapitalistycznych i wolnorynkowych państw na świecie. Wrzucenie Kuby i Chin do jednego wora jest niemądre.

    >Jeżeli na moim HD znajduje się gra którą tworzę przez np. 2 lata i ktoś mi go ukradnie, to ile stracę ? 100zł ?
    Stracisz tyle ile to sobie cenisz. A jak wypuszczasz grę na rynek bez zabezpieczeń uniemożliwiających kopiowanie, oznacza to, że sobie tej gry nie cenisz.

    > Nie usłyszałem jeszcze ani razu logicznego argumentu za zniesieniem IP.
    To określ proszę LOGICZNIE gdzie to IP się zaczyna i gdzie kończy. Oraz jednostki miary tego IP uznawane przez fizyków lub matematyków.

  9. Adam, argumentów przeciw IP przeczytałeś u mnie dziesiątki. Fakt, że Ty nie uznajesz je za logiczne, nie oznacza, że takowymi nie są.

    Za to chyba cała argumentacja za IP, jaką widziałem, opiera się jedynie o utylitaryzm, a o logikę (czyli o takie niemierzalne gdybanie).

  10. @ed: tak sie sklada ze sam tworze oprogramowanie, wiec problem piractwa nie jest mi obcy. twoj argument jest wyjatkowo chybiony – gdzie widziales oprogramowanie, ktore zostalo spiracone w 100%? ludzie maja mozliwosc legalnego sciagania setek tysiecy programow, za ktore nikt im nie kaze placic, a i tak placa – bo ludzie to nie idioci i degeneraci, jak ich probuja widziec niektorzy przedstawiciele przemyslu opartego o IP i w pelni rozumieja, ze wszystko kosztuje, nawet jezeli jest to „za darmo”, to tworca musi z czegos zyc.
    dlaczego akurat przemysl IP mialby miec dodatkowe prawa – zarowno do wlasnosci przedmiotu, ktory kupilem (o czym pisalem i na ktory to logiczny argument nie potrafiles odpowiedziec inaczej niz – tworze gry i mam problem, bo mi sie nie sprzedaja tak jakbym chcial), dlaczego akurat z twojego powodu policja (czy organizacje wynajete przez ciebie) moze mnie szpiegowac, wejsc mi do domu i zabrac wszystko co im sie podoba, bo moze „ukradlem” „twoj” ciag bitow.
    dlaczego policja nie lazi po domach/firmach i nie sprawdza czy czasem ktos nie „ukradl” sposobu przygotowywania kurczaka KFC, bo siec ta myslala, ze jej zyski beda wieksze, wiec na pewno ktos im „ukradl” „ich” kurczaki. bo to absurdalne? tak samo absurdalne sa przepisy odnoszace sie do IP, tylko po latach prania mozgow, zupelnie nas nie dziwi, ze mozna „ukrasc” program, tak samo jak nie dziwi nas, ze pani w telewizji leje kropelke plynu na przypalona kuchnie i brud znika przy pierwszym przetarciu. ta „naturalnosc” podejscia nie jest podyktowana logika, a przyzwyczajeniem.
    przez lata nie bylo jako takich praw autorskich (poza najbardziej naturalnymi – do przyznania autorstwa do wytworu autorowi – co tez nie wynikalo z zapisow prawa, a z normalnego podejscia ludzi) i byli autorzy, jakos zyli i mieli sie dobrze. nawet relatywnie niedawno w polsce piractwo nie bylo karalne, a w samej polsce powstawaly kultowe gry i jej tworcy zyja (jak z reszta widac na zalaczonym obrazku powyzej) do dzis i maja sie dobrze.

    zauwaz prosze rowniez, ze prawa autorskie trzeba zrewidowac (delikatnie mowiac), bo dzieki aktualnego prawodawstwu stymuluja zmiany idace w zlym kierunku i wiekszosc problemow, restrykcji i niedogodnosci trafia w nabywcow „oryginanych kopii” produktow – a to nagle przedmiot ich zakupow przestaje dzialac, bo serwer z zabezpeczeniami zostal wylaczony, a to moga zainstalowac program tylko 3 razy, a to musza ogladac „reklamowke” akcji ich nie dotyczacej, bo przeciez zaplacili kiladziesiat zlotych za np. bilet do kina (i przy okazji nie kradna torebek, telewizorow, dvd czy nawet nie kradna czapek policyjncyh) i siedza ogladajac przyglupie reklamy, slyszac jak banda polglowkow przyszla nie na seans, a zeby sobie pogadac. przemysl IP meczy swoich klientow, zamiast ladnie podziekowac im za zakup wytworzonego przez nich dobra.

  11. jeszcze mi sie nasunelo takie jedno skojarzenie. dlaczego istnieja inne galezie „handlu”, ktore teoretycznie, zgodnie z rozumowaniem copyrightowych mozgow – nie maja prawa istniec bez ochrony gwarantowanej przez restrykcyjne prawo autorskie?
    najblizszy przyklad z kazdego podworka – religia. dlaczego kazdy moze sobie „zmixowac” idee roznych religii czy nawet „na chama” wybrac jedna, tylko nazwac ja inaczej i nie jest piratem, zlodziejem wlasnosci intelektualnej? dlaczego na swiecie nie kraza pozwy pomiedzy kosciolami i np. koncepcje zycia wiecznego, dlaczego szczesliwe zycie po smierci nie jest opatentowane przez jedna z organizacji religijnych? dlaczego ciagle powstaja nowe koscioly, a i te istniejace maja sie wyjatkowo dobrze? przeciez zgodnie z logika IP – nie powinny. po co ktokolwiek mialby dac zlamanego centa na kosciol, skoro nie musi? po co lazic czy jechac do kosciola, kiedy nie tylko moge zorganizowac sobie kosciol we wlasnym domu, dostosowany do mojego widzimisie, ale jeszcze na nim zarabiac? dlaczego nie widzimy wszedzie Jezus(TM) – „The good maker”(R), Niebo(C), jak na boga moga przetrwac jakiekolwiek koscioly, jezeli nie maja prawnych instrumentow do naruszaniach mojej prywatnosci i sprawdzania czy nie czytam czasem pirackiego pisma swietego, nie wysylam przez siec wersetow biblii lub czy nie zorganizowalem czasem spotkania w celu zaspiewania kilku psalmow (i jeszcze piracko grabie ludzi, zbierajac „na tace”)?
    toc to perpetum mobile dla przemyslu IP – jak koncepcja, w ktorej nie zmusza sie ludzi co placenia za wlasnosc intelektualna moze istniec?

  12. shw: gdzieś można ściągnąć twoje programy ? Popatrzyłbym sobie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.