IP a geografia

Istnienie monopolów „własności” intelektualnej wiąże się z pewnymi niedogodnościami. Dziś zajmę się jednym – czyli wykorzystywaniem monopolu do sterowania rynkiem. Wydawałoby się, że właściciele IP bardzo chcą nam te swoje towary „sprzedać” (choć faktycznie nigdy ich nie kupujemy, ale jedynie łaskawie udzielają nam licencji na wykorzystanie, przeważnie w ograniczonym zakresie), więc każdy klient im miły, szczególnie w dobie panoszącego się „piractwa” i ponoszenia miliardowych „strat”. Tak? To proszę spróbować kupić legalne pliki MP3 w iTunes Store, czy Amazon MP3 Downloads Oba te serwisy stosują dyskryminację regionalną, dzieląc konsumentów na tych, którym sprzedadzą na tych, którym nie sprzedadzą. Mnie to tak bardzo nie przeszkadza, dla mnie sklep może wybierać klientelę według dowolnych kryteriów, najwyżej ryzykuje utratą klientów, ale w naszym świecie walki z dyskryminacją, jakoś nie słyszałem o protestach w tej sprawie. Co innego, gdybym sobie zrobił sklep „Tylko dla Polaków”, wtedy na pewno „Wyborcza” pokazałaby mi, gdzie raki zimują i gdzie miejsce dla takich faszystów.

Ja oczywiście mogę domyślać się czym powodowana jest owa regionalizacja – najczęściej umowy licencyjne podpisywane są przez różne podmioty na różne terytoria, więc bywa, że ktoś tam ma gdzieś wyłączność, a internet za bardzo nie uznaje granic. Niemniej jednak, gdyby nie monopol, to w przypadku, gdy jeden sklep nie chce mi jakiegoś towaru sprzedać, to idę do konkurencji, która nie jest już taka wybredna w doborze klienta – konkurencja robi swoje. No ale IP to zaprzeczenie konkurencji, to monopol i chęć totalnej kontroli, oczywiście przy użyciu państwowego aparatu przymusu.

Tak naprawdę, to istnieje konkurencja także i tutaj, czyli sieć wymiany plików P2P. Nie chce mi iTunes sprzedać muzy i pozwolić mi wesprzeć moją kasą artysty (który dostanie okruszki z moich opłat, jeśli cokolwiek), to bez problemu większość z oferowanej muzyki można znaleźć gdzie indziej, gdzie nikt nikomu geograficznej lokacji nie sprawdza.

Monopol IP wsparty stosownym prawodawstwem pozwala na bezkarne zabawy w regionalizację płyt DVD i BD. Legalnie zakupiona płyta DVD staje się bezużytecznym śmieciem, gdy próbujemy ją odtworzyć w odtwarzaczu przeznaczonym dla innego regionu niż posiadana przez nas płyta. Wszystko w imię monopolistycznej kontroli nad rynkiem, w którym producenci decydują o cenach i dostępności, a konsument może co najwyżej się z tym pogodzić. Ale te same filmy na torrentach już nie mają tej niedogodności i nie chcą stosować się do misternych marketingowych planów regionalnych premier.

Pretekstem zaś do tego wpisu była chęć skorzystania z innego działu Amazon.com, sprzedającego tanio gry typu „casual”. Oferowano dziś do „sprzedaży” kilka tytułow w cenie $0, czyli za darmochę, więc pomyślałem, że skorzystam, najwyżej mi się nie spodobają. Wybrałem grę, wskoczyła do koszyka, cena $0 i niespodzianka – komunikat, że „restrykcje geograficzne nie pozwalają na sprzedaż tego produktu”. Proszę, proszę, za darmo, ale „Nur für Deutsche„… znaczy tylko dla Amerykanów.

7 myśli na temat “IP a geografia”

  1. Witam, brak bezpośredniego związku ale, przypomiał mi się artykuł z informacją, że nawet kartridże do drukarek podlegają restrykcjom geograficznym (jakieś zabezpieczenie w pasku z chipem)- czyli toner kupiony np. 2x taniej w USA nie będzie współpracował z drukarką od polskiego dystrybutora.

  2. Co ciekawe niektóre przedmioty z amazon.co.uk nie mogą być zamówione na adres polski. Wcześniej mieli argument, że poza Unię nie da rady, a dziś – że nie bo nie.

    Z innej beczki, przed kolejnym (na szczęście ostatnim) sezonem Battlestar Galactica, na stronce serialu puszczają tzw. webisodes – darmowe, krótkie, 90 sekundowe odcinki mające zachęcić do nowego sezonu. Na stronce jest sprawdzane IP, i z Polski ich nie da rady obejrzeć.

  3. Swego czasu z powodu wahań kursu walut program zakupiony w amerykańskim iTunes Store kosztujący 1 dolara, a w europejskim 80 eurocentów, był w przeliczeniu na złotówki prawie dwukrotnie tańszy. Obecnie złotówka osłabła, dolar wręcz przeciwnie i ceny się wyrównały.

  4. Ciekawe, że kilka razy chciałem coś kupić na Amazonie: a to jakąś małą klawiaturę MIDI do wsunięcia „pod biurko”, a to kartę dźwiękową, a to pomniejsze pierdoły. Za każdym razem wyskakiwał mi komunikat o ograniczeniach regionalnych. To jest chyba jakaś kpina.

    Teraz już nawet przez myśl mi nie przejdzie, by cokolwiek tam kupić. Po co mam wchodzić? Żeby za chwilę się dowiedzieć że i tak u nich nie kupię, bo nie? Trudno, nie moja strata. 😉

  5. Rozumiem jeszcze ograniczenia w sprzedaży fizycznych towarów, to dość częsty przypadek, że firmy amerykańskie nie prowadzą sprzedaży międzynarodowej. Bo koszty wysyłki duże, specjalne formularze celne, kłopoty z dostawą i zwrotami. Ale sprzedaż „po drucie”? Tutaj tylko trzeba kasę przyjąć i z głowy.

  6. czasami naprawde latwo zapomniec na jakim swiecie zyjemy. w zeszlym tygodniu pomyslalem sobie wlasnie – cholera – dawno nie widzialem pewnego filmu – staroc z czasow zamierzchlej mlodosci. jak wiadomo takie rzeczy sa ciezko dostepne przez p2p – dlaczego nie kupic korzystajac z doprodziejstw szybkiego lacza i nawet machajac na wysoki kurs dolara. niestety – nie bylo mi dane zaplacic tworcom za mozliwosc powrotu wspomien – moje pieniadze nie sa dla nich wystarczajaco dobre. no coz – znalazlem u „konkurencji”

Możliwość komentowania jest wyłączona.