• elbi

    W pierwszym filmie to poważnie? O k*a! Do czego to doszło.

  • Czy to nie jest parodia jakiejÅ� autentycznej kampanii medialnej? W serialu „IT Crowd” byÅ�y podobne scenki dla jaj, jak oglÄ�dali film z DVD. DokÅ�adniej w odcinku Moss and German. IÅ�cie sikaÅ�em ze Å�miechu z klipu:
    „You wouldn’t steal a handbag. You wouldn’t steal a car. You wouldn’t steal a baby. You wouldn’t shoot a policeman and then steal his helmet. You wouldn’t go to the toilet in his helmet and then send it to the policeman’s grieving widow, and then steal it again. Downloading films is stealing.”.

  • maniak713

    Do kompletu by się jeszcze przydała parodia z „It Crowd”…
    (you wouldn’t kill a policeman… then steal his helmet… then shit in it… then give it to the widow… then steal it again…)

  • Mnie irytuje w tej kampanii to, ze kupujac lub wypozyczajac zgodnie z prawem film zmuszaja mnie do ogladania tego badziewnego klipu. Piraci nie musza tego oglądać. Jaka w tym logika? Cala ta kampania jest dla mnie idiotyczna.
    Jesli chodzi o propagande zwiazana z „uwolnieniem” „uwiezionych” patentami czy chronionych prawami autorskimi dziel, idei, utworow itp. nie rozumiem tego zjawiska. O ile taki np. Stallman faktycznie zdaje się podążać za ideami, które głosi to przecież większość autorów (czegokolwiek niematerialnego) żyje z pieniedzy uzyskanych w ten sposob. Takze autor tego bloga. Osobiscie lubie idee wolnosciowe, jednak uwazam, ze to autorzy powinni decydowac jaki status maja ich dziela, na jakich zasadach sa dystrybuowane, a nie konsumenci. Uzasadnianie kradzieży tzw. „własności intelektualnej” ideami tzw. „wolnosciowymi” wydaje mi sie rownie słabym pomysłem jak parodiowana kampania.
    Pozdrawiam!

  • Problem jest w tym, że jedyną metodą, dzięki której autorzy mogliby decydować o zasadach dystrybucji swoich dzieł jest przejęcie kontroli nad materialną własnością innych ludzi. Przy użyciu państwowego aparatu przymusu.

    Autor nie może ta po prostu stwierdzić, że publikuje swoje dzieło i nie wolno go kopiować, aby tak się stało. Od momentu publikacji musi każdego traktować jako tego, kto nie stosuje się do jego woli – bo jak inaczej? A jakie muszą być tego konsekwencje, to łatwo sobie wyobrazić.

    „Własność” intelektualna nie dlatego jest zła, bo nie jest wolnościowa (a nie jest, ale to inna sprawa), ale dlatego że jest złym pomysłem, nie mającym nic wspólnego z własnością.

  • To pewnie nie jest dobre miejsce na polemikę, ale idąc tym tokiem myslenia, można podważyć każdą inną własność np. gruntową, bo jakie prawo ma jakaś grupa ludzi aby uznawać prawo danej jednostki do danego kawałka ziemi? Te wszystkie księgi wieczyste i systemy kontroli to czysta biurokratyczna fikcja. Żeby ten stan utrzymać używany jest m.in. właśnie „państwowy aparat przymusu”.

    Jednak ludzie podjeli dawno temu decyzje i plemiona koczownicze, dla których własność była abstrakcją, zostały „wyparte” przez osadników. Tak rozpoczęła się nasza materialna kultura.

    Myślę, że podobnie jak pieniądz ma wirtualną wartość, tak samo wartość może mieć niematerialne dzieło, to kwestia umowy.

  • Nikt nie twierdzi, że tzw. „własność intelektualna” nie ma wartości. Problemem jest to, że trudno zmapować elementy typowe dla „normalnej” kradzieży do tzw. „kradzieży własności intelektualnej”. Nieprzypadkowo określenie „piractwo” jest używane znacznie częściej przez ludzi niż „kradzież” w odniesieniu „tego procederu” i to mimo terrorystycznego wręcz znamionowania „piractwa” jako „kradzież” właśnie. Jadąc nowomową tzw. „własność intelektualna” wymaga innego modelu biznesowego, a nie biurokracji, która widząc „dobra szczególne” stworzy dodatkowe przepisy i sobie na nich „popasorzytuje”.

    pozdrawiam,
    k

  • > Myślę, że podobnie jak pieniądz ma wirtualną wartość, tak samo wartość może mieć niematerialne dzieło, to kwestia umowy.

    A dostałeś kiedyś w ryło sakiewką złota? 🙂

    Porównanie z gruntem zupełnie nietrafione, istotą nie jest aparat państwowy – przecież na swoje ziemi możesz stanąć sam i po sprawie. W jaki sposób „upilnujesz” kopii swojej płyty?

  • > A dostałeś kiedyś w ryło sakiewką złota?

    Nie dostalem, podobnie jak nie podcieram tyłka banknotami. Ten metal ma czysto umowną wartość podobnie jak „bilety narodowego banku”

    Płyty, czy pliki wystarczy zabezpieczać przed kopiowaniem. Oczywiście złamanie każdych zabezpieczeń jest możliwe podobnie jak kradzież każdej sakiewki złota, czy nawet ziemi w imię wyższego dobra np. budowy drogi w tym miejscu 😉